83. Tłum czarno-białych ludzi.

Dzisiaj rano widziałam z L. tłum czarno-białych ludzi. Wysypywali się za każdej mniejszej lub większej uliczki. Każdy z nich był na swój sposób podekscytowany. Najszczęśliwsi byli oczywiście ci, którzy w ręce trzymali świstek papieru. Kilkoro osobników bez papierka wydawało się być bardzo smutnymi, a ich miny zdawały się mówić „No to sierpień…”.

Nareszcie wakacje. Już jutro. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to tak szybko. Nie zdążyłam pouczyć się, ponarzekać na naukę, poznać wszystkich ludzi z klasy. Z roku na rok jest coraz szybciej. Powtarzające się fragmenty rozmów, miejsc – zmieniają się tylko twarze.

Ale nie o tym dzisiaj. To znowu będzie niezidentyfikowana notka…

Muszę się z Wami podzielić moim bezcennym doświadczeniem ostatnich dni. Nauczyłam się, że podstawą jakiejkolwiek więzi z innym człowiekiem jest rozmowa. Mówi się, że z przyjacielem dobrze się też milczy. Może i racja, ale ten etap powinien być dopiero po zupełnym poznaniu człowieka, odkryciu jego wnętrza. Bo czym byłaby przyjaźń gdybyśmy tylko siedzieli i milczeli?

To wcale nie przypadek, że o tym piszę. Kilka dni temu spędziłam z moją przyjaciółką kilka najlepszych godzin w życiu. Możecie się zdziwić, ale my tylko rozmawiałyśmy. Zawsze wydawało mi się, że nasz kontakt ogranicza się do spraw teraźniejszych, aż nagle zdałam sobie sprawę jak mało o niej wiem. Jak mogę nazywać kogoś przyjacielem jeśli nie wiem o nim podstawowych rzeczy? Zaczęłam zadawać jej pytania, później ona mi, czasem były to banalne pytania o ulubione danie, a innym razem zupełnie poważne. Tak się rozkręciłyśmy, że nie miałam ochoty kończyć. Mam nadzieję, że spędzę z nią jeszcze niejedną taką chwilę. Te idiotyczne pytania pozwoliły mi ją lepiej poznać. Nawet mnie uczyniły szczęśliwszą. :D

Wczoraj byłam u L. w domu. Położyłyśmy się o północy, ale nagle żadnej nie chciało się spać i rozmawiałyśmy ponad 2 godziny. Można powiedzieć, że grałyśmy w „suche fakty”, jak nazwała to L. Na zmianę podawałyśmy jedną informację o sobie. Tutaj także pojawiały się tematy banalne, śmieszne, ale i poważne. Pokazywanie komuś innemu swojego bagażu doświadczeń (jakiegokolwiek nie byłby rozmiarów) jest trudne i wiąże się z uronieniem kilku łez. To była kolejna noc z cyklu niezapomnianych. Od początku roku szkolnego, kiedy poznałam L. miałam ochotę dowiedzieć się o niej czegoś więcej, poznać ją bliżej. I nareszcie nadeszła taka okazja. Tak samo było z A. (także z mojej nowej klasy).

Widzicie jak jedna rozmowa może zmienić nastawienie człowieka. Wiem, że osoby, którym ujawniałam także moje fakty z życia są tego warte. Rozmowa to podstawa.

Bez rozmawiania wszystko się psuje, matowieje, powszednieje. Przez brak rozmowy właśnie nie potrafię pogodzić się z bliską mi osobą. Spędzanie razem czasu nie pomaga, jeśli w sytuacji kryzysu unika się drugiej osoby. Brak rozmów prowadzi do tego, że jedno głupie zdanie przekreśla lata znajomości. Przecież to jakiś obłęd! Wytrwałość T. jest godna podziwu. Nie patrzy na mnie już od tygodnia, nie wita się ze mną, nie rozmawia, odpowiada tylko, kiedy ja zagadam. Podziwiam ją, bo mnie szlag trafia. Nie potrafię nie rozmawiać. Chociaż czasem jest już za późno by cokolwiek ratować. Kolejny ruch należy do niej.



Wystąpili:

L. – koleżanka z liceum,

A. – koleżanka z liceum,

M. – przyjaciółka, której dedykuję tę notkę,

T. – przyjaciółka, o której mowa w akapicie powyżej,

Dla M., bo marzyła się jej moda.

 83-1.jak-zmniejszyc-fotke_pl 83-2.jak-zmniejszyc-fotke_plWielki hug :* 83-3.jak-zmniejszyc-fotke_pl

/Siwa

77. Misz masz, robisz to masz.

Stwierdziłam, że daruję sobie tłumaczenia i przeprosiny za nieobecność oraz za to, że notka miała być wcześniej i miała być „marcowa”, a nie „kwietniowa”, za to, że jest pewnie dość słaba, bo mam mało weny, a jutro szkoła…

Z poleceniem Wam dobrego filmu miałam ogromny problem. Obejrzałam w tym czasie dwa, dość nowe filmy ( co do mnie nie podobne!). Jeden z nich to „Bóg nie umarł”, a drugi „Snajper”. Tematyką trochę odbiegają od siebie, ale oba są fantastyczne. Zdecydowałam, że w tej notce pokrótce opowiem Wam o „Bóg nie umarł”, a „Snajpera” zostawię sobie na inną, dłuższą notkę.
„Bóg nie umarł” to film o młodym człowieku, który musi obronić swojej wiary. Na studiach napotyka wykładowcę, który każe im napisać słynną myśl pewnego filozofa, czyli „Bóg umarł.”. Chłopak nie godzi się na to i próbuje udowodnić, że to nie jest prawdą. W tzw. międzyczasie poznajemy też innych ludzi, którzy mają zachwiania, kłopoty ze swoją wiarą i muszą dokonać wyboru, czy obronić swoich przekonań czy nie sprowadzać na siebie problemów. Na koniec filmu pojawia się intrygujący tekst z informacją, żeby wysłać do swoich znajomych wiadomość „Bóg nie umarł.”. Reakcje moich przyjaciół, którzy otrzymali tę wiadomość były dość .. ciekawe ;) Moim zdaniem film był wzruszający, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby wierzące. Ale powinny go też obejrzeć osoby innego wyznania lub niewierzące czy wątpiące, żeby mogli zobaczyć życie z perspektywy wierzących. Zdecydowanie polecam :D

 77-1

Książka nie będzie żadną nowością, bo jakoś nie mogłam znaleźć w „Empiku” takiej, która bardzo by mnie zaintrygowała. Zdecydowałam się więc na „Skórę” Adrienne Marii Vrettos z 2006 roku. To z kolei dość banalna książka o anoreksji. Banalna, bo opisana bardzo prosto, prawie nie było w niej mowy o tej chorobie. Takie efekt powstał poprzez uczynienie brata chorej narratorem. Wydarzenia z perspektywy młodego chłopaka, prawie dziecka, pokazują nam skomplikowany świat ludzkich relacji i uczuć. Wszystko to łączy się w fantastyczną całość! Bardzo spodobała mi się ta książka. Można powiedzieć, że czytanie jej jest jak płynięcie łódką. Najpierw jest spokojnie i nie zauważa się nawet, jak mijają kolejne kilometry (strony). Nagle, na samym końcu pojawia się wodospad i nie ma czasu na wycofanie się. Na końcu łódka roztrzaskuje się na samym dnie, co skutkuje pojawieniem się pojedynczej łzy. (Czy to ja na początku napisałam, że nie mam weny?!) W każdym bądź razie – bardzo polecam!

77-2

Z wybraniem świetnej piosenki także miałam problem. Wahałam się pomiędzy:

  •  Indilla „Tourner dans le vide”
  • Calvin Harris ft. Haim “Pray to God” (Jak bardzo tematycznie.)

A w końcu wybrałam Kodaline (zespół, który nie każdy zna) i „Honest” <3



 

No i koniec.

Koniec notki.

Koniec świąt.

Koniec odpoczywania.

Koniec lenistwa.

Koniec grania w „Państwa – miasta” z rodziną <3

Koniec jedzenia ile wlezie. (Taaaa, wiem, teraz czas „schuść”, jak to mówi moja Arleta, a tak serio, to wypadałoby ze sobą coś zrobić.)

A kiedy już myślę, że mam wolne, nagle w tygodniu okazuje się, że w weekend nie będę miała czasu nawet poczytać książkę. W tygodniu jestem tak zapracowana nad tym jak mieć dobre oceny, byle by się nie uczyć, że nie robię nic dla siebie. Jest mi też przykro, bo umawiam się już z ludźmi na terminy „za miesiąc”.

Ale może kiedyś :|

77-3

Pozdrawiam.

/Siwa


  1. http://www.filmweb.pl/film/B%C3%B3g+nie+umar%C5%82-2014-684049

  2. http://miastodzieci.pl/dla_rodzicow/92:/1273:8222skora8221-adrienne-maria-vrettos

  3. http://www.pinger.pl/szukaj/po_tagu/?t=Motywuj%C4%85ce%20cytaty

 

72. Muzyka przekuwa mi uszy.

Wyobraźcie sobie pewną sytuację. Jedziecie autobusem i słyszycie fragment (właściwie końcowy) jakiejś piosenki. Jest to typowa „łupanka”, więc nie możecie się powołać na żadne słowa z tekstu. Po skończeniu utworu zakładacie słuchawki i nie myślicie już o tym. Kilka dni później (i tak dzień pod rząd) słyszycie znów tą samą piosenkę. Nie zapominajmy, że to jest autobus, więc w sumie słyszycie niewiele, tylko kilka nutek, które są mocno urzekające. Potraficie już nawet zanucić (dość nieskładnie) refren. Ale wciąż nie macie pojęcia co to za piosenka ani kto ją śpiewa, a kiedy słyszycie ją po raz setny już w tym samym autobusie, pojazd nagle wydaje tak głośne dźwięki jak samolot przy starcie. Mocno irytująca sytuacja, nie możecie jej nijak zmienić bo nie znacie żadnego słowa, które pomogło by w wyszukaniu piosenki w Internecie.

I nagle, tak z niczego, „skacząc” po kanałach muzycznych, napotykacie te, utrwalone już w mózgu, nuty z autobusu. Jakież to zdziwienie kiedy piosenka, którą szukaliście jest jedną z najbardziej znanych w ostatnim czasie. Są tam nawet słowa, których nigdy nie usłyszeliście! Jakby tego było mało, wykonują ją dość znani artyści… Prawie się pobeczałam. Trochę ze szczęścia, ale ten jęk, który wtedy wydałam bardziej świadczył o pogardzeniu dla mojej głupoty.

Po tym „krótkim” wstępie przejdźmy do (naprawdę krótkiej) notki, której tematem będzie MUZYKA.

Nie jest już taka piękna i delikatna. Raczej ciężka i brutalna. Wciska się na siłę do mózgu. Czasem najbardziej głupia nie potrafi wyjść przez cały dzień. Większość „nowoczesnych” piosenek właściwie wcale nie ma tekstu. Najwyżej jakaś powtarzająca się sekwencja słów. Albo jeszcze gorszy przypadek: słowa (po obowiązkowym sprawdzeniu na tekstowo.pl) okazują się beznadziejne, płytkie i niewarte uwagi. Jako przykład dam „Work bitch” B. Spears… Ręce załamują się same.

Czasem piosenka jest nawet ciekawa, tekstu już nie chcecie sprawdzać, aby się nie załamać (ja tak robię dość często…) i oglądacie teledysk. Z premedytacją, albo przez przypadek. Uwierzcie mi, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że teledysk Was urzeknie. Powiem więcej. Czasem zdarzają się już tak specyficzne przypadki, że teledysk potrafi obrzydzić nie tylko piosenkę ale i życie.

Kiedy usłyszycie pierwszy raz w radiu nową piosenkę zdarzy się, że bardzo się Wam spodoba. Wyszukujecie wtedy jej tytuł i ściągacie (wiem, wiem…) na telefon. Słuchacie ją w takiej częstotliwości,  w jakiej sobie chcecie. Znowu włączacie radio i tu… niespodzianka! Wasza piosenka! Na początku jest euforia i dzikie tańcowanie. Ale uwierzcie mi (dzisiejsza notka +20% do wiary) po kilku dniach znudzi się Wam. I piosenka nie będzie już sprawiała żadnej przyjemności. Będziecie nią „rzygać” kiedy usłyszycie ją w radiu, a na liście utworów na telefonie nie będziecie jej już chcieli widzieć. Radio wciska nam nową piosenkę, a później puszcza ją tak często, że powoli nie wytrzymujemy i najlepsza nawet piosenka staje się tą znienawidzoną i nagle… taką nudną.

Wnioski:

1)      Najlepiej nie słuchać radia. Może tylko czasem, może tylko wiadomości, ale te nowe stacje (nadaję nawet na swoją ulubioną „Eskę”) popełniają właśnie ten ostatni, opisany przeze mnie błąd.

2)      Stare piosenki były lepsze. I nikt mi nie wmówi, że Metallica czy Scorpions są gorsi niż Brzozowski. Nie trzeba rozumieć tekstu (chociaż czasem warto) wystarczy ta piękna muzyka bez syntezatorów, piękne dźwięki gitary i te solówki *_*

3)       Wszystko zależy od gustu. Jedni lubią disco-polo inni techno. Niektórym podobają się łupanki, innym nie. Inni znowu nie cierpią słuchać muzyki klasycznej a inni uwielbiają. Dlatego proszę nie czuć się urażonym…

A oto piosenka, którą poznaliście we wstępie, która przez pewien czas zajmowała dość sporą część mojego mózgu. (Jak mogłam nie poznać, że to Calvin Harris? ;_;)



/Siwa

55. Hera, koka, hasz, lsd – moje przemyślenia…

Dzisiaj notka, która nie powstałaby bez współpracy z Beatrycze, której serdecznie dziękuję :D Temat ma to do siebie, że większość już o nim pisała, a przynajmniej 50% społeczeństwa wie, o czym mowa. (Tylko 50%, bo dużo osób nie ma dostępu do internetu, albo ich to nie obchodzi.)

Ktoś pewnie już na wstępie się poddał, bo przecież to nudny temat. Na początku były tylko i wyłącznie notki, które mówiły o tym „szokującym” filmiku. A teraz czas na tzw. Analizę i interpretację :D (Sorry, jestem na humanie i lekko mi odbija.)

Wszyscy już wiemy, że ta piosenka zdecydowanie nie promuje narkotyków ani innych środków odurzających. Ale mniej osób spodziewałoby się, że piosenka owa ma już swoje lata, a Karolina wykonuje tylko jej cover. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z piosenką The Tiger Lillies, ponieważ to właśnie jest oryginał.

Sama historia występu Karoliny Czarneckiej nie jest już dla nikogo zagadką. Wykonała ją na Festiwalu Piosenki Aktorskiej. Nie wygrała nic, ale jak określił to Onet; „wygrała internety – jak to ma w zwyczaju mawiać młodzież” . Filmik krążył po YouTubie bardzo długo, a jak mówi sama autorka, dostawała odezwy od młodych ludzi, że narkotyki są super. Lekko powiewa głupotą.

Karolina po tak dużym zainteresowaniu nagrała teledysk do tej piosenki. Potrzebowała 8 tysięcy, a otrzymała … 36. Ludzie jak chcę to pomagają. Teledysk także możecie zobaczyć na YouTubie.



Czarnecka ubrała tam swój boski sweterek i znowu wykonuje te same ruchy (inaczej mówiąc – układ taneczny). Tym razem jednak występuje przed mniejszą publicznością. Ktoś mógłby powiedzieć, że dziwną publicznością.

Tutaj pokuszę się o własną interpretację teledysku. :D
Karolina jako świetna aktorka dalej odgrywa rolę naćpanej dziewczynki.
Możliwe, że publiczność to osoby uzależnione, świadczyć może o tym ich wygląd, a także zachowanie.
Tutaj nie wyglądają na tak „szczęśliwych” jak  śpiewająca.
W krytycznym momencie piosenki ( o dotarciu Jimmy’iego do nieba ) jedna ze słuchaczek nie wytrzymuje i zaczyna krzyczeć.
Właściwie to obrazuje takie „przed” i „po” zażywania narkotyków. Na początku wydaje się tak fajnie, ale i tak kończy się na zrujnowaniu życia i zdrowia. Oczywiście w najlepszych przypadkach. Ale przecież i tak dzisiejsza młodzież woli zinterpretować to jako zachęcanie do brania narkotyków.

Teledysk sam w sobie jest niepokojący i jak dla mnie mówi bardzo dużo. Tak samo skomentowała go Karolina Czarnecka.
To przerażające jak ludzie potrafią wyrzec się mózgu. Mowa tutaj oczywiście o tych, którzy zinterpretowali jej występ jako pochwałę zabawy z narkotykami…

Post ten miał na celu zwrócenie uwagi na problem narkotyków poprzez interpretację teledysku Karoliny Czarneckiej do piosenki „Hera, koka, hasz, lsd”. Jeszcze raz dziękuję Beatrycze za współpracę, pomoc przy tej notce i nie tylko :D

P.S. Licznik odwiedzin znowu skoczył (do 22 tysięcy). Sądzę jednak, że niewiele w tym mojej zasługi. Dziękuję za to moim stałym czytelnikom za to, że są <3

/Siwa

43. O wszystkim, nie o niczym…

Ostatnio u mnie nic ciekawego. Właściwie co można napisać o nockach z przyjaciółkami i przesiadywaniem w domu kiedy na zewnątrz leje deszcz? -,-

Naszło mnie więc na napisanie czegoś, co będzie połączeniem recenzji książki, filmu, o fajnych kosmetykach i ubraniach oraz kilku innych rzeczach.

Zacznijmy więc od książki, którą wszystkim polecam:
„Mroczne umysły” – brzmi intrygująco, tajemniczo i lekko wieje grozą. Taka też jest prawda.  Po krótce: Amerykańskie dzieci zaczynają chorować i umierać. Niedługo później rząd zaczyna „usuwać” dzieci, które mają dziwne zdolności, w celu „zaleczenia ich”.  Ruby trafia do takiego właśnie obozu. Nie traktuje się tam ich jak ludzi i stara się zniszczyć ich radość i chęć życia. Główna bohaterka przy segregacji została wzięta za zieloną  (jedną z pięciu grup). W rzeczywistości jest jednak pomarańczowa. Żeby wyjaśnić, co oznaczają poszczególne kolory:
- Pomarańczowy – Dzieciaki zakwalifikowane do tego koloru potrafią czytać w myślach, a nawet przy pomocy wymazywania i zmieniania wspomnień zmieniać zachowania ludzi. Niestety zastały uznane za niebezpieczne i prawdopodobnie wymordowane. Ruby jest jedną z ostatnich, jednak ukrywa to żeby przeżyć.
Zielony – Fotograficzna pamięć, coś jak bardzo dobry matematyk.
-Niebieski – Możliwość przesuwania przedmiotów przy pomocy siły woli.
Żółty – Czyli kontrolowanie elektryczności.
Czerwony – Niestety najmniej opisywany w tej książce. Ten kolor oznacza umiejętność „wybuchania czegoś”, czyli wywalania w powietrze. :D
Mniejsza z tym. Ruby ucieka, poznaje nowych kompanów i stara się dotrzeć do kogoś, kto pomógłby jej zapanować nad umiejętnościami.
Więcej nie będę się rozpisywać, bo to dość zawiłe… Może po prostu przeczytajcie! Jest już druga część (pewnie niedługo u mnie w domu ^^) „Nigdy nie gasną”. Polecam!

43-1

Ostatnio obejrzałam też świetny film pt. „Millerowie”.  Tutaj (
http://serialomaniaczka.crazylife.pl/2014/06/13/millerowie/
) macie opis mojej koleżanki dotyczący tego filmu. Ale powiem Wam, że połączenie dilera, striptizerki, prawiczka, uciekinierki, udawanej rodziny, podróży camperem i historii wielkiego przemytu daje genialną komedię! Warte zobaczenia, bo można się pośmiać (jak nigdy) :)

43-2

 Co do kosmetyków: Kupiłam sobie w Rossmanie dwa lakiery „Celebrity Nails Wibo”. Dwa fajne kolory – jasny zieleń i pomarańcz. Bardzo żywe idealne na lato, ale nie wiem czemu lepszy jest pomarańczowy. Wystarczyła jedna warstwa i już wyglądały pięknie. Poprawiły mi humor.
Wprawdzie nie moje zdjęcia, ale wyglądały podobnie. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że kolory w opakowaniu nie do końca przekładają się na rzeczywistość, ale to nie oznacza, że mi się nie podobają :D

43-3 43-4

A z działu modowego, co mi się ostatnio spodobało to:

 43-5

Ktoś powie, że są brzydkie, ale ja jestem „za”. Wygodne, solidnie wykonane, pomimo wyglądu lekko ortopedycznego są piękne. Potrzebne mi są takie na wyjazd i zwiedzanie. A wy jak uważacie? :D

 Co ostatnio zaczęło mnie denerwować?

Może taki mały przykład z telewizji. Oglądamy z mamą wieczorem jakiś kanał, a była to bodajże jedynka lub dwójka, a tu nagle gość wyjeżdża z reklamą „Permen Kinga”, albo innego leku. Oczywiście wszyscy wiedzą do czego to służy, bo nie żyjemy w średniowieczu, ale nie podobają mi się te reklamy. Jak ma usiąść małe dziecko przed telewizorem. Nawet nie mówię, że same, ale np. z rodzicami, którzy chcą odpocząć. Aż tu nagle ktoś im truje o impotencji itp. -,- Żenua…

A co ostatnio jest, jak dla mnie, ok?

Blogerzy. I nie chodzi tu o wszystkich. Mianowicie o chłopaków. Kiedyś nie było ich prawie wcale, a niedawno zauważyłam, że powstaje coraz więcej blogów, których autorami są mężczyźni lub chłopaki. Fajnie tak czasem poczytać jak wygląda świat ich oczami. :D

Na koniec jeszcze świetna piosenka, którą też  się ostatnio zachwyciłam:  Artur Rojek „Syreny”



To na razie tyle. A jak układała by się wasza lista na wakacje?

Z tego miejsca pragnę także gorąco pozdrowić Kingę, a właściwie Kiki, której zawdzięczam wiele, a zwłaszcza dobre słowa (np, po znalezieniu się mojej notki na Onecie, kiedy skakała razem ze mną, chociaż tak na prawdę nie ze mną) :)

/Siwa


  1. http://www.empik.com/mroczne-umysly-bracken-alexandra,p1091124422,ksiazka-p

  2. http://www.filmweb.pl/film/Millerowie-2013-152844

  3. http://czella84.blogspot.com/2014/04/wibo-celebrity-nails-nr-6-fresh-grass.html

  4. http://czarodziejka87.blogspot.com/2014/03/lakiery-wibo-celebrity-nails-wszystkie.html

  5. http://www.zalando.pl/vagabond-flora-sandaly-bialy-va111i000-a11.html

 

32. Przedstawiam wam: Agnieszka Chylińska.

To notka specjalnie dla Beatrycze :) Będzie w niej mowa o idolce owej blogerki, czyli Agnieszce Chylińskiej.
Ogólnie to polska wokalistka i autorka tekstów. Jest to też osobowość medialna. Właściwie prawie każdy zna chociaż jedną z jej piosenek. Najczęściej te starsze, kiedy śpiewała w zespole O.N.A. np. „Kiedy powiem sobie dość”. Dawniej rockmenka, teraz poszła w stronę pop’u, ale sama nie uważa tego za ucieczkę na rzecz „lalalalilili”.
Jej głos jest bardzo charakterystyczny, mocny i z „pazurem”. Jako wokalistkę bardzo ją podziwiam. Jej teksty są całkiem…głębokie? Czyli żadne łupanki, beznadziejne powtarzanie tych samych bezsensownych zdań. Ja poznałam Chylińską 5 lat temu, kiedy wyszła jej piosenka „Nie mogę Cię zapomnieć”.  Wcześniej też o niej słyszałam, tylko nie rozpoznawałam. :D

Co do kariery muzycznej Agnieszki nie ma się do czego przyczepić. Śpiewa świetnie, a jej głos jest jednym z najbardziej charakterystycznym w Polsce. Na dodatek zdobyła bardzo dużo nagród – aż ciężko wymieniać… Od 2009 roku prowadzi działalność solową.

Brała udział w kilku produkcjach filmowych, a nawet podkładała głos w jednym z filmów animowanych. Całkiem nieźle. Możemy ją oglądać w TVN’owskiej produkcji „Mam talent”. Od kiedy odszedł Kuba Wojewódzki jest główną prowadzącą jury. Jako osobę oceniającą bardzo ją cenię. Nie jeździ bez powodu, ani nie słodzi jak szanowna pani Foremniak. Na dodatek na czymś się zna. Wie jak się wybić w mediach, jakie osobowości są doceniane no i zwłaszcza zna się na muzyce. Czyli odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu :)

Ogólnie o Chylińskiej: Kobieta wiecznie zbuntowana, chociaż w ostatnim czasie ogarnęła się i „powiedziała sobie dość”. Na ciele widać jeszcze wiele znamion jej buntu, czyli tatuaże, które są wszędzie. Nie mam nic do nich, ale jak dla mnie trochę ich dużo… Taka uroda. Na dodatek bardzo lubi eksperymentować z włosami. Dawniej miała krótką fryzurę. Teraz postawiła na długie, ale kolor bywał zmienny. Sama nie wiem w jakim jej lepiej. Czarny bardzo pasował do jej uosobienia. W blondzie także nie jest jej źle, w tym odcieniu „wygrzeczniała”.

Jeszcze może trochę o teledysku do piosenki „Nie mogę Cię zapomnieć”. Wyreżyserował go Jacek Kościuszko. W sumie nie jest on fantastyczny. Właściwie to cały teledysk jest nakręcony w przyciemnionym, dziwnym pomieszczeniu. A ona stoi ubrana w czarne coś, co eksponuje jej ciało, tatuaże i… mięśnie? Także stoi, czy tam tańczy, czy jakby to nazwać a czasami tapla się w wodzie. I tyle. Utwór ten lubię, właściwie nie ma jej piosenki, która mi się nie podoba, ale też za nią nimi szaleję. Jeśli chodzi o teledyski to całkiem yyy średnie. Nic ciekawego i nie są też mega mega złe.

Prywatnie Agnieszka Beata Chylińska, matka 3 dzieci; Ryszarda, Estery i Krystyny. Ma starszego brata także utalentowanego.
W sumie tyle co o tej piosenkarce, teraz częściej kojarzonej z „Mam talent”.

Jeszcze na koniec kilka jej zdjęć w czarnych i blond włosach i kilka piosenek. Piszcie w jakim kolorze jej lepiej? Które jej piosenki lubicie? Za co ją podziwiacie/lub nie? :)



Agnieszka dawno, dawno temu…

32-132-2

Agnieszka w wersji mniej strasznej, za to dalej czarnej ( tutaj mi się podobała):

32-3 32-4

A tutaj całkiem blond :)

32-5 32-6

Na internecie można znaleźć sporo materiałów dotyczących Chylińskiej. Jest wiele ciekawych wywiadów i artykułów. Większość skupia się na jej metamorfozie. Sama powiem, że jestem zaskoczona jak zmieniła się na korzyść. Teraz wygląda na taką uśmiechniętą i spełnioną, na rzecz rodziny odrzuciła też używki i imprezy. Na dodatek spójrzcie na jej zęby! To jest dopiero zmiana (sama bym tak chciała, ale może kiedyś…).
Jak dla mnie osoba na 3 razy tak. Przechodzi dalej :) Byle do przodu i trzymać tak jak teraz. Jest świetnie. Jej starsza wersja trochę przerażała…

Podrzucam wam jeszcze linka do jej oficjalnej strony gdzie możecie obejrzeć jej występ w show Kuby Wojewódzkiego – serdecznie polecam. 
http://chylinska.com/

/Siwa


  1. http://namonciaku.pl/3miasto/1,113054,9410873,Kiedys_miala_ciezkie_glany_i_energie.html

  2. http://24.pl/chyli-ska-chce-usun-tatua-e/

  3. http://giernik.pl/gra-komputerowa-w-teledysku-chylinskiej,artykul.html?material_id=4cd58ebd7233c7f05f000000

  4. http://muzyka.interia.pl/pop/news/chylinska-to-nie-jest-ucieczka,1386840,50

  5. http://www.styl.pl/gwiazdy/slawni/news-agnieszka-chylinska-zostala-mama-w-kapciach,nId,1001914

  6. http://www.se.pl/rozrywka/plotki/agnieszka-chylinska-urodzia-maa-kryske_301122.html
     

28. Piosenka „Rolowanie”

No tak, jak zwykle, coś starego, a ja pisze o tym dopiero teraz. Mam zwyczaj pisania o rzeczach przeterminowanych i nie będących już na topie, czy w centrum zainteresowania. Nie biegam tam, gdzie akurat skupia się medialny szum, dlatego rzadko poczytacie tu o aktualnych plotkach, bardziej przypomnicie sobie dawne afery czy hity.

Kto nie słyszał? Łapa w górę!
Ja natknęłam się na tą piosenkę na Facebook’u, bo ktoś ją udostępnił.
Oto słynna piosenka „Rolowanie” Nataszy Urbańskiej.



Sama artystka i jej wybranek są czasami ofiarami internetowych żartów. Nie wiem co Natasza chciała pokazać przez tą piosenkę, ale nie wszystkim się ona spodobała.
Kiedy pierwszy  raz przesłuchałam tego utworu byłam ogromnie zdziwiona, jak takie coś może w ogóle mieć miejsce. Myślałam też, że muzyka schodzi na psy, a Natasz zrobiła coś takiego jak Michał Wiśniewski z „Filiżanką”, czyli totalnie się ośmieszyła. Nie oszukujmy się, ta piosenka została hitem tygodnia i cieszyła się popularnością. Ale była to zła sława.
Kiedy przesłuchałam jej po raz drugi, a było to w dość dużym odstępstwie czasowym, doszłam do całkiem innych wniosków.

Weszłam na tekst tej piosenki i lekko się zdziwiłam, bo nie do końca była ona po Polsku, a ja po prostu wcześniej jej słów nie rozumiałam.

„Wielki mi big dil
After czy before
Podniósł mi się flor
Fejs demolejszen
Weź mnie na danceflor
Zrobię ci hardkor
Tamten to ashol
Zero temptejszen

Mam lajki na fejsie
W realu gubię się
Jestem królową z bajki
Grandmatka truje mnie

Dziary że ho ho
Oldskulowy dżo
O co kaman no
Nie rób tragejszen

Chce zresetować się
Chce eksajtować się
Jestem królową z bajki
Grandmatka truje mnie

Rolowanie blanta na backstejdżu
Jakaś soda jakiś dżus…”

I tak dalej…
Ciężko zrozumieć? Mi też było trudno :)
Nie wiem czy dobrze zrozumiałam to, co Natasza miała nam do przekazania, ale sam wygląd tekstu kłuje w oczy. Pełno tam niby bliskich nam zwrotów, ale gardzących w poprawną polszczyznę.
Jak często przecież używamy języka angielskiego zamiennie z polskim, wplatając do naszej pięknej ojczystej mowy jakieś dziwne zamienniki.  Tak to właśnie wygląda – żałośnie.
W sumie ja bardzo lubię angielski, ale zazwyczaj używam go osobno, w jakiś zwrotach,  czy rozmowach z innymi, a nie zamiennie z polskim.
Może nazwiecie mnie świrniętą, doszukującą się problemów, karykatura polonistki, ale tak jest, że nasz show-biznes (nawet tutaj wyraz pochodzi z angielskiego…) truje nas takimi zwrotami, a niektórzy nijak nie potrafią tego ogarnąć.
I ktoś powie, że nie rozumie tekstu, nie weźmie go do siebie, ale jak dla mnie jest on pełen ironii i karykaturalnie pokazuje, jak ludzie postrzegają świat. Jak dla mnie to odrażające i straszne. Po raz kolejny zadaję sobie pytanie – Co się dzieje z tym światem? I wierzę, że nie tylko ja (szesnastolatka, która jeszcze gówno za przeproszeniem wie).
Weźcie to do siebie i szanujcie nasz piękny polski język.

Wracając do piosenki. Teraz kiedy jej słucham pokazuje mi smutną prawdę. Nie da się jej jednak słuchać cały czas. To jak rozpracowywanie wiersza na lekcji polskiego. Musisz się domyślać, co znaczyły poszczególne wersy, czy intencje autora. Czasami jednak nauka przydaje się w praktyce :) Teledysk szczerze powiedziawszy mnie przeraża i przyprawia o dreszcze. Zwłaszcza to jak Natasza miota się po łazience :O
Na dodatek wygląda w niektórych momentach jakby, za przeproszeniem, nie mogła dojść… Klipem piosenka nie zaskakuje. No chyba, że negatywnie…

Dziękuję za uwagę, zapraszam do przesłuchania i do komentowania :) Trzymajcie się.

/Siwa

Tekst brałam z
http://www.tekstowo.pl/piosenka,natasza_urba_ska,rolowanie.html
możecie tam też znaleźć tłumaczenie.

26. Książka – „Autoportret reportera”

Wchodzę do naszej szkolnej, małej biblioteki. Patrzę po półkach i szukam książki. Nagle trafiam na książkę w twardej oprawie o tytule „Autoportret reportera”. Nie zainteresowała mnie okładka, nie powąchałam książki (zawsze tak robię – uwielbiam zapach książek), nie przeczytałam opisu z tyłu, nie słyszałam od nikogo, żeby ją polecał. Leżała sama, opuszczona, niedotknięta przez żadnego ucznia, bo wydawała się nudna. Pierwszy raz wybrałam książkę dla autora. Kiedy tylko przeczytałam napis „Ryszard Kapuściński” od razu wiedziałam, że muszę zobaczyć co to jest. Wiedziałam o tej postaci tylko tyle, że był to słynny polski reporter. Mieliśmy o nim zajęcia na kółku dziennikarskim.
Pewna siebie staję przez bibliotekarką i podaję jej książkę.
– Może dam ci inną książkę? Tam są takie fajne…- zniesmaczona na widok tytułu wskazuje mi dłonią inny regał.
– Nie, ja chcę tą. – pierwszy raz kłóciłam się z kimś o książkę.
– Ale ta jest taka…beznadziejna. – zatkało mnie, ale uparcie dążyłam do swojego.
W końcu podbuzowana bezczelnym zachowaniem bibliotekarki wyszłam z pomieszczenia.

To jedna z najlepszych książek, które w życiu przeczytałam. Jako, że ostatnio bardziej skupiam się na morale, wartościach opisywanych, a nie na akcji, ta książka dla mnie nie była nudna.
Ryszard Kapuściński mówił o pracy reportera, o Polsce, o współczesnych mediach, o jego życiu. Były to jednak fragmenty wywiadów jakich udzielił. Bibliografia przytacza 48 takich wywiadów. Są to krótkie teksty, które trzymają się kupy.
Kapuściński mówi bardzo mądrze, jeszcze nie spotkałam się z takim doświadczeniem życiowym żadnego człowieka. Zachwycił mnie jego pogląd na świat, a przede wszystkim pasja, jaką było dziennikarstwo, czy mówiąc bardziej reporterskie wyprawy do Afryki i innych zakątków świata.
Mogę w spokoju sumienia powiedzieć, że ten człowiek jest moim idolem. Chciałabym być tak dobra jak on. To co on pokazywał było prawdą. Na jego reportaże głównie składali się ludzie, ich wypowiedzi, zachowania, wrażenia.
Cytat, który bardzo mi się spodobał: Do tego, żeby uprawiać dziennikarstwo, przede wszystkim trzeba być dobrym człowiekiem. Źli ludzie nie mogą być dobrymi dziennikarzami. Jedynie dobry człowiek usiłuje zrozumieć innych, ich intencje, ich wiarę, ich zainteresowania, ich trudności, ich tragedie. I natychmiast, od pierwszej chwili, stać się częścią ich losu”
To co mówi Kapuściński jest piękne, wiem, że kiedyś na pewno jeszcze raz przeczytam tą książkę i inne tego autora.
To było fantastyczne przeżycie i wiele wniosków wyciągnęłam z jego wypowiedzi.
Polecam tą książkę nie tylko osobom zainteresowanym dziennikarstwem, ale wszystkim. Zwłaszcza rozdział 5 powinien przeczytać każdy, kto ogląda telewizję, wiadomości…Naprawdę, spróbujcie!

Cóż mogę więcej pisać o takiej fantastycznej książce? Wypadałoby samemu ją przeczytać i zobaczyć.  Gorąco zachęcam. :)

26-1

Kilka informacji o autorze (własność Wikipedii), po więcej odsyłam do źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Kapu%C5%9Bci%C5%84ski

Ryszard Kapuściński (ur. 4 marca 1932 w Pińsku, zm. 23 stycznia 2007 w Warszawie) – polski reportażysta, publicysta, poeta i fotograf, zwany „cesarzem reportażu”. Jest najczęściej, obok Stanisława Lema, tłumaczonym polskim autorem.

26-2 26-3

Piosenka O.S.T.R.-ego, która mówi, tak jak Kapuściński, że życie nie jest proste i takie dobre jak się nam może wydawać. „BO PRZECIEŻ NIKT NIE OBIECYWAŁ NAM ŻE BĘDZIE ŁATWO”



 /Siwa

2.
http://centrumkapuscinskiego.pl/przykladowa-strona/