99. Co robiłam w ferie, i dlaczego oglądałam filmy?

W Małopolsce właśnie dzisiaj kończą się ferie.

W Małopolsce właśnie dzisiaj kończą się ferie.

W Małopolsce właśnie dzisiaj kończą się ferie.

Musiałam to powtórzyć 3 razy, żeby się oswoić z tą myślą.
I tak jestem super zadowolona, bo byłam w kilku fajnych miejscach i spotkałam się z super osobami. Cały czas przewijała się standardowa dwójka K. i N. Przynajmniej jedno z nich odwiedzało mnie codziennie, albo gdzieś widzieliśmy się przez przypadek. Tak mnie rozpuścili, że tęsknie za nimi już po jednym dniu.

Ale do rzeczy. Blogowi ludzie, poza jedną osobą, nie bardzo kojarzą ani tego, z kim się spotykałam, ani ich to za bardzo nie interesuje. A co wszystkich interesuje? FILMY! Tak, to jest lekarstwo na wszystko.

Lackofideas (Serialomaniaczka, dla niewtajemniczonych, której blog macie na pasku po prawej stronie) ogląda seriale, a ja za nią nadrabiam filmy. Dzisiaj więc specjalnie dla Was i dla Niej 10 filmów które widziałam we ferie. To niesamowite, że było ich akurat tyle. Ale nie martwcie się, bo nie będę się o nich rozpisywać.

Loft już od dawna był na mojej liście i obejrzałam go jako pierwszego sama. I bardzo dobrze, bo wciągnął mnie na maksa, a żeby zrozumieć musiałam się skupić. Krótko o fabule: Pięciu mężczyzn wynajmuje apartament do pieprzenie się na boku. Pewnego dnia znajdują tam martwą kobietę i muszą wykminić, który z nich to zrobił. Akcja toczy się w ciągu jednego dnia, a rozwiązanie jest najdalsze od waszych początkowych myśli. Zdecydowane POLECAM dla tego filmu.

Drogówka, czyli polski film z polskimi przekleństwami. Tylko tyle zapamiętałam. Uwierzcie mi na słowo, że nie połapałam się ani trochę o co tam chodziło. Myślę, że musiałabym to obejrzeć przynajmniej 4 razy. Bardzo trudny w odbiorze. Sceny czasami są obrzydliwe. Mam nadzieję, że są to przerysowane ujęcia polskiej policji, bo jeśli nie, to jest naprawdę źle. Tego filmu akurat NIE POLECAM, no chyba, że ktoś z czytających widział i zrozumiał…

Klub dla wybrańców obejrzałam tylko ze względu na Sama Claflina, więc jeśli Wy nie kochacie nikogo z obsady – nie oglądajcie. Fabułę musiałam K. tłumaczyć dwa razy. (Zapamiętać: nigdy nie oglądaj filmów z napisami z K.) Wyobraźcie sobie uniwersytet w Wielkiej Brytanii, w którym działa właśnie taki Riot Club i przyjmuje tam tylko arystokratyczną młodzież. To co robią jego członkowie może przyprawić niektórych o zawał serca. Zakończenie też niczego sobie. Gdyby nie było tam Claflina stwierdziłabym, że film jest słaby, a przynajmniej ma dziwną tematykę. WARTO więc oswoić się z nią, bo przeniknięcie do mentalności arystokratycznych dupków nie było łatwe.

Droga Krzyżowa to film z 2014 r. Kto z Was widział? Zgaduję, że mało. Większość z Was ma zapewne skojarzenia z Jezusem i chrześcijaństwem. No cóż, blisko, ale jednak daleko. Jest to historia młodej dziewczyny, która wraz z całą rodziną należy do formacji Św. Pawła (nie uznają oni reform „posoborowych”).Film odpowiada na pytania jak daleko wiara może ingerować w życie człowieka? Czy rodzice, a w tym konkretnym przypadku matka, ma prawo poświęcać życie własnego dziecka? Ogólnie bardzo mocny film. Dodatkowe plusy za dokładnie 14 fragmentów akcji, odpowiadających Drodze Krzyżowej Jezusa i za brak muzyki. POLECAM  zarówno wierzącym (mi okropnie przypadł do gustu, pomimo tego, że pokazuje szokującą stronę wiary) jak i ateistom, bo opowiada o głębokim problemie nastolatki.

Wyznania zakupoholiczki preferuję w wydaniu książkowym. Fabuła jest zdecydowanie okrojona, ale wciąż bardzo kolorowa. Jest to lekka komedia o kobiecie, która nie mogła przestać kupować. Film do rozładowania napięcia, pośmiania się i obejrzenia tylko raz. Nie najgorszy, aczkolwiek doceniam go tylko dlatego, że oglądałam go z nowo poznaną J.

Więzień labiryntu, czyli prawdziwa petarda wśród filmów ostatnich czasów. Zaskoczył mnie tym, jak dobry jest. Patrząc na to, że „Igrzyska śmierci”, „Dawca pamięci” i „Więzień labiryntu: wydają się być okrutnie podobne, jestem w ciężkim szoku. Okazało się, że zamknięcie kilkunastu nastolatków w ogromnym labiryncie nie do przejścia ma jednak jakiś sens. Końcówka sprawia, że ma się ochotę obejrzeć drugą część już i zaraz! Jestem już umówiona z M. na „Więzień labiryntu: Próby ognia”. Taki mały spojlerek dla zachęconych owym filmem – Spokojnie, uda im się wyjść z labiryntu.

Ugotowany z kolei zaskoczył mnie barkiem zaskoczenia. No bo co my tu mamy: Bradley Cooper, jakaś „blądi”, czyli wątek miłosny jest. Kuchnia, jedzonko, mistrzowie, krzyki, czyli prawie jak u Amaro. Problemy z narkotykami są, picie jest, wrogowie są, zemsta w amerykańskim stylu jest. Czyli opowieść o życiu kucharza od kuchni. Typowy amerykański film, z typowym happyendem. Cieszę się, że nie straciłam kasy na bilety i obejrzałam go na internecie. Zabawił mnie przez ponad półtorej godziny i wywołał u mnie i u N. ogromny głód. NIE POLECAM więc oglądać go bez przygotowanego zapasu jedzenia.

Pokój czeka jeszcze w Polsce na premierę, ale powiem Wam, że musicie na to iść. Jest to doskonały dramat, którego głównym problemem są porwania. Jednak początek filmu wcale na to nie wskazuje. Wydaje mi się, że tutaj muszę przedstawić Wam fabułę. Poznajecie 5-letniego Jacka i jego mamę, którzy żyją w małym pokoju w jednym oknem dachowym. Ma (mama) wmawia chłopakowi, że pokój jest całym światem. Rządzą w nim określone prawa i zasady. Pewnego dnia Ma mówi jednak Jackowi prawdę i tylko on jest w stanie wyrwać ich z tego małego świata. Jesteśmy świadkami tego, jak Jack klimatyzuje się w prawdziwym świecie pełnym ludzi i już nie takim przytulnym. Ze spokojem sumienia mogę go nazwać dramatem doskonałym. Zdecydowanie POLECAM obejrzeć go jeszcze zanim będzie w kinach, chociażby ze względu na genialną grę aktorską Tremblay’a

American Beauty, czy jak określiła to A. „American Ugliness”. Film ten opowiada o skomplikowanej patologii normalnych ludzi, żyjących blisko siebie. Główny wątek krąży wokół Lestera, przechodzącego kryzys wieku średniego, który zaczyna interesować się koleżanką jego córki. Stary film z 1999r, który można zaliczyć do klasyki kina. I powiem Wam, że zasługuje na taki tytuł. Chociaż do końca filmu czekałam, aż Lester przeleci tą blondynę i tak było fajnie. W czasie filmu poznajemy trudne relacje międzyludzkie i nie do końca zdrową psychikę zwykłych ludzi. Zarówno ja, jak i Filmweb POLECA.

Niania to komedia fantasy dla dzieci, którą miałam okazję obejrzeć Młodą. Ona patrzyła na ten film przez pryzmat magicznych zdolności niani McPhee, a ja szukałam w rozumach małych dzieci uszkodzeń spowodowanych śmiercią matki i teraźniejszym stanem rzeczy. W połowie filmu zaczęłam się jednak nudzić, bo happyend nie ominął również tej produkcji, ale czego się dziwić. Przecież to bajka dla dzieci. POLECAM dla samej kreacji Emmy Thompson i dla roli Thomasa Brodie-Sangstera, który był tam jeszcze ładny i uroczy.

Zostawiam Was z tymi filmami, a w zamian możecie mi podrzucić kilka ciekawych tytułów, które poznaliście przez ferie. Sorry, zapomniałam, że nie wszyscy mieli ferie. Spróbuję dzisiaj zasnąć wcześniej, żeby w tym tygodniu być w miarę wyspana w szkole.

Pozdrawiam ostatniego dnia ferii.

/Siwa

75. Egipt – czyli kronika młodego podróżnika.

Ogłoszenia parafialne od autorki bloga:

Jak już pewnie wiecie lub się domyślacie – poprzednia notka trafiła na Onet, przez co statystyki nam podskoczyły i mamy ponad 40 tys. wejść i ponad pół tysiąca komentarzy. Dziękuję bardzo <3 Oczywiście dowiedziałam się też, że jednak wyglądam jak chłopak, że coś jest ze mną nie tak, skoro przydarzyła mi się taka sytuacja, ale… poznałam też wiele kobiet, które miały taki sam problem jak ja :D To było miłe doświadczenie. A teraz zostawiam bloga w rękach mojej przyjaciółki. ;)

/Siwa

 magda na statku

Egipt, czyli kronika młodego podróżnika.

Hmm… nie wiem jak zacząć. :/ Nie jestem doświadczona w pisaniu, tak jak Siwa :D (Osobiście uważam, to za przesadzony komentarz, ale miło – bezczelne wtrącenie Siwej). No ale… może od początku? Dla niezorientowanych – właśnie minęły ferie. W tym roku, w naszym województwie (małopolska), przypadły na ostatni termin (16.02.-1.03.), co mi nie przeszkadza. :P Jednak jak na złość, w czasie naszego wolnego, tradycyjnie nie było śniegu. Mimo wszystko, te ferie zaliczam do jednych z najbardziej udanych do tej pory.

No więc (tak, wiem że zdania nie zaczyna się od tych wyrazów -.-), tak się złożyło, że ja – dziecko szczęścia – dostałam wspaniały prezent na ubiegłe Święta Bożego Narodzenia od mojego kochanego braciszka S. i jego dziewczyny J.. Był nim wspólny, tygodniowy wyjazd do Egiptu. :D Tak, wiem zazdrościcie mi. ^^ (Ona zawsze jest taka nieskromna… – kolejne bezczelne wtrącenie Siwej.)

Oczywiście rozpaczliwie odliczałam dni do ferii, a czas nie ubłagalnie się ciągnął. Przygotowywałam się już od grudnia (małe zakupy, lista najpotrzebniejszych rzeczy, i takie tam), aż wreszcie nadszedł czas wyjazdu. Pakowanie, problemy z ilością rzeczy (okrutne ograniczenie bagażowe 20kg), obawy przed zapomnieniem czegoś… Na szczęście zdołam się bezproblemowo z wszystkim uporać na czas wylotu (w tym miejscu pragnę pozdrowić moją przyjaciółkę N., która pomogła mi w pakowaniu). Nie ukrywam, że również bardzo ucieszyłam się z podróży samolotem (w końcu był to mój pierwszy lot). Podróż odbyła się bez wielkich komplikacji (takie tam godzinne opóźnienie samolotu :D ).

Pierwszego dnia poszliśmy na spacer i w tym czasie poznaliśmy zasady ruchu drogowego na drogach egipskich, a raczej ich brak. Ludzie tam jeżdżą jak chcą, ręki z klaksonu nie zdejmują, wysiadają i wsiadają gdzie chcą. Tam raczej nie obawiają się wysokich mandatów jak u nas, w Polsce.

Podczas spaceru spotkaliśmy bardzo sympatycznego Araba, jadącego na wielbłądzie. Gdy nas zobaczył – naiwnych Polaczków – zaproponował przejażdżkę na jego środku lokomocji. My, oczywiście zachwyceni, skorzystaliśmy z propozycji. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, więc stwierdziliśmy, że damy miłemu panu „w sukience” napiwek. Dlaczego nie? Skoro tak dobrze bawiliśmy się… Jednak miły pan, po zapytaniu go, ile się należy, powiedział „tylko” 20€ … za osobę. -,-

wielbłąd.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 

„Lekko” zdenerwowani poszliśmy w dalszą drogę do czegoś na kształt mini centrum. Zaczepił nas tam jeden z właścicieli sklepów i zaprosił do swojej drogerii. Oczywiście od razu zapytaliśmy, czy z tym zaproszeniem wiążą się jakieś koszty. ;) W tym miejscu zostałam naszym „królikiem doświadczalnym”.  Właściciele reklamowali się różnymi perfumami i naturalnymi kosmetykami. Z racji, że jestem nastolatką nie ukrywam, że mam trądzik na twarzy. Panowie postanowili cudownie wyleczyć moje niedoskonałości „mlekiem wielbłądzim” – zostańmy przy tym, że to było mleko…  Miałam tak gładką skórę, że stwierdziliśmy iż trzeba czym prędzej udać się do hotelu i umyć moją twarz peelingiem, ponieważ skóra zaczęła mnie swędzieć. :P

Poza tymi przygodami, podczas spaceru zaintrygowało mnie kilka interesujących faktów, a mianowicie: architektura, którą się zachwyciłam. Ciekawy, surowy styl budynków (najczęściej wykonanych z cegły) i okna jak w tej bajce „Alladyn”- coś pięknego.

budynek.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 

Zwiedziliśmy Biały Kanion. Ogólnie zapowiadało się świetnie: rajd jeepem, jazda na wielbłądach, snorkeling. Pomijam fakt, że musieliśmy obudzić się o godzinie 4:45. Udaliśmy się na tą wycieczkę, ale aby znaleźć miejsce zwiedzania musieliśmy przejechać ok. 2km przez pustynię, co powinno zająć  maksymalnie 10 min. Jednak pojawił się malutki problem, czyli zepsuty napęd przednich kół, co skutkowało zakopaniem się po przejechaniu 50m. Grzecznie poprosili nas, abyśmy opuścili jeepa (a że to była godzina 7 rano wiało jak w Kieleckim). Zostaliśmy przetransportowani innym samochodem do Białego Kanionu. Z początku wiatr nie dawał spokoju, sypiąc po oczach piaskiem. Ogólnie było zimno, ale po pół godzinie przestało to nam przeszkadzać i tylko zachwycaliśmy się pięknymi widokami.

Po 1,5h. dotarliśmy do wioski Beduinów, gdzie zostaliśmy ugoszczeni herbatką (bardzo dobra i bardzo słodka), gdzie spotkaliśmy pierwszą kobietę. Standardowo, była ona ubrana na czarno, od stóp do głów, widoczne było tylko jej oczy. Coraz bardziej oczywisty stawał się dla mnie brak kobiet. W naszym hotelu byli sami pracownicy,  w okolicy budynku nie ujrzeliśmy żadnej przedstawicielki płci pięknej. W późniejszym czasie, gdy udało nam się spotkać kobietę, to właśnie tak wyglądały: sukienki po ziemię, legginsy, golfy i chusty na głowach zakrywające większą bądź mniejszą część twarzy (zależało to o ich kultury).

Później czekał nas rajd po pustyni, a następnie podróż na wielbłądach, aż do „restauracji”. To, co tam zobaczyliśmy spowodowało u nas niemały szok. Zaprowadzili nas do jakiejś wioski wiejącej biedotą i tam właśnie było nasze miejsce spożycia posiłku. Tego nie można nazwać restauracją 5 gwiazdkową, nawet nie wiem czy zalicza się pod 1 gwiazdkę. Po prostu stodoła zbita dechami, brak krzeseł, no i oczywiście „bardzo smaczne” jedzenie. I tak właśnie cały dzień spędziłam o bułce z serem i kilku frytkach – to tylko wyglądało w miarę zjadliwie. O barcie S. już nie wspomnę. Stracił on automatycznie humor i wszystkie żyły na jego twarzy szyi były jeszcze bardziej widoczne.

restauracja.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 

Na snorkeling było zbyt zimno, więc zrezygnowaliśmy z tej atrakcji. W jednym z kolejnych dni wybraliśmy się na rejs statkiem na wyspę Tiran. Ogólnie bardzo ciekawa wycieczka z trzema zejściami do morza. Pływanie wśród raf – coś pięknego. Byłam zachwycona podwodnym światem.

nurkowanie

 

W pozostałe dni  nic szczególnego nie robiliśmy: rano jeździliśmy na plażę, po południu spędzaliśmy czas nad hotelowymi basenami i opalaliśmy się – to chyba najbardziej mi się podobało. Czekały na nas także trochę „hardcorowe” atrakcje: Parasailing oraz Tuba.(Przy tym pierwszym srałabym w gacie i nie pomógłby mi nawet „Stoperan”. To ze względu na lęk wysokości. A zdjęć z tzw. „tuby” wolicie nie widzieć :D Trzymanie się jakiegoś nadmuchanego banana, ciągniętego przez motorówkę z prędkością światła, może i jest „hardcorowe”, ale i nieprzyjemne – autorka bloga nie mogła powstrzymać się od tej znaczącej uwagi.)

parasailing.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 

Wieczorem udaliśmy się do Naama Bay. To miasto wieczorem budzi się do życia. Jest to miejsce imprez, restauracji, sklepów zarówno z pamiątkami jak i ubraniami oraz wielu pamiątek. Zostaliśmy tam zaczepieni przez pewnego Araba, który po wypowiedzeniu tradycyjnego dialogu czyli:
-Hi, Where are you from ?
-Poland.
-Ooo, Polska. Jak się masz ?
-Dobrze, a Ty ?
-Super. Jak masz na imię ?
-J., S. i Magda
-O Magda! Egipcjan name.

(Serio? Tam właśnie się dowiedziałam, że moje imię jest pochodzenia egipskiego, ale ile razy można tego słuchać. Każda osoba, z którą rozmawialiśmy mówiła mi to -,- )
Pytał się jeszcze dlaczego tak mało Polaków jest w Egipcie. Mój brat mu odpowiedział, że z powodu pieniędzy, a on zaczął się śmiać, bo stwierdził , że S. nie brakuje pieniędzy, skoro ma dwie żony (spoglądając na J. i mnie). Dopiero po chwili wytłumaczyliśmy mu, że ja jestem jego siostrą i wtedy zaczął pytać mojego brata, ile wielbłądów chce za mnie. (Cena stanęła na 2 wielbłądach… ale mój brat stwierdził, że jestem bezcenna.)

naama-at-night.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Niestety nasz wypoczynek dobiegł końca. Wylecieliśmy z pół-godzinnym opóźnieniem, po tym jak system elektroniczny padł na lotnisku (ręczne pisanie biletów i noszenie wszystkich bagaży). Było świetnie, mimo natarczywości Arabów, którzy na siłę chcieli nam coś sprzedać. Do tej pory, gdy słyszymy słowa „Dzień dobry! Jak się masz?” miło się nam robi na sercu i wspomnienia z Egiptu wracają. Miło wspominam również niespodzianki, które zostawiali nam pracownicy hotelu w pokojach po sprzątaniu. Były nimi różne ozdoby ułożone z ręczników (statek, łabędź i serce, słoń, kwiat…).
Dziękuję Siwej za możliwość opublikowania mojej pierwszej debiutanckiej notki. Mam nadzieję że nie zaszkodzę Ci tym wpisem. Pozdrawiam wszystkich czytających i przyjaciółkę N., która miała mały wkład w tej notce ;)

/Magda

74. Krótkie włosy – same problemy.

Wiem, że nie odkryję Ameryki, kiedy stwierdzę, że dwa tygodnie ferii to zbyt mało. Myślę, że każdy uczeń doszedł do takich wniosków. Czas leci jak szalony. Jemu to się musi nudzić skoro tak gna. Co do nudzenia się – im mniej mam czasu tym bardziej go marnotrawię. Namiętnie kontynuuję czytanie „Igrzysk…” (została mi już tylko ostatnia część), oglądam jakieś pierdoły i … to w sumie tyle. Boże, aż mi siebie żal. ;(

Dobra, koniec tego narzekania. Zabieramy się do notki, która pokaże Wam świat z perspektywy krótkowłosej dziewczyny, czyli z mojej perspektywy. Z tego powodu możecie oglądać moje zdjęcie po prawej stronie -> -> ->
Nie żałuję, że ścięłam włosy ( znam to zdanie na pamięć – odpowiadam tak nawet na tysięczne pytanie o to, czy żałuję).  Za to moje życie stało się bardziej kolorowe i ciekawsze. :D

Czasem bywają też negatywne skutki uboczne takie jak np. dziwne zachowanie ludzi w stosunku do mnie. W gruncie rzeczy jestem miłą i kulturalną dziewczyną. Jednak reakcja społeczeństwa na krótkie włosy nie  obejmuje analizy czyjegoś charakteru.  Czasem ludzi po prostu się …boją. To przykre, bo ja wcale straszna nie jestem.

Jadąc do szkoły autobusem zdarzyła mi się kiedyś pewna sytuacja. Kulturalnie zdjęłam plecak z drugiego siedzenia i położyłam go sobie na kolanach, aby udostępnić innym miejsce. Okropnie denerwuje mnie takie zajmowanie dwóch miejsc, bo torba musi siedzieć. Co z tego, że płaci się bilet tylko za jedno miejsce, nie uwzględnia się plecaka -_- W każdym bądź razie, wszystkie miejsca naokoło pozajmowane, a ludzie wchodzą i wchodzą. W pewnym momencie jeden gość popatrzył na wolne siedzenie obok mnie, spojrzał na mnie i stanął w przejściu. Nikt do końca drogi obok mnie nie usiadł.

Ta sytuacja nie zaintrygowała by mnie tak bardzo, gdyby nie fakt, że całkiem niedawno się powtórzyła. W końcu to mógł być przypadek, a ja jestem zbyt przewrażliwiona na swoim punkcie. W poniedziałek wyruszyłam w podróż do Jeleniej Góry na ferie. Kulturalnie (lubię to słowo)  zajęłam miejsce i jak zwykle wzięłam plecak na kolana, zostawiając obok puste siedzenie. Oczywiście nie wszyscy pasażerowie wpadli na ten pomysł np. dziewczyna z torebką przede mną, chłopak z torbą po drugiej stronie i jeszcze jeden za nim, z gigantycznym plecakiem. W końcu podszedł do tyłu jakiś mężczyzna w średnim wieku i szukał wolnego siedzenia. Popatrzył na jedyne niezastawione bagażem miejsce obok mnie, zawahał się i usiadł przy dziewczynie, pytając ją uprzednio czy siedzenie obok jest zajęte… -_-  Nie rozumiem tych ludzi. Odganiają się ode mnie jak mogą. 2 godziny do Krakowa to nie lada wyzwanie, siedząc koło dziwnej dziewczyny z krótkimi włosami. Na szczęście dla mnie, usiadł obok mnie młody chłopak, który wyjątkowo ładnie pachniał (wiem, że to dziwne, ale on naprawdę ładnie pachniał…).

Dlaczego uważam, że to wszystko ze względu na włosy?

1)      Wcześniej, kiedy miałam długie nikt nie zwracał na mnie uwagi i nie zastanawiał się dwa razy zanim usiadł obok mnie.

2)      Nie ubieram się dziwnie, nie przynależę do żadnej subkultury, mega paskudna na twarzy też nie jestem, więc jedyna rzecz, przyciągająca uwagę innych to włosy.

3)      Krótkie włosy, zwłaszcza postawione do góry sprawiają, że wyglądam czasem jak chłopak. Bo przecież chłopcy ostatnio też noszą kolczyki… Ludzie mają problem  z rozeznaniem mojej płci więc wolą nie ryzykować.

Podczas tej samej drogi do Jeleniej Góry zdarzyła się jeszcze jedna, ciekawa sytuacja. Pasażerowie stają w kolejce do oddania bagażu. Obok mnie widzę małą, uroczą dziewczynkę, która nie potrafi zachowywać się spokojnie. Uśmiecham się do niej i patrzę na jej mamę. Niska kobieta z krótkimi (ale to bardzo, bardzo krótkimi), rudymi włosami. Mniej więcej coś w tym stylu ->74

 

Owa pani, poirytowana niespokojnym zachowaniem córki, każe jej stanąć poza kolejką.
Przeproś pana i stań obok” – mówi.
Nie obchodziłoby mnie to gdyby nie fakt, że wypowiedź dotyczyła mnie! Wzięła mnie z mężczyznę. Hipokrytka…  Sama nie wygląda lepiej. W momencie przestałam się uśmiechać do jej dziecka.

No cóż, ludzie są dziwni. Ale żeby tak dziewczyny od chłopaka nie rozróżniać.

Pozdrawiam Was serdecznie i liczę, że Wy potrafilibyście rozróżnić mnie od pierwszego, lepszego chłopaka. :D

P.S. A już niedługo szykuje się specjalna notka od mojej przyjaciółki. Zapraszam wszystkich do zaglądnięcia. ;)

/Siwa

73. Był taki jeden chłopiec…

Wiecie już, że piszę o rzeczach „przeterminowanych”. Okazuje się też, że piszę o rzeczach oczywistych…

Ostatni tydzień poświęciłam na zaznajomieniem się z chłopcem, ale nie byle jakim chłopcem. Z „Chłopcem w pasiastej piżamie”. Mało osób wie, że jest także książka, a nie tylko film. Ja, jak zwykle, postanowiłam i przeczytać i obejrzeć, aby móc porównać. Jestem pod wrażeniem, zarówno książki jak i filmu.

Książkę (autor John Boyne) przeczytałam w kilka dni. Bardzo prosto napisana. Świat przedstawiony jest z perspektywy niemieckiego dziecka, więc czasem trzeba myśleć co on opisuje. Wzruszyła mnie prawie do łez. Na dodatek, czytając ją, zauważyłam, że sama się boję, a moje serce bije szybciej. Możecie sobie więc wyobrazić jak autor wyraźnie przedstawił świat Brunona.

Film (reżyseria Mark Herman) właściwie nie odbiega w niczym, jeśli chodzi o fabułę, od książki. Wiadomo, że film nie wyjaśni niektórych rzeczy, a zwłaszcza myśli ludzi. Na dodatek zmienione są dosłownie szczegóły np. to w jaki sposób Bruno przedostał się do obozu itp. Pozostawił dziwną pustkę, tak jakby coś było niedopowiedziane. Ja i K., z którym oglądałam film, stwierdziliśmy, że ojciec powinien jeszcze zobaczyć ciało syna – bolałoby bardziej.

Dlatego nalegam abyście nie tylko obejrzeli film, ale też przeczytali książkę. Można dowiedzieć się więcej. Ostatnio wydaje mi się, że książki to naprawdę świetne uzupełnienie filmu. Niestety działa to tylko przy dobrych produkcjach (np. „Igrzyska śmierci, które teraz czytam). Myślę, że „Chłopiec w pasiastej piżamie” jest wam dobrze znany. Kto jeszcze nie wie o kim mówię musi koniecznie to naprawić! Wydaje mi się, że chyba nie muszę wspominać o czym to jest…

„Ambicją Marka Hermana – reżysera ekranizacji – jest, by film znalazł się na liście obowiązkowych tytułów w ramach zajęć szkolnych i służył ku przestrodze pokoleniu, które już wkrótce opowieści o obozach zagłady może włożyć między krwawe anime.” – z okładki książki. Myślę, że nic więcej nie trzeba dodawać.

To by było tyle odnośnie „Chłopca…”. Ja zaczęłam już ferie i jak na razie są one beznadziejne. Jedynie co mi się udaje to… yy czytanie. Taaak! Czytanie „Igrzysk..” wychodzi mi doskonale. Poza tym to totalna klapa. Czuję, że zmarnuję ten czas i nawet nie zdążę odpocząć od szkoły. Z niecierpliwością czekam na koncert „Happysadu” i wyjazd do Jeleniej Góry w następnym tygodniu. Na koniec macie Zeusa i „Hipotermię”. Dawno nie słuchałam rapu…



„Nie mam pojęcia co się stało ze mną,
Coś zamieniło światło w ciemność…”

73-2

/Siwa

71. Sezon na leszcza i tak oto zostałam gniewem.

Trochę mnie tutaj nie było. Nie myślcie, że nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Moja rozmowa z N. przyniosła wczoraj następujące wnioski:

  • Jak opiszę film to czytelnicy pomyślą, że chcę ich zbyć.
  • Z drugiej strony mogłabym opisać co takiego robiłam przez ten czas, ale moje życie nie jest aż takie interesujące, a gra w „Eurobusiness” jest interesująca tylko dla graczy (Ja, N, Szister i Przyszły Szwagier, czyli Chamskie Warszawskie Słoneczko).

Wnioski końcowe: opiszę trochę tego i tego. Kurde to mój blog! Nikt się nie będzie czepiał (chyba za dużo czytam „Foszka”) :P

Poza pisaniem artykułów (aż dwóch) do gazety i strony internetowej tworzyłam też całkiem ciekawy wywiad z dziennikarką. Ciężko było, bo – jak sama przyznaje – nie lubi udzielać wywiadów, zwłaszcza o sobie.

Nie wspomnę o wszystkich sprawdzianach, kolejnych obietnicach, że będę się uczyć. Na szczęście zakończenie semestru nie poszło tak źle i dostałam 4 ze wszystkich rozszerzonych przedmiotów (pol-hist-ang), co jest dla mnie nie lada osiągnięciem. Normalnie jestem z siebie dumna, zwłaszcza, że nie byłam pewna czy przejdę z edb…

A co do moich ukochanych filmów <3. (A wydaje mi się, że wcale ich tak dużo nie oglądam.) „Kraina lodu” z N. Tak z niczego zaczęłyśmy oglądać tą bajkę i doszłyśmy do wniosku, że ona uczy dzieci czegoś więcej niż jakiś dziwny serial „Violetta” (polecam recenzję Beatrycze :P).

Z K. obejrzeliśmy także stary polski film – „Sezon na leszcza”. Jemu chyba się zbytnio nie spodobał, ale mi przypadło do gustu nietuzinkowe zakończenie. Jest to historia niepokornego gliniarza, nadużywającego alkoholu, który próbuje się dowiedzieć z kim zdradziła go żona. Pojawia się także całkiem osobny wątek dwójki rodzeństwa, którzy napadają na bank. Ginie ich wspólnik, a oni muszą uciekać. Przy okazji zabierają 3-letniego dzieciaka z ukradzionego auta. Całkiem ciekawy film, nieoczywisty, pokazujący polskie realia. Dwa wątki łączą się dopiero 5 minut przed zakończeniem filmu (co osobiście doprowadziło mnie do szału). Warto wspomnieć o roli Bogusława Lindy (którego zna każdy, zwłaszcza z takich filmów) i Ani Przybylskiej. Jest to produkcja z 2000r. więc myślę, że większość z Was go widziała.

Z kolei wczoraj oglądaliśmy komedię na miarę „American Pie”, czyli „Eurotrip”. Nie polecam, chyba, że ktoś lubi lekkie, dziwne, a zarazem mało wymagające i oklepane komedie. ;)

Szczerze powiedziawszy to czekam już tylko na ferie. To będzie ten czas, kiedy spotkam znajomych, z którymi nie widuję się na co dzień. Co dziwniejsze, ja już od dawna planuję co będę robić w te dwa tygodnie wolnego, a u nas ferie dopiero od 16.02.  :/

A na koniec zostawię Wam taką wisienkę na torcie (który dzisiaj wykonany jest raczej z samej margaryny). W ciągu mojej nieobecności na blogu zorganizowałyśmy (ja, Szister, N. i Kiki.) sesję zdjęciową. Miał to być projekt zaliczeniowy dla Kiki, więc trochę się poprzebierałyśmy i wyszły świetne efekty.

N. była miłością.

71-1

Szister pożądaniem (dlatego też nie udostępnię tego zdjęcia).
Kiki była szczęściem.

A ja zostałam… GNIEWEM. Nie wiem czy to jakaś aluzja, czy o co chodzi. Mi się to zdjęcie nawet podoba. Jest takie prawdziwe. Przynajmniej już wiem jak wyglądam, kiedy się drę.

71-2

Pozdrawiam i czekajcie na następną notkę. :D

/Siwa

33. O filmie „Spring Breakers”

Dawno/niedawno oglądałam z kuzynką film o tym właśnie tytule- „Spring Breakers”. Właściwie byłyśmy same w domu i nie wiedziałyśmy co robić. Postanowiłyśmy obejrzeć jakiś film. Ja bałam się oglądać horroru, który przyniosła, więc zaproponowałam film z Seleną Gomez.

Zacznijmy od początku, czyli ogółem o filmie. Nakręcono go w 2012 roku, a swoją premier w Polsce miał we wrześniu w 2013. Całkiem niedawno był w kinach. Reżyserem, a zarazem scenarzystą jest Harmony Korine. Film określany jako dramat. Ja sama nie wiem, czy przypięłabym mu taką plakietkę… Swoimi słowami o fabule: Cztery dziewczyny, każda gorsza od poprzedniej, studiujące postanawiają jechać na ferie. (W USA są to chyba ferie świąteczne, więc to NIE SĄ WAKACJE.) Niestety brakuje im pieniędzy. Żeby zdobyć potrzebną gotówkę uciekają się do przestępstwa – kradną pieniądze w restauracji. Ta scena jest akurat bardzo ważna w całym filmie, bo to później pokazuje jak dziewczynom spodobał się napad.
Jak dla mnie to było trochę wyrazem kompletnej desperacji i braku alternatyw. Całkiem nie rozumiem ich zachowania i nie potrafię ich usprawiedliwiać. Wracając do akcji: Dziewczyny wybierają się na szalone ferie. Chodzą tam w samych strojach bikini, piją, palą, ćpają i imprezują z rzeszą młodych ludzi. Sceny to pokazujące są bardzo zbereźne i bezwstydne, właściwie rozpierdol na całego.
W pewnym momencie trafiają do aresztu, kompletnie spłukane. Czeka ich kilkudniowa odsiadka lub zapłacenie kary. Jakiś zbawiciel wypłaca za nich kaucję. (Co do tej sceny – całkiem nielogiczne; w samym bikini przed sądem)
Zbawicielem okazuje się bezwzględny mafiozo, alfons, czy jak go tam zwał. Ogólnie kupa chama, bardzo zboczonego, świńskiego, lubującego się w napadach, pieniądzach, drogich gadżetach i broni. Brzydal to potęgi entej, odstraszający swoim wyglądem zaczyna się interesować tą najmniej „szaloną” z całej czwórki. W końcu ta „najsłabsza” wraca do domu.
Mafiozo zajmuje się pozostałą trójką i razem z nimi wiedzie ciekawe życie pełne rabunków i rozrób. Do czasu, aż jedna z nich zostaje ranna i tez wraca do domu. Zostają dwie, które wiodą z tym całym alfonsem całkiem ciekawe życie (pod względem erotycznym również). Koniec filmu jest bardzo głupi. Trzeba wspomnieć, że ich opiekun miał wroga (byłego przyjaciela) i na koniec w trójkę (on i dwie dziewczyny) planowali zemstę.
Ostatnie sceny są jak rodem z „Terminatora”. Dziewczyny idą i rozwalają bronią wszystko po drodze. Zabijają ludzi pracujących dla tłustego czarnucha (sory za wyrażenie, nie jestem rasistką, ale tak pasuje tutaj to określenie na tego jego „wroga”). Ich mafiozo ginie od kuli, one się tym jednak zbytnio nie przejmują i KONIEC.

Postaci były dziwne, ale ciekawe. Zacznijmy po kolei:
Selena Gomez wcieliła się w Faith (co oznacza wiara). Taka też była jej bohaterka. Katoliczka, spotykająca się z dobrymi ludźmi, mająca niedobre koleżanki. To ona pierwsza nie wytrzymuje na „wspaniałych” feriach i chce wracać do domu. Trochę nieśmiała, skromna, cnotliwa (?!), miła, wrażliwa. Nie chciała się bawić „aż tak” i nie za wszelką cenę. Jedyny minus tej roli był taki, że za szybko zniknęła i więcej się nie pojawiła. Z racji, że bardzo lubię tą aktorkę (troszkę mniej jako piosenkarkę, ale również) chciałam ja widzieć, a tu kicha…
Vanessa Hudgens  grała Candy. Dziewczyna najgorsza z całej czwórki. Bez skrupuł potrafiła robić innym krzywdę i łamać prawo. Serce okazywała tylko swoim przyjaciółkom, sama jednak została w miejscu akcji. Był moment w filmie gdzie „niby się opamiętała”, ale chyba nic z tego nie wyszło. Zboczona, jeśli tak można nazwać brak jakichkolwiek zasad we współżyciu z innymi…  Bohaterka jest uosobieniem imprezowiczki, szalonej i gotowej na wszystko, niebojącej się konsekwencji.  Gra aktorki bardzo mi się spodobała. Przełamała stereotyp swojej „słodkości i niewinności”.
Ashley Benson była w tym filmie Brit. Razem z Candy została ona do końca. Była tak somo bezwzględna jak jej przyjaciółka, tylko jakby mniej gadała, więcej myślała, była sama ze sobą. Miała pociągi do „grubego ćpania” i lubiła pić alkohol przy pomocy pistoletu na wodę (wyglądem przypominał prawdziwy). Jak dla mnie ta bohaterka powinna popełnić samobójstwo w sposób, jaki często poiła się trunkami ^^ W tedy byłoby ciekawie i nie skończyłby się tak beznadziejnie.
Rachel Korine , czyli Cotty. Ta dziewczyna została postrzelona i dopiero w tedy wróciła do domu. Jak dla mnie najmniej urodziwa z wszystkich czterech. Opisując ją musiałabym powtórzyć wszystkie poprzednie cechy, więc nie będę się powtarzać.
James Franco jako dziwny, bogaty, złotozębny Alien. To on był opiekunem dziewczyn i wprowadził ich do świata kryminału. Typ spod ciemnej gwiazdy. O nim świadczą jego czyny. Zły człowiek – nic więcej do dodania.

Kuzynce film się nie spodobał. Znudził ją trochę. Mnie za to trzymał w napięciu i oczekiwaniu na śmierć jednej z bohaterek. (wiem, to dziwne, ale co poradzę…) Zakończenie rzeczywiście mnie zszokowało  ale w sposób negatywny. Film trochę nierealny, bo dawno zajęłaby się nimi policja. Trzeba jednak pochwalić za ciekawy pomysł.
Film nie jest dla wszystkich, dlatego nie wszystkim go polecam. Mocno poryty i ukazujący jak młodzież potrafi się bawić. Bez skrupuł obnaża wszystkie zachowania dzisiejszych bezmyślnych, młodych ludzi, którzy dążą tylko do zapewnienia sobie rozrywki. Dlatego też film ten jest tak wymowny. Ale to tylko i wyłącznie moje zdanie.

/Siwa

33-1 33-2 33-3

33-4 33-5 33-6 33-7

Korzystałam z:
http://www.filmweb.pl/film/Spring+Breakers-2012-639024#


  1. http://blogs.kqed.org/pop/2013/03/28/dress-like-a-girl-criminal-in-spring-breakers/

  2. http://hilariousbookbinder.blogspot.com/2013/04/alien-love-or-let-me-count-ways-spring.html

  3. http://thefilmstage.com/reviews/tiff-review-spring-breakers/

  4. http://www.aceshowbiz.com/still/00007631/spring-breakers-ap05.html

  5. http://cathode13.blogspot.com/2013/09/femme-fatale-friday-spring-breakers.html

  6. http://www.johnlikesmovies.com/spring-breakers-review/

  7. http://comingsoontrailers.org/spring-breakers-2012.htm