83. Tłum czarno-białych ludzi.

Dzisiaj rano widziałam z L. tłum czarno-białych ludzi. Wysypywali się za każdej mniejszej lub większej uliczki. Każdy z nich był na swój sposób podekscytowany. Najszczęśliwsi byli oczywiście ci, którzy w ręce trzymali świstek papieru. Kilkoro osobników bez papierka wydawało się być bardzo smutnymi, a ich miny zdawały się mówić „No to sierpień…”.

Nareszcie wakacje. Już jutro. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to tak szybko. Nie zdążyłam pouczyć się, ponarzekać na naukę, poznać wszystkich ludzi z klasy. Z roku na rok jest coraz szybciej. Powtarzające się fragmenty rozmów, miejsc – zmieniają się tylko twarze.

Ale nie o tym dzisiaj. To znowu będzie niezidentyfikowana notka…

Muszę się z Wami podzielić moim bezcennym doświadczeniem ostatnich dni. Nauczyłam się, że podstawą jakiejkolwiek więzi z innym człowiekiem jest rozmowa. Mówi się, że z przyjacielem dobrze się też milczy. Może i racja, ale ten etap powinien być dopiero po zupełnym poznaniu człowieka, odkryciu jego wnętrza. Bo czym byłaby przyjaźń gdybyśmy tylko siedzieli i milczeli?

To wcale nie przypadek, że o tym piszę. Kilka dni temu spędziłam z moją przyjaciółką kilka najlepszych godzin w życiu. Możecie się zdziwić, ale my tylko rozmawiałyśmy. Zawsze wydawało mi się, że nasz kontakt ogranicza się do spraw teraźniejszych, aż nagle zdałam sobie sprawę jak mało o niej wiem. Jak mogę nazywać kogoś przyjacielem jeśli nie wiem o nim podstawowych rzeczy? Zaczęłam zadawać jej pytania, później ona mi, czasem były to banalne pytania o ulubione danie, a innym razem zupełnie poważne. Tak się rozkręciłyśmy, że nie miałam ochoty kończyć. Mam nadzieję, że spędzę z nią jeszcze niejedną taką chwilę. Te idiotyczne pytania pozwoliły mi ją lepiej poznać. Nawet mnie uczyniły szczęśliwszą. :D

Wczoraj byłam u L. w domu. Położyłyśmy się o północy, ale nagle żadnej nie chciało się spać i rozmawiałyśmy ponad 2 godziny. Można powiedzieć, że grałyśmy w „suche fakty”, jak nazwała to L. Na zmianę podawałyśmy jedną informację o sobie. Tutaj także pojawiały się tematy banalne, śmieszne, ale i poważne. Pokazywanie komuś innemu swojego bagażu doświadczeń (jakiegokolwiek nie byłby rozmiarów) jest trudne i wiąże się z uronieniem kilku łez. To była kolejna noc z cyklu niezapomnianych. Od początku roku szkolnego, kiedy poznałam L. miałam ochotę dowiedzieć się o niej czegoś więcej, poznać ją bliżej. I nareszcie nadeszła taka okazja. Tak samo było z A. (także z mojej nowej klasy).

Widzicie jak jedna rozmowa może zmienić nastawienie człowieka. Wiem, że osoby, którym ujawniałam także moje fakty z życia są tego warte. Rozmowa to podstawa.

Bez rozmawiania wszystko się psuje, matowieje, powszednieje. Przez brak rozmowy właśnie nie potrafię pogodzić się z bliską mi osobą. Spędzanie razem czasu nie pomaga, jeśli w sytuacji kryzysu unika się drugiej osoby. Brak rozmów prowadzi do tego, że jedno głupie zdanie przekreśla lata znajomości. Przecież to jakiś obłęd! Wytrwałość T. jest godna podziwu. Nie patrzy na mnie już od tygodnia, nie wita się ze mną, nie rozmawia, odpowiada tylko, kiedy ja zagadam. Podziwiam ją, bo mnie szlag trafia. Nie potrafię nie rozmawiać. Chociaż czasem jest już za późno by cokolwiek ratować. Kolejny ruch należy do niej.



Wystąpili:

L. – koleżanka z liceum,

A. – koleżanka z liceum,

M. – przyjaciółka, której dedykuję tę notkę,

T. – przyjaciółka, o której mowa w akapicie powyżej,

Dla M., bo marzyła się jej moda.

 83-1.jak-zmniejszyc-fotke_pl 83-2.jak-zmniejszyc-fotke_plWielki hug :* 83-3.jak-zmniejszyc-fotke_pl

/Siwa

80. Nigdy więcej nie będę jeździć na rowerze w czasie burzy.

Zgodnie z moimi obietnicami dodaję nową notkę ;) Nie wiem jak mi się to udało. Może wciąż piszą do mnie ludzie i nie pozwalają mi przestać myśleć o tym, że tydzień zbliża się ku końcowi? Są jak takie robociki. Pochylają się nad moim uchem i pytają twardym jak metal głosem: „Kiedy będzie nowa notka?” Wiem już, że w odpowiedniej chwili są w stanie zamienić się w przerażające potwory, ich oczy przeobrażą się w czerwoną głębię, a one zaczną mnie dusić…

Trochę mnie poniosło. Aby uniknąć tej okropnej wizji – piszę dzisiaj. Nowa notka znowu będzie o mnie. (To brzmi tak samolubnie. Zawsze wiedziałam, że mam w sobie niezbadane pokłady egoizmu.)

Wczoraj (tj. sobota) wybrałam się spokojnie na przejażdżkę rowerową do pobliskiej wsi. Miałam nadzieję, że odwiedzę moją koleżankę i zdołam dać coś jeszcze mojej znajomej. Przejechałam już pierwsze 4 kilometry wieeeelką górą (wraz z zanikiem kondycji wysokość góry rośnie), kiedy nagle zaczęło kropić. Stwierdziłam, że zjadę w dół i poczekam pod szkołą. Mądra ja nie ogarnęłam, że ciemne chmury, kumulujące się na niebie już od kilku dobrych godzin, nie zapowiadają tylko lekkiego deszczyku, ale ogromną burzę z ulewą.

Zatrzymałam się na chwilę, żeby założyć bluzę (ale żeby wziąć długie spodnie do plecaka to już nie pomyślałam…). Z zachodu, z północy i z niewiadomoktóregojeszczekierunkuświata zaczęło grzmieć. Grzmieć? To jednak zbyt mało powiedziane. Zaraz po błysku flesza aparatu rozmiaru ciężarówki rozlegał się zwielokrotniony głos uderzenia kamieniem o blachę, wyburzania budynku i rozdzierania niebios w jednym. W skrócie – trzecia pod względem okropności burza w moim życiu. A może pierwsza przeżyta poza bezpiecznym budynkiem? :D

Przejdźmy do sedna, bo jak na razie rozpisuję się tylko o burzy. Co zrobilibyście w mojej sytuacji? Na pewno nie jechalibyście w deszczu na rowerze, na pewno wyłączylibyście telefon i na 100% zatrzymalibyście się chociażby na przystanku, żeby zaczekać aż burza ustanie. Jeśli tak, to jesteście bardzo mądrymi osobami. Ja niestety do tej grupy nie należę… Wiem już czego nie robić, bo WSZYSTKO co zrobiłam wczoraj, było potwierdzeniem, że w czasie zagrożenia nie używam mózgu. Za to moje mięśnie pracowały za dwoje. Tak się przestraszyłam, że przez całą drogę do domu pedałowałam, a najwyższe przerzutki okazywały się niewystarczające. Wtedy moja pobożność wzrosła o 100%. Błagałam Boga, żeby tylko dał mi bezpiecznie dotrzeć do domu. Starałam się jednak tak ubierać słowa, żeby nie zabierał mnie do „domu wieczystego” tylko do „domu ziemskiego”.

To wydarzenie wywarło na mnie tak wielki wpływ, że zapamiętam tą traumę do końca życia. W mokrych ubraniach, położyłam się na podłodze i gapiąc się w sufit powtórzyłam chyba ze 100 razy „Nigdy. Więcej. Nie. Będę. Jeździć. Na. Rowerze. W. Czasie. Burzy.”. Mój mózg się zlasował, wyłączył i wyparował. Brzydko, ale szczerze mówiąc dobrze, że się nie posrałam ze strachu. Mam nadzieję, że nauczycie się czegoś na moim przykładzie. Liczę, że ja też się czegoś nauczę i w końcu przestanę powtarzać to głupie zdanie. Mam nadzieję, że te ubytki w mózgu, które powstały po tej burzy, szybko zostaną naprawione. Jak na razie przepraszam za tak beznadziejny tok myślenia, myślę, że za jakiś miesiąc moje notki zwiększą swój poziom. ;D

 80-1

Sobotni wieczór był za to fantastyczny. Można powiedzieć, że pogodziłam się z moim przyjacielem. W każdym bądź razie ja przywiązuję do tego taką wagę.
Dzisiaj z kolei ma być coś w stylu „wieś party” i wybieram się tam. Mam nadzieję, że nie będzie burzy… -_-
Pochwalę się wam też, że w czwartek zrobiłam własnoręcznie pseudo skórzane bransolety średniowieczne. Bądźcie ze mnie dumni ;) (Jeśli nie jesteście z Małopolski i nie ogarniacie o co chodzi i po co robiłam te bransolety wpiszcie w Google „obchody urodzin Jana Długosza w Nowym Sączu” – będziecie tam mogli obejrzeć filmiki z naszego pochodu <3)

80-2 80-3

Trochę przegięłam z długością notki. Kończę już. Pozdrawiam. Trzymajcie kciuki za mój powrót do sprawnego funkcjonowania mózgu. (Nawet nie wiem, czy to zdanie miało sens…)

/Siwa

35. Prezent w postaci…wiersza!

Moja kochana przyjaciółka ma ukryty talent. Mianowicie pisze wiersze. Wie o tym bardzo niewiele osób, między innymi ja :) Całkiem mi miło z tego powodu, bo uważam, że jest naprawdę dobra, chociaż nie są one aż tak profesjonalne, poprawne pod względem ortograficznym, czy gramatycznym, ale potrafi zrobić coś, co dla mnie jest niewyobrażalne. Podziwiam wszystkich ludzi, którzy tworzą jakąś poezję. Lubię pisać, zajmuję się też opowiadaniami, ale wiersze są dla mnie czarną magią. Właściwie napisałam kiedyś tylko jeden w miarę dobry, żeby wyrzucić swoje emocje na kartkę, bo nie miałam z kim porozmawiać. Jedyne co potrafię stworzyć to kilka zdań bardziej wzruszających, ale nie jest to nic szczególnego. Uważam za to, że mistrzynią budowania napięcia i tworzenia właśnie takich chwytających za serce wypowiedzi jest autorka > tego bloga < ukrywająca się pod pseudonimem Piacere.
Wracając do tematu. Moja przyjaciółka dała mi kiedyś najlepszy prezent na świecie… Piosenkę o mnie! Właściwie nie możliwe jest opisanie tego uczucia, to było taaakie miłe :)

„Jesteś kompanem mym,
Pulsem mojego serca,
Dodajesz mi sił,
Zawsze docierasz do mego wnętrza.
Jesteś promieniem słońca, który oświetla mi drogę
Pocieszasz mnie, gdy ktoś podstawia mi nogę.
Dzięki Tobie nie tracę marzeń
z Tobą jest zawsze wiele wrażeń.

Wiele dla mnie znaczysz
Dzięki Tobie życie ma sens
wspierasz mnie i ciągle mi tłumaczysz,
że w życiu nie warto poddawać się.
Wiele, wiele dla mnie znaczysz
wiele, wiele tak
jesteś mym aniołem stróżem
czuwasz nade mną cały czas.
Jesteś jak pierwszy deszcz wiosną,
prawie moja siostrą.”

Na dodatek kiedy raz bardzo się pokłóciłyśmy i obie to przezywałyśmy ona wysłała mi „apel” w postaci wiersza. Prawie się popłakałam…

DWA OBLICZA
„Tak bardzo za tobą tęsknie, a jednak Cię nienawidzę
muszę wciąż milczeć, choć chce mi się krzyczeć
wielki ból w sercu trzymam, a jednak wytrzymuję
z oczu płyną krople smutku i ból mnie ciągle kłuje
nienawidzę siebie za to, że ci na to pozwoliłam
na to, żebyś się tak bardzo zmieniła
że tak po prostu to zostawiłam
o naszą przyjaźń nie walczyłam
jednym ruchem ręki wszystko zniszczyłam.”

Prowadzi też swojego bloga z wierszami (zapraszam do zaglądnięcia – TUTAJ). Najbardziej cieszy mnie to, że zazwyczaj każdy wiersz widzę jako pierwsza.

Poezja jest czymś, co mnie wzrusza, co podziwiam. Czy ktoś z Was pisze wiersze? – Poza Dani, o której talencie już się przekonałam. :) No i Beatrycze, którą czasami bardziej MĘCZY, żeby napisać wiersz :P
Pozdrawiam. :*

/Siwa

14. O książce „Kiedyś”

Niedawno przeczytałam świetną książkę. Napisała ją Paulina Edyta Łapińska. Najlepsze jest to, że napisała ją jako nastolatka o nastolatkach dla nastolatków.
Książka jest fantastyczna! Słyszałam o niej już dawno, ale stwierdziłam kilka lat temu, że jestem jeszcze za młoda. Nie wiem czemu jej w tedy nie pożyczyłam, ale kiedy przeczytałam ją teraz, wiem, że to dokonały wybór.
Książka nosi tytuł „Kiedyś” i z zewnątrz nie wygląda wielce zachęcająco. Okładka jest utrzymana w kolorach raczej ciemnych, ponurych. Sama ilustracja za wiele nie mówi o treści.
Jest to powieść o szesnastoletniej Toli, której życie wcale nie jest kolorowe. Jej mama jest ciężko chora, wychowuje się bez ojca i poza przyjaciółmi nie ma nikogo. Tola nie szuka miłości, za to naprawdę może liczyć na wsparcie przyjaciół. Pomagają sobie nawzajem we wszelkich trudnościach. Właściwie przyjaźń ukazana w tej książce jest wspaniała i jak dla mnie prawie idealna. Dzięki niej Tola nie potrzebuje nic innego i radzi sobie z problemami. Każdy chciałby mieć takie wsparcie jakie miała ta dziewczyna. Warto przeczytać tą książkę, żeby ją poznać, porównać ze swoimi kontaktami z bliskimi.
Powieść tą czyta się bardzo szybko. Ułatwia to też dobrze dobrana czcionka. Narracja jest znakomita i ciekawią też szczegółowe opisy niektórych czynności, czy rzeczy. Najbardziej zaskakuje to, kiedy uświadomimy sobie, że pisała ją piętnastolatka.
Książka jest fantastyczna, także dlatego, że nie kończy się tak jak wszystkie. Nie ma tam happy endu, ponieważ w prawdziwym życiu też tak nie jest! Przez co książka jest bardzo życiowa. Serdecznie zachęcam do przeczytania :)

/Siwa

2. Gdy trzeba wybierać między rodziną, przyjaciółmi,a…

Ostatnio tak sobie myślałam siedząc i próbując się uczyć i doszłam do całkiem ciekawych wniosków. „Próbowałam się uczyć”, czyli miałam największe chęci, powiedziałam nawet, że idę to robić, ale siedziałam i patrzyłam w ścianę bazgrząc po kartce (mam taki dziwny nawyk, pomaga mi się skupić). Moje wnioski mianowicie sprowadzały się do tego, że w relacjach międzyludzkich trzeba sobie wyznaczyć hierarchię, tego kto dla nas jest ważniejszy.
W moim przypadku na pierwszym miejscu jest rodzina. Najpierw zaczęłam się zastanawiać, że rówieśnicy są ważniejsi, ale kto, jak nie rodzice powinni być na pierwszym miejscu, nawet jeśli jestem dopiero nastolatką? Oni byli ze mną zawsze, starali się mnie wspierać i nigdy ich nie zostawię, dlatego myślę, ze zasługują na bycie ponad wszystkimi. Nie mówię tutaj o rodzinie, z którą widuję się raz na kilka lat na jakimś pogrzebie. Oni są wręcz obcy, a ja należę do takiej rodziny, że do niektórych „wujków” mówię „Pan”… Nie wspominając o tych, którzy nagadują na nas mieszkając kilkadziesiąt metrów dalej. Ale jeśli chodzi o najbliższą rodzinę to to pierwsze miejsce jest w pełni zasłużone. Powinniśmy rodzinie poświęcać więcej uwagi, bo w końcu jej się nie wybiera. Czasami tylko powstają konflikty kiedy mam do wyboru wyjście z rodzicami, lub wyjście z przyjaciółmi, nie wiem co robić, którą stronę wybrać. Rodzinę, i złościć się że nie siedzę z rówieśnikami i robię to za karę, czy iść z przyjaciółmi i mieć wyrzuty sumienia, że zostawiłam rodziców? Ale w moim wieku to normalne… (mam nadzieję).
Na drugim miejscu plasują się przyjaciele, a dopiero po nich miłość, chłopaki itp. Czemu? Ktoś powie, że miłość w życiu jest ważniejsza. Jak dla mnie nie jest. Prawdziwa miłość powinna polegać na przyjaźni i od przyjaźni można dojść do miłości (czyli mój sposób na podryw ^^ ale o tym kiedy indziej). Wolę zobaczyć się z przyjaciółmi, ponieważ oni nie są tak zazdrośni, nie muszę się im tłumaczyć, wszystko o mnie wiedzą, rozumiemy się bez słów i zawsze mają dla mnie czas (ci prawdziwi). Więc jeśli mam wybierać pomiędzy przyjacielem, a chłopakiem, wybiorę przyjaciela, ponieważ on zostanie ze mną zawsze, a nie są to tylko puste słowa.
Rodzina, przyjaciele, miłość. Jak dla mnie taka kolejność jest prawidłowa i tak można w życiu normalnie funkcjonować, bez wyrzutów sumienia z odpowiednią hierarchią ustaloną przez samego siebie.|
W sumie to moja hierarchia, a ty? Pomyśl nad swoją… :)

/Siwa