102. Oddech Julii i Pierd Julii, czyli rzetelna recenzja trylogii…

Obiecałam sobie, że napiszę notkę dzisiaj, choćby skały srały, a Natalie bekały.

Po dłuższej przerwie chciałabym rzucić Wam coś na luźno. Zdecydowałam się więc na recenzję serii książek. I nagle (jakoś przez miesiąc nie miałam takiego natchnienia) znalazły się jeszcze dwa inne tematy, o których chciałabym napisać. No cóż, mam czas, świat się jeszcze nie kończy (ale w sumie listopad już blisko).

Słowem wstępu; postaram się Wam przybliżyć czym jest seria książek „Dotyk Julii”.

Autorką trylogii jest Tehereh Mafi, której zarówno imię jak i nazwisko nic mi nie mówi, ale wydaje mi się, że dobrze wiedzieć, kto to napisał.

W skład trylogii wchodzą: „Dotyk Julii”, „Sekret Julii” oraz „Dar Julii”. Dodatkiem do całej serii jest „Julia. Trzy tajemnice”, z którą jeszcze się nie zapoznałam, ale myślę, że zrobię to w niedługim czasie.

julia 1

Powieść opowiada o losach Juli Ferrars, siedemnastolatki obdarzonej niezwykłą mocą. W gruncie rzeczy nie jest ona aż taka niezwykła, kiedy spojrzy się na to, że świat w powieść T. Mafi jest ciemną wizją przyszłości. Zasoby naturalne Ziemi zostały wyczerpane, zwierzęta wyginęły, nad światem przejął władzę Komitet Odnowy, a pozostała ludność musi walczyć o przetrwanie w systemie totalitarnym. Julia jednak ma bardzo mały kontakt ze światem, ponieważ przed ponad 200 dni przebywała w zamkniętym ośrodku dla umysłowo chorych. Więzienie, spartańskie warunki i brak kontaktu z ludźmi sprawiły, że Julia jest aspołeczna, niepewna swoich działań i bardzo bojaźliwa.

Wydaje mi się, że w tym momencie warto wspomnieć, że Julia została zamknięta w tym ośrodku, ponieważ JEJ DOTYK ZABIJA. Nikt (prawie) nie może jej dotknąć. Zamknęła się więc w sobie i wytworzyła wokół siebie grubą powłokę z napisem „potwór”. Analizowała także każdy szczegół, każda chwilę, która się jej przydarzała. Uwielbiała także skrupulatnie liczyć.

Julią interesuje się syn przywódcy Komitetu Odnowy, Aaron Warner, który pragnie wykorzystać ją do swoich celów. W pierwszej części jest on przedstawiony w sposób bardzo negatywny, co w zupełności rekompensuje trzecia część.

Równocześnie z pomocą Julii rusza niby-znajomy żołnierz, Adam. Tutaj nawiązuje się płomienny romans, bo chłopak jest pierwszą osobą, która może jej dotknąć. Para kochanków ucieka przed armią Warnera i z pomocą żołnierza Kenjego trafiają do Punktu Omega, czyli zorganizowanej społeczności, próbującej wprowadzić nowy porządek na Ziemi i pokonać KO.

Jak na razie wszyscy ograniają?
Mam nadzieję, że tak.

W drugiej części poznajemy Julię, która całym światem uczyniła Adama i trzyma się tylko i wyłącznie jego. W trzeciej części jest dużo powiązań do Warnera i wojny KO z przeciwnym zrzeszeniem.

julia 2

To by było tyle jeśli chodzi o fabułę. W tym miejscu pragnę gorąco podziękować T., która zaraziła mnie zapałem do przeczytania całej tej serii.

Rozpatrzymy ją teraz z dwóch perspektyw:

NA PLUS:

  • czyta się ją bardzo, bardzo szybko ze względu na dużą ilość rozdziałów i dobrą czcionkę,
  • akcja toczy się dosyć szybko,
  • postać Kenjego, który jest tutaj głosem rozsądku przy zachowaniu dużej dawki humoru,
  • ciekawie zarysowane postacie; Julia, której mentalność jest tak różna od mojej, Warner, człowiek-zagadka, Adam, wieczny bojownik i wiele wiele innych,
  • nie ma zbyt wielu opisów, ale od razu można wyczuć klimat sytuacji,
  • mistrzowskie opisy uczuć, głębia i plastyczność, którą udaje się stworzyć autorce jest czymś wyjątkowym we współczesnej literaturze,

NA MINUS:

  • główna bohaterka. Denerwowała zarówno mnie, jak i T. W gruncie rzeczy to ciepła klucha uwielbiająca rozwodzić się nad swoimi uczuciami i niewyżyta seksualnie laska, która nie wie, co to znaczy kogoś kochać. Przez tą nienawiść i irytację do Julii Ferrars przeczytałam trzy książki o jej losach. Za to ukłony w stronę autorki.
  • bardzo widoczna alegoreza. Tam albo jest się dobrym, albo złym. Jednak to stanowisko zmienia się pomiędzy pierwszą, a trzecią częścią. Na początku ulegamy pewnym stereotypom, aby na samym końcu dowiedzieć się, że były one błędne.
  • tragiczny wątek erotyczny. Moim zdaniem to było najgorsze, co znalazło się w tej książce. Julia nie może nikogo dotknąć, za wyjątkiem Adama (rozwiązanie tego zagadnienia znajdziecie w drugiej części). Z tego powodu siedemnastolatka rzuca się na niego jak wygłodniała orka na fokę. Wszędzie opisuje, jak to obecność, słowa, czy dotyk Adama jej nie podniecają. W pewnym momencie sama nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czuję śmierdzący oddech Adama na karku. Wydaje mi się, że myślenie tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb seksualnych w stanie otwartej wojny w kraju i w ciężkich warunkach życiowych jest lekko nie na miejscu. Najgorsze jest jednak to, że Julia fantazjuje tylko o jednym mężczyźnie.

Postać Julii niewiarygodnie mnie irytowała i do trzeciej części nie udało mi się jej zrozumieć. Jednak sposób, w jaki napisana jest powieść jest bardzo dobry. Cały świat trzyma się kupy, magiczne zdolności, które posiedli młodzi ludzie mają sens. Do tego ogólnie nie mam zastrzeżeń.

Myślę, że daję takie mocne 6,5 na 10. W końcu po coś całą trylogię przeczytałam. Wam też radzę się z nią zapoznać, bo emocje, jakie wzbudza zachowanie Julii są nie do opisania. Będziecie mieli o czym dyskutować ze znajomymi. Nie chcę Wam proponować tylko dobrych książek do czytania, bo trzeba mieć też porównanie ze słabszymi. Dlatego wszyscy, którzy nie piszą matury w tym roku, nie wychowują dwójki małych dzieci i nie mają problemów ze wzrokiem powinni czym prędzej przeczytać chociaż pierwszą część. Zajmuje to maksymalnie 5 dni, a daje dużo satysfakcji.

julia 3

Pozdrawiam serdecznie

/Siwa

1. http://zainfekowana-ksiazka.blogspot.com/2014/08/sekret-julii-tahereh-mafi.html
2. http://www.wachamksiazki.pl/poczekalnia/169

3. http://secret-books.blogspot.com/2014/07/sekret-julii-tahereh-mafi.html

97. Okiem krytyka, czyli „Szubienica”

„Szubienica” to horror lipca z zeszłego roku, który miałam nie przyjemność zobaczyć przedwczoraj. A skoro ostatnio na zajęcia dziennikarskie musiałam wykazać się zdolnością pisania recenzji krytycznych, stwierdziłam, że „Szubienica” nie może zostać pominięta.

Warto już na samym początku wspomnieć, że film to totalne dno, zmarnowana godzina i co tam jeszcze chcecie. Ale ogląda się i tak, po to, żeby sprawdzić czego się nie lubi… Jak każdy widz współczesnego kina mam już lekki przesyt współczesnymi horrorami. Uwierzcie, obejrzenie „Lśnienia” było dla mnie jak balsam dla duszy. Skąd taka opinia? Winowajcą jest znana wszystkim seria „Paranormal activity”, która ma już chyba 6 części. Możliwe, że obejrzałam 3, albo 4. Nie jestem pewna, bo każda jest zaskakująco podobna do poprzedniej. Kiedy przy pierwszej części się bałam, to przy kolejnej już lekko nudziłam.

Tak samo jest z „Szubienicą”. Nie wnosi ona nic nowego. Niczym też nie zachwyca. Współczesny widz na nowo został zbombardowany koncepcją found footage. Na początku to musiało być oryginalne, ale teraz dużo jest horrorów, które kurczowo trzymają się tego typu realizacji. Jedyną zaletą są sceny ubarwione filtrami, czyli ujęcia na korytarzach i w piwnicach. Efekt wywoływany przez nagrywanie kamerami bohaterów jest całkiem niezły.

Może co nieco o fabule? Uczniowie liceum mają zamiar wystawić sztukę pt. „Szubienica”. Dwadzieścia lat wcześniej w czasie tego samego przedstawienia zginął aktor o imieniu Charlie. Główny bohater nie chce dopuścić aby spektakl się odbył, więc w nocy wyrusza ze swoimi znajomymi zniszczyć dekoracje. Ta część filmu rozkręca się właściwie przez większość czasu. Tutaj nie byłam w stanie się skupić, bo ujęcia nie pokazywały nic konkretnego, a równie dobrze takie rozwinięcie fabuły można by zmieścić w 10 minutach. Nuda, nuda, nuda… Wtem na ekranie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Po obejrzeniu przynajmniej jednej części „Paranormal activity” wiemy już, że nie jest to nic szczególnego. Uczniowie zostają zamknięci w szkole, jeden z nich zostaje ranny. Pojawia się jakiś kat, którego postać wcale nie jest jakość szczególnie zamaskowana (co jeszcze bardziej psuje klimat) ani ponadwymiarowa. Widz zasłania oczy poduszką, a kiedy ponownie spogląda na ekran okazuje się, że trzech z czterech bohaterów zginęło.

Ciężko mi to w jakikolwiek sposób skomentować. Może podzielę całość na plusy i minusy.

Zalety :

  • W momencie rozkręcenia się fabuły widz nie jest w stanie oderwać oczu od ekranu,
  • Sam motyw pojawienia się kata również jest ciekawy i ma przynajmniej jakiś sens,
  • Scena prawie finałowa jest zdecydowanie najlepsza: Na scenie jest dwójka żywych osób, ale co jakiś czas w kamerze pojawia się również inna postać.

Wady:

  • Tragicznie słaba gra aktorów,
  • Bardzo długo rozkręcająca się akcja, więc zanim dojdzie do sceny przełomu widz może zasnąć,
  • Przeniesienie postaci Charliego do świata ludzi (pod koniec przypominało to już bardziej „Piłę” niż horror z mocami paranormalnymi)
  • Przereklamowany już found footage,
  • W trailerze pojawiły się sceny finałowe, co wskazuje na beznadziejność tego filmu,
  • Wszyscy zginęli – jakże oryginalne rozwiązanie,

Teraz to wygląda jeszcze gorzej niż pięć minut po obejrzeniu tego horroru. Myślę, że gdybym zobaczyła go drugi raz to umarłabym ze śmiechu albo z nudy. Jedyne co ratuje ten film przed plakietką „totalna porażka” to reżyserzy amatorzy. Mając świadomość tego, że „Szubienicę” kręciło dwóch fanów gatunku z ograniczonym budżetem i kadrą aktorską jesteśmy w stanie zapomnieć im chociaż połowę błędów. Nie oznacza to wcale, że film jest geniuszem młodych twórców. Nie jest ani trochę oryginalny i nie nadaje się do polecenia.

szubienica

Dobrze, że „Szubienica” trwa tylko godzinę i 20 minut (ostatnie 20 minut trwa dobra akcja…), bo inaczej byłoby jeszcze gorzej niż jest. A i tak dobrze nie jest.

Czego uczy „Szubienica”? Żeby nie chodzić w nocy do szkoły? Raczej nie…
Już wiem! Żeby przenigdy więcej nie oglądać już współczesnych horrorów na miarę „Paranormal activity”…

Ciekawostka nic nie wnosząca do mojej recenzji: Imię każdej postaci jest równocześnie imieniem aktora, który tę rolę odtwarza.

Słowo zakończenia: nie oglądajcie „Szubienicy”, bo szkoda waszego cennego życia. A za tą godzinę można przeczytać wszystkie notatki z francuskiego, napisać notkę na bloga, zagrać z rodziną w grę planszową, pójść na łyżwy, porobić sobie 58 dziwnych zdjęć na Snapchacie i wiele, wiele innych.

Pozdrawiam

/Siwa

 

82. Pułapka na Stuhry, antypolski chłam czyli „Pokłosie”.

Znowu mam fazę na pisanie notek o filmach. Miałam się Wam dzisiaj czymś pochwalić, ale w końcu stwierdziłam, że zrobię to za kilka miesięcy… :D

Dzisiaj, tak samo jak ostatnim razem, postaram się nakreślić Wam fabułę filmu i moją opinię. W tym wypadku będzie to jednak polskie kino – „Pokłosie” w reżyserii Władysława Pasikowskiego.

„Pokłosie” opowiada o losach dwóch braci – Józefa i Franciszka Kaliny. Narażają się oni mieszkańcom wsi przez swoje zbytnie zainteresowanie historią oraz przez nagrobki żydowskie, które Franciszek postanowił uratować przed zatraceniem. Wgłębiając się w tajemnice spokojnej wsi odkrywają szokujące fakty w przeszłości. Mieszkańcy wioski nie cofają się jednak przed użyciem siły do zniechęcenia braci. To by było tak moimi słowami. ^^

Nie każdemu podoba się ten film. Dlaczego?

Podobno propaguje antypolskość i antysemityzm oraz stawia Polaków w złym świetle, jako okrutnych oprawców i wrogów Żydów. Pokazuje Polskę jako zły kraj, zacofany i pełen układów.

Z kolei ja zauważyłam kilka zalet tego filmu:

  • Przede wszystkim rola Macieja Stuhra, którego bardzo lubię i Ireneusza Czopa, którego lubię mniej… Obydwoje pozytywnie mnie zaskoczyli.
  • Ciekawy temat, całkiem nieoryginalny. Może i „antypolski” ale przedstawiający inną wersję historii. Wystarczy nie przyjmować wszystkiego zbyt dosłownie i nie unosić się od razu honorem.
  • Stopniowo rozwijający się wątek, który pozwala widzowi zagłębiać się w fabułę już od samego początku. Nie można się nudzić, bo co rusz pojawia się jakaś scena wnosząca coś nowego, jakąś nutkę tajemnicy.
  • Nieoczekiwane zakończenie. Zdecydowanie to przesądziło o mojej opinii na temat tego filmu. Mówię tu nie tylko o odkryciu tajemnicy skrywanej przez mieszkańców, ale i dalszych losach bohaterów.

Z takich oto powodów oceniam ten film w pozytywnym świetle. Wierzę, że są jeszcze osoby, które słysząc ten film nie prychają pogardliwie pod nosem, i którym spodobało się to dzieło. Dlaczego wybrałam akurat ten film? Bo jest troszkę kontrowersyjny i liczę, że każdy z Was będzie mógł powiedzieć swoje zdanie o nim. Więc teraz Wasza kolej – co o nim sądzicie i czy już oglądaliście?

82-1

I na wesoło:

82-2 82-3 82-4

Pozdrawiam Was serdecznie, kończąc arcykrótką notkę. Przepraszam taką miałam wenę, musiałam napisać o tym akurat filmie… :P

/Siwa

P.S. Chciałam obejrzeć także film „Dom zły”, ale cała moja rodzina mi odradza. Co Wy o tym sądzicie? Jest warty zobaczenia?

1.  
http://slo7.waw.pl/2013/02/poklosie/

2.
http://witamy-w-polsce.pl/3589/Pok%C5%82osie

3.
http://remekdabrowski.blox.pl/2012/11/Poklosie-poklosia.html

4.
http://www.andrzejrysuje.pl/2012/11/

81. Klasyka kina, arcydzieło Blocha – groza i napięcie w pełnej okazałości.

Dzisiaj, pierwszy raz od dłuższego czasu (od 3 notek, dokładnie rzecz biorąc) zajmę się filmem i pokrótce książką. Postaram się to zrobić jak najlepiej, ale i najkrócej. Mowa o największej klasyce kina, czyli „Psychozie”.

Prawdopodobnie jest to dość znany tytuł, lecz mało ludzi miało styczność z książką lub filmem. Ja zajęłam się obiema dziełami i nie potrafię wybrać, który jest lepszy. Ostatecznie chyba jednak stawiałabym na książkę.

Teraz może mały wstęp do fabuły: Młoda dziewczyna, Marion Crane, kradnie pieniądze z pracy, które miała dostarczyć do banku i ucieka z nimi do swojego partnera Sama. Zatrzymuje się na noc w opuszczonym (ze względów czysto ekonomicznych) motelu. Tam poznaje Normana Batesa, który prowadzi ten motel razem z despotyczną i lekko upośledzoną matką. Marion ginie jednak zadźgana nożem pod prysznicem (jedna z najsłynniejszych scen kina światowego). Na poszukiwanie wyrusza Sam, siostra Crane, Lila oraz wynajęty detektyw.

Cóż, ostatkami sił powstrzymuję się, aby nie dodać tu kilku pytań retorycznych, kilku dodatkowych zdań, które naprowadziły by Was bardziej na trop morderstwa Marion. Ale nie mogę Wam tego zrobić, ponieważ ja także czytałam tą książkę w pełnej nieświadomości i wywarła ona na mnie tak ogromne wrażenie, że zapragnęłam obejrzeć film.

Dlatego Wy też zapamiętajcie – najpierw książka, później film. Czemu? Ponieważ zakończenia książki w życiu nie będziecie się spodziewać, a film będziecie oglądać już ze spokojem. Będziecie mogli też częściowo wyłapywać ważniejsze fragmenty, tropy, oraz docenicie samą produkcję filmu. Na dodatek poznanie rozwiązania pozwoli Wam osiągnąć jasność sytuacji. Wiadomo, że podczas oglądanie łatwiej jest coś pominąć.

Z tego miejsca pragnę poprosić wszystkich Kinomaniaków i tych, którzy oglądali ten film (tudzież czytali książkę), aby nie zdradzali żadnych dalszych fragmentów fabuły. Nie mam tego w zwyczaju, ale będę blokować spojlery :D Pozwólcie, że niektórzy czytelnicy sami odkryją magię książki Roberta Blocha i filmu Alfreda Hitchcocka.

Co jeszcze mogę dodać? Mam nadzieję, że narobiłam Wam przysłowiowego „smaka” na tą historię i przed rozpoczęciem wakacji poznacie „Psychozę” w całej okazałości.

 81-1

 

P.S. Starałam się dodać nową stronę pt. „Docenione’. Ona istnieje, ale tylko kiedy ja na nią patrzę, bo jakoś na blogu mi się nie pojawiła. Mam nadzieję, że w niedługim czasie to ogarnę.

P.S.S. Notka pt. „Nigdy więcej nie będę jeździć na rowerze w czasie burzy” ukazała się na Onecie. To już czwarta wyróżniona notka mojego autorstwa. :D Stokroć dzięki, czytelnicy!

P.S.S.S. Ostatnia informacja… Żartowałam :P Już kończę.

/Siwa

Źródła zdjęcia i gifa – http://marcelinaczyta.blogspot.com/2014/06/majstersztyk-grozy-czyli-psychoza_6.html (ona też pisała notkę o tym filmie ^^)

78. Wyczekiwana recenzja „Snajpera” ;)

No i nadeszła pora na „Snajpera’, który niedawno miał swoją premierę i pewnie większość z Was go widziała, a jeśli nie, to koniecznie musicie to nadrobić… ( Zdradzę Wam sekret – Film ten możecie bez problemu znaleźć na cda.)

W tym miejscu następują ukłony dla reżysera Clinta Eastwooda, który stworzył świetne dzieło. „Snajper” opowiada o amerykańskim żołnierzu, chlubie wojska, którego nazywano Legendą. Miał to być film biograficzny, wojenny i dramat w jednym, ale z tym pierwszym bym się nie zgodziła. Znalazłam bowiem kilka niedociągnięć. Albo raczej to nie ja je znalazłam, tylko ktoś komu się chciało, a ja po prostu wyszukałam „10 kłamstw w filmie <Snajper>” KLIKNIJ TUTAJ JEŚLI CHCESZ ZOBACZYĆ CO SIĘ NIE ZGADZA.

Kolejna fala braw należy się odtwórcy głównej roli, Bradley’owi Cooperowi. Myślę, że bardzo dobrze wywiązał się ze swojego zadania. Jeśli już skupiłam się na suchych faktach to dodam jeszcze tylko, że „Snajper” dostał Oscara w kategorii Najlepszy montaż dźwięku, a nominowany był także do 5 innych kategorii.

78-1

Przechodzimy do sfery emocji i odczuć. Film bardzo mnie poruszył, pomijam, że ostatnie minuty to była męka, bo oglądałam go dość późno i prawie podtrzymywałam powieki zapałkami (pozdrawiam K., który siedział ze mną :D ). Zrobił na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza końcówka. Wszystko było w miarę klarowne. Nie zachwyciły mnie tylko niektóre sceny batalistyczne i inne, w których ciężko było zorientować się co się dzieje i jakie to będzie miało konsekwencje. Fantastyczne okazało się to, że podczas strzelanin nie katowano widza wyszukaną muzyką, budującą napięcie. Zostawiono te sceny „pustymi” i to sprawiło, że stały się bardziej realistyczne. Podobało mi się także ukazanie nie tylko pola walki, ale i strefy rodzinnej Chrisa (głównego bohatera).

78-2

Świetne były sceny, w których bohater zmagał się z samym sobą – „zabić czy nie zabijać”. W konsekwencji przemienił się w „bohatera”, z manią chronienia ojczyzny i innych ludzi. (Nie kpię tutaj z żołnierzy, ale jeśli obejrzeliście to wiecie o co chodzi.) Jak wspominałam już wcześniej, końcówka była idealna. Zszokowała mnie tak bardzo, że przez kilka minut nie mogłam dojść do siebie i odtwarzałam ten moment ponownie. Ogólnie film oceniłam na 8. Doskonały na nudny wieczór, zostaje w głowie. Nie bez powodu piszę o nim notkę.

Podsumowując: ten film pokazał, że bycie żołnierzem to nie tylko strzelanie i obrona kraju. Czasem zabijani są niewinni cywile, a każdy oddany strzał niesie ze sobą konsekwencje. Musimy być świadomi, że powrót takiego żołnierza nie wiąże się z odzyskaniem spokoju, a to, co zostawiają na polu walki ciągnie się za nimi cały czas. „Snajper” pokazał również prawdziwą miłość. Nie mówię tutaj o miłości Chrisa do żony, która także była obecna i podtrzymywała go przy życiu, ale o tej miłości patrioty do ojczyzny. Ile trzeba mieć w sobie odwagi, żeby rzucić wszystko i walczyć w „obronie” kraju? Najsmutniejsze jest to, że taki człowiek istniał naprawdę. Cywile wciąż są zabijani, wojny wciąż trwają, a żołnierze zdobywają kolejne rany psychiczne.

Keep calm and watch „Snajper” <3

P.S. Przepraszam za chaotyczność tej notki. Mam nadzieję, że zrozumieliście co chciałam Wam przekazać ;)

/Siwa


  1. http://redheads-thoughts.blogspot.com/2015/03/american-sniper-czyli-wyszo-jak-wyszo.html

66. Bardzo wzruszający (smutny) film na święta…

Inspiracją do tej notki była moja kochana przyjaciółka N.
Patrzymy na dziwne quizy i pojawia się tam nagle przykład wzruszającej sceny z filmu „Zielona mila”, kiedy główny bohater umiera.
- Ojej, „Zielona mila”. Ten film jest świetny! – mówię.
- No. – Ona się zgada…
- Oglądałaś? – nie wiem po co zadaję takie pytania.
- Nie.

Zazwyczaj jest tak, że planuję zapoznać się z jakimś tematem bliżej i napisać o tym w notce, a tu nagle pojawia się jakiś wariat, który zmienia bądź przyspiesza moje plany. Dlatego wielkie dzięki N. :*

Tutaj jest miejsce na spojrzenie pełne dezaprobaty dla wszystkich, którzy jeszcze tego filmu nie widzieli. Jest to klasyk, arcydzieło i wiele wspaniałych określeń mogłabym tutaj wymyślać (ale nie testuję, boję się, że moja kreatywność nie wytrzyma takiego przeciążenia). Myślę, że najlepszym przykładem będzie bardzo wysoka ocena na Filmwebie. (Może powinnam wspomnieć o zdobytych nagrodach, ale to nie przemawia do współczesnego społeczeństwa.)

Film z 1999r wciąż cieszy się wielką popularnością. Często jest puszczany w publicznej telewizji. Opowiada o losie niewinnie skazanego Johna Coffey’a w więzieniu. Bardzo charakterystyczna postać ogromnego murzyna o spokojnych rysach twarzy i mentalności dziecka. W tej roli sprawdził się świetnie Michael Clarke Duncan. Zmarł dwa lata temu, jednak nawet najwięksi ignoranci potrafią powiedzieć skąd znają tę twarz. John jest bardzo uczuciowy, szybko się wzrusza i potrafi odbierać negatywne emocje. Tutaj w dramacie pojawiają się elementy fantastyczne, ponieważ Coffey ma magiczne zdolności (m.in. uratował pewną chorą kobietę, zabierając od niej negatywne emocje i całą infekcję).

Można by wspomnieć o okrutnym momencie, kiedy jeden z więźniów podczas egzekucji ginie tragicznie. Albo o samej śmierci Johna, o łzach olbrzyma i biednych pracowników aresztu muszących wykonywać egzekucje.

Myślę, że to jednak nic, w porównaniu z emocjami, które ten film wywołuje. Nawet przypominając sobie poniektóre sceny łzy kręcą mi się w oczach. Wzruszenie przychodzi, pomimo tego, że się powstrzymujemy.

Po co piszę o filmie, który znają wszyscy?
Chcę, żebyście podzieli się swoimi emocjami, spostrzeżeniami dotyczącymi filmu.
Oczywiście każdy, kto jeszcze się z nim nie zapoznał, jest zmuszony do niezwłocznego wejścia na cda i poświęcenia kilku godzin na obejrzenie. Może kiedyś spróbuję przeczytać powieść opowiadającą tę historię? :D

Uważam, że taki wzruszający film jest nam potrzebny przed świętami. Budzi w nas ludzkie uczucia, uruchamia emocje… Warto czasem tak sobie popłakać na kanapie, z paczką chusteczek w rękach przed ekranem z „Zieloną milą” (nie „8 milą”). Może tak przed „Kevinem..”, który jest już tradycją świąteczną? ^^

66

/Siwa


  1. http://www.wrobels.pl/zielona-mila/

64. Musimy porozmawiać o Kevinie.

Drodzy Państwo, zebraliśmy się tutaj, żeby powitać Siwą, autorkę tego bloga, po jej (najdłuższej jak dotąd) przerwie.

A tak serio. Nie zapomniałam o blogu. Zdarzą się jeszcze nie raz sytuacje, że nie będę pisać. Kto pisze ten wie, jak ciężko jest złapać czas, lawirując pomiędzy zajęciami szkolnymi, a odpoczynkiem w domu. Poza tym niedługo nadrobię najnowsze notki na Waszych blogach, mam nadzieję, że wiele mnie nie opuściło…

Z ogłoszeń parafialnych chcę jeszcze wspomnieć, że założyłam funpage’a mojego bloga :D Łapcie link! <TUTAJ>

W ciągu ostatnich dwóch tygodni byłam 3 razy w kinie. Nieźle, jak na mnie.

Raz z przyjaciółką na „Dzień dobry, kocham Cię.” Oczywiście nie odpuściłam sobie „Igrzysk śmierci.” Jednak żaden z tych filmów nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak ostatni, który miałam okazję oglądać przy okazji rekolekcji filmowych.

Teraz MUSIMY POROZMAWIAĆ O KEVINIE.  
Kilka suchych faktów, potrzebnych do znalezienia filmu: reż. – Lynne Ramsay, któremu należą się wielkie ukłony. Rok produkcji – 2011. W rolach głównych – Tilda Swinton, Ezra Miller i inni.
Ogólnie jest to historia matki i syna. Widzimy normalną, szczęśliwą rodzinę, a z drugiej strony demonicznego nastolatka, który od małego dziecka manipuluje ludźmi (zwłaszcza rodzicielką).

Film jest bardzo szokujący, nic tam nie jest pewne. Z jednej strony chcemy zabić głównego bohatera, Kevina, a z drugiej jest nam go po prostu szkoda. Kończy się… inaczej i tragicznie. Ale zdecydowanie jest to film warty polecenia. Obejrzyjcie koniecznie, a liczę, że będziecie MUSIELI myśleć o problemie tam przedstawionym. To nie tak, że Wy będziecie chcieli go analizować, on po prostu raz po raz będzie wkradał się do Waszych głów bez Waszej zgody.

Mam nadzieję, że się na mnie zbytnio nie obraziliście :D Zapraszam więc tych, którzy już ten film oglądali  do wyrażenia swojego zdania, a pozostałych do zaproponowania równie mocnego dramatu.

Pozdrawiam.

/Siwa

60. Anioł aniołowi nierówny.

Temat zbiegł mi się idealnie, bo dzisiaj będzie o aniołach. Natchnęło mnie, ponieważ przeczytałam kilka dni temu książkę „Cień anioła” Iwony Czarkowskiej.

60-1

Dlatego najpierw troszkę o książce, a później.. no sami wiecie :D

Myślę, że całość wyszła dość ciekawie, ale nie zachwycałabym się jakoś zbytnio nad tą książką. Zazwyczaj nie czytam powieści o magicznych stworzeniach (anioły, wampiry), dlatego nie wiem co mnie pokusiło, żeby akurat tą wypożyczyć.

Bohaterem powieści jest szesnastoletni Karol mieszkający z mamą, siostrzyczką i ojczymem w Warszawie. Pewnego dnia zaczyna widzieć anioły. Oczywiście inni ich nie widzą, chociaż są tacy, co wspominają o zmarłych, z którymi nawet rozmawiali.

Tutaj pojawia się wspaniały motyw jednego skrzydła. Jeszcze z czymś takim się nie spotkałam. Na początku książki mamy pewien cytat: „Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem i możemy latać, tylko obejmując drugiego człowieka.” (Luciano De Crescenzo)

Anioły rzeczywiście paradują sobie z jednym skrzydłem, ale poza tym nic ich nie różni od ludzi. Oni byli przecież tacy sami, ale przychodzą, żeby zobaczyć jeszcze swoją rodzinę, dokończyć jakieś sprawy, czy wyrównać z kimś rachunki…

W międzyczasie jak Karol łazi po mieście i gada z aniołami, zjawia się jego nowy znajomy Wiktor, który mówi mu, że jest jego bratem. Nastolatek dowiaduje się, że jego ojciec nie zginął w wypadku, tak jak przedstawiała mu to matka i ojczym, ale żyje i chce się z nim spotkać.
Chłopak ucieka z domu, spotyka parę bardzo życzliwych bezdomnych i próbuje zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dowiaduje się o jakiejś organizacji „Cień Anioła”. Lecz co z tym wspólnego ma jego dziadek i ojczym.

Wychodzi pomieszane z poplątanym, ale nie powiem już po połowie akcja bardzo wciąga. Zakończenie zostawiam dla Was. Ostatecznie wychodzi jednak na to, że anioły istniały na prawdę (w tej książce).

Mój stosunek do aniołów jest podobny. Czyli uparcie wierzę, że coś nade mną czuwa. No bo kiedy gadam sama do siebie to jednak czuję jakby ktoś mnie słuchał…

Nie wiem czy ktokolwiek coś zrozumiał. ;)

Jak dla mnie to anioły stróże są i czuwają, żeby nic nam się nie stało. No bo przecież ile razy było tak, że jakby przez przypadek unikamy wielkiego nieszczęścia? Może komuś kto nie wierzy wydaje się to dziwne, a może pomimo tego czujecie podobnie.

Inna sprawa ze zmarłymi. Tutaj nie czuję tego klimatu, że mój dziadek miałby skrzydełka, ubrał białą togę i łaził za mną, żeby mi coś powiedzieć.
Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie wersja, że dusze, które nie załatwiły swoich spraw na ziemi (ale nie chodzi o niezapłacenie rachunku za prąd) wracają. Zdaje się, że to oklepana wersja, ale może tak jest… W sumie, kto wie…

Za to słyszałam przypadki, że osoby rozmawiały w śnie z bliskimi zmarłymi. No to też lekko niewytłumaczalne, ale ja w to wierzę.

W tej książce nastąpiło pomieszanie aniołów i zmarłych, ale w końcu to wyobraźnia autorki. Podziwiam ją jednak za genialne zakończenie, za postacie z jednym skrzydłem i za to, że umieściła całą akcję w Polsce, bo zagranicznych książek o aniołach jest multum.

60-2

/Siwa


  1. http://www.empik.com/cien-aniola-czarkowska-iwona,p1048873753,ksiazka-p

  2. http://vexi.bloog.pl/kat,0,page,2,index.html?smoybbtticaid=613b3b

43. O wszystkim, nie o niczym…

Ostatnio u mnie nic ciekawego. Właściwie co można napisać o nockach z przyjaciółkami i przesiadywaniem w domu kiedy na zewnątrz leje deszcz? -,-

Naszło mnie więc na napisanie czegoś, co będzie połączeniem recenzji książki, filmu, o fajnych kosmetykach i ubraniach oraz kilku innych rzeczach.

Zacznijmy więc od książki, którą wszystkim polecam:
„Mroczne umysły” – brzmi intrygująco, tajemniczo i lekko wieje grozą. Taka też jest prawda.  Po krótce: Amerykańskie dzieci zaczynają chorować i umierać. Niedługo później rząd zaczyna „usuwać” dzieci, które mają dziwne zdolności, w celu „zaleczenia ich”.  Ruby trafia do takiego właśnie obozu. Nie traktuje się tam ich jak ludzi i stara się zniszczyć ich radość i chęć życia. Główna bohaterka przy segregacji została wzięta za zieloną  (jedną z pięciu grup). W rzeczywistości jest jednak pomarańczowa. Żeby wyjaśnić, co oznaczają poszczególne kolory:
- Pomarańczowy – Dzieciaki zakwalifikowane do tego koloru potrafią czytać w myślach, a nawet przy pomocy wymazywania i zmieniania wspomnień zmieniać zachowania ludzi. Niestety zastały uznane za niebezpieczne i prawdopodobnie wymordowane. Ruby jest jedną z ostatnich, jednak ukrywa to żeby przeżyć.
Zielony – Fotograficzna pamięć, coś jak bardzo dobry matematyk.
-Niebieski – Możliwość przesuwania przedmiotów przy pomocy siły woli.
Żółty – Czyli kontrolowanie elektryczności.
Czerwony – Niestety najmniej opisywany w tej książce. Ten kolor oznacza umiejętność „wybuchania czegoś”, czyli wywalania w powietrze. :D
Mniejsza z tym. Ruby ucieka, poznaje nowych kompanów i stara się dotrzeć do kogoś, kto pomógłby jej zapanować nad umiejętnościami.
Więcej nie będę się rozpisywać, bo to dość zawiłe… Może po prostu przeczytajcie! Jest już druga część (pewnie niedługo u mnie w domu ^^) „Nigdy nie gasną”. Polecam!

43-1

Ostatnio obejrzałam też świetny film pt. „Millerowie”.  Tutaj (
http://serialomaniaczka.crazylife.pl/2014/06/13/millerowie/
) macie opis mojej koleżanki dotyczący tego filmu. Ale powiem Wam, że połączenie dilera, striptizerki, prawiczka, uciekinierki, udawanej rodziny, podróży camperem i historii wielkiego przemytu daje genialną komedię! Warte zobaczenia, bo można się pośmiać (jak nigdy) :)

43-2

 Co do kosmetyków: Kupiłam sobie w Rossmanie dwa lakiery „Celebrity Nails Wibo”. Dwa fajne kolory – jasny zieleń i pomarańcz. Bardzo żywe idealne na lato, ale nie wiem czemu lepszy jest pomarańczowy. Wystarczyła jedna warstwa i już wyglądały pięknie. Poprawiły mi humor.
Wprawdzie nie moje zdjęcia, ale wyglądały podobnie. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że kolory w opakowaniu nie do końca przekładają się na rzeczywistość, ale to nie oznacza, że mi się nie podobają :D

43-3 43-4

A z działu modowego, co mi się ostatnio spodobało to:

 43-5

Ktoś powie, że są brzydkie, ale ja jestem „za”. Wygodne, solidnie wykonane, pomimo wyglądu lekko ortopedycznego są piękne. Potrzebne mi są takie na wyjazd i zwiedzanie. A wy jak uważacie? :D

 Co ostatnio zaczęło mnie denerwować?

Może taki mały przykład z telewizji. Oglądamy z mamą wieczorem jakiś kanał, a była to bodajże jedynka lub dwójka, a tu nagle gość wyjeżdża z reklamą „Permen Kinga”, albo innego leku. Oczywiście wszyscy wiedzą do czego to służy, bo nie żyjemy w średniowieczu, ale nie podobają mi się te reklamy. Jak ma usiąść małe dziecko przed telewizorem. Nawet nie mówię, że same, ale np. z rodzicami, którzy chcą odpocząć. Aż tu nagle ktoś im truje o impotencji itp. -,- Żenua…

A co ostatnio jest, jak dla mnie, ok?

Blogerzy. I nie chodzi tu o wszystkich. Mianowicie o chłopaków. Kiedyś nie było ich prawie wcale, a niedawno zauważyłam, że powstaje coraz więcej blogów, których autorami są mężczyźni lub chłopaki. Fajnie tak czasem poczytać jak wygląda świat ich oczami. :D

Na koniec jeszcze świetna piosenka, którą też  się ostatnio zachwyciłam:  Artur Rojek „Syreny”



To na razie tyle. A jak układała by się wasza lista na wakacje?

Z tego miejsca pragnę także gorąco pozdrowić Kingę, a właściwie Kiki, której zawdzięczam wiele, a zwłaszcza dobre słowa (np, po znalezieniu się mojej notki na Onecie, kiedy skakała razem ze mną, chociaż tak na prawdę nie ze mną) :)

/Siwa


  1. http://www.empik.com/mroczne-umysly-bracken-alexandra,p1091124422,ksiazka-p

  2. http://www.filmweb.pl/film/Millerowie-2013-152844

  3. http://czella84.blogspot.com/2014/04/wibo-celebrity-nails-nr-6-fresh-grass.html

  4. http://czarodziejka87.blogspot.com/2014/03/lakiery-wibo-celebrity-nails-wszystkie.html

  5. http://www.zalando.pl/vagabond-flora-sandaly-bialy-va111i000-a11.html

 

40. „Zamrożeni w czasie” czyli nieśmiertelna książka.

Książka „Zamrożeni w czasie” Ali Sparkes to jedna z najlepszych przeczytanych kiedykolwiek przeze mnie. Wcale nie mówię tak o każdej książce. Mam kilka ulubionych (niedługo recenzje dwóch kolejnych, szykujcie się), a także kilka serii. Tą powieść czytałam już drugi bądź trzeci raz, wróciłam do niej ponownie kilka lat później. Za każdym razem z takim samym przeżyciem.

Jest to historia dwójki rodzeństwa, Bena i Rachel, którzy spędzają wakacje na wsi. Nudzą się, ponieważ, jak to w Anglii, pogoda nie dopisuje, ich wujek zajmuje się swoimi naukowymi pracami. Jakby tego było mało psuje im się antena, a telewizor wybucha. Te nudne dni niedługo później zamieniają się w bardzo emocjonując. Dzieciaki bowiem odkopują  coś na kształt bunkru. Sam opis tego jak został on urządzony jest godny przeczytania.
W każdym bądź razie znajdują tam dwoje zamrożonych dzieci. Przez przypadek wybudzają ich z kriogenicznego zawieszenia. W tedy zaczyna się zabawa.
Okazuje się, że Freddy i Polly spędzili tam 53 lata. Zostawił ich tam profesor Henry Emerson, ich ojciec. Tutaj sytuacja się komplikuje.
Dlaczego zostawił ich zamrożonych na tak długo? Czemu zniknął? Dlaczego gazety oskarżały go o morderstwo własnych dzieci? Kim jest ostatni świadek? Co oznaczało tajemnicze auto w ostatnich chwilach zarejestrowanych przez kamery? Jak Freddy i Polly odnajdą się w nowym świecie? Kto pomoże im znaleźć ojca? Komu można zaufać?
Dzieci szukają informacji w pobliskiej bibliotece, a wujek wyjeżdża do Londynu. Dziwna bibliotekarka bardzo się nimi interesuje, a ich jedyny opiekun nie wraca, zostawiając ich samych. Nie mają też kontaktu ze znajomym emerytowanym policjantem, a Ben I Rachel nie mają pojęcia jak wielkie zagrożenie czyha na ich nowych kuzynów. I nie jest to tylko niemiła banda chuliganów w szkole, ale także skutki długotrwałego pozostawienia w kriogenicznym zawieszeniu.

Można powiedzieć, że książka do końca trzyma w napięciu. Polecam każdemu, bo nie jest ona przeznaczona tylko dla dzieci. Nie będę mówić o niej więcej, ponieważ nie chcę Wam psuć przyjemności z czytania.  :D Powiem tylko, że w niektórych momentach miałam ochotę uciec, albo co najmniej zesrać się ze strachu, mówiąc ładniej; myślałam, że zaraz zrobię kupę w trybie natychmiastowym :O (Pozdro dla siostry :*) Trochę straszna, zmusza do myślenia i kojarzenia ze sobą faktów z przeszłości. Pokazuje także jaka jest przepaść pomiędzy naszym światem, a tym w latach 50. Zdecydowanie odpowiednia przygoda na wakacje – czyta się jednym tchem. Chociaż w sumie ja ostatnio zauważyłam, że wolę się delektować książką, niż kończyć ją w jeden dzień, ale to przy następnej okazji więcej Wam opowiem.

A jaką Wy polecacie książkę na lato? Macie książki, które czytaliście w dzieciństwie i chętnie do nich wracacie?

40-1


  1. http://www.empik.com/zamrozeni-w-czasie-sparkes-ali,prod10610275,ksiazka-p

/Siwa