74. Krótkie włosy – same problemy.

Wiem, że nie odkryję Ameryki, kiedy stwierdzę, że dwa tygodnie ferii to zbyt mało. Myślę, że każdy uczeń doszedł do takich wniosków. Czas leci jak szalony. Jemu to się musi nudzić skoro tak gna. Co do nudzenia się – im mniej mam czasu tym bardziej go marnotrawię. Namiętnie kontynuuję czytanie „Igrzysk…” (została mi już tylko ostatnia część), oglądam jakieś pierdoły i … to w sumie tyle. Boże, aż mi siebie żal. ;(

Dobra, koniec tego narzekania. Zabieramy się do notki, która pokaże Wam świat z perspektywy krótkowłosej dziewczyny, czyli z mojej perspektywy. Z tego powodu możecie oglądać moje zdjęcie po prawej stronie -> -> ->
Nie żałuję, że ścięłam włosy ( znam to zdanie na pamięć – odpowiadam tak nawet na tysięczne pytanie o to, czy żałuję).  Za to moje życie stało się bardziej kolorowe i ciekawsze. :D

Czasem bywają też negatywne skutki uboczne takie jak np. dziwne zachowanie ludzi w stosunku do mnie. W gruncie rzeczy jestem miłą i kulturalną dziewczyną. Jednak reakcja społeczeństwa na krótkie włosy nie  obejmuje analizy czyjegoś charakteru.  Czasem ludzi po prostu się …boją. To przykre, bo ja wcale straszna nie jestem.

Jadąc do szkoły autobusem zdarzyła mi się kiedyś pewna sytuacja. Kulturalnie zdjęłam plecak z drugiego siedzenia i położyłam go sobie na kolanach, aby udostępnić innym miejsce. Okropnie denerwuje mnie takie zajmowanie dwóch miejsc, bo torba musi siedzieć. Co z tego, że płaci się bilet tylko za jedno miejsce, nie uwzględnia się plecaka -_- W każdym bądź razie, wszystkie miejsca naokoło pozajmowane, a ludzie wchodzą i wchodzą. W pewnym momencie jeden gość popatrzył na wolne siedzenie obok mnie, spojrzał na mnie i stanął w przejściu. Nikt do końca drogi obok mnie nie usiadł.

Ta sytuacja nie zaintrygowała by mnie tak bardzo, gdyby nie fakt, że całkiem niedawno się powtórzyła. W końcu to mógł być przypadek, a ja jestem zbyt przewrażliwiona na swoim punkcie. W poniedziałek wyruszyłam w podróż do Jeleniej Góry na ferie. Kulturalnie (lubię to słowo)  zajęłam miejsce i jak zwykle wzięłam plecak na kolana, zostawiając obok puste siedzenie. Oczywiście nie wszyscy pasażerowie wpadli na ten pomysł np. dziewczyna z torebką przede mną, chłopak z torbą po drugiej stronie i jeszcze jeden za nim, z gigantycznym plecakiem. W końcu podszedł do tyłu jakiś mężczyzna w średnim wieku i szukał wolnego siedzenia. Popatrzył na jedyne niezastawione bagażem miejsce obok mnie, zawahał się i usiadł przy dziewczynie, pytając ją uprzednio czy siedzenie obok jest zajęte… -_-  Nie rozumiem tych ludzi. Odganiają się ode mnie jak mogą. 2 godziny do Krakowa to nie lada wyzwanie, siedząc koło dziwnej dziewczyny z krótkimi włosami. Na szczęście dla mnie, usiadł obok mnie młody chłopak, który wyjątkowo ładnie pachniał (wiem, że to dziwne, ale on naprawdę ładnie pachniał…).

Dlaczego uważam, że to wszystko ze względu na włosy?

1)      Wcześniej, kiedy miałam długie nikt nie zwracał na mnie uwagi i nie zastanawiał się dwa razy zanim usiadł obok mnie.

2)      Nie ubieram się dziwnie, nie przynależę do żadnej subkultury, mega paskudna na twarzy też nie jestem, więc jedyna rzecz, przyciągająca uwagę innych to włosy.

3)      Krótkie włosy, zwłaszcza postawione do góry sprawiają, że wyglądam czasem jak chłopak. Bo przecież chłopcy ostatnio też noszą kolczyki… Ludzie mają problem  z rozeznaniem mojej płci więc wolą nie ryzykować.

Podczas tej samej drogi do Jeleniej Góry zdarzyła się jeszcze jedna, ciekawa sytuacja. Pasażerowie stają w kolejce do oddania bagażu. Obok mnie widzę małą, uroczą dziewczynkę, która nie potrafi zachowywać się spokojnie. Uśmiecham się do niej i patrzę na jej mamę. Niska kobieta z krótkimi (ale to bardzo, bardzo krótkimi), rudymi włosami. Mniej więcej coś w tym stylu ->74

 

Owa pani, poirytowana niespokojnym zachowaniem córki, każe jej stanąć poza kolejką.
Przeproś pana i stań obok” – mówi.
Nie obchodziłoby mnie to gdyby nie fakt, że wypowiedź dotyczyła mnie! Wzięła mnie z mężczyznę. Hipokrytka…  Sama nie wygląda lepiej. W momencie przestałam się uśmiechać do jej dziecka.

No cóż, ludzie są dziwni. Ale żeby tak dziewczyny od chłopaka nie rozróżniać.

Pozdrawiam Was serdecznie i liczę, że Wy potrafilibyście rozróżnić mnie od pierwszego, lepszego chłopaka. :D

P.S. A już niedługo szykuje się specjalna notka od mojej przyjaciółki. Zapraszam wszystkich do zaglądnięcia. ;)

/Siwa

72. Muzyka przekuwa mi uszy.

Wyobraźcie sobie pewną sytuację. Jedziecie autobusem i słyszycie fragment (właściwie końcowy) jakiejś piosenki. Jest to typowa „łupanka”, więc nie możecie się powołać na żadne słowa z tekstu. Po skończeniu utworu zakładacie słuchawki i nie myślicie już o tym. Kilka dni później (i tak dzień pod rząd) słyszycie znów tą samą piosenkę. Nie zapominajmy, że to jest autobus, więc w sumie słyszycie niewiele, tylko kilka nutek, które są mocno urzekające. Potraficie już nawet zanucić (dość nieskładnie) refren. Ale wciąż nie macie pojęcia co to za piosenka ani kto ją śpiewa, a kiedy słyszycie ją po raz setny już w tym samym autobusie, pojazd nagle wydaje tak głośne dźwięki jak samolot przy starcie. Mocno irytująca sytuacja, nie możecie jej nijak zmienić bo nie znacie żadnego słowa, które pomogło by w wyszukaniu piosenki w Internecie.

I nagle, tak z niczego, „skacząc” po kanałach muzycznych, napotykacie te, utrwalone już w mózgu, nuty z autobusu. Jakież to zdziwienie kiedy piosenka, którą szukaliście jest jedną z najbardziej znanych w ostatnim czasie. Są tam nawet słowa, których nigdy nie usłyszeliście! Jakby tego było mało, wykonują ją dość znani artyści… Prawie się pobeczałam. Trochę ze szczęścia, ale ten jęk, który wtedy wydałam bardziej świadczył o pogardzeniu dla mojej głupoty.

Po tym „krótkim” wstępie przejdźmy do (naprawdę krótkiej) notki, której tematem będzie MUZYKA.

Nie jest już taka piękna i delikatna. Raczej ciężka i brutalna. Wciska się na siłę do mózgu. Czasem najbardziej głupia nie potrafi wyjść przez cały dzień. Większość „nowoczesnych” piosenek właściwie wcale nie ma tekstu. Najwyżej jakaś powtarzająca się sekwencja słów. Albo jeszcze gorszy przypadek: słowa (po obowiązkowym sprawdzeniu na tekstowo.pl) okazują się beznadziejne, płytkie i niewarte uwagi. Jako przykład dam „Work bitch” B. Spears… Ręce załamują się same.

Czasem piosenka jest nawet ciekawa, tekstu już nie chcecie sprawdzać, aby się nie załamać (ja tak robię dość często…) i oglądacie teledysk. Z premedytacją, albo przez przypadek. Uwierzcie mi, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że teledysk Was urzeknie. Powiem więcej. Czasem zdarzają się już tak specyficzne przypadki, że teledysk potrafi obrzydzić nie tylko piosenkę ale i życie.

Kiedy usłyszycie pierwszy raz w radiu nową piosenkę zdarzy się, że bardzo się Wam spodoba. Wyszukujecie wtedy jej tytuł i ściągacie (wiem, wiem…) na telefon. Słuchacie ją w takiej częstotliwości,  w jakiej sobie chcecie. Znowu włączacie radio i tu… niespodzianka! Wasza piosenka! Na początku jest euforia i dzikie tańcowanie. Ale uwierzcie mi (dzisiejsza notka +20% do wiary) po kilku dniach znudzi się Wam. I piosenka nie będzie już sprawiała żadnej przyjemności. Będziecie nią „rzygać” kiedy usłyszycie ją w radiu, a na liście utworów na telefonie nie będziecie jej już chcieli widzieć. Radio wciska nam nową piosenkę, a później puszcza ją tak często, że powoli nie wytrzymujemy i najlepsza nawet piosenka staje się tą znienawidzoną i nagle… taką nudną.

Wnioski:

1)      Najlepiej nie słuchać radia. Może tylko czasem, może tylko wiadomości, ale te nowe stacje (nadaję nawet na swoją ulubioną „Eskę”) popełniają właśnie ten ostatni, opisany przeze mnie błąd.

2)      Stare piosenki były lepsze. I nikt mi nie wmówi, że Metallica czy Scorpions są gorsi niż Brzozowski. Nie trzeba rozumieć tekstu (chociaż czasem warto) wystarczy ta piękna muzyka bez syntezatorów, piękne dźwięki gitary i te solówki *_*

3)       Wszystko zależy od gustu. Jedni lubią disco-polo inni techno. Niektórym podobają się łupanki, innym nie. Inni znowu nie cierpią słuchać muzyki klasycznej a inni uwielbiają. Dlatego proszę nie czuć się urażonym…

A oto piosenka, którą poznaliście we wstępie, która przez pewien czas zajmowała dość sporą część mojego mózgu. (Jak mogłam nie poznać, że to Calvin Harris? ;_;)



/Siwa

69. Pijak szturmuje autobus.

Notka napisana na faktach autentycznych. (Jak zawsze.)

Wszystko miało miejsce kilka dni temu, pewnego szarego popołudnia, kiedy stałam na przystanku. 14 godzina, dużo osób także czekało na autobus. Na niewielkiej ławce pod zadaszeniem czekało kilka osób. Zazwyczaj spadają tam babcie z torbami, lub zdesperowani młodzi, czekając na autobus dłużej niż 20 minut.

Moją uwagę przykuł jednak pewien osobnik. Gość kołysał się i patrzył nieprzytomnymi oczami na świat. W pewnym momencie oparł się na mężczyźnie, siedzący obok niego. Spytał chyba dokąd jedzie autobus, który właśnie się zatrzymywał. Ten grzecznie mu odpowiedział.

Stwierdziłam, że ze względu na podobieństwo w wyglądzie pewnie są braćmi albo coś podobnego… W końcu przestałam się gapić na nich jak idiotka. Może facet po prostu był upośledzony, a tamten się nim opiekował. Miał na sobie czerwoną kurtkę i ogólnie wyglądał na czystego. Zrobiło mi się głupio, że tak się na niego patrzyłam.

Chwilę później spostrzegłam, że mężczyzna wyciąga papierosy. Jak to ja, znowu obserwowałem każdy jego ruch. Miał z tym ogromne problemy, samo wyciągnięcie papierosa z paczki graniczyło z cudem. Później przez kilka minut próbował włożyć go do ust. Kiedy odwróciłam się dobrą chwilę później, on dopiero go odpalał. Tutaj zaczęłam się już wahać. Jego kolega mu jednak nie pomagał, nie upomniał go też, kiedy pluł na chodnik pod sobą. Raczej próbował pluć, bo jakoś nawet to mu nie wychodziło. Z obrzydzeniem odwróciłam głowę. Miałam zamiar zjeść coś jeszcze dzisiaj… Facet ze swoimi nieporadnymi rękami nie wyciągał nawet papierosa z ust, tylko trzymając go, wypuszczał powietrze.

W końcu nadjechał mój bus. Ruszyłam do przodu, zapominając o dziwnym gościu. Oczywiście do wejścia rzuciła się chmara ludzi. Stałam grzecznie, czekając na swoją kolej, kiedy coś koło mnie uderzyło z impetem w autobus. Spojrzałam w lewo, a tam ten gość „przytulał się” do pojazdu. Wylądował z nosem przy szybie Miał ewidentne problemy z chodzeniem i utrzymaniem równowagi. Już 8-miesięczne dziecko radziłoby sobie lepiej.

Facet próbował się dostać do autobusu, przepychając obok mnie. Ja tylko lekko zasłoniłam mu wejście ramieniem i weszłam pierwsza. Zdążyłam podbić swój bilet. On za ten czas opierał się na plecach dwóch dziewczyn stojących za mną.

Stanęłam po środku autobusu, i jak cała reszta pasażerów, obserwowałam. Teraz już miałam pewności, że to wstawiony gość. Podszedł do kierowcy i przewiesił się przez drzwiczki, oddzielające prowadzącego od reszty. Naparł na Bogu ducha winnego kierowcę i mamrotał coś do niego. Kierowca busa próbował go odepchnąć od siebie, jednak kończyny faceta odmawiały mu posłuszeństwa. Tak samo jak jego język. Kierowca nie zgodził się go wziąć i próbował mu to wyperswadować, ale nic do niego nie docierało.

Po kilku minutach takich szamotaniny, pijany w końcu dał za wygraną i wytoczył się z pojazdu, potrącając wszystkich stojących obok. Tak bardzo się rozpędził, że zasadził z całej siły w przystanek. My odjechaliśmy.

Zastanawia mnie tylko co on tam robił w środku dnia i to jeszcze w takim mieście? Innych zachowanie pijaka widocznie rozśmieszyło. Jak można doprowadzić się do takiego stanu? Współczuję tylko rodzinie, jeśli tamten mężczyzna ją ma. Nie wyobrażam sobie jak można się tak załatwić i narobić takiego wstydu. On na szczęście nie będzie nic pamiętał…

To nie tak, że sceny z pijakami w roli głównej zawsze mnie poruszają. Ta akurat była szczególna. Nawet ostatni widziałam jak przez moją wieś toczył się jakiś gość. To także było wczesne popołudnie. Co się ostatnio dzieje z ludźmi, że doprowadzają się do takiego stanu?

/Siwa

62. Historia o tym, jak zostałam bohaterką ;)

Oto wpis o tym  jak to uratowałam mojego kuzyna od śmiertelnego niebezpieczeństwa.

Wysiadaliśmy z autobusu. K. przeszedł szybciej, a ja musiałam poczekać aż przejedzie auto. Szłam jakieś 10 metrów za nim. On odwrócił się tyłem i zaczął coś do mnie mówić. Nie zauważył, że wyszedł prawie na środek jezdni. Na dodatek zza jego pleców wyjechała rozpędzona ciężarówka. Niestety nie było to ta o nienaturalnej szerokości, ale jakaś zwykła z pełnym załadunkiem, która na pewno nie zatrzymałaby się tak szybko.
Wskazałam ręką coś za jego plecami i krzyknęłam „Uważaj!”.
Podbiegłam do niego w dwóch susach i odepchnęłam go na pobocze, a rozpędzona ciężarówka przejechała tuż obok nawet nie zwolniwszy.
Oto historia o tym jak to bohatersko uratowałam mojego kuzyna przed zeskrobywaniem go z jezdni.
Po całym incydencie K. klęknął przede mną i dziękował za uratowanie mu życia.

A jak było naprawdę?

Wysiadaliśmy z autobusu. K., przeszedł szybciej, a ja musiałam poczekać aż przejedzie auto. Szłam jakieś 10 metrów za nim. Odwrócił się tyłem i zaczął coś do mnie mówić. (Zgaduję, że mnie wyzywał, bo w sumie to nasz środek komunikacji. ) Nie zauważył, że wyszedł jakiś metr od pobocza. Na dodatek zza jego pleców wyjechał polonez, który stopniowo zwalniał, bo z naprzeciwka także jechało auto i by się z nim nie minął. (Tak w każdym razie mi to wytłumaczono.)
Wskazałam ręką coś za jego plecami i krzyknęłam „Uważaj!”.
Ten debil odwrócił się, zszedł na pobocze i poszliśmy dalej.
Ale ja i tak czułam się jakbym uratowała mu życie…

Kiedy wspomniałam mu o tym zwyzywał mnie od głupich, wariatek itd, bo jakże by inaczej.
Przedstawiłam mu pierwszą wersję tego wydarzenia. Na co on stwierdził, że na pewno będę dziennikarką, bo tak przerabiam fakty po swojemu jak zawodowy dziennikarz.

Obiecałam mu też, że dodam tą notkę z nim w roli głównej. Niech się cieszy :)

Ja i tak wiem, że uratowałam go od ciężarówki.

/Siwa

56. Cyganka w autobusie…

Wchodzą sobie trzy Cyganki do autobusu. Oczywiście już od progu proszą, czy mogą nie płacić. Przecież one tylko do Podegrodzia (czyli jak kilka osób w tym autobusie). Kierowca ma serce, albo nie ma odwagi i zgadza się.
- Pierwszy punkt widzenia – Cyganki! Smród. Na pewno kradną, zaraz jakaś rozróba będzie. Nie powinien się zgadzać ten idiota kierowca. Niech płacą jak my!
- Drugi: No i co z tego? Ludzie jak ludzie. Nie raz zdarza nam się nie płacić tylko wsiąść na gapę. Tylko wtedy jest mniej ludzi…

Inna sytuacja.

Wchodzą sobie trzy Cyganki do autobusu. Przy wejściu kupują spokojnie bilety i zajmują miejsca. Wyglądają jak wyglądają, torby niosą przeogromne, ale jakiejś rozróby wielkiej nie robią. Oczywiście jako ludzie gadatliwi, nie dają spokoju i zaczynają rozmowę z osobami siedzącymi obok.

Po co o tym piszę?
No w sumie niewielki mam w tym interes, ale mieszkam niedaleko Maszkowic. Kto wie co się tam działo jest szczęśliwcem, ale wystarczy wpisać na YouTubie coś podobnego i zaraz obejrzymy arcyciekawy filmik o tym jak kilku Romów zatrzymuje auto (czy auto się zatrzymuje, bo oni w nie czymś rzucali), po czym gwiżdżą i cała wioska wybiega do trzech (ale nie jestem pewna) facetów.
Po co?
a) w celach pokojowych,
b) żeby wyjaśnić zaistniałą sytuację,
c) żeby cała wioska mogła tych kolesi poznać,
d) żeby spuścić im manto.

Oczywiście wszystkie służby, mądrzy ludzie itd. Stwierdzili, że na pewno chodzi o spokojną konwersację. Ale nie proszę państwa, rozwiewam wszelkie wasze wątpliwości. To nie było miłe spotkanie. Tak samo jak spotkanie Cyganów i parady weselnej, gdzie to ojciec któregoś z małżonków został lekko mówiąc uszkodzony.

Z jednej strony mówią o tolerancji, stereotypach…
Z drugiej jednak często jakoś tak wychodzi, że jednak czynią źle. I czyja jest to wina? Tych gości co się zatrzymali, bo rzucali w ich pojazd kamieniami?

Trzeba być człowiekiem i kiedy Cyganki wchodzą do autobusu to nie mówmy od razu o nich źle. Może pojadą jak normalni ludzie. Są tacy, którzy świetnie się z nimi dogadują, mają miłych sąsiadów i im pomagają.
Ale z drugiej strony z nimi nie ma żartów, trzeba uważać, nie patrzeć kiedy nie chcą, nie walczyć o swoje, nie wchodzić na ich terytorium…

Dużo by tu jeszcze mówić.

Cyganie, dajcie się polubić.

/Siwa

P.S Jeśli chodzi o jakiekolwiek błędy proszę mnie poprawić.

38. Dolny Śląsk, Karpacz, Słoneczniki, rowerki i inne szczyty, które zdobywałam :)

„Kronikę wakacyjną” czas zacząć. :)

Moje wakacje ( nie wiem jak wasze) zaczęły się już w piątek 27.06 o godzinie 13. Nie zgadniecie co w tedy robiłam. Siedziałam sobie w autobusie, jadąc z powrotem do szkoły, z której wyszłam szczęśliwa kilka godzin wcześniej. Zmęczona, spocona i przede wszystkim zdenerwowana. Moja czarna sukienka doprowadzała mnie do szału. Było mi niewygodnie i chciałam już tylko do domu. Nie było mi to niestety dane jeszcze przez półtorej godziny. Zajebiste uczucie siedzieć sama w szkole (byłej) z dwoma nauczycielkami i dyrektorką, bo coś jeszcze ode mnie chciały…
Mniejsza z tym. Piosenką moich wakacji będzie „Dni, których nie znamy” Grechuty, ponieważ ją pierwszą usłyszałam zaraz po wiadomościach. Ciepłe wakacje rozpoczęłam zjedzeniem „Solo” na przystanku. Chociaż tyle na osłodę życia. Do tej pory jak to piszę budzą się we mnie stare pokłady frustracji z tego dnia.

Kolejny dzień (sobota) spędziłam prawie calusieńki z Małą. Czego to my nie robiłyśmy! Było bardzo fajnie. Raz do roku należy jej się dzień ze mną. :) Mam nadzieję, że kochana Dani mnie pochwali za piękną opieką nad dzieckiem, chociaż już starszym :D haha.

I niedziela… Tutaj się działo. W sumie raczej zleciało…  Po południu wybrałam się z przyjaciółką T. na rowery. Najpierw pod dużą górę, a później zjazd z wielką prędkością. Ja się wybawiłam :) Jeszcze później w pobliskiej miejscowości był festyn. Dużo osób, można było pogadać… Ogółem zarąbiście gdyby nie to, że jak wracałam to zlało mnie do reszty. Wyobraźcie sobie, na rowerze w strugach deszczu -,- Niezapomniane uczucie.

Poniedziałek. Hmmm.. Właściwe co napisać. Z rana dopełniłam formalności w liceum, a później z Nowego Sącza do Krakowa i z Krakowa do … Jeleniej Góry. 12 godzin w podróży. 11 w autobusie.  W międzyczasie gość, który darł się do telefonu zamiast mówić. Mega wrażenia, zwłaszcza, że to już mój trzeci raz. Przyjechałyśmy (z siostrą) po 22. Nareszcie w domu.. albo prawie domu…

Wtorek – Kurde wreszcie wakacje! Można spać do południa, zamulać nad kompem, telewizorem i książką. Ale nie na długo. Tutaj jest tylu ludzi, że się nie da. Dlatego uwielbiam to miejsce. Wieczorem pomimo brzydkiej pogody przejażdżka na rowerze. Nareszcie trochę aktywności. Szkoda, że wszystko mija tak szybko.

Środek tygodnia, może czas ruszyć dupsko. Tak więc po długim spaniu (wieczorem do późna graliśmy w super grę i oglądaliśmy mecz)i ogarnięciu się pojechałam się przejechać. Oczywiście było już po południu ^^ Ze Ścięgien pojechałam do Kowar i do Karpacza. Było fajnie chociaż byłam sama. Zjadłam najlepsze lody jakie mogą być tam podawane. Potem wróciłam do domu. Zmęczona ale zadowolona. To nie był koniec moich wypadów, bo później kuzynka wzięła mnie z ośmioletnim K. nad zaporę w Karpaczu. Po drodze spotkaliśmy dziwnie grubego psa. Nie wiem czy ktoś go spasł specjalnie i czy nie wywalił go na wakacje. (Przestroga! Nie róbcie tego…)

38-1 38-2

Właściwie nie wiem, co robiłam w czwartek. Tutaj (na Śląsku) wszystko mi się pomieszało. Nie wiem, który dzień tygodnia. Wydaje mi się, że jestem tu cały miesiąc, albo jeden długi dzień…
Wieczorem kolejna przejażdżka. Właściwie spodobało mi się to, szkoda, że nie uprawiam żadnych sportów regularnie… No ale cóż! Nie wszyscy są do tego stworzeni. Ale dwa plusy z mojego rowerownia:
+ Powtórka z poruszania się po drodze i zwłaszcza czytania znaków
+ Poprawa kondycji, nawet jeśli dystanse nie są znowu jakieś wielkie.

W piątek spotkałam się z moją koleżanką. Pojechałyśmy do Jeleniej Góry. Czy to nie dziwne (ale i fajne zarazem), że pomimo tego, iż widujemy się tylko dwa razy w roku (na wakacje i ferie) to i tak mamy o czym gadać? Niby super, ale tak się tylko da na chwilę, bo z osobami, które są mi bliskie widując się 7 razy w tygodniu i tak nie mogę się z nimi „nagadać”.
Wiadomość dnia! Dostałam się do wymarzonego liceum :) Za pierwszym razem i to od razu do mojej klasy, czyż nie cudownie? ^^

Sobota wcale nie była dniem wypoczynku… Po przyjeździe rodziców poszliśmy w gór. Karkonosze są naprawdę piękne. Zamiast na nudną i naszym zdaniem banalną Śnieżkę wybrałyśmy się (same kobiety ^^) na Pielgrzymy i Słoneczniki. Nie wiem co jeszcze opisać, bo nie da się. Tak bardzo bolą nogi, takie piękne widoki, taka euforia – cały ten pakiet zdobędą tylko ci, którzy tego spróbowali.

38-4

38-3

38-6

Niedziela wcale nie zapowiadała się źle, bo nie bolały mnie nogi tak jak np. moją siostrę (pozdro) :D Czyli nie jest najgorzej z moją kondycją. Jedyne co później się działo to pożegnania i wyjazd do domu. Tak mi się powiedziało do siostrzyczki: „Muszą być pożegnania, czasem ze łzami, żeby później móc się stęsknić i ucieszyć się na powitanie”.
Dwa kolory lata:
- niebieski, a właściwie błękit – jak niebo w pogodne poranki, tylko z kilkoma pierzastymi chmurkami.
- złoty – kolor zboża, które tak przyjemnie szumi i porusza się falami na wietrze.

Tak widzę lato…

A jako, że zdobyłam szczyt ^^ to może taka piosneczka:



 

20. W autobusie

Autobus, czyli pojazd z nieograniczonymi możliwościami – wpakuje tylu ludzi ilu tylko będzie potrzebowało się gdzieś dostać – PROMOCJA! Bez ograniczeń!
Wile już czytałam notek (zwłaszcza na Onecie) o komunikacji miejskiej, autobusach, tramwajach, pociągach. Nie powiem nic nowego, bo tam głównie są opisane sytuacje, kiedy „wchodzi starsza Pani i w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach”. No cóż, takie uroki. Mieszkasz na wsi – będziesz musiał czasami wytrzymać zapach gnojówy wywożonej w południe, mieszkasz w mieście – duś się spalinami, jeździsz autobusem – oddychaj takim powietrzem…
Ja oczywiście tez miałam takie przypadki. Jeden pamiętam doskonale, ale może nie będę o nim teraz rozprawiać. Wiem za to, że nigdy tej sytuacji nie zapomnę, bo prawie się porzygałam -,-
Zapomniałam o OSTRZEŻENIU! Jeśli jesz w tym momencie lepiej odłóż wszystko na bok – bo może lekko obrzydzić. W sumie to już chyba troszkę za późno ^^
Do szkoły dojeżdżamy autobusem kursowym (to już nie to, że mieliśmy własnego PKSa podstawionego pod szkołę). Właściwie tylko gimnazjaliści z mojej miejscowości jeżdżą tym przewoźnikiem. Tak więc od nowego roku  około 30 nowych osób pakuje się do autobusu. Brzmi super -,-
Najgorsze są dni, kiedy ludzie z Nowego Sącza wracają o tej samej porze, czyli rozpoczęcia roku szkolnego, zakończenia, święta, itp. Tak poza tym , to jakoś się mieścimy, co z tego, że nie ma gdzie usiąść. Do miejscowości, gdzie znajduje się nasze gimnazjum, jedzie się 5-7 minut. Spokojnie, postoję. J Są tygodnie gdzie znajdzie się miejsce z tyłu, a czasami przez cały tydzień ledwo MIEŚCIMY się w autobusie…
Z powrotem nie ma już takiego problemu, bo wiadomo, że rano wszyscy chcą na jedną godzinę do pracy. Z rana lepiej jest być dziewczyną, czemu?
Bo chłopaki, którzy wsiadali już od samego początku kursu okupujący miejsca z tyłu pojazdu ustępują w tedy miejsca. Nie, bynajmniej nie suwają swoich szanownych, no bo po co mieliby wstać, żeby ustąpić miejsca… Oni ŁASKAWIE biorą swoje torby/plecki z miejsca obok. WOW! To jest dopiero wyczyn. Biedna torba, tak jej niewygodnie.
Jeśli jest się dziewczyną i skieruje się do tyłu to nawet nie prosząc zaraz ktoś pozwala, żeby usiąść obok. Ja kiedyś w zamian za ustąpienie miejsca poczęstowałam chłopaka obok gumą do żucia, później jak tylko mnie widział to ustępował. Heh, miło ^^
Ostatnio mnie i mojego kuzyna zbulwersowała akcja pewnego starszego dziadka. Wielki (zaznaczam, że wielki, bo to istotne) autobus, w którym ledwo mieścili się już gimnazjaliści zatrzymuje się na jednym z ostatnich przystanków do naszego wyjścia. Właściwie został nam już tylko kilometr do szkoły. Żeby dziadek i jeszcze dwie osoby mogły wsiąść trzeba było drzeć się z przodu autobusu, aby szanowni zmienili swoje miejsce położenia. Odnieśliśmy marny skutek i właściwie my z przodu już leżeliśmy na sobie, a osoby, które wsiadały stały zaraz przy drzwiach.
Autobus, w którym nie dało się już oddychać, zajechał na pętlę przed szkołą (robi tak tylko dla uczniów, czym zmylił osoby, które jechały pierwszy raz, bo autobus zboczył z trasy). Dziadek, który niedawno wsiadał obruszył się i pyta kierowcę:
- A to do Sącza nie dojedziem?
- Nie, ten autobus jedzie do Sącza, tylko tutaj wysiadają uczniowie i jedziemy dalej. – tłumaczy spokojnie kierowca – Trzeba ich przepuścić – dodaje.
Dziadek stoi przy samych drzwiach, ale z autobusu nie wyszedł, żeby przepuścić tych stojących z przodu do wyjścia. Biedaczek martwił się, że ktoś zajmie mu MIEJSCE STOJĄCE.
W końcu musieliśmy iść do tylnego wyjścia. Jak tylko wyszliśmy K. (kuzyn) zaczął kląć i się denerwować. Nie chodzi o brak szacunku do starszych, ale czasami upartość niektórych doprowadza do szału…

20

/Siwa


  1. http://komixxy.pl/686324/Tlok-w-autobusie