95. Starość, zdecydowanie NIE radość.

Witam, po krótkiej przerwie spowodowanej:

1.blablablablaa

2. BlaBlaBlaaBla

3. bLAbLAbLAbLA

Tak, doskonale wiem, jak bardzo to wszystkich interesuje, ale przejdźmy dalej.

Dzisiaj opowiem Wam o starości, ale morał poznacie już na samym początku.

Starość w samotności to nic fajnego.

Wszyscy wiemy o co chodzi. Każdy zgodzi się z tym zdaniem. Nie muszę tutaj rozprawiać o zalecie posiadania rodziny, o dziadkach w domach spokojnej starości innych. To prawdopodobnie przerobiliście już dobre kilka/kilkanaście lat temu. Więc po co piszę o sprawach, które są tak oczywiste, że nie ma sensu rozwijać ich więcej? Jedynym moim zamiarem jest pokazanie Wam tego w praktyce.

Niedziela, dokładnie dwa tygodnie temu. Siedzę z tatą i Julką w jadłodajni w mieście i spokojnie jem obiad. (Nie pytajcie mnie dlaczego nie jedliśmy w domu. Nie moja wina, że moja mama poszła na studia zaoczne. Nikt poza nią nie został obdarzony talentem kulinarnym. A tam serio jest bardzo tanio…) Nagle do kasy podchodzi bardzo starsza pani (wybaczcie, ale ona serio była bardzo starsza) i próbuje zamówić jedzenie na wynos. Chodzi powoli, opiera się laskę, przejście 5 metrów zajmuje jej około minuty. Nie słyszy wszystkiego, mówi, prawie krzycząc, ma na sobie długi płaszcz i jeszcze kilka warstw ubrań, w ręku trzyma nieodłączną reklamówkę. Sytuacja wydaje się normalna – schorowana starsza pani przychodzi sobie po obiad. Ale z drugiej strony… Przy stoliku blisko kasy również siedzi babcia, ale z młodą kobietą. Wygląda na zadbaną, a kiedy idzie, córka trzyma ją pod ramię.

W pewnym momencie pomiędzy starszymi paniami nawiązał się dialog. Okazało się, że doskonale się znają, ale dawno się nie widziały. Samotna staruszka, zapytana o wiek, odpowiedziała, że ma 95 lat. Jej koleżanka, była od niej kilka lat młodsza. Opowiedziały sobie jeszcze na jakie przypadłości cierpią, a po chwili starsza kobieta ruszyła w drogę powrotną.  W tym samym momencie córka 92-letniej pani zapytała ją: „Mamo, co chcesz zjeść?”

Cała ta sytuacja tak bardzo mnie rozczuliła. Z jednej strony byłam pełna podziwu dla 95-letniej staruszki, która jest jeszcze w stanie sama obejść do sklepu, czy na obiad. No właśnie – obiad. Obiad w niedzielę. Powinna go spędzać z kimś, kto się nią zaopiekuje, zapyta co chciałaby zjeść, zatroszczy się o to, czy nie poślizgnie się na zamarzniętym chodniku… Starość w samotności to zdecydowanie najsmutniejsza rzecz jaka się może człowiekowi trafić.

Pozdrawiam ciepło i może do następnego wpisu wkrótce. Pozwólcie, że najpierw nadrobię zaległości w czytaniu innych blogów.

/Siwa