98. Lodowiskowy survival, czyli poradnik dla średnio zaawansowanych.

Jeśli popatrzycie teraz za okno, to możliwe, że zobaczycie śnieg.

To oznacza, że przyszła zima.

Nareszcie możemy ze spokojem sumienia iść na lodowisko, bo przy ujemnych temperaturach raczej się nie roztopi.

Więc dzisiaj o lodowisku to i owo.

Zaczynajmy.

 

Ludzie chodzą na lodowiska po to, aby się rozerwać, spotkać ze znajomymi czy chociażby się poruszać. Obstawiam, że większość z Was jest średnio zaawansowana w jeździe na łyżwach. I to właśnie ten etap jest najgorszy z możliwych, bo na lodowisku musimy unikać prawie wszystkich typów łyżwiarzy. Jakich i dlaczego? Postaram się Wam to w krótkim czasie wyjaśnić.

Pierwszy typ, to nowicjusze. Cechą charakterystyczną tej grupy jest przylepienie się jedną dłonią do barierki. Nie istnieje możliwość oderwania jej pod żadnym pozorem. Omijanie osób, które zatrzymały się przy barierce przez nowicjuszy zawsze kończy się przytulasem. Trzeba im wybaczyć, bo przecież nie mogą oderwać dłoni od barierki. Unikanie nowicjuszy nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy nie zatrzymywać się zbyt długo przy bandzie i nie wjeżdżać w nich, kiedy chcecie się zatrzymać. Banał!

Gorzej jest z grupą zaawansowanych nowicjuszy. Te osobniki oddalają się od barierki zaledwie na metr. Dłoń wciąż tęskni za jej dotykiem. Poruszają się w zawrotnym tempie babci, przechodzącej przez przejście dla pieszych. Ich nogi są pewne jak nóżki 8-miesięcznego bobasa. W każdej chwili mogą się przewrócić bez specjalnego powodu. Najlepiej trzymać się od nich na dwa metry, aby zareagować, kiedy wywiną orła. Poza tym nie są zbytnio szkodliwą grupą.

Z kolei małe dzieci stwarzają niewyobrażalne katastrofy na lodowisku. Kiedy widzisz małego brzdąca ledwo posuwającego na malusieńkich łyżewkach może Ci się wydawać, że to urocze. Nic bardziej mylnego! Jeśli przewróci się tuż pod Twoimi nogami, to jego paluszki prawdopodobnie mogą skończyć w ambulansie, położone w pudełeczku zaraz obok ogołoconej dłoni. Straszne, czyż nie? Dzieci, które nie umieją jeździć ZAWSZE powinny mieć ze sobą rodziców, aby Ci mogli je podnieść, jeśli się przewróci. Czasem zdarzają się jednak typowi XXI-wieczni rodzice, którzy puszczają malucha samego, albo kilka metrów od siebie. Trudno unikać takich dzieci, bo są wszędzie. A jak coś im się stanie, to ten rodzic, który jeszcze chwilę temu oddalił się od dziecka przyjedzie Ci wpierdzielić… Nic fajnego.

Warto rozróżnić dzieci, które są pierwszy raz na łyżwach, które opisywałam przed chwilą oraz dzieci, które spokojnie możemy już określić jako zawodowców. To małe popylacze, które narobią Ci wstydu, bo one umieją jeździć tyłem. Kiedy jedzie taki przy Tobie lepiej się zatrzymaj, bo w jeździe na lodzie i tak przegrasz. Te dzieciaki sprawnie manewrują pomiędzy nogami dorosłych. Łatwo je jednak pomylić z pierwszą grupą. Nigdy nie jesteśmy przygotowani na to, że dziecko wyjedzie Ci przed samymi łyżwami.

Jedna z najbardziej strasznych grup to cwaniaki. Zazwyczaj to osobniki płci męskiej, którzy przychodzą, aby „wyrwać jakieś foczki”. Problem w tym, że oni opanowanie stania na łyżwach nazywają jazda. Takie cwaniaki najczęściej działają w grupach. Są w stanie przejechać przez środek lodowiska, wjechać prosto na Ciebie, a potem jeszcze cisną z tego beke. Nie fajnie… Z racji, że poziom ich inteligencji sięga ujemnego poziomu nie zrozumieją żadnej perswazji, a Twoje krzyki i wyklinanie zrozumieją jako pochwałę.

Jednak zdecydowanie największe problemy na lodzie stwarzają tzw. dysmózgi. Są to osoby, które nie rozróżniają kierunku jazdy. Jeżdżą pod prąd, a ty modlisz się, żeby wyjść cało z kraksy. Nie wiem czy ich jazda wynika z brawury, głupoty, czy serio nie odróżniają kierunków jazdy. Takich ludzi najlepiej przewrócić od razu i „lekko” im wytłumaczyć, że na tym lodowisku obowiązuje ruch jednostronny.

Na każdym lodowisku znajdzie się jakiś swagman, który przyszedł tam, aby „podszlifować swoją super jazdę”, albo „pojeździć dla szpanu”. Ich terytorium ogranicza się do środka lodowiska. Czasem tylko przejeżdżają pomiędzy ludźmi, aby napędzić im strachu. Ich łyżwy mają magiczne zdolności jazdy tyłem, skakania, latania itd.To raczej oni uważają na nas, przeciętniaczków. Grunt to nie zazdrościć, kiedy widzi się takiego kolesia i nie zajeżdżać mu drogi, bo upadek może być bolesny. Podstawowa zasada jak ich unikać: pod żadnym pozorem nie wolno wyjeżdżać na sam środek lodowiska.

To już wszystkie typy łyżwiarzy. Wniosek jest więc prosty. Jeśli idziesz na lodowisko raz na rok, jeździsz pewnie, ale jak ktoś pyta czy umiesz, to zawsze zaprzeczasz, to oznacza, że jesteś PRZECIĘTNIACZKIEM. Jak ja xD

Podsumowując:
Każda z tych grup powinna mieć osobne lodowisko…
Przeciętniaczki muszą unikać wszystkich.

Najlepiej nie chodzić na łyżwy.

Oczywiście, że chodzić! Łyżwy są super. Tylko przy -4^C zamarzał mi język.

12540255_1021203511284774_2064625022_nJakie były Wasze najciekawsze przygody na lodowisku? Z jakim typem ludzi mieliście okazję się spotkać? :)

Pozdrawiam Madzię, gwiazdę nowego zdjęcia ^^

/Siwa

90. Pozdrowienia z Krakowa.

Nie wiem jaki dokładnie koncept miałam na napisanie tej notki, ale coś tam było. Myślę, że to miała być notka z przesłaniem, albo taka, w której znowu udowadniam, że może być lepiej. A może połączymy dydaktyzm z marzycielstwem i zrobię mix?

W ubiegłą sobotę byłam u mojej siostry w Krakowie. Tego jak było, nie będę komentować. Ale w pewnym momencie mieliśmy dylemat (aaa, zapomniałam wspomnieć, że był z nami P., kolega siostry z liceum), bo zabrakło nam oleju koniecznego do zrobienia babeczek. Kto normalny nie ma w domu oleju? Otóż, zaskoczę was, 3 na 4 badanych nie odczuwa wewnętrznej potrzeby posiadania w domu zapasu oleju. Wpadłam więc na pomysł, żeby przejść się po innych mieszkaniach i popytać sąsiadów, czyli sposób pt. „pożyczy pani cukru?”. Oczywiście, padło na mnie, jako, że byłam tam tylko na niecałe 24 godziny.

W pierwszym mieszkaniu kobieta, na oko, 30-letnia, z małym dzieckiem. Oleju oczywiście miała co kot napłakał. W drugim mieszkaniu – i tu właśnie sedno całej sprawy – młody chłopak. Stawiam, że student, lat maksymalnie 20. Blondyn, uśmiechnięty już od progu, całkiem nie brzydki, nie źle ubrany. Zaprosił mnie do środka i pieczołowicie przeszukiwał kuchni w poszukiwaniu oleju. Takowego nie znalazł, ale dowiedziałam się za to, że jego brat ma na imię Andrzej. Nie widzicie tu związku…? Chłopak zadzwonił do swojego brata pytając, czy posiada w mieszkaniu olej. Odtąd zaczęłam go nazywać „brat Andrzeja”, szkoda tylko, że samego Andrzeja na oczy nie widziałam… Ja zrezygnowana, że muszę szukać dalej i zostawić go samego, on – jeszcze bardziej. No ale, cóż, cieszę się, że nie  zabrakło mi języka w gębie. Dzięki Bogu, student (już nie tak interesujący) w trzecim mieszkaniu miał olej. Chwała mu za to, bo babeczki były pyszne (Dzięki, P.!).

Wniosek z całej historii: Nie bójcie się zrobić z siebie idiotów, zwłaszcza w obcym miejscu. Może głupie chodzenie po mieszkaniach i pytanie o olej/cukier/sól sprawi, że poznacie nowych ludzi, albo chociaż na nich popatrzycie. Czasem warto nie myśleć i nawiązać chociażby chwilowy kontakt z innymi osobami. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Was nie zapamiętają. (No chyba, że będą tacy podekscytowani każdą osobą jak ja i napiszą o tym na blogu).

Chyba zapomniałam zakończyć moją pyszną historię… Otóż, później chcieliśmy podziękować dawcy oleju i bratu Andrzeja babeczkami, ale dwukrotnie nie zastałam żadnego w mieszkaniu. (Możliwe, że bali się, że znowu chcę coś pożyczyć). Więc, wyjeżdżając z Krakowa zostawiłam im urocze karteczki na drzwiach. Teraz wydaje mi się to lekkomyślne, ale ja sama cieszyłabym się jak debil, jeśli mnie przydarzyłaby się taka sytuacja. :D

Kurde, chyba nie skończę dzisiaj… Mam ochotę opisać Wam WSZYSTKO. Obawiam się tylko, że osoby z poza Internetu wszystko słyszały już co najmniej dwa razy.

Nie chcąc więc przynudzać przejdę do chwalenia się. Otóż, od następnego numeru (listopad-grudzień) gazetka licealna „Paranoja” ma nową redaktor naczelna. I będzie nią nie kto inny jak ja. Musicie sobie wyobrazić, jak bardzo się cieszę, skoro piszę o tym tutaj. (Szczegół, że dowiedziałam się tego już w czerwcu…) Mam nadzieję, że uda mi się wywiązać ze swoich obowiązków i nie zawieść samej siebie.

Może tutaj skończę swoje wywody, bo obiecałam Arl., że wyślę jej notatki, a krucho u mnie z pamięcią jeśli chodzi o wysyłanie czegokolwiek… (Najserdeczniej pozdrawiam Turka i Ewę, pokrzywdzoną wczoraj przez mój brak mózgu!)

(Zdjęcie z wycieczki z Klaudią wariatką :* ) klausia

Pozdrawiam, ale teraz wszystkich czytających.

/Siwa

89. Jestem

Na wstępie dziękuję za ostatni odzew po notce 88. Zwłaszcza moim znajomym, którzy sami pytali mnie co się dzieje. Żaden komentarz nie pozostawał mi także obojętny. Jezu, zaczynam jakbym właśnie miała umrzeć. Ale wcale tak nie jest.

Ostatnio Pyśka spytała mnie „to kiedy zmartwychwstaniesz?”. Wydaje mi się, że teraz mogłabym powiedzieć jej, że już. Może północ to nie jest dobry moment na pisanie notki, ale ja potrzebuję powiedzieć, że JESTEM.

Jestem już spokojniejsza, może bardziej uśmiechnięta. Jestem wciąż tak samo zajęta, ale teraz na szczęście tylko przez jakieś wyjazdy i spotkania. Nauka w tym tygodniu musi sobie mnie odpuścić. Jutro (jak to czytacie, to pewnie dzisiaj) jadę z Turkiem na wycieczkę do Wrocławia. Mam nadzieję, że będzie fajnie, ale nawet nie chcę myśleć o nadrabianiu materiału…
W ogóle wszystko ostatnio się jakoś układa. Wszystko, dokładnie jak puzzle, łączy się w całość.
Po podwórku, już w sumie od sierpnia, biega moja mała miłość. Taak, jakoś zapomniałam się pochwalić. Nareszcie mam mojego ukochanego WIELKIEGO pieska (dzięki mamo i tato, że spełniliście moje marzenie). Jak na razie nie jest ona taka wielka, ale rośnie z tygodnia na tydzień. Niestety, jej zęby również, a moje dłonie wyglądają jakbym się pocięła kartką papieru. Pomimo tego wszystkiego kocham ją bardzo. Mam nadzieję, że kiedyś ona „powie” mi to samo jak dorośnie. Yyy.. chyba zapomniałam wspomnieć, że to owczarek niemiecki długowłosy i wabi się SIAPA. Tutaj macie jedno z jej pierwszych zdjęć.

piesekWięc, droga Pysiu, ze spokojnym sercem mogę Ci powiedzieć – teraz zmartwychwstałam.

P.S. A co do tytułu to polecam polski film „Jestem”. Oceniam 5/10 i w sumie odradzam osobom, które nie lubią analizować i wolą np. filmy akcji itd..

Ogółem pozdrawiam.

ja i arleta

/Siwa

74. Krótkie włosy – same problemy.

Wiem, że nie odkryję Ameryki, kiedy stwierdzę, że dwa tygodnie ferii to zbyt mało. Myślę, że każdy uczeń doszedł do takich wniosków. Czas leci jak szalony. Jemu to się musi nudzić skoro tak gna. Co do nudzenia się – im mniej mam czasu tym bardziej go marnotrawię. Namiętnie kontynuuję czytanie „Igrzysk…” (została mi już tylko ostatnia część), oglądam jakieś pierdoły i … to w sumie tyle. Boże, aż mi siebie żal. ;(

Dobra, koniec tego narzekania. Zabieramy się do notki, która pokaże Wam świat z perspektywy krótkowłosej dziewczyny, czyli z mojej perspektywy. Z tego powodu możecie oglądać moje zdjęcie po prawej stronie -> -> ->
Nie żałuję, że ścięłam włosy ( znam to zdanie na pamięć – odpowiadam tak nawet na tysięczne pytanie o to, czy żałuję).  Za to moje życie stało się bardziej kolorowe i ciekawsze. :D

Czasem bywają też negatywne skutki uboczne takie jak np. dziwne zachowanie ludzi w stosunku do mnie. W gruncie rzeczy jestem miłą i kulturalną dziewczyną. Jednak reakcja społeczeństwa na krótkie włosy nie  obejmuje analizy czyjegoś charakteru.  Czasem ludzi po prostu się …boją. To przykre, bo ja wcale straszna nie jestem.

Jadąc do szkoły autobusem zdarzyła mi się kiedyś pewna sytuacja. Kulturalnie zdjęłam plecak z drugiego siedzenia i położyłam go sobie na kolanach, aby udostępnić innym miejsce. Okropnie denerwuje mnie takie zajmowanie dwóch miejsc, bo torba musi siedzieć. Co z tego, że płaci się bilet tylko za jedno miejsce, nie uwzględnia się plecaka -_- W każdym bądź razie, wszystkie miejsca naokoło pozajmowane, a ludzie wchodzą i wchodzą. W pewnym momencie jeden gość popatrzył na wolne siedzenie obok mnie, spojrzał na mnie i stanął w przejściu. Nikt do końca drogi obok mnie nie usiadł.

Ta sytuacja nie zaintrygowała by mnie tak bardzo, gdyby nie fakt, że całkiem niedawno się powtórzyła. W końcu to mógł być przypadek, a ja jestem zbyt przewrażliwiona na swoim punkcie. W poniedziałek wyruszyłam w podróż do Jeleniej Góry na ferie. Kulturalnie (lubię to słowo)  zajęłam miejsce i jak zwykle wzięłam plecak na kolana, zostawiając obok puste siedzenie. Oczywiście nie wszyscy pasażerowie wpadli na ten pomysł np. dziewczyna z torebką przede mną, chłopak z torbą po drugiej stronie i jeszcze jeden za nim, z gigantycznym plecakiem. W końcu podszedł do tyłu jakiś mężczyzna w średnim wieku i szukał wolnego siedzenia. Popatrzył na jedyne niezastawione bagażem miejsce obok mnie, zawahał się i usiadł przy dziewczynie, pytając ją uprzednio czy siedzenie obok jest zajęte… -_-  Nie rozumiem tych ludzi. Odganiają się ode mnie jak mogą. 2 godziny do Krakowa to nie lada wyzwanie, siedząc koło dziwnej dziewczyny z krótkimi włosami. Na szczęście dla mnie, usiadł obok mnie młody chłopak, który wyjątkowo ładnie pachniał (wiem, że to dziwne, ale on naprawdę ładnie pachniał…).

Dlaczego uważam, że to wszystko ze względu na włosy?

1)      Wcześniej, kiedy miałam długie nikt nie zwracał na mnie uwagi i nie zastanawiał się dwa razy zanim usiadł obok mnie.

2)      Nie ubieram się dziwnie, nie przynależę do żadnej subkultury, mega paskudna na twarzy też nie jestem, więc jedyna rzecz, przyciągająca uwagę innych to włosy.

3)      Krótkie włosy, zwłaszcza postawione do góry sprawiają, że wyglądam czasem jak chłopak. Bo przecież chłopcy ostatnio też noszą kolczyki… Ludzie mają problem  z rozeznaniem mojej płci więc wolą nie ryzykować.

Podczas tej samej drogi do Jeleniej Góry zdarzyła się jeszcze jedna, ciekawa sytuacja. Pasażerowie stają w kolejce do oddania bagażu. Obok mnie widzę małą, uroczą dziewczynkę, która nie potrafi zachowywać się spokojnie. Uśmiecham się do niej i patrzę na jej mamę. Niska kobieta z krótkimi (ale to bardzo, bardzo krótkimi), rudymi włosami. Mniej więcej coś w tym stylu ->74

 

Owa pani, poirytowana niespokojnym zachowaniem córki, każe jej stanąć poza kolejką.
Przeproś pana i stań obok” – mówi.
Nie obchodziłoby mnie to gdyby nie fakt, że wypowiedź dotyczyła mnie! Wzięła mnie z mężczyznę. Hipokrytka…  Sama nie wygląda lepiej. W momencie przestałam się uśmiechać do jej dziecka.

No cóż, ludzie są dziwni. Ale żeby tak dziewczyny od chłopaka nie rozróżniać.

Pozdrawiam Was serdecznie i liczę, że Wy potrafilibyście rozróżnić mnie od pierwszego, lepszego chłopaka. :D

P.S. A już niedługo szykuje się specjalna notka od mojej przyjaciółki. Zapraszam wszystkich do zaglądnięcia. ;)

/Siwa

49. Mało ambitnie, ale to mi się podoba :)

Szkoła, a głównie rozszerzony język polski, zabiera mi całą wenę i czas na napisanie cokolwiek. Dlatego podstawiam Wam notkę o tym co mnie we wrześniu zainspirowało, oczywiście z różnych dziedzin :D

Standardowo na pierwszy ogień książka. Na wrzesień polecam Ofiarowaną”. Dość gruba powieść, napisana przez Jennę Miscavige Hill, przy współpracy Lisy Pulitzer. Jest to prawdziwa historia Jenny, bratanicy przywódcy scjentologów. Ogółem sekta ta została założona przez L.R.H., który robił ludziom wodę z mózgu. Jenny od dziecka była związana z tą sektą i razem z wiekiem odkrywała ciemne strony tej organizacji. Lekko niepokojąca zwłaszcza, że są to prawdziwe wspomnienia. Polecam wszystkim, którzy nie boją się takich lektur i którzy mają czas. Pomimo tego, że jest troszkę gruba, bardzo wciąga.

49-1

Polecam Wam też niezły film – „Jak urodzić i nie zwariować”. Niezły dlatego, że niewymagający. Mam już nawet  pomysły na listopad, żeby wprowadzić Was w nastrój. :D A ten film jest świetny na takie leniwe dni (albo i nie), kiedy wakacje zostają już tylko wspomnieniem. Komedia, przy której można się pośmiać. Z genialną Cameron Diaz i świetną Jenifer Lopez. Jest to film o pięciu parach. Każda z nich to inna historia. Pary te mają różne spojrzenia na ciążę i rodzicielstwo.  Oglądaliśmy ten film familijnie (czyli ja i rodzice) i w pewnych momentach naprawdę się śmialiśmy. Mówię „naprawdę”, bo niektóre komedie wcale nie są zabawne. Ale myślę, że większość z Was i tak go oglądała. :)

49-2

O kosmetykach za bardzo nie pogadamy, bo jedyne co mnie interesowało, to dodać jakiś kolor do moich coraz krótszych włosów. Za każdym razem kiedy postanawiam zapuszczać włosy, ścinam je jeszcze bardziej :P

Ostatnio pomyślałam, że bluzy to produkty uniwersalne. Można założyć do spódnicy, do których się powoli przekonuję, no i oczywiście jako dodatek sportowy. Z racji, że sprzydałoby się coś „z pazurem”, spodobała mi się jedna z nadrukiem lwa. Bardzo oryginalna i hmm… nie każdemu może się spodobać (czyli jak zwykle u mnie na blogu).

Aloha from deer.
Tu znajdziecie inne szalone bluzy.

http://alohafromdeer.com/bluzy.html#/page/1

49-3

Co jest ostatnio złe, przykre czy żenujące?
Niee, nie szkoła. Ale jak dla mnie to osoby, które są lepsze, albo takie się czują. Nie mamy w Polsce podziałów na stany, a i tak mamy „szlachtę”. Przykład? Wystarczy przyjść do nowego środowiska, a zawsze znajdą się osoby, które spędziły tam więcej czasu. Gdyby miło się uśmiechały, pomogły od czasu do czasu, pogadały (albo chociaż przedstawiły się) to byłoby fajnie. Ale ONI wolą patrzeć, uśmiechać się pod nosem, a także go zadzierać. Mocno denerwujące. Zrozumcie! Nikt nie jest lepszy. A takie zachowania sprawiają, że inni czują się gorsi i głupsi, nikomu nie potrzebni. Osoby, które zawadzają…

To może trochę pozytywów?
Poranki! Ale nie ten moment kiedy budzisz się od głośnego dzwonka budzika. Mówię o wcześniejszych godzinach, kiedy otwierasz okno i patrzysz na prawie pusty świat, czasem spowity poranną mgłą, ze śpiewem ptaków i ciszą. Właściwie jest przyjemnie. Tylko później trzeba iść się zbierać. Kontakt z naturą masz też, kiedy wychodzisz na przystanek. To jest dopiero super pobudka – spacerek i chodne powietrze. No chyba, że tak jak ja lubicie biegać (ale nie z powodu hobby, po prostu, wstyd się przyznać, spóźniam się na autobus, a jeszcze nie przyszło mi na myśl, żeby wyjść wcześniej). Niestety oferta nie jest dla ludzi, którzy jeżdżą autem i mieszkają w mieście. Kocham moją wieś! :D

Na koniec nutka. Słyszeliście w radiu, chociaż rap. Przyjemna i wzruszająca, zwłaszcza teledysk. Przed państwem K2 i Buka w utworze „1 moment” <3



 

/Siwa


  1. http://chomikuj.pl/rossita11/Ksi*c4*85*c5*bcki/Hill*2c+Jenna+Miscavige+-+Ofiarowana.+Moje+*c5*bcycie+w+sekcie+scjentolog*c3*b3w,3294845302.pdf

  2. http://www.filmweb.pl/film/Jak+urodzi%C4%87+i+nie+zwariowa%C4%87-2012-603172

  3. http://alohafromdeer.com/bluzy.html#/page/1