102. Oddech Julii i Pierd Julii, czyli rzetelna recenzja trylogii…

Obiecałam sobie, że napiszę notkę dzisiaj, choćby skały srały, a Natalie bekały.

Po dłuższej przerwie chciałabym rzucić Wam coś na luźno. Zdecydowałam się więc na recenzję serii książek. I nagle (jakoś przez miesiąc nie miałam takiego natchnienia) znalazły się jeszcze dwa inne tematy, o których chciałabym napisać. No cóż, mam czas, świat się jeszcze nie kończy (ale w sumie listopad już blisko).

Słowem wstępu; postaram się Wam przybliżyć czym jest seria książek „Dotyk Julii”.

Autorką trylogii jest Tehereh Mafi, której zarówno imię jak i nazwisko nic mi nie mówi, ale wydaje mi się, że dobrze wiedzieć, kto to napisał.

W skład trylogii wchodzą: „Dotyk Julii”, „Sekret Julii” oraz „Dar Julii”. Dodatkiem do całej serii jest „Julia. Trzy tajemnice”, z którą jeszcze się nie zapoznałam, ale myślę, że zrobię to w niedługim czasie.

julia 1

Powieść opowiada o losach Juli Ferrars, siedemnastolatki obdarzonej niezwykłą mocą. W gruncie rzeczy nie jest ona aż taka niezwykła, kiedy spojrzy się na to, że świat w powieść T. Mafi jest ciemną wizją przyszłości. Zasoby naturalne Ziemi zostały wyczerpane, zwierzęta wyginęły, nad światem przejął władzę Komitet Odnowy, a pozostała ludność musi walczyć o przetrwanie w systemie totalitarnym. Julia jednak ma bardzo mały kontakt ze światem, ponieważ przed ponad 200 dni przebywała w zamkniętym ośrodku dla umysłowo chorych. Więzienie, spartańskie warunki i brak kontaktu z ludźmi sprawiły, że Julia jest aspołeczna, niepewna swoich działań i bardzo bojaźliwa.

Wydaje mi się, że w tym momencie warto wspomnieć, że Julia została zamknięta w tym ośrodku, ponieważ JEJ DOTYK ZABIJA. Nikt (prawie) nie może jej dotknąć. Zamknęła się więc w sobie i wytworzyła wokół siebie grubą powłokę z napisem „potwór”. Analizowała także każdy szczegół, każda chwilę, która się jej przydarzała. Uwielbiała także skrupulatnie liczyć.

Julią interesuje się syn przywódcy Komitetu Odnowy, Aaron Warner, który pragnie wykorzystać ją do swoich celów. W pierwszej części jest on przedstawiony w sposób bardzo negatywny, co w zupełności rekompensuje trzecia część.

Równocześnie z pomocą Julii rusza niby-znajomy żołnierz, Adam. Tutaj nawiązuje się płomienny romans, bo chłopak jest pierwszą osobą, która może jej dotknąć. Para kochanków ucieka przed armią Warnera i z pomocą żołnierza Kenjego trafiają do Punktu Omega, czyli zorganizowanej społeczności, próbującej wprowadzić nowy porządek na Ziemi i pokonać KO.

Jak na razie wszyscy ograniają?
Mam nadzieję, że tak.

W drugiej części poznajemy Julię, która całym światem uczyniła Adama i trzyma się tylko i wyłącznie jego. W trzeciej części jest dużo powiązań do Warnera i wojny KO z przeciwnym zrzeszeniem.

julia 2

To by było tyle jeśli chodzi o fabułę. W tym miejscu pragnę gorąco podziękować T., która zaraziła mnie zapałem do przeczytania całej tej serii.

Rozpatrzymy ją teraz z dwóch perspektyw:

NA PLUS:

  • czyta się ją bardzo, bardzo szybko ze względu na dużą ilość rozdziałów i dobrą czcionkę,
  • akcja toczy się dosyć szybko,
  • postać Kenjego, który jest tutaj głosem rozsądku przy zachowaniu dużej dawki humoru,
  • ciekawie zarysowane postacie; Julia, której mentalność jest tak różna od mojej, Warner, człowiek-zagadka, Adam, wieczny bojownik i wiele wiele innych,
  • nie ma zbyt wielu opisów, ale od razu można wyczuć klimat sytuacji,
  • mistrzowskie opisy uczuć, głębia i plastyczność, którą udaje się stworzyć autorce jest czymś wyjątkowym we współczesnej literaturze,

NA MINUS:

  • główna bohaterka. Denerwowała zarówno mnie, jak i T. W gruncie rzeczy to ciepła klucha uwielbiająca rozwodzić się nad swoimi uczuciami i niewyżyta seksualnie laska, która nie wie, co to znaczy kogoś kochać. Przez tą nienawiść i irytację do Julii Ferrars przeczytałam trzy książki o jej losach. Za to ukłony w stronę autorki.
  • bardzo widoczna alegoreza. Tam albo jest się dobrym, albo złym. Jednak to stanowisko zmienia się pomiędzy pierwszą, a trzecią częścią. Na początku ulegamy pewnym stereotypom, aby na samym końcu dowiedzieć się, że były one błędne.
  • tragiczny wątek erotyczny. Moim zdaniem to było najgorsze, co znalazło się w tej książce. Julia nie może nikogo dotknąć, za wyjątkiem Adama (rozwiązanie tego zagadnienia znajdziecie w drugiej części). Z tego powodu siedemnastolatka rzuca się na niego jak wygłodniała orka na fokę. Wszędzie opisuje, jak to obecność, słowa, czy dotyk Adama jej nie podniecają. W pewnym momencie sama nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czuję śmierdzący oddech Adama na karku. Wydaje mi się, że myślenie tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb seksualnych w stanie otwartej wojny w kraju i w ciężkich warunkach życiowych jest lekko nie na miejscu. Najgorsze jest jednak to, że Julia fantazjuje tylko o jednym mężczyźnie.

Postać Julii niewiarygodnie mnie irytowała i do trzeciej części nie udało mi się jej zrozumieć. Jednak sposób, w jaki napisana jest powieść jest bardzo dobry. Cały świat trzyma się kupy, magiczne zdolności, które posiedli młodzi ludzie mają sens. Do tego ogólnie nie mam zastrzeżeń.

Myślę, że daję takie mocne 6,5 na 10. W końcu po coś całą trylogię przeczytałam. Wam też radzę się z nią zapoznać, bo emocje, jakie wzbudza zachowanie Julii są nie do opisania. Będziecie mieli o czym dyskutować ze znajomymi. Nie chcę Wam proponować tylko dobrych książek do czytania, bo trzeba mieć też porównanie ze słabszymi. Dlatego wszyscy, którzy nie piszą matury w tym roku, nie wychowują dwójki małych dzieci i nie mają problemów ze wzrokiem powinni czym prędzej przeczytać chociaż pierwszą część. Zajmuje to maksymalnie 5 dni, a daje dużo satysfakcji.

julia 3

Pozdrawiam serdecznie

/Siwa

1. http://zainfekowana-ksiazka.blogspot.com/2014/08/sekret-julii-tahereh-mafi.html
2. http://www.wachamksiazki.pl/poczekalnia/169

3. http://secret-books.blogspot.com/2014/07/sekret-julii-tahereh-mafi.html

81. Klasyka kina, arcydzieło Blocha – groza i napięcie w pełnej okazałości.

Dzisiaj, pierwszy raz od dłuższego czasu (od 3 notek, dokładnie rzecz biorąc) zajmę się filmem i pokrótce książką. Postaram się to zrobić jak najlepiej, ale i najkrócej. Mowa o największej klasyce kina, czyli „Psychozie”.

Prawdopodobnie jest to dość znany tytuł, lecz mało ludzi miało styczność z książką lub filmem. Ja zajęłam się obiema dziełami i nie potrafię wybrać, który jest lepszy. Ostatecznie chyba jednak stawiałabym na książkę.

Teraz może mały wstęp do fabuły: Młoda dziewczyna, Marion Crane, kradnie pieniądze z pracy, które miała dostarczyć do banku i ucieka z nimi do swojego partnera Sama. Zatrzymuje się na noc w opuszczonym (ze względów czysto ekonomicznych) motelu. Tam poznaje Normana Batesa, który prowadzi ten motel razem z despotyczną i lekko upośledzoną matką. Marion ginie jednak zadźgana nożem pod prysznicem (jedna z najsłynniejszych scen kina światowego). Na poszukiwanie wyrusza Sam, siostra Crane, Lila oraz wynajęty detektyw.

Cóż, ostatkami sił powstrzymuję się, aby nie dodać tu kilku pytań retorycznych, kilku dodatkowych zdań, które naprowadziły by Was bardziej na trop morderstwa Marion. Ale nie mogę Wam tego zrobić, ponieważ ja także czytałam tą książkę w pełnej nieświadomości i wywarła ona na mnie tak ogromne wrażenie, że zapragnęłam obejrzeć film.

Dlatego Wy też zapamiętajcie – najpierw książka, później film. Czemu? Ponieważ zakończenia książki w życiu nie będziecie się spodziewać, a film będziecie oglądać już ze spokojem. Będziecie mogli też częściowo wyłapywać ważniejsze fragmenty, tropy, oraz docenicie samą produkcję filmu. Na dodatek poznanie rozwiązania pozwoli Wam osiągnąć jasność sytuacji. Wiadomo, że podczas oglądanie łatwiej jest coś pominąć.

Z tego miejsca pragnę poprosić wszystkich Kinomaniaków i tych, którzy oglądali ten film (tudzież czytali książkę), aby nie zdradzali żadnych dalszych fragmentów fabuły. Nie mam tego w zwyczaju, ale będę blokować spojlery :D Pozwólcie, że niektórzy czytelnicy sami odkryją magię książki Roberta Blocha i filmu Alfreda Hitchcocka.

Co jeszcze mogę dodać? Mam nadzieję, że narobiłam Wam przysłowiowego „smaka” na tą historię i przed rozpoczęciem wakacji poznacie „Psychozę” w całej okazałości.

 81-1

 

P.S. Starałam się dodać nową stronę pt. „Docenione’. Ona istnieje, ale tylko kiedy ja na nią patrzę, bo jakoś na blogu mi się nie pojawiła. Mam nadzieję, że w niedługim czasie to ogarnę.

P.S.S. Notka pt. „Nigdy więcej nie będę jeździć na rowerze w czasie burzy” ukazała się na Onecie. To już czwarta wyróżniona notka mojego autorstwa. :D Stokroć dzięki, czytelnicy!

P.S.S.S. Ostatnia informacja… Żartowałam :P Już kończę.

/Siwa

Źródła zdjęcia i gifa – http://marcelinaczyta.blogspot.com/2014/06/majstersztyk-grozy-czyli-psychoza_6.html (ona też pisała notkę o tym filmie ^^)

77. Misz masz, robisz to masz.

Stwierdziłam, że daruję sobie tłumaczenia i przeprosiny za nieobecność oraz za to, że notka miała być wcześniej i miała być „marcowa”, a nie „kwietniowa”, za to, że jest pewnie dość słaba, bo mam mało weny, a jutro szkoła…

Z poleceniem Wam dobrego filmu miałam ogromny problem. Obejrzałam w tym czasie dwa, dość nowe filmy ( co do mnie nie podobne!). Jeden z nich to „Bóg nie umarł”, a drugi „Snajper”. Tematyką trochę odbiegają od siebie, ale oba są fantastyczne. Zdecydowałam, że w tej notce pokrótce opowiem Wam o „Bóg nie umarł”, a „Snajpera” zostawię sobie na inną, dłuższą notkę.
„Bóg nie umarł” to film o młodym człowieku, który musi obronić swojej wiary. Na studiach napotyka wykładowcę, który każe im napisać słynną myśl pewnego filozofa, czyli „Bóg umarł.”. Chłopak nie godzi się na to i próbuje udowodnić, że to nie jest prawdą. W tzw. międzyczasie poznajemy też innych ludzi, którzy mają zachwiania, kłopoty ze swoją wiarą i muszą dokonać wyboru, czy obronić swoich przekonań czy nie sprowadzać na siebie problemów. Na koniec filmu pojawia się intrygujący tekst z informacją, żeby wysłać do swoich znajomych wiadomość „Bóg nie umarł.”. Reakcje moich przyjaciół, którzy otrzymali tę wiadomość były dość .. ciekawe ;) Moim zdaniem film był wzruszający, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby wierzące. Ale powinny go też obejrzeć osoby innego wyznania lub niewierzące czy wątpiące, żeby mogli zobaczyć życie z perspektywy wierzących. Zdecydowanie polecam :D

 77-1

Książka nie będzie żadną nowością, bo jakoś nie mogłam znaleźć w „Empiku” takiej, która bardzo by mnie zaintrygowała. Zdecydowałam się więc na „Skórę” Adrienne Marii Vrettos z 2006 roku. To z kolei dość banalna książka o anoreksji. Banalna, bo opisana bardzo prosto, prawie nie było w niej mowy o tej chorobie. Takie efekt powstał poprzez uczynienie brata chorej narratorem. Wydarzenia z perspektywy młodego chłopaka, prawie dziecka, pokazują nam skomplikowany świat ludzkich relacji i uczuć. Wszystko to łączy się w fantastyczną całość! Bardzo spodobała mi się ta książka. Można powiedzieć, że czytanie jej jest jak płynięcie łódką. Najpierw jest spokojnie i nie zauważa się nawet, jak mijają kolejne kilometry (strony). Nagle, na samym końcu pojawia się wodospad i nie ma czasu na wycofanie się. Na końcu łódka roztrzaskuje się na samym dnie, co skutkuje pojawieniem się pojedynczej łzy. (Czy to ja na początku napisałam, że nie mam weny?!) W każdym bądź razie – bardzo polecam!

77-2

Z wybraniem świetnej piosenki także miałam problem. Wahałam się pomiędzy:

  •  Indilla „Tourner dans le vide”
  • Calvin Harris ft. Haim “Pray to God” (Jak bardzo tematycznie.)

A w końcu wybrałam Kodaline (zespół, który nie każdy zna) i „Honest” <3



 

No i koniec.

Koniec notki.

Koniec świąt.

Koniec odpoczywania.

Koniec lenistwa.

Koniec grania w „Państwa – miasta” z rodziną <3

Koniec jedzenia ile wlezie. (Taaaa, wiem, teraz czas „schuść”, jak to mówi moja Arleta, a tak serio, to wypadałoby ze sobą coś zrobić.)

A kiedy już myślę, że mam wolne, nagle w tygodniu okazuje się, że w weekend nie będę miała czasu nawet poczytać książkę. W tygodniu jestem tak zapracowana nad tym jak mieć dobre oceny, byle by się nie uczyć, że nie robię nic dla siebie. Jest mi też przykro, bo umawiam się już z ludźmi na terminy „za miesiąc”.

Ale może kiedyś :|

77-3

Pozdrawiam.

/Siwa


  1. http://www.filmweb.pl/film/B%C3%B3g+nie+umar%C5%82-2014-684049

  2. http://miastodzieci.pl/dla_rodzicow/92:/1273:8222skora8221-adrienne-maria-vrettos

  3. http://www.pinger.pl/szukaj/po_tagu/?t=Motywuj%C4%85ce%20cytaty

 

73. Był taki jeden chłopiec…

Wiecie już, że piszę o rzeczach „przeterminowanych”. Okazuje się też, że piszę o rzeczach oczywistych…

Ostatni tydzień poświęciłam na zaznajomieniem się z chłopcem, ale nie byle jakim chłopcem. Z „Chłopcem w pasiastej piżamie”. Mało osób wie, że jest także książka, a nie tylko film. Ja, jak zwykle, postanowiłam i przeczytać i obejrzeć, aby móc porównać. Jestem pod wrażeniem, zarówno książki jak i filmu.

Książkę (autor John Boyne) przeczytałam w kilka dni. Bardzo prosto napisana. Świat przedstawiony jest z perspektywy niemieckiego dziecka, więc czasem trzeba myśleć co on opisuje. Wzruszyła mnie prawie do łez. Na dodatek, czytając ją, zauważyłam, że sama się boję, a moje serce bije szybciej. Możecie sobie więc wyobrazić jak autor wyraźnie przedstawił świat Brunona.

Film (reżyseria Mark Herman) właściwie nie odbiega w niczym, jeśli chodzi o fabułę, od książki. Wiadomo, że film nie wyjaśni niektórych rzeczy, a zwłaszcza myśli ludzi. Na dodatek zmienione są dosłownie szczegóły np. to w jaki sposób Bruno przedostał się do obozu itp. Pozostawił dziwną pustkę, tak jakby coś było niedopowiedziane. Ja i K., z którym oglądałam film, stwierdziliśmy, że ojciec powinien jeszcze zobaczyć ciało syna – bolałoby bardziej.

Dlatego nalegam abyście nie tylko obejrzeli film, ale też przeczytali książkę. Można dowiedzieć się więcej. Ostatnio wydaje mi się, że książki to naprawdę świetne uzupełnienie filmu. Niestety działa to tylko przy dobrych produkcjach (np. „Igrzyska śmierci, które teraz czytam). Myślę, że „Chłopiec w pasiastej piżamie” jest wam dobrze znany. Kto jeszcze nie wie o kim mówię musi koniecznie to naprawić! Wydaje mi się, że chyba nie muszę wspominać o czym to jest…

„Ambicją Marka Hermana – reżysera ekranizacji – jest, by film znalazł się na liście obowiązkowych tytułów w ramach zajęć szkolnych i służył ku przestrodze pokoleniu, które już wkrótce opowieści o obozach zagłady może włożyć między krwawe anime.” – z okładki książki. Myślę, że nic więcej nie trzeba dodawać.

To by było tyle odnośnie „Chłopca…”. Ja zaczęłam już ferie i jak na razie są one beznadziejne. Jedynie co mi się udaje to… yy czytanie. Taaak! Czytanie „Igrzysk..” wychodzi mi doskonale. Poza tym to totalna klapa. Czuję, że zmarnuję ten czas i nawet nie zdążę odpocząć od szkoły. Z niecierpliwością czekam na koncert „Happysadu” i wyjazd do Jeleniej Góry w następnym tygodniu. Na koniec macie Zeusa i „Hipotermię”. Dawno nie słuchałam rapu…



„Nie mam pojęcia co się stało ze mną,
Coś zamieniło światło w ciemność…”

73-2

/Siwa

63. Wyznania zakupoholiczki, czyli bardzo poważne rozważania.

Jest takie miejsce, które dla niektórych bywa sanktuarium odpoczynku. Co z tego, że przychodzisz zmęczona kilkugodzinnym chodzeniem.
Są tacy ludzie, którzy odpoczynku szukają tam. Co z tego, że bez zakupów nie potrafią żyć.

Są kobiety, które potrzebują tego. Po prostu ten sklep, zapach produktów czy dotyk ubrań je tak kusi. To nie muszą być ubrania. Dosłownie wszystko może stanąć na ich drodze. Patrzy na nową bluzkę, pomadkę, kanapę i czuje…  że jej potrzebuje!

Tak w skrócie opisałabym zakupoholizm. Pierwotnie miało to być porównanie filmu z książką „Wyznania zakupoholiczki”, ale ostatecznie nie obejrzałam filmu.
(A już przeczytać książkę to mi się chciało…)

Autorką jest Sophie Kinsella. Ja na szczęście jestem szczęśliwą posiadaczką własnego egzemplarza (co z tego, że muszę zbierać po częściach).
Liczę, że większość z Was już na pewno przeczytała, lub obejrzała „Wyznania…”. Jeśli nie, to nie czekaj dłużej ;)

Oczywiste, że jest to historia pewnej dziennikarki ekonomicznej uzależnionej od kupowania.

I to tyle jeśli chodzi o fabułę. Wspomnę, że to co ona robi i w jakie kłopoty przez to wpada, to coś fantastycznego. (Zależy, z której strony patrzeć, bo bohaterka za ciekawie nie miała.)
Genialna komedia. Jedna z niewielu książek, które powodują, że uśmiechasz się cały czas. Plusem powieści jest brak opisów, lub mówiąc dokładniej – brak obszernych opisów. Tam cały czas coś się dzieje, jest dużo dialogów, a same przemyślenia bohaterki rozbawią nas do łez.  Radzę uważać wszystkim uczniom, aby kontrolowali gwałtowne wybuchy śmiechu i stałe „cieszenie japy”. Możecie narazić się na dociekliwe pytania nauczyciela o ich powód.

Książka kończy się typowym happy endem, ale w tym wypadku nikomu to nie przeszkadza.
Uważam, że to po prostu świetna lektura na bardziej szare dni. Na dodatek w przerwie pomiędzy studiowaniem podręcznika, a kolejną porcją herbaty warto przeczytać ;)

63

Przy tej okazji chcę Was ostrzec. (Jak to patetycznie brzmi)
Już niedługo ŚWIETA :D Niektóre firmy już zaczynają kampanie reklamowe mówiące o kupowaniu prezentów itd. Nie dajcie się zwieść. Kupujcie rozważnie i szukajcie wszelkich możliwych rozwiązań, bo nie zawsze to co najdroższe jest najlepsze ;)

(Nie żebym kupowanie prezentów planowała już od września…)
Dobra, koniec tego, bo zbyt świątecznie się nam zrobi.

Co myślicie o zjawisku uzależnienia od zakupów w dzisiejszych czasach?
Co uważacie o książce? A jeśli ktoś oglądał film, to czy jest lepszy niż powieść? (Sama kiedyś go obejrzę, ale to jeszcze nie ta pora.)

Pozdrawiam wszystkich czytelników :)

/Siwa

1.                   
http://www.empik.com/wyznania-zakupoholiczki-kinsella-sophie,prod6510007,ksiazka-p

 

60. Anioł aniołowi nierówny.

Temat zbiegł mi się idealnie, bo dzisiaj będzie o aniołach. Natchnęło mnie, ponieważ przeczytałam kilka dni temu książkę „Cień anioła” Iwony Czarkowskiej.

60-1

Dlatego najpierw troszkę o książce, a później.. no sami wiecie :D

Myślę, że całość wyszła dość ciekawie, ale nie zachwycałabym się jakoś zbytnio nad tą książką. Zazwyczaj nie czytam powieści o magicznych stworzeniach (anioły, wampiry), dlatego nie wiem co mnie pokusiło, żeby akurat tą wypożyczyć.

Bohaterem powieści jest szesnastoletni Karol mieszkający z mamą, siostrzyczką i ojczymem w Warszawie. Pewnego dnia zaczyna widzieć anioły. Oczywiście inni ich nie widzą, chociaż są tacy, co wspominają o zmarłych, z którymi nawet rozmawiali.

Tutaj pojawia się wspaniały motyw jednego skrzydła. Jeszcze z czymś takim się nie spotkałam. Na początku książki mamy pewien cytat: „Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem i możemy latać, tylko obejmując drugiego człowieka.” (Luciano De Crescenzo)

Anioły rzeczywiście paradują sobie z jednym skrzydłem, ale poza tym nic ich nie różni od ludzi. Oni byli przecież tacy sami, ale przychodzą, żeby zobaczyć jeszcze swoją rodzinę, dokończyć jakieś sprawy, czy wyrównać z kimś rachunki…

W międzyczasie jak Karol łazi po mieście i gada z aniołami, zjawia się jego nowy znajomy Wiktor, który mówi mu, że jest jego bratem. Nastolatek dowiaduje się, że jego ojciec nie zginął w wypadku, tak jak przedstawiała mu to matka i ojczym, ale żyje i chce się z nim spotkać.
Chłopak ucieka z domu, spotyka parę bardzo życzliwych bezdomnych i próbuje zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dowiaduje się o jakiejś organizacji „Cień Anioła”. Lecz co z tym wspólnego ma jego dziadek i ojczym.

Wychodzi pomieszane z poplątanym, ale nie powiem już po połowie akcja bardzo wciąga. Zakończenie zostawiam dla Was. Ostatecznie wychodzi jednak na to, że anioły istniały na prawdę (w tej książce).

Mój stosunek do aniołów jest podobny. Czyli uparcie wierzę, że coś nade mną czuwa. No bo kiedy gadam sama do siebie to jednak czuję jakby ktoś mnie słuchał…

Nie wiem czy ktokolwiek coś zrozumiał. ;)

Jak dla mnie to anioły stróże są i czuwają, żeby nic nam się nie stało. No bo przecież ile razy było tak, że jakby przez przypadek unikamy wielkiego nieszczęścia? Może komuś kto nie wierzy wydaje się to dziwne, a może pomimo tego czujecie podobnie.

Inna sprawa ze zmarłymi. Tutaj nie czuję tego klimatu, że mój dziadek miałby skrzydełka, ubrał białą togę i łaził za mną, żeby mi coś powiedzieć.
Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie wersja, że dusze, które nie załatwiły swoich spraw na ziemi (ale nie chodzi o niezapłacenie rachunku za prąd) wracają. Zdaje się, że to oklepana wersja, ale może tak jest… W sumie, kto wie…

Za to słyszałam przypadki, że osoby rozmawiały w śnie z bliskimi zmarłymi. No to też lekko niewytłumaczalne, ale ja w to wierzę.

W tej książce nastąpiło pomieszanie aniołów i zmarłych, ale w końcu to wyobraźnia autorki. Podziwiam ją jednak za genialne zakończenie, za postacie z jednym skrzydłem i za to, że umieściła całą akcję w Polsce, bo zagranicznych książek o aniołach jest multum.

60-2

/Siwa


  1. http://www.empik.com/cien-aniola-czarkowska-iwona,p1048873753,ksiazka-p

  2. http://vexi.bloog.pl/kat,0,page,2,index.html?smoybbtticaid=613b3b

58. A Alek? Alek jest gejem!

Najpierw może tak organizacyjnie. Jak będę dodawać jedną notkę na tydzień, to się nie stresujcie, bo widzę, że nie wszyscy mamy czas.. :D

Tytuł jak tytuł, ale dzisiaj … o książce!

„Koniec gry” Anny Onichimowskiej. Kiedy dodamy do tego, że jest to historia o geju to wszystko się wyjaśnia.

Głównym bohaterem jest Alek. Ma brata bliźniaka, dziewczynę Renię i pracuje dorywczo w domu znanego reżysera Wądołowskiego. Poznajemy jego „przygody”. Można to też nazwać trudnościami życiowymi, okresem dojrzewania, albo po prostu jego zmianę.
Myślicie sobie: „No jasne, gej a ma dziewczynę…”
Owszem, ma!
Na początku podoba mu się Kasia, ale ona ma chłopaka. Kiedy mężczyzna z nią zrywa postanawia wkroczyć do akcji. Jednoczenie intryguje go ta postać, ponieważ okazuje się, że jest gejem. A wiadomo, że w tym wieku wszystko co inne, to ciekawe. Nasyła na niego swojego brata, który działa w prawicowej młodzieżówce i jego bandę.
Nie mam zamiaru przedstawiać Wam całej akcji. Wspomnę tylko, że cały ten reżyser ma duży wpływ na niego. W końcu zostaje z Renią, którą (tak mu się w każdym bądź razie wydaje) kocha i nawet przeżywa z nią pierwszy raz. Wyjeżdża także na pewien czas do pracy do Anglii. Spotyka się tam z kinem dla gejów, a nawet ma z nimi jakiś kontakt. Tutaj całkowicie zmienia się jego podejście. Kończy swój związek i dokonuje publicznego „coming outu”.

To już jest właściwie koniec książki, bo trwa to wszystko dość długo, ale i tak nie zdradzę Wam reszty…

O co chodzi?

Anna Onichimowska jest wspaniałą polską pisarką, która w swoich dziełach porusza bardzo ważne problemy współczesnego świata. Przykładem może być książka „Hera, moja miłość” (mam ją wypożyczoną, czeka na przeczytanie). Tutaj nie kończy się inaczej. Nie jest to „jakaś paplanina” o geju. To zdecydowanie mocna powieść, nad którą trzeba trochę pomyśleć. Wydaje się łatwa, ale momentami przedstawia nam bardzo dziwny świat, pełen sprzeczności. To dramat nie tylko Alka, ale także całej jego rodziny, dziewczyny i najbliższych. Ta książka uczy nie tylko tolerancji, ale także pokory.

To nie jest kolejne przedstawienie przypadku czyjegoś „coming outu”. Możemy zaznajomić się z jego odczuciami, wrażeniami. Możemy postawić się w jego skórze. To nie jest łatwa sytuacja.

Po przeczytaniu tej książki ja także inaczej zaczęłam patrzeć na takich ludzi. Dla nich świat też nie jest przyjemny. O ile świat może być takim.
Może dalej odrzuca mnie myśl o współżyciu w związku takich osób, ale nie wszystko jest proste do przyjęcia. Ja mam jeszcze czas, żeby to zrozumieć. Dzięki tej książce zrozumiałam, że to też są ludzie. Z uczuciami, marzeniami i ambicjami. Czyli tacy z prawdziwego zdarzenia! Myślę, że to i tak już jakiś krok w dobrym kierunku.

58

Książkę polecam zdecydowanie każdemu. Nawet tym najbardziej „przeciw”. Może to zwłaszcza Wy powinniście ją przeczytać…

I taki dodatek z życia wzięty:

- Kiedyś będę mieć przyjaciela pedała. Tacy są najlepsi.
– Jak będziesz go nazywać pedałem to nie sądzę, żeby się zgodził…

  • „comming out” dla niewiedzących – proces ujawnienia swojej seksualności, tożsamości.

/Siwa

49. Mało ambitnie, ale to mi się podoba :)

Szkoła, a głównie rozszerzony język polski, zabiera mi całą wenę i czas na napisanie cokolwiek. Dlatego podstawiam Wam notkę o tym co mnie we wrześniu zainspirowało, oczywiście z różnych dziedzin :D

Standardowo na pierwszy ogień książka. Na wrzesień polecam Ofiarowaną”. Dość gruba powieść, napisana przez Jennę Miscavige Hill, przy współpracy Lisy Pulitzer. Jest to prawdziwa historia Jenny, bratanicy przywódcy scjentologów. Ogółem sekta ta została założona przez L.R.H., który robił ludziom wodę z mózgu. Jenny od dziecka była związana z tą sektą i razem z wiekiem odkrywała ciemne strony tej organizacji. Lekko niepokojąca zwłaszcza, że są to prawdziwe wspomnienia. Polecam wszystkim, którzy nie boją się takich lektur i którzy mają czas. Pomimo tego, że jest troszkę gruba, bardzo wciąga.

49-1

Polecam Wam też niezły film – „Jak urodzić i nie zwariować”. Niezły dlatego, że niewymagający. Mam już nawet  pomysły na listopad, żeby wprowadzić Was w nastrój. :D A ten film jest świetny na takie leniwe dni (albo i nie), kiedy wakacje zostają już tylko wspomnieniem. Komedia, przy której można się pośmiać. Z genialną Cameron Diaz i świetną Jenifer Lopez. Jest to film o pięciu parach. Każda z nich to inna historia. Pary te mają różne spojrzenia na ciążę i rodzicielstwo.  Oglądaliśmy ten film familijnie (czyli ja i rodzice) i w pewnych momentach naprawdę się śmialiśmy. Mówię „naprawdę”, bo niektóre komedie wcale nie są zabawne. Ale myślę, że większość z Was i tak go oglądała. :)

49-2

O kosmetykach za bardzo nie pogadamy, bo jedyne co mnie interesowało, to dodać jakiś kolor do moich coraz krótszych włosów. Za każdym razem kiedy postanawiam zapuszczać włosy, ścinam je jeszcze bardziej :P

Ostatnio pomyślałam, że bluzy to produkty uniwersalne. Można założyć do spódnicy, do których się powoli przekonuję, no i oczywiście jako dodatek sportowy. Z racji, że sprzydałoby się coś „z pazurem”, spodobała mi się jedna z nadrukiem lwa. Bardzo oryginalna i hmm… nie każdemu może się spodobać (czyli jak zwykle u mnie na blogu).

Aloha from deer.
Tu znajdziecie inne szalone bluzy.

http://alohafromdeer.com/bluzy.html#/page/1

49-3

Co jest ostatnio złe, przykre czy żenujące?
Niee, nie szkoła. Ale jak dla mnie to osoby, które są lepsze, albo takie się czują. Nie mamy w Polsce podziałów na stany, a i tak mamy „szlachtę”. Przykład? Wystarczy przyjść do nowego środowiska, a zawsze znajdą się osoby, które spędziły tam więcej czasu. Gdyby miło się uśmiechały, pomogły od czasu do czasu, pogadały (albo chociaż przedstawiły się) to byłoby fajnie. Ale ONI wolą patrzeć, uśmiechać się pod nosem, a także go zadzierać. Mocno denerwujące. Zrozumcie! Nikt nie jest lepszy. A takie zachowania sprawiają, że inni czują się gorsi i głupsi, nikomu nie potrzebni. Osoby, które zawadzają…

To może trochę pozytywów?
Poranki! Ale nie ten moment kiedy budzisz się od głośnego dzwonka budzika. Mówię o wcześniejszych godzinach, kiedy otwierasz okno i patrzysz na prawie pusty świat, czasem spowity poranną mgłą, ze śpiewem ptaków i ciszą. Właściwie jest przyjemnie. Tylko później trzeba iść się zbierać. Kontakt z naturą masz też, kiedy wychodzisz na przystanek. To jest dopiero super pobudka – spacerek i chodne powietrze. No chyba, że tak jak ja lubicie biegać (ale nie z powodu hobby, po prostu, wstyd się przyznać, spóźniam się na autobus, a jeszcze nie przyszło mi na myśl, żeby wyjść wcześniej). Niestety oferta nie jest dla ludzi, którzy jeżdżą autem i mieszkają w mieście. Kocham moją wieś! :D

Na koniec nutka. Słyszeliście w radiu, chociaż rap. Przyjemna i wzruszająca, zwłaszcza teledysk. Przed państwem K2 i Buka w utworze „1 moment” <3



 

/Siwa


  1. http://chomikuj.pl/rossita11/Ksi*c4*85*c5*bcki/Hill*2c+Jenna+Miscavige+-+Ofiarowana.+Moje+*c5*bcycie+w+sekcie+scjentolog*c3*b3w,3294845302.pdf

  2. http://www.filmweb.pl/film/Jak+urodzi%C4%87+i+nie+zwariowa%C4%87-2012-603172

  3. http://alohafromdeer.com/bluzy.html#/page/1

 

43. O wszystkim, nie o niczym…

Ostatnio u mnie nic ciekawego. Właściwie co można napisać o nockach z przyjaciółkami i przesiadywaniem w domu kiedy na zewnątrz leje deszcz? -,-

Naszło mnie więc na napisanie czegoś, co będzie połączeniem recenzji książki, filmu, o fajnych kosmetykach i ubraniach oraz kilku innych rzeczach.

Zacznijmy więc od książki, którą wszystkim polecam:
„Mroczne umysły” – brzmi intrygująco, tajemniczo i lekko wieje grozą. Taka też jest prawda.  Po krótce: Amerykańskie dzieci zaczynają chorować i umierać. Niedługo później rząd zaczyna „usuwać” dzieci, które mają dziwne zdolności, w celu „zaleczenia ich”.  Ruby trafia do takiego właśnie obozu. Nie traktuje się tam ich jak ludzi i stara się zniszczyć ich radość i chęć życia. Główna bohaterka przy segregacji została wzięta za zieloną  (jedną z pięciu grup). W rzeczywistości jest jednak pomarańczowa. Żeby wyjaśnić, co oznaczają poszczególne kolory:
- Pomarańczowy – Dzieciaki zakwalifikowane do tego koloru potrafią czytać w myślach, a nawet przy pomocy wymazywania i zmieniania wspomnień zmieniać zachowania ludzi. Niestety zastały uznane za niebezpieczne i prawdopodobnie wymordowane. Ruby jest jedną z ostatnich, jednak ukrywa to żeby przeżyć.
Zielony – Fotograficzna pamięć, coś jak bardzo dobry matematyk.
-Niebieski – Możliwość przesuwania przedmiotów przy pomocy siły woli.
Żółty – Czyli kontrolowanie elektryczności.
Czerwony – Niestety najmniej opisywany w tej książce. Ten kolor oznacza umiejętność „wybuchania czegoś”, czyli wywalania w powietrze. :D
Mniejsza z tym. Ruby ucieka, poznaje nowych kompanów i stara się dotrzeć do kogoś, kto pomógłby jej zapanować nad umiejętnościami.
Więcej nie będę się rozpisywać, bo to dość zawiłe… Może po prostu przeczytajcie! Jest już druga część (pewnie niedługo u mnie w domu ^^) „Nigdy nie gasną”. Polecam!

43-1

Ostatnio obejrzałam też świetny film pt. „Millerowie”.  Tutaj (
http://serialomaniaczka.crazylife.pl/2014/06/13/millerowie/
) macie opis mojej koleżanki dotyczący tego filmu. Ale powiem Wam, że połączenie dilera, striptizerki, prawiczka, uciekinierki, udawanej rodziny, podróży camperem i historii wielkiego przemytu daje genialną komedię! Warte zobaczenia, bo można się pośmiać (jak nigdy) :)

43-2

 Co do kosmetyków: Kupiłam sobie w Rossmanie dwa lakiery „Celebrity Nails Wibo”. Dwa fajne kolory – jasny zieleń i pomarańcz. Bardzo żywe idealne na lato, ale nie wiem czemu lepszy jest pomarańczowy. Wystarczyła jedna warstwa i już wyglądały pięknie. Poprawiły mi humor.
Wprawdzie nie moje zdjęcia, ale wyglądały podobnie. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że kolory w opakowaniu nie do końca przekładają się na rzeczywistość, ale to nie oznacza, że mi się nie podobają :D

43-3 43-4

A z działu modowego, co mi się ostatnio spodobało to:

 43-5

Ktoś powie, że są brzydkie, ale ja jestem „za”. Wygodne, solidnie wykonane, pomimo wyglądu lekko ortopedycznego są piękne. Potrzebne mi są takie na wyjazd i zwiedzanie. A wy jak uważacie? :D

 Co ostatnio zaczęło mnie denerwować?

Może taki mały przykład z telewizji. Oglądamy z mamą wieczorem jakiś kanał, a była to bodajże jedynka lub dwójka, a tu nagle gość wyjeżdża z reklamą „Permen Kinga”, albo innego leku. Oczywiście wszyscy wiedzą do czego to służy, bo nie żyjemy w średniowieczu, ale nie podobają mi się te reklamy. Jak ma usiąść małe dziecko przed telewizorem. Nawet nie mówię, że same, ale np. z rodzicami, którzy chcą odpocząć. Aż tu nagle ktoś im truje o impotencji itp. -,- Żenua…

A co ostatnio jest, jak dla mnie, ok?

Blogerzy. I nie chodzi tu o wszystkich. Mianowicie o chłopaków. Kiedyś nie było ich prawie wcale, a niedawno zauważyłam, że powstaje coraz więcej blogów, których autorami są mężczyźni lub chłopaki. Fajnie tak czasem poczytać jak wygląda świat ich oczami. :D

Na koniec jeszcze świetna piosenka, którą też  się ostatnio zachwyciłam:  Artur Rojek „Syreny”



To na razie tyle. A jak układała by się wasza lista na wakacje?

Z tego miejsca pragnę także gorąco pozdrowić Kingę, a właściwie Kiki, której zawdzięczam wiele, a zwłaszcza dobre słowa (np, po znalezieniu się mojej notki na Onecie, kiedy skakała razem ze mną, chociaż tak na prawdę nie ze mną) :)

/Siwa


  1. http://www.empik.com/mroczne-umysly-bracken-alexandra,p1091124422,ksiazka-p

  2. http://www.filmweb.pl/film/Millerowie-2013-152844

  3. http://czella84.blogspot.com/2014/04/wibo-celebrity-nails-nr-6-fresh-grass.html

  4. http://czarodziejka87.blogspot.com/2014/03/lakiery-wibo-celebrity-nails-wszystkie.html

  5. http://www.zalando.pl/vagabond-flora-sandaly-bialy-va111i000-a11.html

 

40. „Zamrożeni w czasie” czyli nieśmiertelna książka.

Książka „Zamrożeni w czasie” Ali Sparkes to jedna z najlepszych przeczytanych kiedykolwiek przeze mnie. Wcale nie mówię tak o każdej książce. Mam kilka ulubionych (niedługo recenzje dwóch kolejnych, szykujcie się), a także kilka serii. Tą powieść czytałam już drugi bądź trzeci raz, wróciłam do niej ponownie kilka lat później. Za każdym razem z takim samym przeżyciem.

Jest to historia dwójki rodzeństwa, Bena i Rachel, którzy spędzają wakacje na wsi. Nudzą się, ponieważ, jak to w Anglii, pogoda nie dopisuje, ich wujek zajmuje się swoimi naukowymi pracami. Jakby tego było mało psuje im się antena, a telewizor wybucha. Te nudne dni niedługo później zamieniają się w bardzo emocjonując. Dzieciaki bowiem odkopują  coś na kształt bunkru. Sam opis tego jak został on urządzony jest godny przeczytania.
W każdym bądź razie znajdują tam dwoje zamrożonych dzieci. Przez przypadek wybudzają ich z kriogenicznego zawieszenia. W tedy zaczyna się zabawa.
Okazuje się, że Freddy i Polly spędzili tam 53 lata. Zostawił ich tam profesor Henry Emerson, ich ojciec. Tutaj sytuacja się komplikuje.
Dlaczego zostawił ich zamrożonych na tak długo? Czemu zniknął? Dlaczego gazety oskarżały go o morderstwo własnych dzieci? Kim jest ostatni świadek? Co oznaczało tajemnicze auto w ostatnich chwilach zarejestrowanych przez kamery? Jak Freddy i Polly odnajdą się w nowym świecie? Kto pomoże im znaleźć ojca? Komu można zaufać?
Dzieci szukają informacji w pobliskiej bibliotece, a wujek wyjeżdża do Londynu. Dziwna bibliotekarka bardzo się nimi interesuje, a ich jedyny opiekun nie wraca, zostawiając ich samych. Nie mają też kontaktu ze znajomym emerytowanym policjantem, a Ben I Rachel nie mają pojęcia jak wielkie zagrożenie czyha na ich nowych kuzynów. I nie jest to tylko niemiła banda chuliganów w szkole, ale także skutki długotrwałego pozostawienia w kriogenicznym zawieszeniu.

Można powiedzieć, że książka do końca trzyma w napięciu. Polecam każdemu, bo nie jest ona przeznaczona tylko dla dzieci. Nie będę mówić o niej więcej, ponieważ nie chcę Wam psuć przyjemności z czytania.  :D Powiem tylko, że w niektórych momentach miałam ochotę uciec, albo co najmniej zesrać się ze strachu, mówiąc ładniej; myślałam, że zaraz zrobię kupę w trybie natychmiastowym :O (Pozdro dla siostry :*) Trochę straszna, zmusza do myślenia i kojarzenia ze sobą faktów z przeszłości. Pokazuje także jaka jest przepaść pomiędzy naszym światem, a tym w latach 50. Zdecydowanie odpowiednia przygoda na wakacje – czyta się jednym tchem. Chociaż w sumie ja ostatnio zauważyłam, że wolę się delektować książką, niż kończyć ją w jeden dzień, ale to przy następnej okazji więcej Wam opowiem.

A jaką Wy polecacie książkę na lato? Macie książki, które czytaliście w dzieciństwie i chętnie do nich wracacie?

40-1


  1. http://www.empik.com/zamrozeni-w-czasie-sparkes-ali,prod10610275,ksiazka-p

/Siwa