93. Nie każdy Ukrainiec jest szmuglerem, czyli wywody na temat polskiego serialu.

Od niedawna na TVP1 emitowany jest serial pod intrygującą nazwą „Dziewczyny ze Lwowa„. Przeciętny telewidz jest usatysfakcjonowany poziomem owego serialu i nie doszukuje się w nim niczego konkretnego. Dobra gra aktorska, ciekawe wątki – ogółem, zasługuje na Oscara.

Jak głosi sam tytuł, serial opowiada historię kilku młodych dziewczyn, które przyjechały do Polski ze Lwowa, aby szukać pracy i wspomóc swoje rodziny w ojczyźnie. Hmm… Niby nic takiego, ale czy naprawdę musiał powstać taki serial akurat w tych czasach? Producenci chyba nie przewidzieli, jaka nagonka będzie po wyemitowaniu pierwszego odcinka. Niektórzy doszukują się tam podtekstów politycznych, a reszta zwyczajnie ma dosyć dręczącego ich tematu Ukrainy. 

Może przejdźmy do mojego stanowiska w tej sprawie. Jak wiecie, nie oglądam takich typowych seriali polskich, i jak na razie, nie mam czego żałować. Kilka dni temu trafiłam jednak na jeden z odcinków „Dziewczyn ze Lwowa”, oglądając z tatą telewizję. Zaciekawił mnie tytuł i pomyślałam, że nie może być tak źle, może będzie na poziomie. Oczywiście, przeliczyłam się. Raczej nie powinnam wypowiadać się na temat całego serialu o obejrzeniu jednego odcinka. Jeśli jednak się mylę, wyprowadźcie mnie z błędu…

Zaskoczyło mnie to, jak stereotypowo podchodzi się tam do Ukraińców. Młode dziewczyny, które tylko sprzątają w innych domach, a u siebie w domu tragedia i dramat życiowy. Jeszcze bardziej zaszokowało mnie przedstawienie jednej z dziewczyn, która, aby pomóc swojej pracodawczyni proponuje jej nielegalne szmuglowanie polskiej produkcji ubranek za granicę. Ok, wiem, że takie rzeczy się dzieją. Ukrainki przyjeżdżają za robotą, zazwyczaj jako sprzątaczki. Niektórzy trudnią się też nielegalnym przewożeniem towarów za granicę. No, ale czy to wszystko musi być tematem serialu pseudo-obyczajowego? Stereotypy to ostrożny temat, ponieważ jeśli ktoś weźmie ten serial na poważnie to dojdzie do powstania nowej fali ksenofobów. Wydaje mi się, że nie o to chodziło producentom serialu…

Czy my serio tak myślimy o Ukraińcach? Czy szufladkujemy ich i określamy etykietką „niewolnice”, „przemytnicy”? Czy nie wstyd nam, że tak postrzegamy naszych sąsiadów? Wydaje mi się to trochę zaściankowe i płytkie. Nie mówię, że mamy ich kochać, a siebie poniżać, aale..

Czy nam byłoby miło, gdyby za granicą powstał serial opowiadających o „Polaczkach”? Gdzie bylibyśmy przedstawieni jako śmieciarze z rozwiniętym mięśniem piwnym, niosący reklamówkę z „Biedronki” w słynnych sandałach i skarpetkach? Czy zgodzilibyśmy się na takie pokazywanie nas w obcym kraju? Jako złodzieje, szmuglerzy, kłamcy i kombinatorzy. Alkoholicy, podkradający hotelowe wyposażenie. Jeśli widzą „swojego” za granicą, to muszą go wykorzystać do ostatniej złotówki. Czy tak chcielibyśmy być odbierani w innych krajach? Nie wydaje mi się. Wyznając więc zasadę „nie rób drugiemu co tobie niemiłe”, stwierdzam, że ten serial ma prawo budzić kontrowersje i sprzeciw nawet ze strony samej Ukrainy.

Liczę na to, że może w którymś odcinku pokażą Ukrainki z dobrej strony, bo wierzę, że niektórzy właśnie takową stronę mają. Dokładnie tak samo, jak nie każdy Polak jest złodziejem, tak nie każdy Ukrainiec jest szmuglerem. Może dla kogoś to dobry serial, z genialną obsadą i interesującą fabułą. Wydaje mi się jednak, że co mądrzejsi Polacy pomyślą o tym, czy oglądanie tego serialu ma jakikolwiek sens.

11 listopada pozdrawiam patriotycznie.

/Siwa