91. „Rozumieny się bez słów” i słowa ode mnie dla małpy.

Na początku chciałabym Wam polecić ciekawy film – jeden z nowszych. Przepraszam, za tak niewiarygodnie inną formę opisywania na moim blogu, ale tak mnie naszło na uporządkowanie.

91 - 1

Tytuł: „Rozumiemy się bez słów”

Gatunek, produkcja: Francuska komedia z 2014 r. (świat) – To dość istotne, bo nie wszystkie francuskie komedie są śmieszne.

Opis fabuły: Jest to historia rodziny Belier, żyjącej sobie spokojnie na wsi i prowadzącej własne gospodarstwo. Matka, ojciec i ich syn są osobami głucho-niemymi. Jedyną w pełni sprawną osobą jest tam córka, Paula. Poznajemy właściwie całkiem dobrze prosperującą rodzinę. Niepełnosprawne osoby nie ograniczają się tam w niczym, wiodą spokojne życie. Oczywiście w kontaktach z zewnętrznym światem pomaga im odpowiedzialna Paula. Dziewczyna, jak to nastolatka, znajduje jednak własną drogę życia. Przez chłopaka, który jej się podoba zapisuje się do chóru szkolnego i odkrywa, że ma świetny głos. Żaden z członków rodziny nie mógł jej tego nigdy powiedzieć. Paula staje więc przed trudnymi wyborami – czy wyjechać do Paryża, do wymarzonej szkoły śpiewu, czy zostać w domu i pomagać rodzicom, zwłaszcza kiedy jej ojciec rozkręca swoją kampanię wyborczą.

Moje odczucia: Muszę przyznać, że cały wątek miłosny jest bardzo płytki i przewidywalny. No, ale coś musi przecież być nie tak, a czyż nie każda nastolatka ma chłopaka, który jej się podoba? (Odpowiadając na to retoryczne pytanie (brawa za łamanie zasad): Nie, nie każda nastolatka musi być zakochana.) Muszę przyznać, że pomimo tego wzruszyłam się kilka razy. Myślę, że główną rolę odegrała tutaj muzyka i bardzo dobre wykonanie piosenek. Na uznanie zasługuje scena śpiewu dla ojca, a później, w trakcie przesłuchania, śpiew dla rodziców. Także scena pokazana z perspektywy rodziców wywarła na mnie gigantyczne wrażenie. Cóż, ogólnie rzec biorąc: fabuła oklepana i totalnie przewidywalna, portret nastolatki mało oryginalny (pomijam doskonałe opanowanie języka migowego). Mimo tego, ten film sprawił, że na jednej scenie łzy płynęły jak rzeka, a w kolejnej śmiałam się jak opętana. Bardzo przystępny humor, ciekawe żarty dotyczące samej niepełnosprawności Belierów. Na pochwałę zasługuje także sam temat filmu, bardzo rzadko poruszany. Pokazał on tak naprawdę, że ludzie głucho-niemi też mogą normalnie żyć i to my jesteśmy nienormalni, że boimy się z nimi zadawać.

Ocena (w skali 1-10): 8 – zdecydowanie polecam, każdemu i tym, którzy chcą się pośmiać i tym, którzy chcą popłakać, szukającym czegoś lekkiego, ale i poruszającego ważnego tematu.

To by było tyle odnośnie notki. Teraz przejdziemy do drugiej części.

Otóż Zielona Małpa nominowała mnie do Liebster Blog Award. Wyraziłam chęć wzięcia udziału w tej akcji, podaję więc odpowiedzi na pytania:

1. Jakie miasto jest twoim zdaniem najpiękniejsze?

Tą konkurencję zdecydowanie wygrywa włoskie Urbino, ze względu na klimat tych ciasnych uliczek i malutkich domków, przyciśniętych do siebie. To jedyne miasto, w którym lubię się gubić, jest jak jeden wielki labirynt.

2. Co zazwyczaj robisz w deszczowe dni?

Hmm.. o 6:30 wychodzę z psem na spacer, bla bla bla… Właściwie robię wszystko to, co zawsze. Omijam tylko aktywności związane z dobrą pogodą. Sprzątam tyle samo, uczę się tyle samo. Chciałabym, żeby deszczowe weekendy wyglądały jak te z obrazka – herbatka, kocyk i książka (w zastępstwie blog lub film), ale niestety rzeczywistość jest największym mordercą marzeń.

3. Dlaczego lubisz blogowanie?

Bo mogę tu wyrazić siebie i mogę poznać wielu różnych ludzi. To chyba najkrótsza odpowiedź na to pytanie.

4. Kawa z mlekiem czy bez? Z cukrem czy bez?

Jeśli już kawa to koniecznie rozpuszczalna z mlekiem i duużo cukru. Tylko taką uznaję, no chyba, że jest trzecia w nocy, oglądam z K. i N. film, a w półce tylko parzona…

5. Bez czego nie ruszasz się z domu?

Bez telefonu. Tak. To przykre.

6. Gdzie chcesz być za 10 lat?

Chcę siedzieć w swoim przytulnie urządzonym mieszkanku i opracowywać wywiad, który robiłam w południe. (Za 10 lat od teraz jest godz. 19:58.) Właśnie tam chciałabym być.

7. Jaka jest twoja absolutnie ulubiona potrawa?

Spaghetti. Robione przez moją siostrę, albo takie typowo włoskie.

8. Gdybyś mogła stać się mistrzem w jednej dziedzinie, to jaką dziedzinę byś wybrała?

Zdecydowanie pisanie – notek, artykułów, opowiadań, wywiadów, powieści, prozy i innych. Wydaje mi się, że mam już zadatki…

9. Jesteś introwertkiem czy ekstrawertkiem?

Chyba ekstrawertykiem. Nie mogłabym żyć bez ludzi, chociaż czasem działają mi na nerwy.

10. Jakiej muzyki lubisz słuchać, gdy jest ci smutno?

Nie jest to jakiś specyficzny gatunek np. muzyka klasyczna. Piosenka (nie ważna czy to pop, ballada rockowa, klasyka czy electro) musi mieć w sobie małą dozę smutku i być spokojna.

11. Jakich rzeczy nie jadasz?

Od ponad roku nie jem stałych pozycji: fast-foodów (typu żarcie z Mc’D, KFC itd.), chipsów, pomidorów (ale tego nigdy nie lubiłam), pierogów ruskich, barszczu, żelków kwaśnych i w gruncie rzeczy wieeelu wieeelu innych. Nie mogę się tylko przemóc i zrezygnować z czekolady.

To by było na tyle. Niestety nie nominuję nikogo, bo razem z Zieloną Małpą czytamy prawie te same blogi, więc większość była już nominowana, ale dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tej zabawie.

Ale się rozpisałam…

Gdybyście mieli jakieś fajne pytanie dla mnie to z chęcią odpowiem Wam w komentarzach.

To na razie. :)

91-2

Pozdrowienia specjalne dla Zielonej Małpy Naczelnej oraz wszystkich czytelników (pomijam tutaj Arletę, bo byli byście zazdrośni, że dwa razy pod rząd ją pozdrawiam). :D

/Siwa

1. http://cotucotam.pl/kalisz/film/rozumiemy-sie-bez-slow

84. Odliczamy do 10 komedii!

Zaczęły się wakacje. A jak wiemy, wakacje to czas radości, śmiechu, zabawy. Dzisiaj więc tematycznie zaproponuję Wam kilka komedii, które są na tyle ciekawe, że można je wyróżnić. Wiem, że nie wszystkie przypadną Wam do gustu. Zachęcam więc do poszerzania naszej listy. 8-)

  1. Millerowie
    Ta komedia została już opisana na moim blogu, jednak zdecydowanie uważam ją za najlepszą. Ciekawe teksty, ciągła akcja – to nigdy się nie znudzi. No chyba, że komuś nie przypada do gustu połączenie dilera, bezdomnej, striptizerki i dziwaka-prawiczka, którzy, udając rodzinę, próbują przemycić ogromne ilości narkotyków w camperze. Zdecydowanie polecam! (I dziękuję Lackofideas za polecenie.)
    43-2
  2. Zaplątani
    Bajka produkcji Disney’a. Historia Roszpunki, zamkniętej w wieży, którą odnajduje „książę”. Okazuje się, że nie do końca wszystko układa się tak jak w bajce, bo mężczyzna wcale nie miał ochoty jej uwolnić. Film wygrywa przez swoje teksty, które wciąż mnie śmieszą. Im starsza jestem tym lepiej je rozumiem, także polecam nawet dorosłym ;-) 84-2
  3. Duże dzieci
    Udana komedia z udziałem Adama Sandlera. Oglądałam ją kiedyś fragmentami, stąd też jej niepewne miejsce 3. Paczka przyjaciół razem z rodzinami spotyka się po latach na wakacjach. Film zaskoczył mnie… w sumie nie wiem czym. Może bezpośredniością. Oczywiście na końcu pojawia się wspaniały happyend, akcja całkiem przewidywalna, ale można się pośmiać. Muszę ją obejrzeć jeszcze raz dokładnie.
    84-3
  4. Za jakie grzechy, dobry Boże?
    Dobra komedia francuska. Akcja toczy się wokół rodziny, której 3 córki wydały się za imigrantów – Chińczyka, Żyda i Araba. Rodzice są już prawie na wyczerpaniu nerwowym, ponieważ nie pałają do mężów córek zbytnią sympatię. Pokładają więc 84-4nadzieje w ostatniej córce, która niestety zakochała się w czarnoskórym Afrykańczyku… Z tego musiała wyjść dobra komedia. Oglądałam ją już dwa razy i wciąż wywoływała uśmiech na mojej twarzy.
  5. Madagaskar
    Kolejna bajka znalazła się tutaj nie bez powodu. Kiedy byłam dzieckiem wcale mnie nie zszokowała, ani nie śmieszyła. Niedawno Młoda oglądała ją na jakimś kanale, a je pisałam wtedy notkę (widzicie jak ciężko pracuję). Przysłuchiwałam się, ale nie wdrażałam jakoś bardzo w tą bajkę. Muszę przyznać, że teksty, wypowiadane przez te zwierzaki wraz z wiekiem robią na mnie coraz większe wrażenie. Jedno, aż tak mnie zachwyciło, że oplułam monitor sokiem… Myślę, że taki komentarz i rekomendacje wystarczą abyście chcieli odświeżyć sobie ten film. :mrgreen:
    84-5
  6. Bruce Wszechmogący
    Ta komedia dostaje aż trzy plusy za świetnych aktorów: Jima Carrey’a, Morgana Freemana i Jennifer Aniston. Kolejny to dość ciekawy pomysł na film. Jest to historia reportera, który przez to, iż zbyt często narzekał na Boga, otrzymuje jego moce. Na końcu oczywiście happyend i fantastyczna przemiana bohatera. Zdecydowanie polecam, chociaż liczę, że większość z Was już oglądała.
    84-6
  7. Mów mi Vincent
    Ogólnie rzecz biorąc to ten film jest genialny, ale … nie jako komedia. Nie tylko ja zauważyłam, że jest to bardziej dramat. Myślę, że warto się z nim jednak zapoznać. Film opowiada o zrzędliwym staruszku alkoholiku i hazardziście, w którego rolę wcielił się Bill Murray. Nie lubi on ludzi, właściwie nie ma serca. Pewnego dnia do domu obok wprowadza się zapracowana kobieta i jej chudy syn. Główny bohater, Vincent decyduje się pomóc sąsiadce w opiece nad synem w zamian za uczciwy zarobek. Tak rozwija się więź między młodym chłopem, a staruszkiem.
    84-7
  8. Super zioło
    Losy dwóch kolegów, których głównym zainteresowaniem jest jaranie. Dostają się oni do college’u i dzięki specjalnej substancji osiągają niebywałe wyniki w nauce. Osobiście twierdzę, że ta komedia nie śmieszy tylko nałogowych palaczy i pijanych ludzi, co wynika z komentarzy na filmwebie. Komedia nie jest na bardzo wysokim poziomie, ale jest całkiem zabawna i najważniejsze – można ją oglądać po kilka razy.
  9. Kac Vegas w Bangkoku
    A tą komedię znają chyba wszyscy. Role obsadzone przez Bradley’a Coopera, Eda 84-8Helmsa, Zacha Galifianakisa (którego rola jest bezbłędna) oraz Justina Bartha. Jest to druga część z trzech. Standardowo, przyjaciele, na wieczorze kawalerskim jednego z nich, upijają się do nieprzytomności. Następnego dnia budzą się w Bangkoku i nie pamiętają jak się tam znaleźli. Na dodatek gubią młodszego brata panny młodej. Dobry film, ale nie wybitny. Nie przypominam sobie też, żebym oglądała kiedyś wcześniejszą część. Pomijam fakt, że drugą za to oglądałam już 3 razy…
  10. O dwóch takich co poszło w miasto…
    czyli historia Harolda i Kumara. To kolejna komedia, która ma swoje kontynuacje. Nie wydaje mi się jednak, żeby kolejne były w stanie pobić pierwszą część. Tutaj pojawia się podobny motyw jak w „Super zioło” – środki odurzające. Dwójka przyjaciół ma tzw. gastro i potrzebują zjeść coś dobrego. Decydują się jechać do „White Castle” na specjalnego hamburgera. Zastanawiam się jak dobry musiał on być, bo wszystkie trudności, które spotykają po drodze nie są w stanie ich powstrzymać. No cóż, ten film polecany jest tylko fanom gatunku.

 

Kolejne miejsca zostawiam dla Was. :lol:

Pozdrawiam i życzę wesołych wakacji.

/Siwa

P.S. Już w poniedziałek wybieram się na Dębowiec, więc mnie trochę nie będzie, ale później wszystko Wam opowiem! ;)

Zdjęcia z
http://www.filmweb.pl/
oraz
http://joemonster.org/art/28755

71. Sezon na leszcza i tak oto zostałam gniewem.

Trochę mnie tutaj nie było. Nie myślcie, że nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Moja rozmowa z N. przyniosła wczoraj następujące wnioski:

  • Jak opiszę film to czytelnicy pomyślą, że chcę ich zbyć.
  • Z drugiej strony mogłabym opisać co takiego robiłam przez ten czas, ale moje życie nie jest aż takie interesujące, a gra w „Eurobusiness” jest interesująca tylko dla graczy (Ja, N, Szister i Przyszły Szwagier, czyli Chamskie Warszawskie Słoneczko).

Wnioski końcowe: opiszę trochę tego i tego. Kurde to mój blog! Nikt się nie będzie czepiał (chyba za dużo czytam „Foszka”) :P

Poza pisaniem artykułów (aż dwóch) do gazety i strony internetowej tworzyłam też całkiem ciekawy wywiad z dziennikarką. Ciężko było, bo – jak sama przyznaje – nie lubi udzielać wywiadów, zwłaszcza o sobie.

Nie wspomnę o wszystkich sprawdzianach, kolejnych obietnicach, że będę się uczyć. Na szczęście zakończenie semestru nie poszło tak źle i dostałam 4 ze wszystkich rozszerzonych przedmiotów (pol-hist-ang), co jest dla mnie nie lada osiągnięciem. Normalnie jestem z siebie dumna, zwłaszcza, że nie byłam pewna czy przejdę z edb…

A co do moich ukochanych filmów <3. (A wydaje mi się, że wcale ich tak dużo nie oglądam.) „Kraina lodu” z N. Tak z niczego zaczęłyśmy oglądać tą bajkę i doszłyśmy do wniosku, że ona uczy dzieci czegoś więcej niż jakiś dziwny serial „Violetta” (polecam recenzję Beatrycze :P).

Z K. obejrzeliśmy także stary polski film – „Sezon na leszcza”. Jemu chyba się zbytnio nie spodobał, ale mi przypadło do gustu nietuzinkowe zakończenie. Jest to historia niepokornego gliniarza, nadużywającego alkoholu, który próbuje się dowiedzieć z kim zdradziła go żona. Pojawia się także całkiem osobny wątek dwójki rodzeństwa, którzy napadają na bank. Ginie ich wspólnik, a oni muszą uciekać. Przy okazji zabierają 3-letniego dzieciaka z ukradzionego auta. Całkiem ciekawy film, nieoczywisty, pokazujący polskie realia. Dwa wątki łączą się dopiero 5 minut przed zakończeniem filmu (co osobiście doprowadziło mnie do szału). Warto wspomnieć o roli Bogusława Lindy (którego zna każdy, zwłaszcza z takich filmów) i Ani Przybylskiej. Jest to produkcja z 2000r. więc myślę, że większość z Was go widziała.

Z kolei wczoraj oglądaliśmy komedię na miarę „American Pie”, czyli „Eurotrip”. Nie polecam, chyba, że ktoś lubi lekkie, dziwne, a zarazem mało wymagające i oklepane komedie. ;)

Szczerze powiedziawszy to czekam już tylko na ferie. To będzie ten czas, kiedy spotkam znajomych, z którymi nie widuję się na co dzień. Co dziwniejsze, ja już od dawna planuję co będę robić w te dwa tygodnie wolnego, a u nas ferie dopiero od 16.02.  :/

A na koniec zostawię Wam taką wisienkę na torcie (który dzisiaj wykonany jest raczej z samej margaryny). W ciągu mojej nieobecności na blogu zorganizowałyśmy (ja, Szister, N. i Kiki.) sesję zdjęciową. Miał to być projekt zaliczeniowy dla Kiki, więc trochę się poprzebierałyśmy i wyszły świetne efekty.

N. była miłością.

71-1

Szister pożądaniem (dlatego też nie udostępnię tego zdjęcia).
Kiki była szczęściem.

A ja zostałam… GNIEWEM. Nie wiem czy to jakaś aluzja, czy o co chodzi. Mi się to zdjęcie nawet podoba. Jest takie prawdziwe. Przynajmniej już wiem jak wyglądam, kiedy się drę.

71-2

Pozdrawiam i czekajcie na następną notkę. :D

/Siwa

50. Gdyby na świecie nie było kłamstwa…

W alternatywnej rzeczywistości nie istnieje kłamstwo. Ludzie nie znają takiego pojęcia i wszystkim mówią prawdę, najbardziej nawet bolesną. Tak zaczyna się komedia „Było sobie kłamstwo”. Film, przy którym naprawdę można się pośmiać. Chociażby dlatego, że w życiu nie powiedzielibyśmy komuś czegoś aż tak szczerze jak oni.

Marc jest nieudacznikiem. Nie ma szczęścia w miłości, ma problemy finansowe, a na dodatek wywalają go z pracy. Wszystko to się zmienia, kiedy mężczyzna nie mówi prawdy. To oczywiście pomaga, bo wszyscy mu wierzą (nawet w to, że jest czarnym Eskimosem). Niestety, później niesie ze sobą pewne konsekwencje (jak w naszym życiu). Najpierw jego życie ulega zmianie; zaprzyjaźnia się z interesującą kobietą i powodzi mu się w pracy. Media zaczynają się nim interesować kiedy opowiada swojej umierającej matce o wymyślonym miejscu, do którego ma przejść po śmierci. Tutaj historia ta zmienia się raczej w „Była sobie religia”.

50

Film może się wydawać mało ambitny, ale ja doceniam ten pomysł. Początek jest bardzo zabawny. Ogółem komedia na totalną nudę. Oceniłabym ją tak 6/10. Podobną ocenę ma też na „Filmwebie”.
Produkcja Amerykańska z 2009 roku. Reżyserami i scenarzystami  zarazem są Matthew Robinson i Ricky Gervais.  Ten drugi jest także odtwórcą głównej roli. W filmie gra też Jennifer Garner.

W sumie to by było chyba na tyle. Jak zwykle polecam. No i przepraszam, że już którąś notkę z rzędu opisane są filmy, ale tak jakoś mnie to ostatnio interesuje. Postaram się także dodawać dwie notki w tygodniu i regularnie nadrabiać moje zaległości na waszych blogach. :D Na sam koniec mam dla Was małe zadanie: Jednego dnia postarajcie się ograniczyć kłamstwa i policzyć ile razy musieliście skłamać, jeśli jest to możliwe :P

/Siwa


  1. http://film.onet.pl/bylo-sobie-klamstwo

49. Mało ambitnie, ale to mi się podoba :)

Szkoła, a głównie rozszerzony język polski, zabiera mi całą wenę i czas na napisanie cokolwiek. Dlatego podstawiam Wam notkę o tym co mnie we wrześniu zainspirowało, oczywiście z różnych dziedzin :D

Standardowo na pierwszy ogień książka. Na wrzesień polecam Ofiarowaną”. Dość gruba powieść, napisana przez Jennę Miscavige Hill, przy współpracy Lisy Pulitzer. Jest to prawdziwa historia Jenny, bratanicy przywódcy scjentologów. Ogółem sekta ta została założona przez L.R.H., który robił ludziom wodę z mózgu. Jenny od dziecka była związana z tą sektą i razem z wiekiem odkrywała ciemne strony tej organizacji. Lekko niepokojąca zwłaszcza, że są to prawdziwe wspomnienia. Polecam wszystkim, którzy nie boją się takich lektur i którzy mają czas. Pomimo tego, że jest troszkę gruba, bardzo wciąga.

49-1

Polecam Wam też niezły film – „Jak urodzić i nie zwariować”. Niezły dlatego, że niewymagający. Mam już nawet  pomysły na listopad, żeby wprowadzić Was w nastrój. :D A ten film jest świetny na takie leniwe dni (albo i nie), kiedy wakacje zostają już tylko wspomnieniem. Komedia, przy której można się pośmiać. Z genialną Cameron Diaz i świetną Jenifer Lopez. Jest to film o pięciu parach. Każda z nich to inna historia. Pary te mają różne spojrzenia na ciążę i rodzicielstwo.  Oglądaliśmy ten film familijnie (czyli ja i rodzice) i w pewnych momentach naprawdę się śmialiśmy. Mówię „naprawdę”, bo niektóre komedie wcale nie są zabawne. Ale myślę, że większość z Was i tak go oglądała. :)

49-2

O kosmetykach za bardzo nie pogadamy, bo jedyne co mnie interesowało, to dodać jakiś kolor do moich coraz krótszych włosów. Za każdym razem kiedy postanawiam zapuszczać włosy, ścinam je jeszcze bardziej :P

Ostatnio pomyślałam, że bluzy to produkty uniwersalne. Można założyć do spódnicy, do których się powoli przekonuję, no i oczywiście jako dodatek sportowy. Z racji, że sprzydałoby się coś „z pazurem”, spodobała mi się jedna z nadrukiem lwa. Bardzo oryginalna i hmm… nie każdemu może się spodobać (czyli jak zwykle u mnie na blogu).

Aloha from deer.
Tu znajdziecie inne szalone bluzy.

http://alohafromdeer.com/bluzy.html#/page/1

49-3

Co jest ostatnio złe, przykre czy żenujące?
Niee, nie szkoła. Ale jak dla mnie to osoby, które są lepsze, albo takie się czują. Nie mamy w Polsce podziałów na stany, a i tak mamy „szlachtę”. Przykład? Wystarczy przyjść do nowego środowiska, a zawsze znajdą się osoby, które spędziły tam więcej czasu. Gdyby miło się uśmiechały, pomogły od czasu do czasu, pogadały (albo chociaż przedstawiły się) to byłoby fajnie. Ale ONI wolą patrzeć, uśmiechać się pod nosem, a także go zadzierać. Mocno denerwujące. Zrozumcie! Nikt nie jest lepszy. A takie zachowania sprawiają, że inni czują się gorsi i głupsi, nikomu nie potrzebni. Osoby, które zawadzają…

To może trochę pozytywów?
Poranki! Ale nie ten moment kiedy budzisz się od głośnego dzwonka budzika. Mówię o wcześniejszych godzinach, kiedy otwierasz okno i patrzysz na prawie pusty świat, czasem spowity poranną mgłą, ze śpiewem ptaków i ciszą. Właściwie jest przyjemnie. Tylko później trzeba iść się zbierać. Kontakt z naturą masz też, kiedy wychodzisz na przystanek. To jest dopiero super pobudka – spacerek i chodne powietrze. No chyba, że tak jak ja lubicie biegać (ale nie z powodu hobby, po prostu, wstyd się przyznać, spóźniam się na autobus, a jeszcze nie przyszło mi na myśl, żeby wyjść wcześniej). Niestety oferta nie jest dla ludzi, którzy jeżdżą autem i mieszkają w mieście. Kocham moją wieś! :D

Na koniec nutka. Słyszeliście w radiu, chociaż rap. Przyjemna i wzruszająca, zwłaszcza teledysk. Przed państwem K2 i Buka w utworze „1 moment” <3



 

/Siwa


  1. http://chomikuj.pl/rossita11/Ksi*c4*85*c5*bcki/Hill*2c+Jenna+Miscavige+-+Ofiarowana.+Moje+*c5*bcycie+w+sekcie+scjentolog*c3*b3w,3294845302.pdf

  2. http://www.filmweb.pl/film/Jak+urodzi%C4%87+i+nie+zwariowa%C4%87-2012-603172

  3. http://alohafromdeer.com/bluzy.html#/page/1

 

43. O wszystkim, nie o niczym…

Ostatnio u mnie nic ciekawego. Właściwie co można napisać o nockach z przyjaciółkami i przesiadywaniem w domu kiedy na zewnątrz leje deszcz? -,-

Naszło mnie więc na napisanie czegoś, co będzie połączeniem recenzji książki, filmu, o fajnych kosmetykach i ubraniach oraz kilku innych rzeczach.

Zacznijmy więc od książki, którą wszystkim polecam:
„Mroczne umysły” – brzmi intrygująco, tajemniczo i lekko wieje grozą. Taka też jest prawda.  Po krótce: Amerykańskie dzieci zaczynają chorować i umierać. Niedługo później rząd zaczyna „usuwać” dzieci, które mają dziwne zdolności, w celu „zaleczenia ich”.  Ruby trafia do takiego właśnie obozu. Nie traktuje się tam ich jak ludzi i stara się zniszczyć ich radość i chęć życia. Główna bohaterka przy segregacji została wzięta za zieloną  (jedną z pięciu grup). W rzeczywistości jest jednak pomarańczowa. Żeby wyjaśnić, co oznaczają poszczególne kolory:
- Pomarańczowy – Dzieciaki zakwalifikowane do tego koloru potrafią czytać w myślach, a nawet przy pomocy wymazywania i zmieniania wspomnień zmieniać zachowania ludzi. Niestety zastały uznane za niebezpieczne i prawdopodobnie wymordowane. Ruby jest jedną z ostatnich, jednak ukrywa to żeby przeżyć.
Zielony – Fotograficzna pamięć, coś jak bardzo dobry matematyk.
-Niebieski – Możliwość przesuwania przedmiotów przy pomocy siły woli.
Żółty – Czyli kontrolowanie elektryczności.
Czerwony – Niestety najmniej opisywany w tej książce. Ten kolor oznacza umiejętność „wybuchania czegoś”, czyli wywalania w powietrze. :D
Mniejsza z tym. Ruby ucieka, poznaje nowych kompanów i stara się dotrzeć do kogoś, kto pomógłby jej zapanować nad umiejętnościami.
Więcej nie będę się rozpisywać, bo to dość zawiłe… Może po prostu przeczytajcie! Jest już druga część (pewnie niedługo u mnie w domu ^^) „Nigdy nie gasną”. Polecam!

43-1

Ostatnio obejrzałam też świetny film pt. „Millerowie”.  Tutaj (
http://serialomaniaczka.crazylife.pl/2014/06/13/millerowie/
) macie opis mojej koleżanki dotyczący tego filmu. Ale powiem Wam, że połączenie dilera, striptizerki, prawiczka, uciekinierki, udawanej rodziny, podróży camperem i historii wielkiego przemytu daje genialną komedię! Warte zobaczenia, bo można się pośmiać (jak nigdy) :)

43-2

 Co do kosmetyków: Kupiłam sobie w Rossmanie dwa lakiery „Celebrity Nails Wibo”. Dwa fajne kolory – jasny zieleń i pomarańcz. Bardzo żywe idealne na lato, ale nie wiem czemu lepszy jest pomarańczowy. Wystarczyła jedna warstwa i już wyglądały pięknie. Poprawiły mi humor.
Wprawdzie nie moje zdjęcia, ale wyglądały podobnie. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że kolory w opakowaniu nie do końca przekładają się na rzeczywistość, ale to nie oznacza, że mi się nie podobają :D

43-3 43-4

A z działu modowego, co mi się ostatnio spodobało to:

 43-5

Ktoś powie, że są brzydkie, ale ja jestem „za”. Wygodne, solidnie wykonane, pomimo wyglądu lekko ortopedycznego są piękne. Potrzebne mi są takie na wyjazd i zwiedzanie. A wy jak uważacie? :D

 Co ostatnio zaczęło mnie denerwować?

Może taki mały przykład z telewizji. Oglądamy z mamą wieczorem jakiś kanał, a była to bodajże jedynka lub dwójka, a tu nagle gość wyjeżdża z reklamą „Permen Kinga”, albo innego leku. Oczywiście wszyscy wiedzą do czego to służy, bo nie żyjemy w średniowieczu, ale nie podobają mi się te reklamy. Jak ma usiąść małe dziecko przed telewizorem. Nawet nie mówię, że same, ale np. z rodzicami, którzy chcą odpocząć. Aż tu nagle ktoś im truje o impotencji itp. -,- Żenua…

A co ostatnio jest, jak dla mnie, ok?

Blogerzy. I nie chodzi tu o wszystkich. Mianowicie o chłopaków. Kiedyś nie było ich prawie wcale, a niedawno zauważyłam, że powstaje coraz więcej blogów, których autorami są mężczyźni lub chłopaki. Fajnie tak czasem poczytać jak wygląda świat ich oczami. :D

Na koniec jeszcze świetna piosenka, którą też  się ostatnio zachwyciłam:  Artur Rojek „Syreny”



To na razie tyle. A jak układała by się wasza lista na wakacje?

Z tego miejsca pragnę także gorąco pozdrowić Kingę, a właściwie Kiki, której zawdzięczam wiele, a zwłaszcza dobre słowa (np, po znalezieniu się mojej notki na Onecie, kiedy skakała razem ze mną, chociaż tak na prawdę nie ze mną) :)

/Siwa


  1. http://www.empik.com/mroczne-umysly-bracken-alexandra,p1091124422,ksiazka-p

  2. http://www.filmweb.pl/film/Millerowie-2013-152844

  3. http://czella84.blogspot.com/2014/04/wibo-celebrity-nails-nr-6-fresh-grass.html

  4. http://czarodziejka87.blogspot.com/2014/03/lakiery-wibo-celebrity-nails-wszystkie.html

  5. http://www.zalando.pl/vagabond-flora-sandaly-bialy-va111i000-a11.html

 

16. O filmie „Babcia Gandzia”

No tak, czyli już wiecie, czym zajmę się w tej notce. Film oglądałam już bardzo dawno, ale teraz przyszło mi na myśl, żeby o nim napisać, bo nie był on aż tak rozgłaśniany i nie każdego mógł zainteresować.
O czym jest? Cóż, sam tytuł już brzmi dość kontrowersyjnie. To właśnie tytułowa Babcia jest bohaterką. Samo zestawienie tych dwóch wyrazów ciekawi widza, zwłaszcza młodego. Gandzia, czyli marihuana, narkotyk, coś „dla młodych”, niebezpiecznego, a zarazem służącego jako rozrywka. Z drugiej strony Babcia, czyli krucha staruszka, z ciasteczkami i wnusiami u boku, miła, słodka, uśmiechnięta. Ten opis jednak nie pasuje do Paulette (imię bohaterki). Nie akceptuje ona swojego wnuka, którego ojcem jest murzyn, niechętnie się nim zajmuje. Nie lubi pomagać swojej córce, ani innym sąsiadom. Utrzymuje kontakty tylko z kilkoma przyjaciółkami i na tym kończy się grono jej znajomych. Kiedy mija się Paulette na ulicy, ma się ochotę jak najszybciej uciec, nie jest ona osobą życzliwą.
Pewnego dnia Babcia postanawia handlować narkotykami, zauważa, że można mieć z16-1 tego zyski, dlatego kontaktuje się z osiedlowym mafiozo, który tak na prawdę jest tylko czubkiem góry lodowej. Tak rozpoczyna się przygoda Paulette z narkotykami. Musi zmierzyć się z konkurencja, pozyskać klientów oraz umiejętnie sprzedać towar.  Ta część filmu przypomina już trochę komedię i robi się coraz ciekawiej. Co jednak, gdy ktoś będzie chciał się zemścić za podebranych klientów? Co zrobi Paulette, żeby uwolnić się od narkotyków i wyjść już na prostą?
Muszę rozwiać wszelkie wątpliwości tych, którzy jeszcze filmu nie widzieli – Sama Paulette nie zażywa narkotyków! Cała akcja dzieje się w Paryżu, ale w tym filmie tego nie widać. Można to jedynie usłyszeć przez mowę aktorów. Sam wygląd miasta nie przypomina tego ze zdjęć, tego cukierkowego, sielankowego. Niestety ten film poza tym, że ma bawić pokazuje tez druga stronę medalu, ja to tak w każdym bądź razie widzę.
Paulette jest obojętna i nieczuła dla innych ludzi, ponieważ sama nie potrafi dać światu swojego serca, przez to, że spotyka tak wiele zła. Na samym początku jest ukazana scena, jak zamaskowana szuka jedzenia w śmietniku. Emerytki nie stać na wyżywienie i przeżycie, dlatego radzi sobie jak może, m.in. zarabia przed dilowanie. Później dopiero odkrywa wartości jakimi są rodzina, przyjaciele, chwile spędzone ze swoim wnukiem, życzliwość w stosunku do innych. Nie ma się co oszukiwać, ten film pokazuje także brutalną rzeczywistość, a Paulette nie jest gorsza, ona po prostu się „dostosowała”.
Gorąco polecam ten film, zwłaszcza, że trwa on ok 90 minut, więc mniej niż zazwyczaj. Spójrzcie na bohaterkę nie tylko jako zabawną Babcię Gandzię, ale i Paulette z problemami.

Jeśli chcecie się bardziej wczuć w klimat filmu (narkotyki, haj, itp.) to polecam piosenkę Ganja Mafii – Wiesz co się kruszy. Jak dla mnie najlepsza z całej płyty GM.



P.S. Przepraszam, że nie podaję takich informacji jak rok produkcji, reżyseria, scenografia, aktorzy, ale kogo to zainteresuje bardziej na pewno znajdzie na necie, jak dla mnie takie informacje są zbędne w podawaniu w notce, chociaż często sama się z nimi zaznajamiam. Chodzi tylko o to, żeby powiedzieć Wam co ja myślę o filmie, a nie przepisywać bezmyślnie danych, czy opisu z neta, więc chociaż nie szczegółowo to zawsze to MOJE. :) Czekam na wasze opinie o filmie.

/Siwa


  1. http://www.filmweb.pl/film/Babcia+Gandzia-2012-651613