89. Jestem

Na wstępie dziękuję za ostatni odzew po notce 88. Zwłaszcza moim znajomym, którzy sami pytali mnie co się dzieje. Żaden komentarz nie pozostawał mi także obojętny. Jezu, zaczynam jakbym właśnie miała umrzeć. Ale wcale tak nie jest.

Ostatnio Pyśka spytała mnie „to kiedy zmartwychwstaniesz?”. Wydaje mi się, że teraz mogłabym powiedzieć jej, że już. Może północ to nie jest dobry moment na pisanie notki, ale ja potrzebuję powiedzieć, że JESTEM.

Jestem już spokojniejsza, może bardziej uśmiechnięta. Jestem wciąż tak samo zajęta, ale teraz na szczęście tylko przez jakieś wyjazdy i spotkania. Nauka w tym tygodniu musi sobie mnie odpuścić. Jutro (jak to czytacie, to pewnie dzisiaj) jadę z Turkiem na wycieczkę do Wrocławia. Mam nadzieję, że będzie fajnie, ale nawet nie chcę myśleć o nadrabianiu materiału…
W ogóle wszystko ostatnio się jakoś układa. Wszystko, dokładnie jak puzzle, łączy się w całość.
Po podwórku, już w sumie od sierpnia, biega moja mała miłość. Taak, jakoś zapomniałam się pochwalić. Nareszcie mam mojego ukochanego WIELKIEGO pieska (dzięki mamo i tato, że spełniliście moje marzenie). Jak na razie nie jest ona taka wielka, ale rośnie z tygodnia na tydzień. Niestety, jej zęby również, a moje dłonie wyglądają jakbym się pocięła kartką papieru. Pomimo tego wszystkiego kocham ją bardzo. Mam nadzieję, że kiedyś ona „powie” mi to samo jak dorośnie. Yyy.. chyba zapomniałam wspomnieć, że to owczarek niemiecki długowłosy i wabi się SIAPA. Tutaj macie jedno z jej pierwszych zdjęć.

piesekWięc, droga Pysiu, ze spokojnym sercem mogę Ci powiedzieć – teraz zmartwychwstałam.

P.S. A co do tytułu to polecam polski film „Jestem”. Oceniam 5/10 i w sumie odradzam osobom, które nie lubią analizować i wolą np. filmy akcji itd..

Ogółem pozdrawiam.

ja i arleta

/Siwa

83. Tłum czarno-białych ludzi.

Dzisiaj rano widziałam z L. tłum czarno-białych ludzi. Wysypywali się za każdej mniejszej lub większej uliczki. Każdy z nich był na swój sposób podekscytowany. Najszczęśliwsi byli oczywiście ci, którzy w ręce trzymali świstek papieru. Kilkoro osobników bez papierka wydawało się być bardzo smutnymi, a ich miny zdawały się mówić „No to sierpień…”.

Nareszcie wakacje. Już jutro. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to tak szybko. Nie zdążyłam pouczyć się, ponarzekać na naukę, poznać wszystkich ludzi z klasy. Z roku na rok jest coraz szybciej. Powtarzające się fragmenty rozmów, miejsc – zmieniają się tylko twarze.

Ale nie o tym dzisiaj. To znowu będzie niezidentyfikowana notka…

Muszę się z Wami podzielić moim bezcennym doświadczeniem ostatnich dni. Nauczyłam się, że podstawą jakiejkolwiek więzi z innym człowiekiem jest rozmowa. Mówi się, że z przyjacielem dobrze się też milczy. Może i racja, ale ten etap powinien być dopiero po zupełnym poznaniu człowieka, odkryciu jego wnętrza. Bo czym byłaby przyjaźń gdybyśmy tylko siedzieli i milczeli?

To wcale nie przypadek, że o tym piszę. Kilka dni temu spędziłam z moją przyjaciółką kilka najlepszych godzin w życiu. Możecie się zdziwić, ale my tylko rozmawiałyśmy. Zawsze wydawało mi się, że nasz kontakt ogranicza się do spraw teraźniejszych, aż nagle zdałam sobie sprawę jak mało o niej wiem. Jak mogę nazywać kogoś przyjacielem jeśli nie wiem o nim podstawowych rzeczy? Zaczęłam zadawać jej pytania, później ona mi, czasem były to banalne pytania o ulubione danie, a innym razem zupełnie poważne. Tak się rozkręciłyśmy, że nie miałam ochoty kończyć. Mam nadzieję, że spędzę z nią jeszcze niejedną taką chwilę. Te idiotyczne pytania pozwoliły mi ją lepiej poznać. Nawet mnie uczyniły szczęśliwszą. :D

Wczoraj byłam u L. w domu. Położyłyśmy się o północy, ale nagle żadnej nie chciało się spać i rozmawiałyśmy ponad 2 godziny. Można powiedzieć, że grałyśmy w „suche fakty”, jak nazwała to L. Na zmianę podawałyśmy jedną informację o sobie. Tutaj także pojawiały się tematy banalne, śmieszne, ale i poważne. Pokazywanie komuś innemu swojego bagażu doświadczeń (jakiegokolwiek nie byłby rozmiarów) jest trudne i wiąże się z uronieniem kilku łez. To była kolejna noc z cyklu niezapomnianych. Od początku roku szkolnego, kiedy poznałam L. miałam ochotę dowiedzieć się o niej czegoś więcej, poznać ją bliżej. I nareszcie nadeszła taka okazja. Tak samo było z A. (także z mojej nowej klasy).

Widzicie jak jedna rozmowa może zmienić nastawienie człowieka. Wiem, że osoby, którym ujawniałam także moje fakty z życia są tego warte. Rozmowa to podstawa.

Bez rozmawiania wszystko się psuje, matowieje, powszednieje. Przez brak rozmowy właśnie nie potrafię pogodzić się z bliską mi osobą. Spędzanie razem czasu nie pomaga, jeśli w sytuacji kryzysu unika się drugiej osoby. Brak rozmów prowadzi do tego, że jedno głupie zdanie przekreśla lata znajomości. Przecież to jakiś obłęd! Wytrwałość T. jest godna podziwu. Nie patrzy na mnie już od tygodnia, nie wita się ze mną, nie rozmawia, odpowiada tylko, kiedy ja zagadam. Podziwiam ją, bo mnie szlag trafia. Nie potrafię nie rozmawiać. Chociaż czasem jest już za późno by cokolwiek ratować. Kolejny ruch należy do niej.



Wystąpili:

L. – koleżanka z liceum,

A. – koleżanka z liceum,

M. – przyjaciółka, której dedykuję tę notkę,

T. – przyjaciółka, o której mowa w akapicie powyżej,

Dla M., bo marzyła się jej moda.

 83-1.jak-zmniejszyc-fotke_pl 83-2.jak-zmniejszyc-fotke_plWielki hug :* 83-3.jak-zmniejszyc-fotke_pl

/Siwa

80. Nigdy więcej nie będę jeździć na rowerze w czasie burzy.

Zgodnie z moimi obietnicami dodaję nową notkę ;) Nie wiem jak mi się to udało. Może wciąż piszą do mnie ludzie i nie pozwalają mi przestać myśleć o tym, że tydzień zbliża się ku końcowi? Są jak takie robociki. Pochylają się nad moim uchem i pytają twardym jak metal głosem: „Kiedy będzie nowa notka?” Wiem już, że w odpowiedniej chwili są w stanie zamienić się w przerażające potwory, ich oczy przeobrażą się w czerwoną głębię, a one zaczną mnie dusić…

Trochę mnie poniosło. Aby uniknąć tej okropnej wizji – piszę dzisiaj. Nowa notka znowu będzie o mnie. (To brzmi tak samolubnie. Zawsze wiedziałam, że mam w sobie niezbadane pokłady egoizmu.)

Wczoraj (tj. sobota) wybrałam się spokojnie na przejażdżkę rowerową do pobliskiej wsi. Miałam nadzieję, że odwiedzę moją koleżankę i zdołam dać coś jeszcze mojej znajomej. Przejechałam już pierwsze 4 kilometry wieeeelką górą (wraz z zanikiem kondycji wysokość góry rośnie), kiedy nagle zaczęło kropić. Stwierdziłam, że zjadę w dół i poczekam pod szkołą. Mądra ja nie ogarnęłam, że ciemne chmury, kumulujące się na niebie już od kilku dobrych godzin, nie zapowiadają tylko lekkiego deszczyku, ale ogromną burzę z ulewą.

Zatrzymałam się na chwilę, żeby założyć bluzę (ale żeby wziąć długie spodnie do plecaka to już nie pomyślałam…). Z zachodu, z północy i z niewiadomoktóregojeszczekierunkuświata zaczęło grzmieć. Grzmieć? To jednak zbyt mało powiedziane. Zaraz po błysku flesza aparatu rozmiaru ciężarówki rozlegał się zwielokrotniony głos uderzenia kamieniem o blachę, wyburzania budynku i rozdzierania niebios w jednym. W skrócie – trzecia pod względem okropności burza w moim życiu. A może pierwsza przeżyta poza bezpiecznym budynkiem? :D

Przejdźmy do sedna, bo jak na razie rozpisuję się tylko o burzy. Co zrobilibyście w mojej sytuacji? Na pewno nie jechalibyście w deszczu na rowerze, na pewno wyłączylibyście telefon i na 100% zatrzymalibyście się chociażby na przystanku, żeby zaczekać aż burza ustanie. Jeśli tak, to jesteście bardzo mądrymi osobami. Ja niestety do tej grupy nie należę… Wiem już czego nie robić, bo WSZYSTKO co zrobiłam wczoraj, było potwierdzeniem, że w czasie zagrożenia nie używam mózgu. Za to moje mięśnie pracowały za dwoje. Tak się przestraszyłam, że przez całą drogę do domu pedałowałam, a najwyższe przerzutki okazywały się niewystarczające. Wtedy moja pobożność wzrosła o 100%. Błagałam Boga, żeby tylko dał mi bezpiecznie dotrzeć do domu. Starałam się jednak tak ubierać słowa, żeby nie zabierał mnie do „domu wieczystego” tylko do „domu ziemskiego”.

To wydarzenie wywarło na mnie tak wielki wpływ, że zapamiętam tą traumę do końca życia. W mokrych ubraniach, położyłam się na podłodze i gapiąc się w sufit powtórzyłam chyba ze 100 razy „Nigdy. Więcej. Nie. Będę. Jeździć. Na. Rowerze. W. Czasie. Burzy.”. Mój mózg się zlasował, wyłączył i wyparował. Brzydko, ale szczerze mówiąc dobrze, że się nie posrałam ze strachu. Mam nadzieję, że nauczycie się czegoś na moim przykładzie. Liczę, że ja też się czegoś nauczę i w końcu przestanę powtarzać to głupie zdanie. Mam nadzieję, że te ubytki w mózgu, które powstały po tej burzy, szybko zostaną naprawione. Jak na razie przepraszam za tak beznadziejny tok myślenia, myślę, że za jakiś miesiąc moje notki zwiększą swój poziom. ;D

 80-1

Sobotni wieczór był za to fantastyczny. Można powiedzieć, że pogodziłam się z moim przyjacielem. W każdym bądź razie ja przywiązuję do tego taką wagę.
Dzisiaj z kolei ma być coś w stylu „wieś party” i wybieram się tam. Mam nadzieję, że nie będzie burzy… -_-
Pochwalę się wam też, że w czwartek zrobiłam własnoręcznie pseudo skórzane bransolety średniowieczne. Bądźcie ze mnie dumni ;) (Jeśli nie jesteście z Małopolski i nie ogarniacie o co chodzi i po co robiłam te bransolety wpiszcie w Google „obchody urodzin Jana Długosza w Nowym Sączu” – będziecie tam mogli obejrzeć filmiki z naszego pochodu <3)

80-2 80-3

Trochę przegięłam z długością notki. Kończę już. Pozdrawiam. Trzymajcie kciuki za mój powrót do sprawnego funkcjonowania mózgu. (Nawet nie wiem, czy to zdanie miało sens…)

/Siwa

79. Przemknę niezauważona….

Nie wiem jak zacząć, więc zrobią to za mnie wymowne trzy kropki.

Teraz już lepiej.

Po pierwsze, ustalmy, że ta przerwa była zaplanowana, ja miała, strasznie zajęty miesiąc i potrzebowałam odpoczynku.

Ale nie zawiodłam się na Was. Wielu z Was wciąż męczyło mnie, żebym napisała w końcu notkę. (Uwierzcie mi, lubię tę formę męczenia.) ;)

Teraz już nawet nie wiem, co mogę Wam napisać po tak długim okresie. Może po prostu powiem: ŻYJĘ. :D

Wszystko czasem nadrobię, nawet Wasze notki na blogach. Naprawdę wszystko da się nadrobić. Doskonałym tego przykładem są uczniowie z 9 zagrożeniami, którzy i tak otrzymują promocję do następnej klasy.

Ale dość już tych wyrzutów sumienia i tłumaczenia się. Sama siebie ostatnio zbytnio katowałam nieobecnością na blogu, żeby jeszcze bardziej się pogrążać.

Pragnę jeszcze wspomnieć, że dzisiejsza notka jest z dedykacją dla Lackofideas, która dzisiaj obchodziła swoje urodzinki <3 Pewnie i tak przeczyta to w niedziele, ale niech wie, że jest kochana…

Nie jestem pewna, ale u mnie ostatnio nic się nie zmieniło. Mam także wrażenie, że czytelników nie obchodzi to co się u mnie dzieje, tylko to, kim jestem, co uważam itd. Ale jeśli się mylę, to mnie poprawcie. ^_^

Może jednak trochę odejdę od tej zasady…

Jak wiecie, zaczęłam ćwiczyć dla siebie i dla zdrowia iii … popsułam sobie zdrowie. A dokładniej kręgosłup. Mam nadzieję, że już mogę zacząć ćwiczyć od nowa tym razem lepiej i ostrożniej.

Nie potrafię siebie zmotywować. (Stąd też tak długi brak notki.) Ale dobrze, że mam takich ludzi wokół siebie, którzy zawsze potrafią na mnie wpłynąć. ;) A na niczym mi tak nie zależy jak na przyjaźni…

Przejdą do drugiej klasy – bez promocji, ale przejdę. :D Pomijam już kwestie nauki, ale przypominam sobie jak na początku roku myślałam, że w liceum z nikim się nie zaprzyjaźnię. No i kolejny raz się pomyliłam. Oczywiście nie jest to jakaś wielka przyjaźń, ale są tam ludzie, dla których warto iść do szkoły. ;)

Zamiast odsuwać spotkania z ludźmi w czasie zaczęłam się z nimi umawiać „na reżysera”. Czyli coś w stylu „oddzwonię do Ciebie”, „spiszemy się jeszcze”… Nienawidzę tego w sobie, ze nigdy nie trzymam się terminów, zawsze coś muszę przedłużyć  i zawalić. :/

Kolejny ważny wywiad do gazety już za mną. Jestem z siebie dumna, kiedy ludzie nareszcie zaczynają traktować mnie jak człowieka, a nie małolata. No i byłam na pierwszej konferencji prasowej w moim życiu. Nie było to znowu nic szalonego, zwykła lokalna konferencja, ale i tak to ciekawe doświadczenie.

Zauważyliście, że z minuty na minutę piszę coraz więcej zdań? Może jak już się nakręcę, to niedługo dodam kolejną notkę – tym razem tematyczną.

Weno spływaj na mnie strumieniami. (Wiem, wiem… Apostrofa powinna być na początku…)

To na razie tyle.

Pamiętajcie tylko, że ŻYJĘ :D

/Siwa

76. Czas na małe podsumowanie, chociaż to nie Nowy Rok…

17 marca to szczególny dzień dla mnie. Dokładnie rok temu założyłam bloga. Cóż, jak dotąd ma się on świetnie, z dnia na dzień przybywa mu czytelników i w ostatnim czasie nieźle się rozwinął. Dochodzę więc do wniosku, że założenie go, było jednak dobrym wyborem. Jestem dumna nie tylko z niego, ale i z siebie. Praktycznie rzecz biorąc mój blog = ja, więc to cała moja robota. :D

76 - torcik

Poczyniłam naprawdę dość duże postępy. Nauczyłam się lepiej pisać. Nie mówię, że doskonale, ale zauważam poprawę, patrząc na pierwsze wpisy i porównując je z teraźniejszymi. Blog to także mój wywietrznik. Tutaj jest wszystko co u mnie w głowie. Przynajmniej się tam nie magazynuje i nie zagraca potrzebnego miejsca.

„Co-miś…” doczekał się także kilku „wyróżnień”. Kilka notek (chyba ze trzy albo cztery) trafiło na Onet, co także mnie czegoś nauczyło… Dzięki temu, i nie tylko, mój blog ma ponad 42 tys. wejść. Dziękuję też za każdy komentarz. Nazbierało się ich już pół tysiąca (to brzmi zdecydowanie lepiej niż 500 ^^). Blog to nie tylko statystyki, ale i ludzie. A poznałam tutaj kilka ciekawych osób, a także ich blogi.

Tutaj zapewne znajdą się podziękowania, bo rok to dość duże wydarzenie (nie to co 3 lub 11 lat…). Oznacza to przede wszystkim, że będę kontynuować moje dzieło. Postaram się to robić jak najlepiej. A teraz z tego miejsca, z pozycji jedynego i najcudowniejszego administratora owej strony, pragnę podziękować:

  • Paulinie „Lackofideas”, bo kiedy myślę „blog” myślę także o niej. Okazało się, że mamy bardzo dużo wspólnego (nie tylko wiek, wybrany kierunek nauki …) :D Dziękuję Ci przede wszystkim za znajomość, która jest dopiero początkiem ;*
  • „Beatrycze”, mojej starszej, zwariowanej, blogowej siostrze. Ta wariatka była pierwszą, która przeczytała wpis. Jej „Foszek” jest fenomenalnym zjawiskiem. I pomimo tego, że dzieli nas pół Polski, to wiem, że i tak stworzymy kiedyś wspólną notkę :D
  • Kiki, która także jest nieodłącznym punktem tej strony. Dziękuję jej za każde wysłuchiwanie moich ekstaz z powodu pojawienia się notek na Onecie… Za tłumaczenie mi zasad skomplikowanego aska, za bycie moją prywatną Gimbuską i za to, że jest kochana i nieustępliwa.
  • Mamie – mojej najwierniejszej czytelniczce.
  • Magdzie – za ostatnią notkę i nie tylko. Wiedziała od początku o moim blogu i, pomimo swojej cichej obecności, mnie wspierała. Co jak co, ale dzięki niej potrafię wierzyć w siebie.
  • Kamilowi, za każdy film, który ze mną obejrzał, a który później opisywałam. Za niezliczoną ilość chamstwa. (Od kilku lat toczy się spór, czy to ja nauczyłam go chamstwa, czy on mnie…) W ostateczności, zaskoczył mnie, kiedy byłam smutna i zawiedziona, a on domyślił się i spytał „Co się stało?”. Nigdy nie zapomnę tego dnia… :P Co do Kamila… Gdyby ktoś chciał kupić Aprillię RS 50 to wiecie gdzie uderzyć <<<<<-
  • Paulinie, za każde niemiłe słowo, które motywowało mnie do działania.
  • Natalii, która czyta prawie każdy wpis i objawia się tylko jako cyferka w liczniku.
  • Każdemu czytelnikowi, a zwłaszcza Piacare, Pasteli, Leserette oraz tym, których już w „blogosferze” nie ma, czyli Dani i Rainbow. :D

Jeśli kogoś pominęłam to.. przykro mi. Dostanie się mu za kilka lat :P Bo za rok nie liczcie na takie wylewności. ^^

Specjalnie z okazji urodzinek zostanie dodana jeszcze jedna strona na moim blogu. Już niedługo szykuję kilka notek o:

- Nowościach w marcu, czyli zaproponuję Wam ciekawą książkę, film i coś na dodatek…

- O filmie „Pokłosie” lub „Niezłomny”, także możecie już odrobić pracę domową i obejrzeć. ;)

- O dziewczynie zwanej „Emo Martynka”, która kilka lat temu zrobiła pogrom w internetach :D

A teraz wasza kolej -> Która notka podobała Wam się najbardziej? ;)

Pozdrawiam :*

/Siwa

74. Krótkie włosy – same problemy.

Wiem, że nie odkryję Ameryki, kiedy stwierdzę, że dwa tygodnie ferii to zbyt mało. Myślę, że każdy uczeń doszedł do takich wniosków. Czas leci jak szalony. Jemu to się musi nudzić skoro tak gna. Co do nudzenia się – im mniej mam czasu tym bardziej go marnotrawię. Namiętnie kontynuuję czytanie „Igrzysk…” (została mi już tylko ostatnia część), oglądam jakieś pierdoły i … to w sumie tyle. Boże, aż mi siebie żal. ;(

Dobra, koniec tego narzekania. Zabieramy się do notki, która pokaże Wam świat z perspektywy krótkowłosej dziewczyny, czyli z mojej perspektywy. Z tego powodu możecie oglądać moje zdjęcie po prawej stronie -> -> ->
Nie żałuję, że ścięłam włosy ( znam to zdanie na pamięć – odpowiadam tak nawet na tysięczne pytanie o to, czy żałuję).  Za to moje życie stało się bardziej kolorowe i ciekawsze. :D

Czasem bywają też negatywne skutki uboczne takie jak np. dziwne zachowanie ludzi w stosunku do mnie. W gruncie rzeczy jestem miłą i kulturalną dziewczyną. Jednak reakcja społeczeństwa na krótkie włosy nie  obejmuje analizy czyjegoś charakteru.  Czasem ludzi po prostu się …boją. To przykre, bo ja wcale straszna nie jestem.

Jadąc do szkoły autobusem zdarzyła mi się kiedyś pewna sytuacja. Kulturalnie zdjęłam plecak z drugiego siedzenia i położyłam go sobie na kolanach, aby udostępnić innym miejsce. Okropnie denerwuje mnie takie zajmowanie dwóch miejsc, bo torba musi siedzieć. Co z tego, że płaci się bilet tylko za jedno miejsce, nie uwzględnia się plecaka -_- W każdym bądź razie, wszystkie miejsca naokoło pozajmowane, a ludzie wchodzą i wchodzą. W pewnym momencie jeden gość popatrzył na wolne siedzenie obok mnie, spojrzał na mnie i stanął w przejściu. Nikt do końca drogi obok mnie nie usiadł.

Ta sytuacja nie zaintrygowała by mnie tak bardzo, gdyby nie fakt, że całkiem niedawno się powtórzyła. W końcu to mógł być przypadek, a ja jestem zbyt przewrażliwiona na swoim punkcie. W poniedziałek wyruszyłam w podróż do Jeleniej Góry na ferie. Kulturalnie (lubię to słowo)  zajęłam miejsce i jak zwykle wzięłam plecak na kolana, zostawiając obok puste siedzenie. Oczywiście nie wszyscy pasażerowie wpadli na ten pomysł np. dziewczyna z torebką przede mną, chłopak z torbą po drugiej stronie i jeszcze jeden za nim, z gigantycznym plecakiem. W końcu podszedł do tyłu jakiś mężczyzna w średnim wieku i szukał wolnego siedzenia. Popatrzył na jedyne niezastawione bagażem miejsce obok mnie, zawahał się i usiadł przy dziewczynie, pytając ją uprzednio czy siedzenie obok jest zajęte… -_-  Nie rozumiem tych ludzi. Odganiają się ode mnie jak mogą. 2 godziny do Krakowa to nie lada wyzwanie, siedząc koło dziwnej dziewczyny z krótkimi włosami. Na szczęście dla mnie, usiadł obok mnie młody chłopak, który wyjątkowo ładnie pachniał (wiem, że to dziwne, ale on naprawdę ładnie pachniał…).

Dlaczego uważam, że to wszystko ze względu na włosy?

1)      Wcześniej, kiedy miałam długie nikt nie zwracał na mnie uwagi i nie zastanawiał się dwa razy zanim usiadł obok mnie.

2)      Nie ubieram się dziwnie, nie przynależę do żadnej subkultury, mega paskudna na twarzy też nie jestem, więc jedyna rzecz, przyciągająca uwagę innych to włosy.

3)      Krótkie włosy, zwłaszcza postawione do góry sprawiają, że wyglądam czasem jak chłopak. Bo przecież chłopcy ostatnio też noszą kolczyki… Ludzie mają problem  z rozeznaniem mojej płci więc wolą nie ryzykować.

Podczas tej samej drogi do Jeleniej Góry zdarzyła się jeszcze jedna, ciekawa sytuacja. Pasażerowie stają w kolejce do oddania bagażu. Obok mnie widzę małą, uroczą dziewczynkę, która nie potrafi zachowywać się spokojnie. Uśmiecham się do niej i patrzę na jej mamę. Niska kobieta z krótkimi (ale to bardzo, bardzo krótkimi), rudymi włosami. Mniej więcej coś w tym stylu ->74

 

Owa pani, poirytowana niespokojnym zachowaniem córki, każe jej stanąć poza kolejką.
Przeproś pana i stań obok” – mówi.
Nie obchodziłoby mnie to gdyby nie fakt, że wypowiedź dotyczyła mnie! Wzięła mnie z mężczyznę. Hipokrytka…  Sama nie wygląda lepiej. W momencie przestałam się uśmiechać do jej dziecka.

No cóż, ludzie są dziwni. Ale żeby tak dziewczyny od chłopaka nie rozróżniać.

Pozdrawiam Was serdecznie i liczę, że Wy potrafilibyście rozróżnić mnie od pierwszego, lepszego chłopaka. :D

P.S. A już niedługo szykuje się specjalna notka od mojej przyjaciółki. Zapraszam wszystkich do zaglądnięcia. ;)

/Siwa

34. Moda – czerwcowo mi

Coraz cieplej na zewnątrz. Duchota daje o sobie znać, zwłaszcza jak stoi się w słońcu, bardzo grzeje. Dlatego ostatnio oduczam się nosić czarne ubrania. Rezygnuję też z kurtek, na rzecz lekkich bluz rano. Nawet ostatnio przez to zimno rano się lekko zakatarzyłam :(
Wracając do rzeczy. Macie tu jeden zestaw, bo nie wiem czy można to nazwać stylizacją :)
Z braku fotografa zdjęcie musiałam sobie robić sama… Bywa.

34-1

Koszulka mojej mamusi w sumie teraz już moja: wyczuwam Reserved, ale bardzo ją lubię, bo jest taka lekka i te króliczki „Yeah Juhu” <3
Pod spodem: biała bokserka z Croppa,
Leginsy: z pobliskiego sklepu, nawet nie zgadniecie ile kosztowały! J Ale gdybyście ich mogli dotknąć, są takie inne, miękkie, nic tylko macać ^^

34-2

Pomysłowo do koszulki dopięłam kilka agrafek. Raczej to była polska myśl techniczna i potrzebowałam je gdzieś schować i nie zgubić, ale mi się spodobało.

34-3

Buty: kochane trampki z Deichmanna, <3 te to dopiero uwielbiam, tylko na zdjęciu są w stanie używalności (to widać, prawda? ^^)

34-4

Dodatki:
Pierścionek serduszko – House,
Zegarek żelowy – Pepco,
Żelowe bransoletki dostałam w prezencie.

34-6

34-5

Na koniec – okulary (Avon). I moja facjata :P

34-8 34-7

To by było na tyle. To do następnego :D
P.S. Mam nadzieję, że niektórzy po zobaczeniu ostatnich zdjęć nie będą pozdrawiać mnie z dywanu czy ze szpitala z oddziału kardiochirurgicznego :)

/Siwa