86. Najlepsze 10 rzeczy, których ostatnio dokonałam.

W ostatnim czasie nie powstawały żadne notki ze swoistego braku weny i braku materiału potrzebnego do opublikowania czegoś w miarę interesującego. Przepraszamy za wszelkie niedogodności z tym związane.

Zaprezentuję Wam dzisiaj 10 mniejszych lub większych osiągnięć, które udało mi się zrealizować, co ciekawe, w ciągu ostatniego tygodnia.

1. Przejechałam na rowerze 50 km z Gąsek do Kołobrzegu. Wydaje mi się, że to największe osiągnięcie z pobytu nad morzem. Zdjęcia przedstawiają Bałtyk o godzinie 7.30, widziany ze ścieżki rowerowej, znajdującej się koło samego morza.

86A.jak-zmniejszyc-fotke_pl86H 86I86G

86B 86C86D 86E

 2. Zrobiłam to co każdy typowy turysta robi rano na plaży… A mianowicie, biegałam bądź uprawiałam jogging (jak to nazwiecie). Genialne uczucie przebiec się tak z rana po plaży. Genialne zwłaszcza dla kogoś, kto nie mieszka tam na co dzień. Cieszą mnie nawet krótkie dystanse, które udało mi się pokonać.

86J

 3. Przeżyłam dzień bez telefonu. Jest to specjalny dzień wymyślony przeze mnie, z dedykacją dla N., która bez swojego złoma nigdzie się nie rusza. Muszę Wam powiedzieć, że wcale nie było tak ciężko. Powinnam robić to częściej i Was zachęcam do tego.

86K.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 4. Zjadłam flądrę. Śmiesznie to brzmi, ale serio jestem z tego dumna. W trakcie tego pobytu miałam okazji spróbować tylko dorsza i miruny, która bardzo mi posmakowała. Flądra z kolei plasowała się gdzieś pomiędzy tymi dwiema rybami.

 5. Weszłam, wspięłam się, wylazłam, doczołgałam się do szczytu latarni w Gąskach. Prawdę mówiąc, mam ogromny lęk wysokości, więc jest to nie lada wyczyn. Zrobiono mi kilka zdjęć, na których nie widać jak bardzo kręciło mi się w głowie, jak mnie ta głowa bolała, jakie mdłości miałam i jak nogi się pode mną uginały. Bądźcie dumni!

86M.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86N.jak-zmniejszyc-fotke_pl86L86O.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 6. Zrobiłam sobie tatuaż… z henny. Ale i tak było fajnie  :lol: Zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy takiej frajdy nie doświadczył. Oczywiście wybrałam rozdartego (a jakże) lwa (co było chyba najbardziej oczywiste), którego wytatuowano mi na ramieniu. Szkoda, że już schodzi…

86P

 7. Pływałam w Bałtyku! Nie pierwszy raz „wlazłam” do tej lodowatej toni morskiej, ale pierwszy raz pływałam tak na serio. Było mi nawet ciepło, ale to chyba tylko ze względu na ogromny upał, który nie pozwalał leżeć na plaży.

86R86S.jak-zmniejszyc-fotke_pl86U.jak-zmniejszyc-fotke_pl86T.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 8. Wypiłam najdroższą białą kawę i najdroższe ciasto drożdżowe w moim życiu. Podczas wycieczki do Kołobrzegu zatrzymałyśmy się (w czwórkę: ja, N., Mama i Ciocia Aneta) w kawiarni przy hotelu. Za cztery kawy: białą, czarną i dwie latte machiato oraz cztery ciastka drożdżowe zapłaciłyśmy ponad 60 zł. Cena nie jest szokująca jeśli spojrzeć na to GDZIE piłyśmy poranną kawę. Pozwoliłam sobie jednak umieścić ten fakt tutaj, gdyż była to NAJDROŻSZA kawa jaką KIEDYKOLWIEK piłam. Mam nadzieję, że nie ostatnia… ^^

86W 86Y

 9. W sklepie militarnym na obrzeżach Kołobrzegu kupiłam sobie maskę przeciwgazową typu MP4. Nie byłby to jednak szok, gdyby nie to, że odważyłam się TO ŚMIERDZĄCE COŚ założyć NA TWARZ. Nie, na żadną inną część ciała tylko na TWARZ. Smród niewyobrażalny, ale przynajmniej jestem zabezpieczona przez najazdem Rusków. Jak tylko mnie zobaczą, to uciekną.

86Z (2) 86Ź

 10. W ostatni dzień standardowo na pożegnanie urlopu i Bałtyku puściliśmy lampion chiński. Jeśli jeszcze nigdy tego nie robiliście to piszcie w komentarzach, może się dogadamy i wyślę komuś jeden :D

86Ż

 

Dodaję jeszcze inne, dziwne i śmieszne zdjęcia z wakacji. Taki mam kaprys. Możecie później napisać, które z nich najbardziej Was zaintrygowało (nie rozśmieszyło, nie przeraziło, nie zachwyciło, nie zniesmaczyło tylko ZACIEKAWIŁO).

86-1.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86-2.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86-5.jak-zmniejszyc-fotke_pl86-3 86-4 86-6 86-7 86-8 86-986-10 86-11 86-12 86-14 86-15

Pozdrawiam :*

/Siwa

65. Wielka czwórka.

Do kin właśnie wszedł film animowany dla dzieci „Wielka szóstka”, a My porozmawiamy o wielkiej czwórce. Oczywiście jeśli coś takiego istnieje poza moją głową. No i nie do końca będzie to „wielka” czwórka.

Może koniec tych durnowatych wstępów, których i tak nikt nie zrozumie poza mną. Ostatnio jak w tytule pojawiło się imię „Kevin”, wszyscy myśleli, że będzie o chłopaczku, którego rodzice i Bóg opuścili. A tym razem będzie o .. filmach! (Co za niespodzianka, zdumienie i miła odskocznia od.. yy filmów?)

Wszystkie są filmami polskiej produkcji, a że większość z Was je zna (a tytułów nie da się pomylić i na 100% znajdziecie je w wyszukiwarce) to nie będę bawić się w reżyserów i inne dokładne dane.

Zacznę od najniżej, według mnie ocenianego filmu. Tutaj może się okazać, że niektórzy nie mają pojęcia o czym mówię, bo film ten jest właśnie najnowszym. Mowa o „Obietnicy”.

Jak dla mnie beznadziejny film. Kończący się nijak. Nie wiadomo co się stało, nie wiadomo o czym mówi, nie wiadomo jaki to ma sens. Tutaj powiedziałaby, że poruszono problem bezmyślności nastolatków i obronie życiu innych (albo raczej jej braku). Historia zakochanych w sobie nastolatków. Chłopak zdradza dziewczynę (CAŁUJE INNĄ), co ma później związek z jakąś obietnicą i przykre konsekwencje.
Dziewczyna – przerażająco dziwna. Chłopak – nie lepszy. Patrzą na siebie jakby chcieli się pomordować, wyklinają się i ogólnie robią dziwne rzeczy (nie szalone, tylko dziwne, zryte – tak bym to nazwała). Różni się od „Musimy porozmawiać o Kevinie” tym, że „Obietnica” pozostawia niesmak i nie rozmyśla się o problemie w filmie przedstawionym, jakąkolwiek anomalią nie byłby on w świecie rzeczywistym.

Na trzecim miejscu, czyli już w czołówce, plasują się „Galerianki”. Mistrzowskie dialogi, świetnie przedstawiony problem, dobra gra aktorska… Więc czemu na trzecim? Odpowiedź jest prosta: za zakończenie. Akcja jest bardzo prosta do ogarnięcia i świetnie ogląda się ten film, ale ostatnie sceny nie do końca zdradzają co może stać się dalej z główną bohaterką filmu. Chłopak, którego kochała popełnia samobójstwo, przyjaciółka staje się wrogiem, a ona zmywa makijaż i… napisy końcowe.
Czyżbym zapomniała wspomnieć, że film mówi o nastoletnich prostytutkach?

Kolejny film to „Bejbi blues”. Tutaj nad końcem można już trochę pomyśleć i na dłużej zapada w pamięci. Oglądałam go już kilka razy i jeszcze mi się nie znudził. Można patrzeć raz po raz na zachowania bohaterów i analizować co mieli na myśli lub co nimi kierowało.
Jest to historia dwóch nastolatków, którzy zrobili sobie dziecko. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, to tak jest. Natalia nie czuje się kochana przez matkę, która sama urodziła ją w bardzo młodym wieku. Zamiast kupić sobie pieska, decyduje się razem ze swoim chłopakiem, Kubą, wychowywać dziecko. Nie idzie jej to dobrze, a matka jej nie wspiera. Koniec może się dla niektórych wydać dziwny, ale jest na pewno przerażający.
Tutaj trzeba pochwalić młodych aktorów. Zapamiętałam nawet nazwisko Nikodema Rozbickiego, który wcielił się w postać Kuby. Ujęcia są nietypowe, intrygujące, ciekawe. Nie wiem jak to jeszcze opisać, ale wielki „szacun” dla twórców!

I na sam koniec, jak już pewnie większość z Was się spodziewała, zostaje nam „Sala samobójców”.
Mowa o nastoletnim Dominiku nieakceptowanym  przez swoich rówieśników, który swoją rzeczywistość odnajduje w grze komputerowej. O wspaniałej grze aktorskiej chyba nie muszę wspominać?
I tak należy pogratulować pójścia w tak odważnym kierunku, ponieważ zachwycił on nie jednego widza. Jak na Polskę, to po prostu fantastycznie. Oglądając ten film, także można analizować zachowania bohaterów pod różnym kątem. I tutaj nie da się zaprzeczyć, że film zostaje w pamięci na długo!

Teraz wybór tych filmów wydaje Wam się chyba łatwiejszy do odgadnięcia. Wszystkie są historiami nastolatków, ich problemów, uzależnień, a także dramatów ich rodzin.  Każdy z nas powinien obejrzeć w życiu przynajmniej pierwszą trójkę (czyli podawane u mnie od końca). Dają do myślenia. Na dodatek dwa z nich reżyserowała ta sama osoba i ogólnie od strony planu mają ze sobą wiele wspólnego.

Liczę, że w następnej notce uwolnię się od tematu filmów i może zdradzę Wam troszkę co się dzieje u mnie :D

Pozdrawiam.

/Siwa

58. A Alek? Alek jest gejem!

Najpierw może tak organizacyjnie. Jak będę dodawać jedną notkę na tydzień, to się nie stresujcie, bo widzę, że nie wszyscy mamy czas.. :D

Tytuł jak tytuł, ale dzisiaj … o książce!

„Koniec gry” Anny Onichimowskiej. Kiedy dodamy do tego, że jest to historia o geju to wszystko się wyjaśnia.

Głównym bohaterem jest Alek. Ma brata bliźniaka, dziewczynę Renię i pracuje dorywczo w domu znanego reżysera Wądołowskiego. Poznajemy jego „przygody”. Można to też nazwać trudnościami życiowymi, okresem dojrzewania, albo po prostu jego zmianę.
Myślicie sobie: „No jasne, gej a ma dziewczynę…”
Owszem, ma!
Na początku podoba mu się Kasia, ale ona ma chłopaka. Kiedy mężczyzna z nią zrywa postanawia wkroczyć do akcji. Jednoczenie intryguje go ta postać, ponieważ okazuje się, że jest gejem. A wiadomo, że w tym wieku wszystko co inne, to ciekawe. Nasyła na niego swojego brata, który działa w prawicowej młodzieżówce i jego bandę.
Nie mam zamiaru przedstawiać Wam całej akcji. Wspomnę tylko, że cały ten reżyser ma duży wpływ na niego. W końcu zostaje z Renią, którą (tak mu się w każdym bądź razie wydaje) kocha i nawet przeżywa z nią pierwszy raz. Wyjeżdża także na pewien czas do pracy do Anglii. Spotyka się tam z kinem dla gejów, a nawet ma z nimi jakiś kontakt. Tutaj całkowicie zmienia się jego podejście. Kończy swój związek i dokonuje publicznego „coming outu”.

To już jest właściwie koniec książki, bo trwa to wszystko dość długo, ale i tak nie zdradzę Wam reszty…

O co chodzi?

Anna Onichimowska jest wspaniałą polską pisarką, która w swoich dziełach porusza bardzo ważne problemy współczesnego świata. Przykładem może być książka „Hera, moja miłość” (mam ją wypożyczoną, czeka na przeczytanie). Tutaj nie kończy się inaczej. Nie jest to „jakaś paplanina” o geju. To zdecydowanie mocna powieść, nad którą trzeba trochę pomyśleć. Wydaje się łatwa, ale momentami przedstawia nam bardzo dziwny świat, pełen sprzeczności. To dramat nie tylko Alka, ale także całej jego rodziny, dziewczyny i najbliższych. Ta książka uczy nie tylko tolerancji, ale także pokory.

To nie jest kolejne przedstawienie przypadku czyjegoś „coming outu”. Możemy zaznajomić się z jego odczuciami, wrażeniami. Możemy postawić się w jego skórze. To nie jest łatwa sytuacja.

Po przeczytaniu tej książki ja także inaczej zaczęłam patrzeć na takich ludzi. Dla nich świat też nie jest przyjemny. O ile świat może być takim.
Może dalej odrzuca mnie myśl o współżyciu w związku takich osób, ale nie wszystko jest proste do przyjęcia. Ja mam jeszcze czas, żeby to zrozumieć. Dzięki tej książce zrozumiałam, że to też są ludzie. Z uczuciami, marzeniami i ambicjami. Czyli tacy z prawdziwego zdarzenia! Myślę, że to i tak już jakiś krok w dobrym kierunku.

58

Książkę polecam zdecydowanie każdemu. Nawet tym najbardziej „przeciw”. Może to zwłaszcza Wy powinniście ją przeczytać…

I taki dodatek z życia wzięty:

- Kiedyś będę mieć przyjaciela pedała. Tacy są najlepsi.
– Jak będziesz go nazywać pedałem to nie sądzę, żeby się zgodził…

  • „comming out” dla niewiedzących – proces ujawnienia swojej seksualności, tożsamości.

/Siwa

38. Dolny Śląsk, Karpacz, Słoneczniki, rowerki i inne szczyty, które zdobywałam :)

„Kronikę wakacyjną” czas zacząć. :)

Moje wakacje ( nie wiem jak wasze) zaczęły się już w piątek 27.06 o godzinie 13. Nie zgadniecie co w tedy robiłam. Siedziałam sobie w autobusie, jadąc z powrotem do szkoły, z której wyszłam szczęśliwa kilka godzin wcześniej. Zmęczona, spocona i przede wszystkim zdenerwowana. Moja czarna sukienka doprowadzała mnie do szału. Było mi niewygodnie i chciałam już tylko do domu. Nie było mi to niestety dane jeszcze przez półtorej godziny. Zajebiste uczucie siedzieć sama w szkole (byłej) z dwoma nauczycielkami i dyrektorką, bo coś jeszcze ode mnie chciały…
Mniejsza z tym. Piosenką moich wakacji będzie „Dni, których nie znamy” Grechuty, ponieważ ją pierwszą usłyszałam zaraz po wiadomościach. Ciepłe wakacje rozpoczęłam zjedzeniem „Solo” na przystanku. Chociaż tyle na osłodę życia. Do tej pory jak to piszę budzą się we mnie stare pokłady frustracji z tego dnia.

Kolejny dzień (sobota) spędziłam prawie calusieńki z Małą. Czego to my nie robiłyśmy! Było bardzo fajnie. Raz do roku należy jej się dzień ze mną. :) Mam nadzieję, że kochana Dani mnie pochwali za piękną opieką nad dzieckiem, chociaż już starszym :D haha.

I niedziela… Tutaj się działo. W sumie raczej zleciało…  Po południu wybrałam się z przyjaciółką T. na rowery. Najpierw pod dużą górę, a później zjazd z wielką prędkością. Ja się wybawiłam :) Jeszcze później w pobliskiej miejscowości był festyn. Dużo osób, można było pogadać… Ogółem zarąbiście gdyby nie to, że jak wracałam to zlało mnie do reszty. Wyobraźcie sobie, na rowerze w strugach deszczu -,- Niezapomniane uczucie.

Poniedziałek. Hmmm.. Właściwe co napisać. Z rana dopełniłam formalności w liceum, a później z Nowego Sącza do Krakowa i z Krakowa do … Jeleniej Góry. 12 godzin w podróży. 11 w autobusie.  W międzyczasie gość, który darł się do telefonu zamiast mówić. Mega wrażenia, zwłaszcza, że to już mój trzeci raz. Przyjechałyśmy (z siostrą) po 22. Nareszcie w domu.. albo prawie domu…

Wtorek – Kurde wreszcie wakacje! Można spać do południa, zamulać nad kompem, telewizorem i książką. Ale nie na długo. Tutaj jest tylu ludzi, że się nie da. Dlatego uwielbiam to miejsce. Wieczorem pomimo brzydkiej pogody przejażdżka na rowerze. Nareszcie trochę aktywności. Szkoda, że wszystko mija tak szybko.

Środek tygodnia, może czas ruszyć dupsko. Tak więc po długim spaniu (wieczorem do późna graliśmy w super grę i oglądaliśmy mecz)i ogarnięciu się pojechałam się przejechać. Oczywiście było już po południu ^^ Ze Ścięgien pojechałam do Kowar i do Karpacza. Było fajnie chociaż byłam sama. Zjadłam najlepsze lody jakie mogą być tam podawane. Potem wróciłam do domu. Zmęczona ale zadowolona. To nie był koniec moich wypadów, bo później kuzynka wzięła mnie z ośmioletnim K. nad zaporę w Karpaczu. Po drodze spotkaliśmy dziwnie grubego psa. Nie wiem czy ktoś go spasł specjalnie i czy nie wywalił go na wakacje. (Przestroga! Nie róbcie tego…)

38-1 38-2

Właściwie nie wiem, co robiłam w czwartek. Tutaj (na Śląsku) wszystko mi się pomieszało. Nie wiem, który dzień tygodnia. Wydaje mi się, że jestem tu cały miesiąc, albo jeden długi dzień…
Wieczorem kolejna przejażdżka. Właściwie spodobało mi się to, szkoda, że nie uprawiam żadnych sportów regularnie… No ale cóż! Nie wszyscy są do tego stworzeni. Ale dwa plusy z mojego rowerownia:
+ Powtórka z poruszania się po drodze i zwłaszcza czytania znaków
+ Poprawa kondycji, nawet jeśli dystanse nie są znowu jakieś wielkie.

W piątek spotkałam się z moją koleżanką. Pojechałyśmy do Jeleniej Góry. Czy to nie dziwne (ale i fajne zarazem), że pomimo tego, iż widujemy się tylko dwa razy w roku (na wakacje i ferie) to i tak mamy o czym gadać? Niby super, ale tak się tylko da na chwilę, bo z osobami, które są mi bliskie widując się 7 razy w tygodniu i tak nie mogę się z nimi „nagadać”.
Wiadomość dnia! Dostałam się do wymarzonego liceum :) Za pierwszym razem i to od razu do mojej klasy, czyż nie cudownie? ^^

Sobota wcale nie była dniem wypoczynku… Po przyjeździe rodziców poszliśmy w gór. Karkonosze są naprawdę piękne. Zamiast na nudną i naszym zdaniem banalną Śnieżkę wybrałyśmy się (same kobiety ^^) na Pielgrzymy i Słoneczniki. Nie wiem co jeszcze opisać, bo nie da się. Tak bardzo bolą nogi, takie piękne widoki, taka euforia – cały ten pakiet zdobędą tylko ci, którzy tego spróbowali.

38-4

38-3

38-6

Niedziela wcale nie zapowiadała się źle, bo nie bolały mnie nogi tak jak np. moją siostrę (pozdro) :D Czyli nie jest najgorzej z moją kondycją. Jedyne co później się działo to pożegnania i wyjazd do domu. Tak mi się powiedziało do siostrzyczki: „Muszą być pożegnania, czasem ze łzami, żeby później móc się stęsknić i ucieszyć się na powitanie”.
Dwa kolory lata:
- niebieski, a właściwie błękit – jak niebo w pogodne poranki, tylko z kilkoma pierzastymi chmurkami.
- złoty – kolor zboża, które tak przyjemnie szumi i porusza się falami na wietrze.

Tak widzę lato…

A jako, że zdobyłam szczyt ^^ to może taka piosneczka:



 

32. Przedstawiam wam: Agnieszka Chylińska.

To notka specjalnie dla Beatrycze :) Będzie w niej mowa o idolce owej blogerki, czyli Agnieszce Chylińskiej.
Ogólnie to polska wokalistka i autorka tekstów. Jest to też osobowość medialna. Właściwie prawie każdy zna chociaż jedną z jej piosenek. Najczęściej te starsze, kiedy śpiewała w zespole O.N.A. np. „Kiedy powiem sobie dość”. Dawniej rockmenka, teraz poszła w stronę pop’u, ale sama nie uważa tego za ucieczkę na rzecz „lalalalilili”.
Jej głos jest bardzo charakterystyczny, mocny i z „pazurem”. Jako wokalistkę bardzo ją podziwiam. Jej teksty są całkiem…głębokie? Czyli żadne łupanki, beznadziejne powtarzanie tych samych bezsensownych zdań. Ja poznałam Chylińską 5 lat temu, kiedy wyszła jej piosenka „Nie mogę Cię zapomnieć”.  Wcześniej też o niej słyszałam, tylko nie rozpoznawałam. :D

Co do kariery muzycznej Agnieszki nie ma się do czego przyczepić. Śpiewa świetnie, a jej głos jest jednym z najbardziej charakterystycznym w Polsce. Na dodatek zdobyła bardzo dużo nagród – aż ciężko wymieniać… Od 2009 roku prowadzi działalność solową.

Brała udział w kilku produkcjach filmowych, a nawet podkładała głos w jednym z filmów animowanych. Całkiem nieźle. Możemy ją oglądać w TVN’owskiej produkcji „Mam talent”. Od kiedy odszedł Kuba Wojewódzki jest główną prowadzącą jury. Jako osobę oceniającą bardzo ją cenię. Nie jeździ bez powodu, ani nie słodzi jak szanowna pani Foremniak. Na dodatek na czymś się zna. Wie jak się wybić w mediach, jakie osobowości są doceniane no i zwłaszcza zna się na muzyce. Czyli odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu :)

Ogólnie o Chylińskiej: Kobieta wiecznie zbuntowana, chociaż w ostatnim czasie ogarnęła się i „powiedziała sobie dość”. Na ciele widać jeszcze wiele znamion jej buntu, czyli tatuaże, które są wszędzie. Nie mam nic do nich, ale jak dla mnie trochę ich dużo… Taka uroda. Na dodatek bardzo lubi eksperymentować z włosami. Dawniej miała krótką fryzurę. Teraz postawiła na długie, ale kolor bywał zmienny. Sama nie wiem w jakim jej lepiej. Czarny bardzo pasował do jej uosobienia. W blondzie także nie jest jej źle, w tym odcieniu „wygrzeczniała”.

Jeszcze może trochę o teledysku do piosenki „Nie mogę Cię zapomnieć”. Wyreżyserował go Jacek Kościuszko. W sumie nie jest on fantastyczny. Właściwie to cały teledysk jest nakręcony w przyciemnionym, dziwnym pomieszczeniu. A ona stoi ubrana w czarne coś, co eksponuje jej ciało, tatuaże i… mięśnie? Także stoi, czy tam tańczy, czy jakby to nazwać a czasami tapla się w wodzie. I tyle. Utwór ten lubię, właściwie nie ma jej piosenki, która mi się nie podoba, ale też za nią nimi szaleję. Jeśli chodzi o teledyski to całkiem yyy średnie. Nic ciekawego i nie są też mega mega złe.

Prywatnie Agnieszka Beata Chylińska, matka 3 dzieci; Ryszarda, Estery i Krystyny. Ma starszego brata także utalentowanego.
W sumie tyle co o tej piosenkarce, teraz częściej kojarzonej z „Mam talent”.

Jeszcze na koniec kilka jej zdjęć w czarnych i blond włosach i kilka piosenek. Piszcie w jakim kolorze jej lepiej? Które jej piosenki lubicie? Za co ją podziwiacie/lub nie? :)



Agnieszka dawno, dawno temu…

32-132-2

Agnieszka w wersji mniej strasznej, za to dalej czarnej ( tutaj mi się podobała):

32-3 32-4

A tutaj całkiem blond :)

32-5 32-6

Na internecie można znaleźć sporo materiałów dotyczących Chylińskiej. Jest wiele ciekawych wywiadów i artykułów. Większość skupia się na jej metamorfozie. Sama powiem, że jestem zaskoczona jak zmieniła się na korzyść. Teraz wygląda na taką uśmiechniętą i spełnioną, na rzecz rodziny odrzuciła też używki i imprezy. Na dodatek spójrzcie na jej zęby! To jest dopiero zmiana (sama bym tak chciała, ale może kiedyś…).
Jak dla mnie osoba na 3 razy tak. Przechodzi dalej :) Byle do przodu i trzymać tak jak teraz. Jest świetnie. Jej starsza wersja trochę przerażała…

Podrzucam wam jeszcze linka do jej oficjalnej strony gdzie możecie obejrzeć jej występ w show Kuby Wojewódzkiego – serdecznie polecam. 
http://chylinska.com/

/Siwa


  1. http://namonciaku.pl/3miasto/1,113054,9410873,Kiedys_miala_ciezkie_glany_i_energie.html

  2. http://24.pl/chyli-ska-chce-usun-tatua-e/

  3. http://giernik.pl/gra-komputerowa-w-teledysku-chylinskiej,artykul.html?material_id=4cd58ebd7233c7f05f000000

  4. http://muzyka.interia.pl/pop/news/chylinska-to-nie-jest-ucieczka,1386840,50

  5. http://www.styl.pl/gwiazdy/slawni/news-agnieszka-chylinska-zostala-mama-w-kapciach,nId,1001914

  6. http://www.se.pl/rozrywka/plotki/agnieszka-chylinska-urodzia-maa-kryske_301122.html
     

14. O książce „Kiedyś”

Niedawno przeczytałam świetną książkę. Napisała ją Paulina Edyta Łapińska. Najlepsze jest to, że napisała ją jako nastolatka o nastolatkach dla nastolatków.
Książka jest fantastyczna! Słyszałam o niej już dawno, ale stwierdziłam kilka lat temu, że jestem jeszcze za młoda. Nie wiem czemu jej w tedy nie pożyczyłam, ale kiedy przeczytałam ją teraz, wiem, że to dokonały wybór.
Książka nosi tytuł „Kiedyś” i z zewnątrz nie wygląda wielce zachęcająco. Okładka jest utrzymana w kolorach raczej ciemnych, ponurych. Sama ilustracja za wiele nie mówi o treści.
Jest to powieść o szesnastoletniej Toli, której życie wcale nie jest kolorowe. Jej mama jest ciężko chora, wychowuje się bez ojca i poza przyjaciółmi nie ma nikogo. Tola nie szuka miłości, za to naprawdę może liczyć na wsparcie przyjaciół. Pomagają sobie nawzajem we wszelkich trudnościach. Właściwie przyjaźń ukazana w tej książce jest wspaniała i jak dla mnie prawie idealna. Dzięki niej Tola nie potrzebuje nic innego i radzi sobie z problemami. Każdy chciałby mieć takie wsparcie jakie miała ta dziewczyna. Warto przeczytać tą książkę, żeby ją poznać, porównać ze swoimi kontaktami z bliskimi.
Powieść tą czyta się bardzo szybko. Ułatwia to też dobrze dobrana czcionka. Narracja jest znakomita i ciekawią też szczegółowe opisy niektórych czynności, czy rzeczy. Najbardziej zaskakuje to, kiedy uświadomimy sobie, że pisała ją piętnastolatka.
Książka jest fantastyczna, także dlatego, że nie kończy się tak jak wszystkie. Nie ma tam happy endu, ponieważ w prawdziwym życiu też tak nie jest! Przez co książka jest bardzo życiowa. Serdecznie zachęcam do przeczytania :)

/Siwa

2. Gdy trzeba wybierać między rodziną, przyjaciółmi,a…

Ostatnio tak sobie myślałam siedząc i próbując się uczyć i doszłam do całkiem ciekawych wniosków. „Próbowałam się uczyć”, czyli miałam największe chęci, powiedziałam nawet, że idę to robić, ale siedziałam i patrzyłam w ścianę bazgrząc po kartce (mam taki dziwny nawyk, pomaga mi się skupić). Moje wnioski mianowicie sprowadzały się do tego, że w relacjach międzyludzkich trzeba sobie wyznaczyć hierarchię, tego kto dla nas jest ważniejszy.
W moim przypadku na pierwszym miejscu jest rodzina. Najpierw zaczęłam się zastanawiać, że rówieśnicy są ważniejsi, ale kto, jak nie rodzice powinni być na pierwszym miejscu, nawet jeśli jestem dopiero nastolatką? Oni byli ze mną zawsze, starali się mnie wspierać i nigdy ich nie zostawię, dlatego myślę, ze zasługują na bycie ponad wszystkimi. Nie mówię tutaj o rodzinie, z którą widuję się raz na kilka lat na jakimś pogrzebie. Oni są wręcz obcy, a ja należę do takiej rodziny, że do niektórych „wujków” mówię „Pan”… Nie wspominając o tych, którzy nagadują na nas mieszkając kilkadziesiąt metrów dalej. Ale jeśli chodzi o najbliższą rodzinę to to pierwsze miejsce jest w pełni zasłużone. Powinniśmy rodzinie poświęcać więcej uwagi, bo w końcu jej się nie wybiera. Czasami tylko powstają konflikty kiedy mam do wyboru wyjście z rodzicami, lub wyjście z przyjaciółmi, nie wiem co robić, którą stronę wybrać. Rodzinę, i złościć się że nie siedzę z rówieśnikami i robię to za karę, czy iść z przyjaciółmi i mieć wyrzuty sumienia, że zostawiłam rodziców? Ale w moim wieku to normalne… (mam nadzieję).
Na drugim miejscu plasują się przyjaciele, a dopiero po nich miłość, chłopaki itp. Czemu? Ktoś powie, że miłość w życiu jest ważniejsza. Jak dla mnie nie jest. Prawdziwa miłość powinna polegać na przyjaźni i od przyjaźni można dojść do miłości (czyli mój sposób na podryw ^^ ale o tym kiedy indziej). Wolę zobaczyć się z przyjaciółmi, ponieważ oni nie są tak zazdrośni, nie muszę się im tłumaczyć, wszystko o mnie wiedzą, rozumiemy się bez słów i zawsze mają dla mnie czas (ci prawdziwi). Więc jeśli mam wybierać pomiędzy przyjacielem, a chłopakiem, wybiorę przyjaciela, ponieważ on zostanie ze mną zawsze, a nie są to tylko puste słowa.
Rodzina, przyjaciele, miłość. Jak dla mnie taka kolejność jest prawidłowa i tak można w życiu normalnie funkcjonować, bez wyrzutów sumienia z odpowiednią hierarchią ustaloną przez samego siebie.|
W sumie to moja hierarchia, a ty? Pomyśl nad swoją… :)

/Siwa