101. Za narodowy kotlet schabowy

Witam  Was serdecznie w marcu. Dzisiaj, coś nowego na moim blogu, ponieważ przedstawię Wam w skrócie recenzję programu rozrywkowego. Nie, to nie oznacza, że się staczam. Piszę, bo serce mi tak podpowiada…

Rzadko zdarza mi się oglądać telewizję, bo za każdym razem, kiedy szukam czegoś konkretnego trafiam na nowe reinterpretacje „Szkoły” tudzież „Szpitala”… No cóż, szkoda słów. Ale wczoraj nareszcie udało mi się obejrzeć coś ciekawego i na dodatek z całą rodziną.

Sobotni wieczór to czas powrotu na antenę po prawie 4-letniej przerwie programu „Kocham cię, Polsko!”. Pamiętam, jak dawno, dawno temu oglądałyśmy go z mamą. To było coś na kształt „1 z 10″ dla mnie i dla siostry, bo każda prawidłowa odpowiedź udzielona przez nas była ogromnym osiągnięciem.

A teraz? Wstyd się przyznać, ale emocje dalej takie same. Właściwie, kiedy tylko zobaczyłam, że tata ogląda „Kocham cię, Polsko!” nie mogłam tego tak zostawić. Rozsiadłam się wygodnie (mój ortopeda nie byłby dumny z mojej pokrzywionej pozycji) i stwierdziłam, że obejrzę chociaż fragment.

Z przykrością odnotowałam fakt, że Maćka Kurzajewskiego zastąpiła Barbara o tragicznym nazwisku, czyli Kurdej-Szatan. Tę uroczą blondynkę uwielbia połowa Polski. Ja należę do tej drugiej części… Wydawała mi się ona zbyt mało charyzmatyczna do prowadzenia tego programu. Przecież tu nie chodzi tylko o ładną buźkę! Zmiana nastąpiła również w kapitanach drużyn. Zniknęła Katarzyna Zielińska. Mama z kolei ucieszyła się, że nie musi oglądać twarzy Marzeny Rogalskiej. Nie powiem, też nie darzyłam jej zbytnią sympatią za zbyt cięty język. Joanna Koroniewska, która zastąpiła panią Rogalską w ostatnich latach emisji programu, także nie pojawiła się w nowej edycji. Ich miejsce zajął Tomasz Kamel i Maciej Musiał. Bilans Maćków się zgadza. A ja jestem obojętnie nastawiona do nowych kapitanów. Nie pałam do nich sympatią, ale nie przeszkadzają mi. Grunt, to że umieją zachować się jak my należy i sprawiają, że atmosfera w studiu jest pełna radości. Teraz już rozumiem, że każdemu trzeba dać szansę. Nawet pani Kurdej-Szatan.

A co do atmosfery, to wczorajszego wieczoru bawiliśmy się wyjątkowo wspaniale. Widok Musiała przy polskich siatkarzach był wręcz komiczny. Wyważony żart kapitanów, błyskotliwe uwagi uczestników sprawiły, że czułam się jakbym oglądała program o wielkiej rodzinie. W niektórych momentach śmialiśmy się w głos, w innych czułam jak stresuję się przed każdą szansą na zdobycie punktu bez względu na drużynę (no dobra, może przy polskich siatkarzach zaciskałam kciuki trochę mocniej, ale można powiedzieć, że imponował mi ich wzrost). Kiedy udało mi się odpowiednio oszacować liczbę, albo odpowiedzieć dobrze na któreś pytanie byłam bardzo szczęśliwa (straciłam trochę szacunek do Kayah, która musiała pytać o publiczność zarówno przy utworze Wisławy Szymborskiej, jak i słynnej piosence Marka Grechuty – po piosenkarce spodziewałam się czegoś lepszego).

W tym momencie odżyła moja sentymentalna część osobowości. Bardzo cieszę się, że program wrócił na antenę. Nie tylko przez kolejną możliwość zobaczenia zmagań polskich gwiazd, nie przez moje dobre wspomnienia, ale przede wszystkim przez wartości, jakie propaguje „Kocham cię, Polsko!”. Nareszcie jest to coś mądrego, dostarczanego w przyjemnej formie rozrywki. Wiele można się nauczyć, wiele dowiedzieć. Program ogląda się bez zmęczenia i wręcz nie ma ochoty się oderwać od ekranu. Możemy się pochwalić własną tradycją, kulturą, historią. Kilka innych krajów, w tym nawet nasi sąsiedzi, mają podobne programy, ale to nawet dobrze. Lepiej mieć „Kocham cię, Polsko!” i dowiedzieć się czegoś o swoim kraju, niż oglądać tysięczny odcinek kolejnego reality-show ściągniętego z amerykańskich stacji telewizyjnych.

all składPozdrawiam serdecznie.

/Siwa

Zdjęcie ze strony
http://plejada.pl/newsy/kocham-cie-polsko-2016-zobaczcie-zdjecia-z-1-odcinka/8ncb5q

93. Nie każdy Ukrainiec jest szmuglerem, czyli wywody na temat polskiego serialu.

Od niedawna na TVP1 emitowany jest serial pod intrygującą nazwą „Dziewczyny ze Lwowa„. Przeciętny telewidz jest usatysfakcjonowany poziomem owego serialu i nie doszukuje się w nim niczego konkretnego. Dobra gra aktorska, ciekawe wątki – ogółem, zasługuje na Oscara.

Jak głosi sam tytuł, serial opowiada historię kilku młodych dziewczyn, które przyjechały do Polski ze Lwowa, aby szukać pracy i wspomóc swoje rodziny w ojczyźnie. Hmm… Niby nic takiego, ale czy naprawdę musiał powstać taki serial akurat w tych czasach? Producenci chyba nie przewidzieli, jaka nagonka będzie po wyemitowaniu pierwszego odcinka. Niektórzy doszukują się tam podtekstów politycznych, a reszta zwyczajnie ma dosyć dręczącego ich tematu Ukrainy. 

Może przejdźmy do mojego stanowiska w tej sprawie. Jak wiecie, nie oglądam takich typowych seriali polskich, i jak na razie, nie mam czego żałować. Kilka dni temu trafiłam jednak na jeden z odcinków „Dziewczyn ze Lwowa”, oglądając z tatą telewizję. Zaciekawił mnie tytuł i pomyślałam, że nie może być tak źle, może będzie na poziomie. Oczywiście, przeliczyłam się. Raczej nie powinnam wypowiadać się na temat całego serialu o obejrzeniu jednego odcinka. Jeśli jednak się mylę, wyprowadźcie mnie z błędu…

Zaskoczyło mnie to, jak stereotypowo podchodzi się tam do Ukraińców. Młode dziewczyny, które tylko sprzątają w innych domach, a u siebie w domu tragedia i dramat życiowy. Jeszcze bardziej zaszokowało mnie przedstawienie jednej z dziewczyn, która, aby pomóc swojej pracodawczyni proponuje jej nielegalne szmuglowanie polskiej produkcji ubranek za granicę. Ok, wiem, że takie rzeczy się dzieją. Ukrainki przyjeżdżają za robotą, zazwyczaj jako sprzątaczki. Niektórzy trudnią się też nielegalnym przewożeniem towarów za granicę. No, ale czy to wszystko musi być tematem serialu pseudo-obyczajowego? Stereotypy to ostrożny temat, ponieważ jeśli ktoś weźmie ten serial na poważnie to dojdzie do powstania nowej fali ksenofobów. Wydaje mi się, że nie o to chodziło producentom serialu…

Czy my serio tak myślimy o Ukraińcach? Czy szufladkujemy ich i określamy etykietką „niewolnice”, „przemytnicy”? Czy nie wstyd nam, że tak postrzegamy naszych sąsiadów? Wydaje mi się to trochę zaściankowe i płytkie. Nie mówię, że mamy ich kochać, a siebie poniżać, aale..

Czy nam byłoby miło, gdyby za granicą powstał serial opowiadających o „Polaczkach”? Gdzie bylibyśmy przedstawieni jako śmieciarze z rozwiniętym mięśniem piwnym, niosący reklamówkę z „Biedronki” w słynnych sandałach i skarpetkach? Czy zgodzilibyśmy się na takie pokazywanie nas w obcym kraju? Jako złodzieje, szmuglerzy, kłamcy i kombinatorzy. Alkoholicy, podkradający hotelowe wyposażenie. Jeśli widzą „swojego” za granicą, to muszą go wykorzystać do ostatniej złotówki. Czy tak chcielibyśmy być odbierani w innych krajach? Nie wydaje mi się. Wyznając więc zasadę „nie rób drugiemu co tobie niemiłe”, stwierdzam, że ten serial ma prawo budzić kontrowersje i sprzeciw nawet ze strony samej Ukrainy.

Liczę na to, że może w którymś odcinku pokażą Ukrainki z dobrej strony, bo wierzę, że niektórzy właśnie takową stronę mają. Dokładnie tak samo, jak nie każdy Polak jest złodziejem, tak nie każdy Ukrainiec jest szmuglerem. Może dla kogoś to dobry serial, z genialną obsadą i interesującą fabułą. Wydaje mi się jednak, że co mądrzejsi Polacy pomyślą o tym, czy oglądanie tego serialu ma jakikolwiek sens.

11 listopada pozdrawiam patriotycznie.

/Siwa

82. Pułapka na Stuhry, antypolski chłam czyli „Pokłosie”.

Znowu mam fazę na pisanie notek o filmach. Miałam się Wam dzisiaj czymś pochwalić, ale w końcu stwierdziłam, że zrobię to za kilka miesięcy… :D

Dzisiaj, tak samo jak ostatnim razem, postaram się nakreślić Wam fabułę filmu i moją opinię. W tym wypadku będzie to jednak polskie kino – „Pokłosie” w reżyserii Władysława Pasikowskiego.

„Pokłosie” opowiada o losach dwóch braci – Józefa i Franciszka Kaliny. Narażają się oni mieszkańcom wsi przez swoje zbytnie zainteresowanie historią oraz przez nagrobki żydowskie, które Franciszek postanowił uratować przed zatraceniem. Wgłębiając się w tajemnice spokojnej wsi odkrywają szokujące fakty w przeszłości. Mieszkańcy wioski nie cofają się jednak przed użyciem siły do zniechęcenia braci. To by było tak moimi słowami. ^^

Nie każdemu podoba się ten film. Dlaczego?

Podobno propaguje antypolskość i antysemityzm oraz stawia Polaków w złym świetle, jako okrutnych oprawców i wrogów Żydów. Pokazuje Polskę jako zły kraj, zacofany i pełen układów.

Z kolei ja zauważyłam kilka zalet tego filmu:

  • Przede wszystkim rola Macieja Stuhra, którego bardzo lubię i Ireneusza Czopa, którego lubię mniej… Obydwoje pozytywnie mnie zaskoczyli.
  • Ciekawy temat, całkiem nieoryginalny. Może i „antypolski” ale przedstawiający inną wersję historii. Wystarczy nie przyjmować wszystkiego zbyt dosłownie i nie unosić się od razu honorem.
  • Stopniowo rozwijający się wątek, który pozwala widzowi zagłębiać się w fabułę już od samego początku. Nie można się nudzić, bo co rusz pojawia się jakaś scena wnosząca coś nowego, jakąś nutkę tajemnicy.
  • Nieoczekiwane zakończenie. Zdecydowanie to przesądziło o mojej opinii na temat tego filmu. Mówię tu nie tylko o odkryciu tajemnicy skrywanej przez mieszkańców, ale i dalszych losach bohaterów.

Z takich oto powodów oceniam ten film w pozytywnym świetle. Wierzę, że są jeszcze osoby, które słysząc ten film nie prychają pogardliwie pod nosem, i którym spodobało się to dzieło. Dlaczego wybrałam akurat ten film? Bo jest troszkę kontrowersyjny i liczę, że każdy z Was będzie mógł powiedzieć swoje zdanie o nim. Więc teraz Wasza kolej – co o nim sądzicie i czy już oglądaliście?

82-1

I na wesoło:

82-2 82-3 82-4

Pozdrawiam Was serdecznie, kończąc arcykrótką notkę. Przepraszam taką miałam wenę, musiałam napisać o tym akurat filmie… :P

/Siwa

P.S. Chciałam obejrzeć także film „Dom zły”, ale cała moja rodzina mi odradza. Co Wy o tym sądzicie? Jest warty zobaczenia?

1.  
http://slo7.waw.pl/2013/02/poklosie/

2.
http://witamy-w-polsce.pl/3589/Pok%C5%82osie

3.
http://remekdabrowski.blox.pl/2012/11/Poklosie-poklosia.html

4.
http://www.andrzejrysuje.pl/2012/11/

65. Wielka czwórka.

Do kin właśnie wszedł film animowany dla dzieci „Wielka szóstka”, a My porozmawiamy o wielkiej czwórce. Oczywiście jeśli coś takiego istnieje poza moją głową. No i nie do końca będzie to „wielka” czwórka.

Może koniec tych durnowatych wstępów, których i tak nikt nie zrozumie poza mną. Ostatnio jak w tytule pojawiło się imię „Kevin”, wszyscy myśleli, że będzie o chłopaczku, którego rodzice i Bóg opuścili. A tym razem będzie o .. filmach! (Co za niespodzianka, zdumienie i miła odskocznia od.. yy filmów?)

Wszystkie są filmami polskiej produkcji, a że większość z Was je zna (a tytułów nie da się pomylić i na 100% znajdziecie je w wyszukiwarce) to nie będę bawić się w reżyserów i inne dokładne dane.

Zacznę od najniżej, według mnie ocenianego filmu. Tutaj może się okazać, że niektórzy nie mają pojęcia o czym mówię, bo film ten jest właśnie najnowszym. Mowa o „Obietnicy”.

Jak dla mnie beznadziejny film. Kończący się nijak. Nie wiadomo co się stało, nie wiadomo o czym mówi, nie wiadomo jaki to ma sens. Tutaj powiedziałaby, że poruszono problem bezmyślności nastolatków i obronie życiu innych (albo raczej jej braku). Historia zakochanych w sobie nastolatków. Chłopak zdradza dziewczynę (CAŁUJE INNĄ), co ma później związek z jakąś obietnicą i przykre konsekwencje.
Dziewczyna – przerażająco dziwna. Chłopak – nie lepszy. Patrzą na siebie jakby chcieli się pomordować, wyklinają się i ogólnie robią dziwne rzeczy (nie szalone, tylko dziwne, zryte – tak bym to nazwała). Różni się od „Musimy porozmawiać o Kevinie” tym, że „Obietnica” pozostawia niesmak i nie rozmyśla się o problemie w filmie przedstawionym, jakąkolwiek anomalią nie byłby on w świecie rzeczywistym.

Na trzecim miejscu, czyli już w czołówce, plasują się „Galerianki”. Mistrzowskie dialogi, świetnie przedstawiony problem, dobra gra aktorska… Więc czemu na trzecim? Odpowiedź jest prosta: za zakończenie. Akcja jest bardzo prosta do ogarnięcia i świetnie ogląda się ten film, ale ostatnie sceny nie do końca zdradzają co może stać się dalej z główną bohaterką filmu. Chłopak, którego kochała popełnia samobójstwo, przyjaciółka staje się wrogiem, a ona zmywa makijaż i… napisy końcowe.
Czyżbym zapomniała wspomnieć, że film mówi o nastoletnich prostytutkach?

Kolejny film to „Bejbi blues”. Tutaj nad końcem można już trochę pomyśleć i na dłużej zapada w pamięci. Oglądałam go już kilka razy i jeszcze mi się nie znudził. Można patrzeć raz po raz na zachowania bohaterów i analizować co mieli na myśli lub co nimi kierowało.
Jest to historia dwóch nastolatków, którzy zrobili sobie dziecko. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, to tak jest. Natalia nie czuje się kochana przez matkę, która sama urodziła ją w bardzo młodym wieku. Zamiast kupić sobie pieska, decyduje się razem ze swoim chłopakiem, Kubą, wychowywać dziecko. Nie idzie jej to dobrze, a matka jej nie wspiera. Koniec może się dla niektórych wydać dziwny, ale jest na pewno przerażający.
Tutaj trzeba pochwalić młodych aktorów. Zapamiętałam nawet nazwisko Nikodema Rozbickiego, który wcielił się w postać Kuby. Ujęcia są nietypowe, intrygujące, ciekawe. Nie wiem jak to jeszcze opisać, ale wielki „szacun” dla twórców!

I na sam koniec, jak już pewnie większość z Was się spodziewała, zostaje nam „Sala samobójców”.
Mowa o nastoletnim Dominiku nieakceptowanym  przez swoich rówieśników, który swoją rzeczywistość odnajduje w grze komputerowej. O wspaniałej grze aktorskiej chyba nie muszę wspominać?
I tak należy pogratulować pójścia w tak odważnym kierunku, ponieważ zachwycił on nie jednego widza. Jak na Polskę, to po prostu fantastycznie. Oglądając ten film, także można analizować zachowania bohaterów pod różnym kątem. I tutaj nie da się zaprzeczyć, że film zostaje w pamięci na długo!

Teraz wybór tych filmów wydaje Wam się chyba łatwiejszy do odgadnięcia. Wszystkie są historiami nastolatków, ich problemów, uzależnień, a także dramatów ich rodzin.  Każdy z nas powinien obejrzeć w życiu przynajmniej pierwszą trójkę (czyli podawane u mnie od końca). Dają do myślenia. Na dodatek dwa z nich reżyserowała ta sama osoba i ogólnie od strony planu mają ze sobą wiele wspólnego.

Liczę, że w następnej notce uwolnię się od tematu filmów i może zdradzę Wam troszkę co się dzieje u mnie :D

Pozdrawiam.

/Siwa

60. Anioł aniołowi nierówny.

Temat zbiegł mi się idealnie, bo dzisiaj będzie o aniołach. Natchnęło mnie, ponieważ przeczytałam kilka dni temu książkę „Cień anioła” Iwony Czarkowskiej.

60-1

Dlatego najpierw troszkę o książce, a później.. no sami wiecie :D

Myślę, że całość wyszła dość ciekawie, ale nie zachwycałabym się jakoś zbytnio nad tą książką. Zazwyczaj nie czytam powieści o magicznych stworzeniach (anioły, wampiry), dlatego nie wiem co mnie pokusiło, żeby akurat tą wypożyczyć.

Bohaterem powieści jest szesnastoletni Karol mieszkający z mamą, siostrzyczką i ojczymem w Warszawie. Pewnego dnia zaczyna widzieć anioły. Oczywiście inni ich nie widzą, chociaż są tacy, co wspominają o zmarłych, z którymi nawet rozmawiali.

Tutaj pojawia się wspaniały motyw jednego skrzydła. Jeszcze z czymś takim się nie spotkałam. Na początku książki mamy pewien cytat: „Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem i możemy latać, tylko obejmując drugiego człowieka.” (Luciano De Crescenzo)

Anioły rzeczywiście paradują sobie z jednym skrzydłem, ale poza tym nic ich nie różni od ludzi. Oni byli przecież tacy sami, ale przychodzą, żeby zobaczyć jeszcze swoją rodzinę, dokończyć jakieś sprawy, czy wyrównać z kimś rachunki…

W międzyczasie jak Karol łazi po mieście i gada z aniołami, zjawia się jego nowy znajomy Wiktor, który mówi mu, że jest jego bratem. Nastolatek dowiaduje się, że jego ojciec nie zginął w wypadku, tak jak przedstawiała mu to matka i ojczym, ale żyje i chce się z nim spotkać.
Chłopak ucieka z domu, spotyka parę bardzo życzliwych bezdomnych i próbuje zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dowiaduje się o jakiejś organizacji „Cień Anioła”. Lecz co z tym wspólnego ma jego dziadek i ojczym.

Wychodzi pomieszane z poplątanym, ale nie powiem już po połowie akcja bardzo wciąga. Zakończenie zostawiam dla Was. Ostatecznie wychodzi jednak na to, że anioły istniały na prawdę (w tej książce).

Mój stosunek do aniołów jest podobny. Czyli uparcie wierzę, że coś nade mną czuwa. No bo kiedy gadam sama do siebie to jednak czuję jakby ktoś mnie słuchał…

Nie wiem czy ktokolwiek coś zrozumiał. ;)

Jak dla mnie to anioły stróże są i czuwają, żeby nic nam się nie stało. No bo przecież ile razy było tak, że jakby przez przypadek unikamy wielkiego nieszczęścia? Może komuś kto nie wierzy wydaje się to dziwne, a może pomimo tego czujecie podobnie.

Inna sprawa ze zmarłymi. Tutaj nie czuję tego klimatu, że mój dziadek miałby skrzydełka, ubrał białą togę i łaził za mną, żeby mi coś powiedzieć.
Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie wersja, że dusze, które nie załatwiły swoich spraw na ziemi (ale nie chodzi o niezapłacenie rachunku za prąd) wracają. Zdaje się, że to oklepana wersja, ale może tak jest… W sumie, kto wie…

Za to słyszałam przypadki, że osoby rozmawiały w śnie z bliskimi zmarłymi. No to też lekko niewytłumaczalne, ale ja w to wierzę.

W tej książce nastąpiło pomieszanie aniołów i zmarłych, ale w końcu to wyobraźnia autorki. Podziwiam ją jednak za genialne zakończenie, za postacie z jednym skrzydłem i za to, że umieściła całą akcję w Polsce, bo zagranicznych książek o aniołach jest multum.

60-2

/Siwa


  1. http://www.empik.com/cien-aniola-czarkowska-iwona,p1048873753,ksiazka-p

  2. http://vexi.bloog.pl/kat,0,page,2,index.html?smoybbtticaid=613b3b

42. Przedstawiam Wam: Natalia Kukulska

Dokładnie 10 notek temu było o Agnieszce Chylińskiej. Dziś na dawno już złożone zamówienie Serialomaniaczki będzie o Natalii Kukulskiej.

Jak dla mnie jest to kobieta skromna, bardzo utalentowana, o której słychać tylko czasami. Bliżej jej postać przybliża nam Wikipedia.
Natalia Maria Kukulska urodziła się w 1976. Jej rodzicami są Anna Jantar i Jarosław Kukulski (piosenkarka i kompozytor). W 1986 roku wydała płytę „Natalia” gdzie znalazły się takie utwory jak „Puszek Okruszek” albo „Co powie tata”. Później było już tylko lepiej – „Bajki Natalki” i „Najpiękniejsze kolędy”. W wieku dziewiętnastu lat jej album „Światło”  uzyskał status złotej płyty. W latach późniejszych piosenkarka wydała pięć albumów studyjnych, z których trzy uzyskały status złotej, a jeden status platynowej płyty.

Prywatnie Natalia jest szczęśliwą żoną Michała Dąbrówki – instrumentalisty i muzyka, a także matką dziewięcioletniej teraz Ani. Oczywiście bardzo dużo osób pamięta ją tylko jako córkę muzycznej legendy – Anny Jantar. Niektórzy nawet uważają, że tylko dzięki niej zrobiła karierę muzyczną. Ja myślę wręcz odwrotnie. Gdyby nie miała talentu zbyt wiele by nie zdziałała i nie utrzymała się na rynku muzycznym.

Według mnie Natalia Kukulska jest bardzo „nudną” osobą dla dziennikarzy (o ile można ich tak nazwać) kolorowych pisemek. Niby gdzieś tam była na okładach, wystąpiła w programie śniadaniowym i właściwie każdy ją kojarzy, ale nawet jej strona na Wikipedii nie jest jakoś strasznie rozległa. Nie dziwię się. Natalia jest z osób, które wolą zachować swoje życie prywatne dla siebie. Czasem widać ją tylko w „Show” albo innym dennym pisemku na zdjęciu z jakiejś gali, czy ładnie się ubrała czy popełniła jakąś gafę modową.

A co ja myślę o niej? (Jeżeli kogokolwiek interesuje moja opinia.)
Bardzo miła, sympatyczna – na tyle się wydaje.
Podoba mi się to, że nie robi z siebie gwiazdy i nawet to, że mało o niej słychać. Dzięki temu robi to co kocha, my możemy ją podziwiać, a ona dalej w miarę możliwości może prowadzić normalne życie.
Jest ładna w tedy jak się uśmiechnie.  Ładnie wyglądała w krótkich blond włosach.

 

Kiedyś plotkarskie czasopisma podejrzewały, że Kukulska choruje na anoreksję. Podobno było to spowodowane problemami finansowymi (podobno dlatego zgodziła się reklamować pastę „Sensodyne”) i stresem. Jakaś „życzliwa przyjaciółka” udzieliła wywiadu „Życiu na gorąco” gdzie powiedziała, że w czasie trasy koncertowej Natalia mało jadła i ma obsesję na punkcie liczenia kalorii.

Wstyd się przyznać ale ja poznałam ją dopiero w 2010 roku, kiedy to nagrała ścieżkę dźwiękową do filmu „Och Karol 2”. Film obejrzałam, piosenkę bardzo polubiłam.

„Wierność jest nudna”


A tutaj z 1986 roku „Co powie tata” w wykonaniu Natalki z pięknymi dużymi okularami. :D Podczas oglądania sama się uśmiechałam.


I na koniec jedna z nowszych, bo z 2011 przy współpracy z mężem. Jak dla mnie nie jest już taka fajna. Dawniej to było coś, a teraz takie naciągane.


Podsumowując: O artystce przycichło w ostatnim czasie. Nie szokuje, żeby można było o niej pisać. Nie wydaje piosenek. Koncertuje sporadycznie na ważniejszych imprezach. Z tego co znalazłam, jej ostatni wpis na blogu był z 2011 roku, więc coś tu jest nie halo :/ Na dodatek była to dość niemiła moim zdaniem odezwa do jakiegoś pseudo dziennikarza, który podał na jej temat fałszywe informacje. Nawet nie wiem jak to skomentować…

To chyba na tyle. Jeszcze tylko kilka fotek. :)

42-1

42-2 42-3


  1. http://www.kozaczek.pl/plotka.php?id=28161

  2. http://www.plotek.pl/plotek/1,78649,7693169,Nowy_fryz_Natalii_Kukulskiej__HIT_czy_KIT_.html

  3. http://moda.wieszjak.polki.pl/aktualnosci/268805,Natalia-Kukulska-w-Jury-3-edycji-Konkursu-Fashion-Designer-Awards-2011.html

Pomagała
http://pl.wikipedia.org/wiki/Natalia_Kukulska
.

 

/Siwa

39. Polskość w muzyce – czyli moje rozkminy.

Polskość w muzyce, czyli zapraszam do krainy Donatana i Piersi.
Tak, to głównie oni kojarzą mi się z ukazywaniem kultury polskiej.
Czy do końca KULTURY? Nie wiem, czy można użyć aż tak „mocnego” określenia.

Donatan. Nieee nie o „My Słowianie” z Cleo, o tym możecie poczytać wszędzie. Powiem wam o utworze z płyty „Równonoc”. Bardzo fajne klimaty, dużo znanych raperów, świetne teledyski, genialne piosenki. I nie jest to tylko „Nie lubimy robić”, co znają wszyscy oglądający i słuchający Eskę. Moją ulubioną piosenką jest akurat „Niespokojna dusza”.  (KLIK)
Kto słyszał?

Wracając do tematu (Czemu ja tak często zaczynam mówić o czymś innym, niż miałam w planach?). Kto słyszał „Budź się”? Wsłuchajcie się w słowa. Można nazwać patriotyczną nutą? Obrazuje rzeczywistość w niektórych rejonach Polski. (Btw. Mam ta piosenkę ustawioną jako… budzik hehe :D)



Taaaka nuta <3 Ale wiem, że nie wszystkim się spodoba :) No cóż, nie ma jeszcze takiego, co by Polakom dogodził. (Kolejny stereotyp czy prawda?)

Dalej piosenka Piersi  „07 zgłoś się”.



Tutaj za wiele dodawać nie muszę.

Reasumując teksty obydwu piosenek:
Kiedy mówią o Polsce zazwyczaj są powielane pewne stereotypy. Zauważcie, że w obydwu piosenkach, chociaż tak różnych od siebie, powtarzają się jakieś elementy.
- Piękne kobiety (kto usłyszał?) – na ja rozumiem, to akurat komplement ale chyba ja jestem wyjątkiem :P
- wódka, wódka, wódka i inne alkohole – no co wy z tym?! Ja rozumiem, że Polacy rzeczywiście piją, uważają to za tradycję czy ock? Znam takich co potrafią i piją dopóki nie zasną, bo brak alkoholu na stole nie jest dla nich wyzwaniem, ale poznałam też ludzi, którzy bez picia na imprezach bardzo dobrze się bawią. Może nie wiem co to znaczy bo jeszcze nie piłam ale jak dla mnie to nie na tym polega, żeby tylko się popisać kto wypije więcej… Żałosne, ale czy my się tylko z tym kojarzymy?
- imprezy, dobra zabawa do końca – czyli potrafimy się bawić, a to co, inni nie potrafią? Tylko, że my też czasami włączamy do tego robienie bydła, gburów, bitki…
- Jesteśmy z siebie dumni i ze swoich korzeni. Najlepsi, znani na całym świecie. Tsaa..żeby tylko pod tym dobrym względem. Szczerze powiedziawszy to ja wolę, żeby Polska była kojarzona z zacofaniem niż taki rozwojem jak w Austrii (kobieta z brodą)…

No tak, a wy co uważacie? Czy Polska jest brana pod uwagę bardzo stereotypowo? A z czego jeszcze poza tym jesteśmy znani? :)

/Siwa

 

30. Przedstawiam wam: Klaudia i rap.

Przygotowując się do tej notki (pisząc o jakiejś osobie, czymś z internetu zawsze zaznajamiam się z materiałami – jak prawdziwy dziennikarz ^^) tak strasznie się uśmiałam, że to przerażające. Tak, wiem – Masło maślane, a na dodatek nie mówi się „strasznie uśmiałam”, ale to naprawdę było straszne. Mogę wziąć moją siostrę na świadka, że w pewnym momencie wstałam od laptopa i położyłam się na kanapie śmiejąc się jak opętana i nie mogąc się uspokoić. To było traumatyczne przeżycie. Pierwszy raz stwierdziłam, że internet ryje banię i ja tam więcej nie wracam…

Dzisiaj zajmiemy się tematem gwiazdy Klaudii. Jest to nastoletnia gwiazda internetu. Nagrała kilka filmików, a właściwie tylko dwa. Za to tak dobrze zapadły one w pamięć użytkownikom portali, takich jak Fb. Na dodatek na niektórych stronach (dość poważnych) dziennikarze „z zawodu” rozpisywali się o niej.
Widzieliście kiedyś filmiki Klaudii? Czy Cloodii?

Ich tematem jest rap. Teksty pisze ona sama, nie są więc one zbytnio ambitne. Niektórzy uważają, że mówi prawdę o polskim rapie – może i mają trochę racji. Zamiast opowiadać, może po prostu obejrzyjcie:



A tu drugi. Tylko uwaga, bo bez cenzury! A tam są takie straszne słowa.



Co tu dużo mówić. Przecież słyszycie o czym mówi, nie muszę więc cytować jej tekstów. Mówią bardzo szczerze o polskim, ulicznym rapie.
Najbardziej śmiałam się z komentarzy znalezionych na portalach.
Oto kilka z nich, które po prostu zwaliły mnie z nóg. Mówią one to, co ja chciałabym przekazać, ale czasami bez cenzury!

Mój ulubiony, który mówi o wszystkim co i ja chciałabym wam powiedzieć. Jeśli ona robi to dlatego, żeby ukazać prawdę o polskim rapie – to bardzo mądrze, ale jeśli taka po prostu jest – to straszne…

30-1

Dalej: Mistrzowie internetu…

30-2

 

30-3

30-4

30-5

30-6

Ja zazwyczaj bardziej się śmieję z komentarzy, niż całego filmiku, czy zdjęcia. :) Jeśli chcecie rozpocząć karierę w internecie np. od rapu, uważajcie bo możecie wylądować na Beka z Nastolatków :)

/Siwa

Moje źródła:
https://www.facebook.com/TheNegatyw/posts/362992840509692
i
http://glamrap.pl/bv/10664-klaudia-powraca-rap-zmienil-moje-zycie-2
Zapraszam do zaglądnięcia :)

 

8. O „Pamiętniku Narkomanki”

Ostatnio przeczytałam książkę Barbary Rosiek, albo raczej jej historię zatytułowaną „Pamiętnik narkomanki”. Od dawna marzyłam, żeby przeczytać tą książkę. Nie raz widziałam jak moja siostra ją czytałam, poleciła mi ją bibliotekarka, a na dodatek sam tytuł intrygował.
Szczerze powiedziawszy przeczytanie jej zajęło mi bardzo dużo czasu. Czytałam ją od ferii (w Małopolsce to pierwsze tygodnie lutego). Tak długo mi zeszło. Sama nie wiem czemu. Zazwyczaj szybko czytam książki.
Historia zaczyna się kiedy Basia ma czternaście lat i pierwszy raz próbuje narkotyków. Tą część czyta się szybko, zwłaszcza, że wszystko jest zapisane w formie dziennika.  Można wyciągnąć wiele wniosków, jak szybko narkotyki wyniszczają organizm, ale przede wszystkim umysł..
Później towarzyszymy bohaterce przez męki odwyku i prób leczenia się, nie zawsze skutecznych. To dopiero uświadamia jak wielkim bagnem są używki tego rodzaju. Pomimo tego, że młoda dziewczyna cały czas rezygnuje z leczenia się, rodzice jej nie opuszczają. Rosiek wspomina też swoich znajomych, którzy nie mieli tyle szczęścia co ona i niestety poddali się śmierci.
Dopiero druga część zamuliła mnie tak bardzo. Są to jeszcze krótsze wpisy i czasami zawierają tylko jakąś myśl filozoficzną. Po próbie „złotego strzału” następuje zmiana w życiu Basi. Zaczyna studiować, obiera kierunek nauki dla niej odpowiedni, uczestniczy w zajęciach sztuk walki. Niestety pojawiają się problemy z sercem, które są niemałym  utrudnieniem. Pomimo tego, że jej życie zaczyna wyglądać na normalne, wcale takie nie jest. Dziewczynę męczą koszmary, halucynacje, a także częste choroby. Basia nareszcie zyskuje przyjaciół, czy koleżanki i żyje z ludźmi, ale dalej nie radzi sobie ze sobą, jest raczej obok innych i nie wpuszcza ich do swojego świata. Tworzy własną samotnię, dusi się w środku i mączą ją ciągłe myśli samobójcze. To dopiero  pokazuje jakie skutki miało ćpanie w tak młodym wieku. Nie zmienia to faktu, że nad niektórymi myślami przytoczonymi przez Rosiek trzeba się głębiej zastanowić, dlatego zawsze czytałam tą książkę w ciszy i w odosobnieniu. W tedy miałam czas nie tylko aby przeczytać te słowa, ale też żeby nad nimi pomyśleć, wchłonąć je.
Myślę, że wiele osób już czytało ten utwór, który przede wszystkim wzrusza z racji, że jest to historia prawdziwa. Po przeczytaniu jej miałam satysfakcję. Może dlatego, że wcale nie jest to łatwa lektura, a może dlatego, że mogłam przeżyć te lata razem z bohaterką.
Podsumowując – oczywiście polecam. Długa, ale ciekawa i można z niej wyciągnąć wiele wniosków.  A oto mój ulubiony cytat:

P.S. A tak poza tym, przypomniało mi się jak pisałam tytuł notki, że 8 to moja ulubiona liczba, ale to tak dla zainteresowanych, czyli nie wiem do kogo.. :D

/Siwa