18. Takie tam między dziećmi

Tytuł notki mówi niewiele, albo tak dużo, że i tak nie wiadomo o czym będzie. Jak zauważyliście jedna z ostatnich moich notek także dotyczyła dzieci. Czym to jest spowodowane?
Może obecnością mojej młodszej siostry, którą już mieliście okazję poznać, a może tym, że lubię dzieci. Czasami… Jak są grzeczne…W sumie nie lubię się z nimi bawić i zajmować…Ale lubię z nimi rozmawiać!
Gdy już doszliśmy (albo ja doszłam) do tego co w dzieciach lubię może przejdźmy do sedna sprawy. W ramach wolontariatu chodzę na świetlicę do szkoły podstawowej i jedną godzinę w tygodniu zajmuję się dziećmi, które czekają aż ktoś je odbierze.
Zazwyczaj są to te same dzieci. Chodziłam tam rok temu i poznałam kilka dziewczynek z drugiej klasy. Powiem wam, że miały ogromnego, z naciskiem na OGROMNEGO hopla na punkcie Monster High (Beatrycze – tak to się pisze, jeśli wiesz do której twojej się odwołuję).
Mama jednej z nich opowiadała, że stworzyły nawet swój własny „ołtarzyk” dla laleczek i wnet oddawałyby im hołd. Pomijam już fakt, że wyczytałam kiedyś, że całe to Monster Coś jest niezgodne z Bogiem, bo nie uczy dzieci niczego pożytecznego. No bo czego może nauczyć dziewczyna-robot, której ciągle odpada jakaś część ciała, czy wilkołak, albo zombie. W sumie, jak dla mnie to te bajki straszą i Młoda też zbyt długo się nie pocieszyła oglądając je.
Dziewczynki z drugiej podstawówki były tak wkręcone w tą modę na lalki-potwory, że zaczynało im odbijać. To tylko moje wrażenie, ale współczuję im rodzicom. Czemu?
A no temu, że dziewczynkom zamarzyło się mieć plecaki, piórniki, długopisy, zeszyty, a nawet każdą część garderoby z logo Monster High… Portfele rodziców na pewno ucierpiały. Ktoś powie: „OK. To tylko dziecięca zabawa.”
Na jasne, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy w następnym roku szkolnym po całej fazie Monster… nie było śladu. Co ją zastąpiło? Faza na Violettę! (Dla niewtajemniczonych – taki serial na Disney Chanel, który samej zdarzyło mi się parę razy obejrzeć)
Nie uważam, żeby ten serial tez był odpowiedni dla takich dziewczynek, bo nie uczy też niczego konkretnego. Poza pokazaniem jaką wartością jest przyjaźń, czy spełnianie marzeń, to uczy okłamywania, kombinowania, zmieniania chłopaków jak rękawiczki, a nawet całowania! (To zdecydowanie przyda się trzecioklasistkom – z podstawówki oczywiście)
Nie moja sprawa, co one oglądają, ale lepsze jest to, że cała garderoba do wymiany, piórniki i plecaki też. Co z tego, że tamte były prawie nowe. Za moda trzeba nadążać!
Kiedy spytałam dziewczynki  co podziało się z tamtymi rzeczami, popatrzyły na mnie jakbym spadła z księżyca.
- Mama sprzedała na Allegro.
Specjalistki opowiadały mi też, gdzie nabyły i jak sprzedały resztę rzeczy „przeterminowanych”. Powiem wam, że kopara mi opadła.
Przypomniałam im jeszcze tylko jak to się zachwycały Monster High i w odpowiedzi  usłyszałam:
- Ale w tym roku jest moda na „Violettę”.
Aha. Spoko. Ja dalej tego nie rozumiem i zrozumieć nie chcę. Możecie mnie nazwać łatwym krytykiem, albo hipokrytką, ale jak dla mnie to trochę straszne…

18

/Siwa

  1. Besty.pl

15. Buciki dla dzieciaka.

Czy aż dla takiego dzieciaka? Nie powiedziałabym. Moja siostra jest już dość duża, ale jeśli chodzi o jedną rzecz to bardzo jej zazdroszczę…
Kiedy ona nie ma butów rodzice lecą zaraz jej jakieś kupić. Jak już są w jakimś sklepie to zawsze znajdzie się coś fajnego. Odpowiedni krój, kolory, rozmiar, a i cena jak na takie buty przystępna. Na dodatek dzieci mają zawsze duży wybór, praktycznie w każdym sklepie coś znajdują. Więc jak nie tu to tam i już po problemie.
Moje zakupy to dopiero problem, ale o tym nie będę się rozdrabniać w tej notce.  Chodzi o to, że jak ja potrzebuję sobie coś kupić, to nigdy nie znajduję niczego odpowiedniego. Ostatnio sama oszalałam na punkcie butów Małej. Są takie jakie ja potrzebuję – wysokie, wygodne. Co z tego, że różowe i z Minnie? :D Są słodkie i czasami chciałabym się cofnąć do tych czasów, gdzie nikt nie pytał, czemu taki kolor. Tylko, że za „naszych czasów” nikt się modą nie przejmował – miało być wygodnie, żeby można było biegać. Teraz zazdroszczę siostrzyczce, że rodzice ją tak rozpieszczają pod tym względem i że żyje w czasach, gdzie nawet dzieci są modnie ubieranie. (No bo ona ma kurtkę z Reserwed Kids, a ja muszę się zadowolić tą siostry, albo pożyczać jej nową -,- )
Właściwie to, że Mała jest tak ubierana to trochę moja wina i mojej starszej siostry. To my chcemy, żeby zawsze ładnie wyglądała. Co nie zmienia faktów, że chciałabym tak jak dziecko. Wejść do sklepu, mieć w czym wybierać, kupić buty ładne, takie jakie mi się podobały, a nie takie jakie były tylko na stanie…
To co, mała prezentacja bucików? <3
15-1

15-2 15-3

 

15-4
Młoda jako modelka <3

/Siwa

13. O nominacjach na facebook’u

Kto już padł ofiarą „nominacji do zdjęć na fb”?
Ja tak, dodałam swoje zdjęcie z dzieciństwa, żeby nie musieć kupować czekolady. W sumie, to nie przeszkadzało mi to. Na początku tylko modliłam się, żeby nikt mnie nie wciągnął do tej głupiej gry.  Ale później zdecydowałam się, że jednak wstawię jakąś fotkę. Przypomniałam sobie jak dawniej było fajnie, jak beztroskie było dzieciństwo, a także jak dawniej ludzie wyglądali, bo nie powiem, że teraz dzieci się stroi, a nie ubiera.
Teraz cały facebook jest zawalony starymi zdjęciami. Nie powiem, że to już mocno irytujące i troszkę nudne, ale zawsze to lepsze niż beznadziejny wyzwania piwne…
Ja się wywiązałam, wiele osób nie nominowałam, nie będę przyczyniać się do rozprzestrzeniania tej zarazy…
Nie wiem kto to wymyślił, ale miał całkiem fajny pomysł, szkoda, że teraz zrobił z tego nominacje na skalę światową -,-
A tutaj zdjęcie, które ja sama dodałam. Przy oglądaniu albumu tak się śmiałam, razem z moim tatą. Nie wiem czy bardziej rozbawiło mnie to, jak bardzo byłam rozkoszna, czy te stare czasy.
Na zdjęciu po lewej to moja siostra, a ja to ta młodsza ;)

W sumie to ciekawy miałam ubiór, prawda?
Białe rajtuzy, tego samego koloru sweterek i dżinsowa sukieneczka. Do tego te genialne czerwone buciki, dawniej wszyscy je nosili, a teraz tylko nieliczni odważni i modelki na pokazach mody. Całkiem stylowo, prawda?  No i nie zapominajmy o fryzurze mojego dzieciństwa, czyli koczki, nazywane przez moją mamę ślimaczkami.
W sumie całkiem fajnie było obejrzeć te stare zdjęcie, zrozumiałam, że wszystkie dzieci są słodkie i są prawdziwym skarbem dla rodziców.
Was też już dopadła plaga nominacji? Jak wspominacie swoje dzieciństwo i co wam się z nim najbardziej kojarzy?

/Siwa

12. Jak usunąć gumę z ubrania…

Taka mała rada:
NIGDY NIE ZOSTAWIAJCIE GUM DO ŻUCIA NA WIERZCHU KIEDY W DOMU PRZEBYWA PIĘCIOLETNI ROZBÓJNIK.
Ja to zrobiłam, bardzo pożałowałam. Właściwie mojej młodszej siostrze nie pozwoliłam wziąć gum, ale kiedy wyszłam z domu, a ona została z moją starszą, ale jakże nieodpowiedzialną siostrą, sama sobie wzięła. Później podeszła do mnie od tyłu i po prostu przykleiła mi skrawki tej gumy do mojej ukochanej bluzy…
Moje zdenerwowanie sięgnęło zenitu, ponieważ dostałam tą bluzę pod choinkę od rodziców, tania nie była i na dodatek z „Demonologii”. Jest bardzo miękka, ciepła i przyjemna w dotyku, przez co guma przylepiła się do niej jeszcze bardziej…
Pomocy szukałam oczywiście na internecie.
Pierwszy sposób to zmycie plamy po gumie zmywaczem do paznokci, podobno ma działać, ale na moją bluzę nie podziałało. Powiem więcej – nic jej nie zrobiło.
Drugi sposób to testowany przez wiele osób i polecany, że niby skuteczny.  Zamrożenie ubrania, a później zdrapanie gumy, lub odklejenie jej przy pomocy woreczka. Wyciągnęłam zmrożoną bluzę, ale guma nie kwapiła się do oderwania, zwłaszcza, że była dość rozciągnięta i wbita.
Za to poradziłam sobie polewając ją gorącą wodą, wręcz wrzątkiem i pocierając przy pomocy proszku. Pomogło; guma sama wręcz odchodziła, bo się po prostu rozpuszczała pod wpływem temperatury.
Bałam się, że zepsuję sobie bluzę przez tak wysoką temperaturę, ale kto nie ryzykuje ten nie zyskuje, albo raczej ten bluzy nie uratuje…
Misja powiodła się i Demonologia znów jest z nami – cała i zdrowa :) A Wy macie jakieś sposoby na gumę przylepioną do ubrania? I czy mieliście kiedyś taki problem?