63. Wyznania zakupoholiczki, czyli bardzo poważne rozważania.

Jest takie miejsce, które dla niektórych bywa sanktuarium odpoczynku. Co z tego, że przychodzisz zmęczona kilkugodzinnym chodzeniem.
Są tacy ludzie, którzy odpoczynku szukają tam. Co z tego, że bez zakupów nie potrafią żyć.

Są kobiety, które potrzebują tego. Po prostu ten sklep, zapach produktów czy dotyk ubrań je tak kusi. To nie muszą być ubrania. Dosłownie wszystko może stanąć na ich drodze. Patrzy na nową bluzkę, pomadkę, kanapę i czuje…  że jej potrzebuje!

Tak w skrócie opisałabym zakupoholizm. Pierwotnie miało to być porównanie filmu z książką „Wyznania zakupoholiczki”, ale ostatecznie nie obejrzałam filmu.
(A już przeczytać książkę to mi się chciało…)

Autorką jest Sophie Kinsella. Ja na szczęście jestem szczęśliwą posiadaczką własnego egzemplarza (co z tego, że muszę zbierać po częściach).
Liczę, że większość z Was już na pewno przeczytała, lub obejrzała „Wyznania…”. Jeśli nie, to nie czekaj dłużej ;)

Oczywiste, że jest to historia pewnej dziennikarki ekonomicznej uzależnionej od kupowania.

I to tyle jeśli chodzi o fabułę. Wspomnę, że to co ona robi i w jakie kłopoty przez to wpada, to coś fantastycznego. (Zależy, z której strony patrzeć, bo bohaterka za ciekawie nie miała.)
Genialna komedia. Jedna z niewielu książek, które powodują, że uśmiechasz się cały czas. Plusem powieści jest brak opisów, lub mówiąc dokładniej – brak obszernych opisów. Tam cały czas coś się dzieje, jest dużo dialogów, a same przemyślenia bohaterki rozbawią nas do łez.  Radzę uważać wszystkim uczniom, aby kontrolowali gwałtowne wybuchy śmiechu i stałe „cieszenie japy”. Możecie narazić się na dociekliwe pytania nauczyciela o ich powód.

Książka kończy się typowym happy endem, ale w tym wypadku nikomu to nie przeszkadza.
Uważam, że to po prostu świetna lektura na bardziej szare dni. Na dodatek w przerwie pomiędzy studiowaniem podręcznika, a kolejną porcją herbaty warto przeczytać ;)

63

Przy tej okazji chcę Was ostrzec. (Jak to patetycznie brzmi)
Już niedługo ŚWIETA :D Niektóre firmy już zaczynają kampanie reklamowe mówiące o kupowaniu prezentów itd. Nie dajcie się zwieść. Kupujcie rozważnie i szukajcie wszelkich możliwych rozwiązań, bo nie zawsze to co najdroższe jest najlepsze ;)

(Nie żebym kupowanie prezentów planowała już od września…)
Dobra, koniec tego, bo zbyt świątecznie się nam zrobi.

Co myślicie o zjawisku uzależnienia od zakupów w dzisiejszych czasach?
Co uważacie o książce? A jeśli ktoś oglądał film, to czy jest lepszy niż powieść? (Sama kiedyś go obejrzę, ale to jeszcze nie ta pora.)

Pozdrawiam wszystkich czytelników :)

/Siwa

1.                   
http://www.empik.com/wyznania-zakupoholiczki-kinsella-sophie,prod6510007,ksiazka-p

 

31. Kopiuj – wklej stylu.

Z nowej kategorii – Nie każdemu musi się spodobać ta notka! Czyli moje zdanie i mój światopogląd.

Mowa tutaj oczywiście o perfidnym odpatrywaniu stylu. Właściwie to wcale nie jest taki prosty temat, bo jest bardzo dużo różnych sytuacji, które można przy tym poście napisać i określić całkiem inaczej.
Występują różne rodzaje kopiowania stylu (mowa tutaj oczywiście o wyglądzie, głównie o ciuchach ubraniach):
1. Inspirowanie się. Czyli widzę kogoś, podoba mi się jego styl i staram się swoje ubrania dobrać w taki zestaw jaki miała ta osoba. Często podobają nam się celebryci, osoby na zdjęciach, modelki, osoby mijane na ulicy, rzadko osoby, z którymi spotykamy się na co dzień.
2. Grupa osób o tym samym stylu. Mowa tutaj nie tylko o subkulturach, ale w każdym środowisku np. w szkole jest grupa osób, które mają swój świat i ubierają się podobnie, jednak każdy po swojemu. Wyróżniamy tutaj punków, metalowców, hipisów, a nawet (UWAGA!) typowe modnisie. Trzymają się w grupkach i pomimo tego, że wszystkie skupiają się na modzie i może trochę przeszkadza im nieoryginalność, to i tak ubierają się podobnie. Zazwyczaj są to wysokie buty, bluzki z najnowszych kolekcji markowych sklepów, a nawet podobne uczesanie…
3. Bycie nieoryginalnym markowym. Grupa osób, które chcąc nie chcą irytują mnie. Przykład? Niedawno popularnością cieszy się nowa kolekcja Nike’ów – Air Max’y. Cała szkoła zalana „airkami” -,- Wszyscy je mają. Przepraszam, wszyscy którzy mają kasę i się z nią obchodzą. Przyznam, mi też się podobają, ale po pierwsze mnie na nie nie stać, a po drugie mi nie są potrzebne dla szpanu.  Wychodzi na to, że mają wszystko  markowe. W takiej sytuacji konieczne jest noszenie metki na wierzchu, bo może ktoś nie zauważy, że to z tej mega słynnej, drogiej firmy… Nie zapomnij zrobić sobie zdjęcia z nowymi Conversami.
4. Kopiowanie ogólnie przyjętych norm. Wszyscy czeszą wysokie kucyki? Ja też! Wszyscy noszą trampki? Ja też! Wszyscy noszą kolorowe rurki? Ja też! Wszyscy ubierają leginsy? Ja też! Co z tego, że nie wyglądam w nich dobrze… Prosty przykład. Inspirowanie się ogółem i przyjętymi na dany okres zasadami. Nie pozwala wyrażać własnego ja. Bardzo często można zwariować od zmieniającej się mody.
5. Kupowanie w sieciowych, albo znanych sklepach. Tutaj czasami jest zasada kto pierwszy ten lepszy. Skoro ja pierwsza kupiłam te buty to ta szmata z 2d nie ma prawa ich nosić! No bez przesady. Ja wiem, że to może irytować, ale czasami pocieszam się myślą, że wyglądam w danej rzeczy lepiej (całkiem nieskromni, prawda? ^^). W takiej dużej szkole nie trudno jest spotkać kogoś, kto będzie miał to samo co  my. Ja mam tak bardzo często. Bywa! :D
6. Kupuję, bo ktoś kupił, czyli upatrzyłam sobie kogoś i robię to co on. To raczej powinno się nazywać: Jestem czyjąś kopią i staram się kogoś na siłę na naśladować i robić to co on. Nie wiem kim jestem, nie wiem co moje, kupuję, bo ktoś to ma, a nie dlatego, że dobrze wyglądam… Proste i całkiem nielogiczne. Nie śmiejcie się, ale zdarzają się takie przypadki. Tylko, że dziewczyna nie kopiowała całej mnie, ale kilka z moich ubrań. Mocno irytujące, ale cóż poradzisz…
7. Moja koleżanka takie ma. To podejście do sprawy dzieli się na dwa rodzaje: tych, którzy pytają o zdanie i tych, którzy po prostu kopiują. Przykład: Spodobały mi się leginsy mojej bardzo dobrej koleżanki, zamiast kupić i pokazać jej, że mam takie same najpierw spytałam jej czy mogę i gdzie kupiła. Brzmi absurdalnie, ale wolę to niż niedomówienia i późniejsze gadanie, że specjalnie kupiłam, a jej się to nie będzie podobało… Dlatego rzadko kupuję coś, co wiem, że ma moja przyjaciółka, czy bliska koleżanka, Z doświadczenia wiem, że później niektórzy komentują niby przypadkiem „o popatrz! Masz taką bluzkę jak ja!” itp… Wolę spytać (jeśli jest to ktoś bliższy niż znajomy a zakup to nie spontan).

No i tak to właśnie jest. Wszystko wydaje się takie dziwne i dziecinne. Wiem, że w dorosłym życiu nikt nie będzie na tom patrzył, ale teraz w szkole gdzie prawie każdy się zna, nie da się uniknąć niedomówień. Ja też jakoś wcześniej nie zauważałam, że ktoś ma coś takiego jak ja, albo, że kopiuje mój styl, ale od kiedy jestem w trzeciej klasie gimnazjum zauważam coraz więcej takich przypadków…

A Wy czym/kim się inspirujecie w ubiorze? Pomijając moje dwie czytelniczki Beatrycze i Dani, które z tego co wiem, kochają ciemności i glany.

/Siwa

15. Buciki dla dzieciaka.

Czy aż dla takiego dzieciaka? Nie powiedziałabym. Moja siostra jest już dość duża, ale jeśli chodzi o jedną rzecz to bardzo jej zazdroszczę…
Kiedy ona nie ma butów rodzice lecą zaraz jej jakieś kupić. Jak już są w jakimś sklepie to zawsze znajdzie się coś fajnego. Odpowiedni krój, kolory, rozmiar, a i cena jak na takie buty przystępna. Na dodatek dzieci mają zawsze duży wybór, praktycznie w każdym sklepie coś znajdują. Więc jak nie tu to tam i już po problemie.
Moje zakupy to dopiero problem, ale o tym nie będę się rozdrabniać w tej notce.  Chodzi o to, że jak ja potrzebuję sobie coś kupić, to nigdy nie znajduję niczego odpowiedniego. Ostatnio sama oszalałam na punkcie butów Małej. Są takie jakie ja potrzebuję – wysokie, wygodne. Co z tego, że różowe i z Minnie? :D Są słodkie i czasami chciałabym się cofnąć do tych czasów, gdzie nikt nie pytał, czemu taki kolor. Tylko, że za „naszych czasów” nikt się modą nie przejmował – miało być wygodnie, żeby można było biegać. Teraz zazdroszczę siostrzyczce, że rodzice ją tak rozpieszczają pod tym względem i że żyje w czasach, gdzie nawet dzieci są modnie ubieranie. (No bo ona ma kurtkę z Reserwed Kids, a ja muszę się zadowolić tą siostry, albo pożyczać jej nową -,- )
Właściwie to, że Mała jest tak ubierana to trochę moja wina i mojej starszej siostry. To my chcemy, żeby zawsze ładnie wyglądała. Co nie zmienia faktów, że chciałabym tak jak dziecko. Wejść do sklepu, mieć w czym wybierać, kupić buty ładne, takie jakie mi się podobały, a nie takie jakie były tylko na stanie…
To co, mała prezentacja bucików? <3
15-1

15-2 15-3

 

15-4
Młoda jako modelka <3

/Siwa

12. Jak usunąć gumę z ubrania…

Taka mała rada:
NIGDY NIE ZOSTAWIAJCIE GUM DO ŻUCIA NA WIERZCHU KIEDY W DOMU PRZEBYWA PIĘCIOLETNI ROZBÓJNIK.
Ja to zrobiłam, bardzo pożałowałam. Właściwie mojej młodszej siostrze nie pozwoliłam wziąć gum, ale kiedy wyszłam z domu, a ona została z moją starszą, ale jakże nieodpowiedzialną siostrą, sama sobie wzięła. Później podeszła do mnie od tyłu i po prostu przykleiła mi skrawki tej gumy do mojej ukochanej bluzy…
Moje zdenerwowanie sięgnęło zenitu, ponieważ dostałam tą bluzę pod choinkę od rodziców, tania nie była i na dodatek z „Demonologii”. Jest bardzo miękka, ciepła i przyjemna w dotyku, przez co guma przylepiła się do niej jeszcze bardziej…
Pomocy szukałam oczywiście na internecie.
Pierwszy sposób to zmycie plamy po gumie zmywaczem do paznokci, podobno ma działać, ale na moją bluzę nie podziałało. Powiem więcej – nic jej nie zrobiło.
Drugi sposób to testowany przez wiele osób i polecany, że niby skuteczny.  Zamrożenie ubrania, a później zdrapanie gumy, lub odklejenie jej przy pomocy woreczka. Wyciągnęłam zmrożoną bluzę, ale guma nie kwapiła się do oderwania, zwłaszcza, że była dość rozciągnięta i wbita.
Za to poradziłam sobie polewając ją gorącą wodą, wręcz wrzątkiem i pocierając przy pomocy proszku. Pomogło; guma sama wręcz odchodziła, bo się po prostu rozpuszczała pod wpływem temperatury.
Bałam się, że zepsuję sobie bluzę przez tak wysoką temperaturę, ale kto nie ryzykuje ten nie zyskuje, albo raczej ten bluzy nie uratuje…
Misja powiodła się i Demonologia znów jest z nami – cała i zdrowa :) A Wy macie jakieś sposoby na gumę przylepioną do ubrania? I czy mieliście kiedyś taki problem?