104. Krótki przepis na dotrwanie do końca roku

Do końca roku jest już bliżej niż dalej. W końcu czekają nad już tylko 4 tygodnie nauki, czy może raczej „nauki”. W gruncie rzeczy właśnie te ostatnie dni są dla Nas, uczniów, najgorsze. Z jednej strony nie mamy powodów, aby nie chodzić do szkoły, bo nie ma żadnych konkretnych lekcji. A z drugiej strony nie ma też powodów, żeby pojawiać się w szkole, bo … nie ma żadnych konkretnych lekcji. Siedzimy więc w ławkach, nie robiąc właściwie nic i walczymy w pokusą urwania się z ostatniej, przedostatniej, w ostateczności drugiej lekcji z rana. Dzisiejsza notka pokaże Wam kilka sposobów na przetrwanie tego okresu nudy. Dlatego dzisiejszy wpis dedykuję uczniom :)

1. Matematyka

Sposobem na przetrwanie może być liczenie … wszystkiego. Tygodni, dni, godzin lekcyjnych i minut pozostałych do końca roku, tygodnia, dnia, czy lekcji. Jeśli dostatecznie skupicie się na liczeniu to minie Wam połowa lekcji. A później ani się nie obejrzycie, a do wakacji pozostanie wam tylko 28 godzin lekcyjnych.

2. Historia

Zamiast myśleć o tym, co mógłbyś zrobić z tym czasem, który bezczynnie spędzasz w szkole skup się na przeszłości. Wyobraź sobie ile już dni spędziłeś w tej szkole. Pomyśl, co uważałeś we wrześniu i jak Twoje zdanie zmieniło się do końca pierwszego semestru. Roztrząsanie przeszłości w tym wypadku jest dobrym pomysłem, ponieważ sprawi, że zapomnisz o tym, co robisz w szkole. Na dodatek nasze zmiany w myśleniu i zachowaniu zmieniają się z roku na rok, jak nie z miesiąca na miesiąc, więc zawsze może to być interesująca wędrówka wzdłuż ścieżki przemiany twojego charakteru i osobowości. Poza tym spędziłeś już w budynku szkoły 9 miesięcy. Zdążysz ogarnąć to wszystko w miesiąc.

3. Zajęcia interpretacyjne

Wersję z rozszerzoną historią swojego życia możesz zamienić na dokładną analizę stanu psychologicznego Twojej klasy. Twój nauczyciel przynudza? Zamiast ostentacyjnie spać na ławce, pomyśl jakie błędy popełnia w swojej przemowie. Skończyłeś pisać nudną pracę klasową? Zamiast patrzeć bezmyślnie w okno, popatrz co mają na sobie Twoi koledzy i oceń, kto z nich najlepiej dobiera kolory. Skoro już mowa o ubraniach i nudzie, to zestawianie części garderoby innych ludzi z własnymi „stylówkami” może być ciekawym zajęciem, zajmującym co najmniej 3 lekcje. Poddaj analizie sylwetki psychologiczne innych ludzi lub ich wygląd zewnętrzny. Myśl o tym, co ci się podoba, co chciałbyś od nich przejąć. Na pewno nie zmarnujesz czasu w szkole, a wręcz się ubogacisz, budując swój styl i osobowość.

4. PLANimetria

Luźne zastępstwa, czy lekcje przyrody to doskonały czas, aby poświęcić go na planowanie. Myśl o tym, co będziesz robił w wakacje, jak spożytkujesz te dwa miesiące. Zapisz sobie na kartce najważniejsze cele, które postarasz się zrealizować. To może być przeczytanie jakiejś wartościowej książki, nauczenie się nowego języka, wyrobienie sobie formy, odwiedzenie kuzynki z linii praciotecznego dziadka szwagra babki Marcelki, albo podróż na Malediwy, tudzież do Zamościa. Jeśli uwierzysz, że zrobisz coś pożytecznego ze swoim wolnym czasem, to uda Ci się to zrobić. A przy okazji, planując już w czerwcu, będziesz pewny, że jesteś doskonale przygotowany na różne okoliczności i wykorzystanie różnych opcji osiągnięcia celu.

5. Religia

No cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak wierzyć, że Siły Sprawcze przyspieszą godziny i dni, a następnego dnia obudzisz się wolny jak ptak .

A do tego czasu trzymam gorąco za Was kciuki, że wytrwacie ten czas nic nie robienia. ;-)

P.S. Mam nadzieję, że „czas stracony” niedługo nadrobię i w wakacje będę się pojawiać częściej na moim blogu oraz będę więcej czytać Waszych notek.

Pozdrawiam serdecznie <3

/Siwa

86. Najlepsze 10 rzeczy, których ostatnio dokonałam.

W ostatnim czasie nie powstawały żadne notki ze swoistego braku weny i braku materiału potrzebnego do opublikowania czegoś w miarę interesującego. Przepraszamy za wszelkie niedogodności z tym związane.

Zaprezentuję Wam dzisiaj 10 mniejszych lub większych osiągnięć, które udało mi się zrealizować, co ciekawe, w ciągu ostatniego tygodnia.

1. Przejechałam na rowerze 50 km z Gąsek do Kołobrzegu. Wydaje mi się, że to największe osiągnięcie z pobytu nad morzem. Zdjęcia przedstawiają Bałtyk o godzinie 7.30, widziany ze ścieżki rowerowej, znajdującej się koło samego morza.

86A.jak-zmniejszyc-fotke_pl86H 86I86G

86B 86C86D 86E

 2. Zrobiłam to co każdy typowy turysta robi rano na plaży… A mianowicie, biegałam bądź uprawiałam jogging (jak to nazwiecie). Genialne uczucie przebiec się tak z rana po plaży. Genialne zwłaszcza dla kogoś, kto nie mieszka tam na co dzień. Cieszą mnie nawet krótkie dystanse, które udało mi się pokonać.

86J

 3. Przeżyłam dzień bez telefonu. Jest to specjalny dzień wymyślony przeze mnie, z dedykacją dla N., która bez swojego złoma nigdzie się nie rusza. Muszę Wam powiedzieć, że wcale nie było tak ciężko. Powinnam robić to częściej i Was zachęcam do tego.

86K.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 4. Zjadłam flądrę. Śmiesznie to brzmi, ale serio jestem z tego dumna. W trakcie tego pobytu miałam okazji spróbować tylko dorsza i miruny, która bardzo mi posmakowała. Flądra z kolei plasowała się gdzieś pomiędzy tymi dwiema rybami.

 5. Weszłam, wspięłam się, wylazłam, doczołgałam się do szczytu latarni w Gąskach. Prawdę mówiąc, mam ogromny lęk wysokości, więc jest to nie lada wyczyn. Zrobiono mi kilka zdjęć, na których nie widać jak bardzo kręciło mi się w głowie, jak mnie ta głowa bolała, jakie mdłości miałam i jak nogi się pode mną uginały. Bądźcie dumni!

86M.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86N.jak-zmniejszyc-fotke_pl86L86O.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 6. Zrobiłam sobie tatuaż… z henny. Ale i tak było fajnie  :lol: Zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy takiej frajdy nie doświadczył. Oczywiście wybrałam rozdartego (a jakże) lwa (co było chyba najbardziej oczywiste), którego wytatuowano mi na ramieniu. Szkoda, że już schodzi…

86P

 7. Pływałam w Bałtyku! Nie pierwszy raz „wlazłam” do tej lodowatej toni morskiej, ale pierwszy raz pływałam tak na serio. Było mi nawet ciepło, ale to chyba tylko ze względu na ogromny upał, który nie pozwalał leżeć na plaży.

86R86S.jak-zmniejszyc-fotke_pl86U.jak-zmniejszyc-fotke_pl86T.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 8. Wypiłam najdroższą białą kawę i najdroższe ciasto drożdżowe w moim życiu. Podczas wycieczki do Kołobrzegu zatrzymałyśmy się (w czwórkę: ja, N., Mama i Ciocia Aneta) w kawiarni przy hotelu. Za cztery kawy: białą, czarną i dwie latte machiato oraz cztery ciastka drożdżowe zapłaciłyśmy ponad 60 zł. Cena nie jest szokująca jeśli spojrzeć na to GDZIE piłyśmy poranną kawę. Pozwoliłam sobie jednak umieścić ten fakt tutaj, gdyż była to NAJDROŻSZA kawa jaką KIEDYKOLWIEK piłam. Mam nadzieję, że nie ostatnia… ^^

86W 86Y

 9. W sklepie militarnym na obrzeżach Kołobrzegu kupiłam sobie maskę przeciwgazową typu MP4. Nie byłby to jednak szok, gdyby nie to, że odważyłam się TO ŚMIERDZĄCE COŚ założyć NA TWARZ. Nie, na żadną inną część ciała tylko na TWARZ. Smród niewyobrażalny, ale przynajmniej jestem zabezpieczona przez najazdem Rusków. Jak tylko mnie zobaczą, to uciekną.

86Z (2) 86Ź

 10. W ostatni dzień standardowo na pożegnanie urlopu i Bałtyku puściliśmy lampion chiński. Jeśli jeszcze nigdy tego nie robiliście to piszcie w komentarzach, może się dogadamy i wyślę komuś jeden :D

86Ż

 

Dodaję jeszcze inne, dziwne i śmieszne zdjęcia z wakacji. Taki mam kaprys. Możecie później napisać, które z nich najbardziej Was zaintrygowało (nie rozśmieszyło, nie przeraziło, nie zachwyciło, nie zniesmaczyło tylko ZACIEKAWIŁO).

86-1.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86-2.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86-5.jak-zmniejszyc-fotke_pl86-3 86-4 86-6 86-7 86-8 86-986-10 86-11 86-12 86-14 86-15

Pozdrawiam :*

/Siwa

85. 10 sposobów na to, jak nie zwariować w wakacje.

Dla Natalii w dniu jej 18-tych urodzin. ;* 

Przychodzi taki czas w wakacje, kiedy nie wiesz co zrobić ze swoim życiem. Np. wracasz z naprawdę fantastycznego wyjazdu, zostajesz w domu i… no właśnie, nie wiesz co robić. Albo siedzisz już 3 tydzień w domu i spanie do późna, oglądanie głupich seriali oraz granie w karty nocami Ci się już znudziło.

Z tego też powodu powstała notka, która może naprowadzić Cię na swój dawny cel, dzięki czemu nie zmarnujesz pozostałego miesiąca wakacji. Jeśli  moje pomysły będę niewystarczające proponuję stworzyć własną listę (i wysłać mi ją w mailu) lub podpatrzeć na innych stronach. Uwierzcie mi, nuda w czasie wakacji to musi być WIELKI PROBLEM jeśli ludzie tyle się o tym rozpisują…

Wakacje to czas, kiedy można pokochać poranki. Nie śpij do późna! Chociaż raz wstań bardzo wcześnie (godz. 5/6) kiedy na zewnątrz jest jeszcze chłodno, ale świat jest już obudzony. Możesz doskonale wykorzystać tą chwilę np. na poranne śniadanie z herbatką na balkonie, wczesny jogging, spacer po pustych jeszcze ulicach (dotyczy godz. 5 nad ranem). Sposobów na przeżycie niesamowicie pięknego poranka jest bardzo dużo. Nawet jeśli jesteś niewyspany/niewyspana będziesz się świetnie bawić.

Wakacje to czas, kiedy można odnowić starocie. Wybierz się na zakurzony strych, do zagraconego garażu lub po prostu otwórz swoją szafę. Wyciągnij stamtąd coś, o czym już dawno zapomniałeś/zapomniałaś i nadaj temu nową moc. Stare ubrania uda Ci się wkomponować w swój strój codzienny. Może na strychu znajdziesz używaną lampę lub inny mebel, który będzie pasował do Twojego pokoju. Może uda Ci się znaleźć starą kolarzówkę lub inny model roweru typu retro, który po podreperowaniu będzie genialny na dłuższe przejażdżki?

Wakacje to czas, kiedy rządzą kolory. Tutaj proponuję zaszaleć z kolorem włosów, ubrań, albo jakimś małym tatuażem (najlepsze są te zmywalne, takie znajdowane w gazetach i paczkach chipsów). Może wybierzesz się na festiwal kolorów, bądź zorganizujesz sobie własny u siebie w domu?

Wakacje to czas, kiedy natura wzywa Nas do siebie. Niech jedynym celem, jaki będzie Ci przyświecał będzie znalezienie najlepszego miejsca do odpoczynku. Szukaj w ogrodzie, w parku, w szczerym polu, a nawet we własnym ogrodzie. Znajdź miejsce idealne na popołudniowy odpoczynek, możesz zorganizować tam piknik, lub ładnie to miejsce ozdobić. Musisz czuć się tam świetnie i NATURAlnie.

Wakacje to czas, wyrwania się z przytłaczających nałogów. Dla jednych to może być dzień bez komputera, a dla innych dzień bez papierosa. Pomyśl o tym, co najczęściej robisz, a co wcale nie jest dobre (nieustanne siedzenie na internecie, przed telewizorem, słuchanie muzyki na słuchawkach aż uszy bolą, jedzenie zbyt dużej ilości czekolady, zbyt późne chodzenie spać). Postanów sobie, że jeden dzień w tygodniu poświęcisz na ograniczenie swoich przyzwyczajeń. Niedługo stwierdzisz, że internet, czekolada, tudzież papieros wcale nie są niezbędne do życia!

Wakacje to czas, kiedy możemy uczyć się sami dla siebie. Słyszę już jęk zawiedzionych uczniów, którzy to czytają. Ile to razy postanawiasz sobie, że w wakacje ogarniesz co działo się na lekcjach? To taka mała „przypominajka”. Już za miesiąc wracamy z powrotem do szkoły. Nie zalecam siedzenia w nosem w podręczniku, ale wybranie jednego/dwóch ważnych dla Ciebie przedmiotów. Dla kogoś może to być przypomnienie sobie lektur z języka polskiego, dla innych poćwiczenie zadań z matmy, ktoś inny może spróbować nawet nauczenia się wszystkich stolic państw świata (pozdrawiam A., jeśli jeszcze pamięta…). Jeśli nie możesz się zdecydować – wybierz jakiś język. One zawsze się przydają.

Wakacje to czas, aby nie oszczędzać swojej energii. Zrób coś niecodziennego, szalonego. Przejdź się po mieście i uśmiechaj się do wszystkich przechodniów, mówiąc im „dzień dobry”. Zacznij tańczyć na środku ulicy – niech ludzie widzą jak się dobrze bawisz. Nie oszczędzaj swojego gardła ani nóg. Zobaczysz, że za kilka miesięcy będziesz miał/miała co wspominać.

Wakacje to czas, żeby popracować nad sobą. Na pewno zauważasz u siebie jakąś wadę, którą wszyscy Ci wytykają, a Ty sam nie możesz tego znieść. Jeśli chcesz pokazać się w pracy/szkole jako nowy człowiek, to najwyższy czas, abyś nad sobą popracował. Jeśli jesteś zbyt nieśmiały/a postaraj się poznawać nowych ludzi. Jeśli często kłamiesz – próbuj mówić prawdę. Jeśli mało się uśmiechasz – licz ile razy dziennie na Twojej twarzy pojawił się „banan”. Jeśli używasz wulgaryzmów – wyczyść swój słownik. Jeśli jesteś egoistą – zrób coś dla innych. Opcji jest milion. To Ty znasz siebie i tylko Ty wiesz, jak możesz popracować nad swoją wadą. Pamiętaj jednak, aby wybrać tylko jedną ujemną cechę charakteru. Na resztę jeszcze będzie pora…

Wakacje to czas, kiedy musisz zaakceptować siebie. Czasem już tak jest, że nie wszystko w Nas da się zmienić. Pogódź się z tym, że gdzieniegdzie jesteś zbyt puszysty/a, że musisz nosić głupie okulary, że masz ohydny profil, a twój nos wygląda jak Zakopiańska skocznia… Bynajmniej nie zachęcam do mówienia sobie „Dobra, i tak już nic na to nie poradzę, więc mogę siedzieć bezczynnie przed telewizorem”. Raczej chodzi o to, aby nie czuć odrazy do osoby, którą widzisz w lustrze. Żeby dobrze czuć się w swojej skórze musisz siebie zaakceptować. Wiadomo, że każdy ma wady (patrz punkt poprzedni). Nikt nie jest perfekcyjny.

Wakacje to czas ŻYCIA. Przypominają mi się słowa piosenki „Nice” LemONa – „Istnieć nie znaczy żyć”. W dzisiejszym świecie bardziej kierujemy się zasadą MIEĆ niż BYĆ. Nie ważne jest to ile masz kasy w portfelu, jak piękny masz dom, jakie markowe ubrania masz na sobie, jakim samochodem jeździsz, czy spędzasz wakacje u babci czy w luksusowym kurorcie. Liczy się tylko to, ile jest w Tobie człowieka.

Ta lista nie ma na celu pouczania Was. Jest napisana także dla mnie, bo w tym momencie to ja potrzebuję takiej motywacji, żeby wyrwać się z gęstych, nudnych dni, które sprawiają, że czuję się coraz podlej.

Liczę, że pod koniec wakacji dostanę milion maili gdzie słownie, lub za pomocą zdjęć opiszecie co osiągnęliście w ciągu tego miesiąca. :lol:



Oczywiście w komentarzach możecie dopisywać swoje sposoby na spędzenie genialnego czasu w wakacje.

Pozdrawiam ;*

/Siwa

84. Odliczamy do 10 komedii!

Zaczęły się wakacje. A jak wiemy, wakacje to czas radości, śmiechu, zabawy. Dzisiaj więc tematycznie zaproponuję Wam kilka komedii, które są na tyle ciekawe, że można je wyróżnić. Wiem, że nie wszystkie przypadną Wam do gustu. Zachęcam więc do poszerzania naszej listy. 8-)

  1. Millerowie
    Ta komedia została już opisana na moim blogu, jednak zdecydowanie uważam ją za najlepszą. Ciekawe teksty, ciągła akcja – to nigdy się nie znudzi. No chyba, że komuś nie przypada do gustu połączenie dilera, bezdomnej, striptizerki i dziwaka-prawiczka, którzy, udając rodzinę, próbują przemycić ogromne ilości narkotyków w camperze. Zdecydowanie polecam! (I dziękuję Lackofideas za polecenie.)
    43-2
  2. Zaplątani
    Bajka produkcji Disney’a. Historia Roszpunki, zamkniętej w wieży, którą odnajduje „książę”. Okazuje się, że nie do końca wszystko układa się tak jak w bajce, bo mężczyzna wcale nie miał ochoty jej uwolnić. Film wygrywa przez swoje teksty, które wciąż mnie śmieszą. Im starsza jestem tym lepiej je rozumiem, także polecam nawet dorosłym ;-) 84-2
  3. Duże dzieci
    Udana komedia z udziałem Adama Sandlera. Oglądałam ją kiedyś fragmentami, stąd też jej niepewne miejsce 3. Paczka przyjaciół razem z rodzinami spotyka się po latach na wakacjach. Film zaskoczył mnie… w sumie nie wiem czym. Może bezpośredniością. Oczywiście na końcu pojawia się wspaniały happyend, akcja całkiem przewidywalna, ale można się pośmiać. Muszę ją obejrzeć jeszcze raz dokładnie.
    84-3
  4. Za jakie grzechy, dobry Boże?
    Dobra komedia francuska. Akcja toczy się wokół rodziny, której 3 córki wydały się za imigrantów – Chińczyka, Żyda i Araba. Rodzice są już prawie na wyczerpaniu nerwowym, ponieważ nie pałają do mężów córek zbytnią sympatię. Pokładają więc 84-4nadzieje w ostatniej córce, która niestety zakochała się w czarnoskórym Afrykańczyku… Z tego musiała wyjść dobra komedia. Oglądałam ją już dwa razy i wciąż wywoływała uśmiech na mojej twarzy.
  5. Madagaskar
    Kolejna bajka znalazła się tutaj nie bez powodu. Kiedy byłam dzieckiem wcale mnie nie zszokowała, ani nie śmieszyła. Niedawno Młoda oglądała ją na jakimś kanale, a je pisałam wtedy notkę (widzicie jak ciężko pracuję). Przysłuchiwałam się, ale nie wdrażałam jakoś bardzo w tą bajkę. Muszę przyznać, że teksty, wypowiadane przez te zwierzaki wraz z wiekiem robią na mnie coraz większe wrażenie. Jedno, aż tak mnie zachwyciło, że oplułam monitor sokiem… Myślę, że taki komentarz i rekomendacje wystarczą abyście chcieli odświeżyć sobie ten film. :mrgreen:
    84-5
  6. Bruce Wszechmogący
    Ta komedia dostaje aż trzy plusy za świetnych aktorów: Jima Carrey’a, Morgana Freemana i Jennifer Aniston. Kolejny to dość ciekawy pomysł na film. Jest to historia reportera, który przez to, iż zbyt często narzekał na Boga, otrzymuje jego moce. Na końcu oczywiście happyend i fantastyczna przemiana bohatera. Zdecydowanie polecam, chociaż liczę, że większość z Was już oglądała.
    84-6
  7. Mów mi Vincent
    Ogólnie rzecz biorąc to ten film jest genialny, ale … nie jako komedia. Nie tylko ja zauważyłam, że jest to bardziej dramat. Myślę, że warto się z nim jednak zapoznać. Film opowiada o zrzędliwym staruszku alkoholiku i hazardziście, w którego rolę wcielił się Bill Murray. Nie lubi on ludzi, właściwie nie ma serca. Pewnego dnia do domu obok wprowadza się zapracowana kobieta i jej chudy syn. Główny bohater, Vincent decyduje się pomóc sąsiadce w opiece nad synem w zamian za uczciwy zarobek. Tak rozwija się więź między młodym chłopem, a staruszkiem.
    84-7
  8. Super zioło
    Losy dwóch kolegów, których głównym zainteresowaniem jest jaranie. Dostają się oni do college’u i dzięki specjalnej substancji osiągają niebywałe wyniki w nauce. Osobiście twierdzę, że ta komedia nie śmieszy tylko nałogowych palaczy i pijanych ludzi, co wynika z komentarzy na filmwebie. Komedia nie jest na bardzo wysokim poziomie, ale jest całkiem zabawna i najważniejsze – można ją oglądać po kilka razy.
  9. Kac Vegas w Bangkoku
    A tą komedię znają chyba wszyscy. Role obsadzone przez Bradley’a Coopera, Eda 84-8Helmsa, Zacha Galifianakisa (którego rola jest bezbłędna) oraz Justina Bartha. Jest to druga część z trzech. Standardowo, przyjaciele, na wieczorze kawalerskim jednego z nich, upijają się do nieprzytomności. Następnego dnia budzą się w Bangkoku i nie pamiętają jak się tam znaleźli. Na dodatek gubią młodszego brata panny młodej. Dobry film, ale nie wybitny. Nie przypominam sobie też, żebym oglądała kiedyś wcześniejszą część. Pomijam fakt, że drugą za to oglądałam już 3 razy…
  10. O dwóch takich co poszło w miasto…
    czyli historia Harolda i Kumara. To kolejna komedia, która ma swoje kontynuacje. Nie wydaje mi się jednak, żeby kolejne były w stanie pobić pierwszą część. Tutaj pojawia się podobny motyw jak w „Super zioło” – środki odurzające. Dwójka przyjaciół ma tzw. gastro i potrzebują zjeść coś dobrego. Decydują się jechać do „White Castle” na specjalnego hamburgera. Zastanawiam się jak dobry musiał on być, bo wszystkie trudności, które spotykają po drodze nie są w stanie ich powstrzymać. No cóż, ten film polecany jest tylko fanom gatunku.

 

Kolejne miejsca zostawiam dla Was. :lol:

Pozdrawiam i życzę wesołych wakacji.

/Siwa

P.S. Już w poniedziałek wybieram się na Dębowiec, więc mnie trochę nie będzie, ale później wszystko Wam opowiem! ;)

Zdjęcia z
http://www.filmweb.pl/
oraz
http://joemonster.org/art/28755

46. Wspomnienie o miastach…

Miała być kolejna „włoska” notka, ale wspomnę tutaj o wszystkich miastach, które zwiedzaliśmy (jeśli da się to tak nazwać) w czasie naszego pobytu za granicą. Ostrzegam i z góry przepraszam, że bez zdjęć, ale niestety mój nowy aparat robi je w takiej rozdzielczości, że się tu nie mieszczą. Z racji, że nie chce mi się bawić nie zobaczycie tych „pięknych” fotek.  No chyba, że kiedyś… ^^

Zaczynając od początku to oczywiście San Marino. To, jak wiemy, jest już państwo. Miały być piękny widoki z racji, że miasto-państwo jest położone stosunkowo wysoko. Właśnie… Miały. Ale nie było, bo zastaliśmy tam bardzo ładną mgłę. Oczywiście siebie widzieliśmy, ale o spojrzeniu na jakieś miejscowości w dole można było zapomnieć. (Dziękuję Ci Pogodo…)
Nie powiem Wam co można tam zwiedzać (od tego macie inne blogi wyspecjalizowane w tym). Powiem Wam za to, co My („turyści”, którzy chcą coś zobaczyć, ale nie mają za grosz pojęcia gdzie to znaleźć i jaka jest tego historia) zobaczyliśmy.
Zobaczyliśmy bardzo przyjemnie brzmiący napis „Muzeum Tortur” i stwierdziliśmy, że tam pójdziemy. Ja i tata uważamy, że to nic specjalnego, siostra była zachwycona, Młoda płakała, więc mama wyszła z nią. Chwilę później, kiedy poszliśmy w głąb miasta wiedzieliśmy już skąd to wszystko. Spotkaliśmy parady ludzie ze średniowiecza. Księżniczek, dam, rycerzy, zwykłych ludzi, kupców itp. Ogólnie rzecz biorąc; bardzo mi się tam podobało.

Dwa dni później odwiedziliśmy Pizę.
Co można zobaczyć w tak przereklamowanym miejscu:
- krzywą wieżę, która okazała się być rzeczywiście krzywa,
- ludzi starających się „przytrzymywać” wieżę na zdjęciach,
-pełno fotografów i „fotografów”,
-drogie butelki wody w restauracjach,
- deszcz…

W tym samym dniu, po krótkim pobycie w Pizie pojechaliśmy do Florencji. Zdecydowanie spędziliśmy tam za mało czasu… Obejrzeliśmy jakiś rynek, sklepiki, mosty i Bóg wie co jeszcze. Niestety nigdzie nie wchodziliśmy do środka i nie wiedzieliśmy na co tak naprawdę patrzymy. (Podziękujcie mi, bo dzięki temu nie musicie czytać długich wypocin na temat historii jakiegoś miejsca).
Dopiero wieczorem zrobiło się fajnie, kiedy to wyszliśmy na jakąś górkę i widzieliśmy wspaniałą panoramę Florencji.

46-1 46-2

Kilka dni później (kiedy już dostatecznie wysmażyliśmy się na plaży) pojechaliśmy za namową mamy do Loreto. Poza wielką Bazyliką z pięknym i ważnym dla chrześcijan domkiem Maryi, w którym było co zwiedzać nie robiliśmy tam nic. No może nie tak znowu do końca… Byliśmy w jakimś „mega ważnym muzeum” i wiedzieliśmy wykonaną z gipsu (i podobno też bardzo ważną- nie weźcie mnie za ignorantkę) Pietę. No cóż to było przeżycie. (Dla niewiedzących –
http://pl.wikipedia.org/wiki/Piet%C3%A0
)

Po drodze widzieliśmy piękne morze i zachód słońca w Anconie i postanowiliśmy, że pojedziemy tam następnym razem na dłuższe zwiedzanie. Myślę, że to dlatego, że na tle lazurowego morza sesja zdjęciowa wyszła bardzo ładnie. :D Przedostatniego wieczora odwiedziliśmy też Urbino (moje drugie ulubione miasto w tym państwie), które z całego serca polecam wszystkim na zwiedzanie wieczorne.

To by było na tyle co zwiedzaliśmy we Włoszech. Pominęliśmy Rzym, bo byliśmy tam już dwa bądź trzy razy. Nie odwiedziliśmy też mojego ukochanego miasta na wodzie – Wenecji, bo przez wyjazd na Węgry nie było to możliwe. Marzy nam się z mamą jeszcze Mediolan i liczymy, że za dwa lata go odwiedzimy (może nawet sobie coś tam kupimy, to by było coś, zakupy we włoskiej stolicy mody ^^).

C.d.n.

/Siwa

45. Chciałam… Mam problem.

Ten wpis nie pasuje do mnie, ani do charakteru tego bloga. Ale raz na jakiś czas trzeba się pożalić.

Pozwiedzałam trochę świata, ale przez to ograniczyłam swoje kontakty z ukochanym blogiem. Swoje zaległości na innych blogach nadrabiałam dzisiaj. Stwierdziłam z siostrą, że każdy jest od czegoś uzależniony. Ja akurat od blogów. Potrafię czytać i komentować, wyszukiwać coraz to nowsze. Dzisiejszego wieczoru wypiłam 1,5 litra wody, chociaż zazwyczaj tego nie robię. Od laptopa wstaję jak muszę już naprawdę coś zrobić ważnego. Po czym wracam i czytam dalej. W takich momentach Facebook (moje drugie uzależnienie) może nie istnieć.

No cóż. Mój telefon jest pełen zapisanych notek z pomysłami na nowy wpis. A to tytuł świetnej książki, którą ostatnio przeczytałam, a tu film, tu znowu jakieś wydarzenie. Moja głowa za to wybucha od pomysłów na to, jak mogę to przedstawić. Dlatego ostatnio przestałam myśleć, a dziś spotkałam moją koleżankę, która ostatnio o mnie zapomniała. (Ma na imię Wena, chyba każdy z nas ją nie raz spotyka.)

Planuję. Mam zamiar. Chcę. Mogę tak w nieskończoność. Obiecywać. Postanawiać itp. Ale napiszę sensowną notkę. Wiem już o czym będzie (póki trwają wakacje będzie o tym co widziałam/robiłam) . I jestem już TUTAJ. A patrzenie na kalendarz z moimi wpisami przyprawiało mnie o dreszcze. Ta obietnica nie była dla Was (ale też). Głównie dla mnie, żebym wreszcie ruszyła dupsko i zaczęła działać. Czemu?

Tutaj pojawia się mój problem.

Nie potrafię pomieścić ogromu słów, obrazów i pomysłów znajdujących się w mojej głowie. Kiedy myślę o tym, co chcę napisać mam piękny obraz i potok słów na ten temat. Kiedy siadam do pisania okazuje się, że przerzedziłam go tak, że została tylko połowa z potoku i zrobił się strumyk. A tu już cała strona, albo dwie. Mój mózg nie mieści się nawet w komputerze, o kartce nie wspomnę.

/ Siwa

P.S. Kocham Was bardzo. Wasze blogi są wspaniałe i Wy jesteście wspaniali, że mnie odwiedzacie. Nie wiem, czy to z powodu tak późnej godziny, nadmiaru wody wypitej dzisiaj, czy zbyt dużo czasu poświęconego „Internetom”. Wybaczcie.

44. Krótko o zwyczajach Włochów, czyli dorwałam czas w wakacje. :)

Z racji, że akurat przebywam we Włoszech notka będzie (napisana na szybko przy pomocy taty) o zwyczajach Włochów.

Ni e jestem jakimś specem z tego zakresu, ale wszyscy wiemy, że Włosi bardzo dużo mówią. Nie tylko dużo mówią, ale robią to głośno i na dodatek zamaszyście gestykulują. Powiedziałabym, że mówią całym sobą. Mój tata, który płynnie mówi po włosku sam złapał nie tylko akcent, ale także zwyczaj „gadania” jak Włosi.

Na ulicach to dopiero jest anarchia. Nie dość, że wszędzie się śpieszą to nie zważają wcale na innych. Dokładnie tak, jakby na drodze byli sami. Niektórzy przy zmianie pasów na drogach szybkiego ruchu nie używają nawet kierunkowskazów. Wbrew pozorom nie wszystkie drogi są w dobrym stanie ( nie te lokalne).

Włosi nawet jedzą o określonej porze. Na przykład w niektórych restauracjach w mniejszych miasteczkach po godzinie 14:30 ciężko będzie kupić coś na obiad. To samo na pizzę idzie się zazwyczaj wieczorem. Co do jedzenia; Oni jedzą dużo i długo. Kiedyś porządny obiad, na który zostaliśmy zaproszeni przez firmę mojego taty, trwał 2 godziny (samo jedzenie, nie cała posiadówa). Przystawki, później pierwsze danie, jakieś przegryzki, drugie danie, desery itp. Nie dziwę się, ze trwa to długo i jest męczące. Na dodatek nie zdziwcie się, jeśli porcja makaronu albo spaghetti, które zamówiliście jest mała. Oni takie rzeczy traktują jak pierwsze danie, a później przechodzi się do sałatek. Pizza to nie jest nafaszerowane drożdżami i innymi spulchniaczami grube ciasto, tylko cieniutkie i kruche. Pizza to tutaj całkiem coś innego niż u nas. Jest za to bardzo pyszna i sycąca.

Zostawiając przy temacie jedzenia. Jest tutaj bardzo mało Mc’Donaldów, a KFC nie ma w ogóle. Oni nie jadają takich rzeczy. Rzadko można spotkać też kogoś z kanapką czy zwykłą bułką. Za to zamiast soków do obiadów piją wodę lub wino, jak wiadomo na lepsze trawienie.

Moja siostra uważa też, że mają bardzo niedobre papierosy. Śmierdzą strasznie, a mentolowych nie mają. Nie wiem czy to prawda i czy wszystkie tak mają, ale ona nad tym strasznie ubolewa. Nie zauważyłam tutaj tez nikogo z e-papierosem. Mało tez osób pali publicznie zwykłe. Kilka osób zdarzyło się na plaży popalać, ale rzadko osoby mijane w większych miastach w tłumie.

Podoba mi się to, jak Włosi gospodarują każde miejsce i jak pozyskują energię. Teraz prawie wszędzie na dużych polach można zobaczyć plantacje… solarów słonecznych. Niektóre są prywatne, inne zasilają pobliskie tereny, ale kilka lat temu jeszcze tego nie było. Najlepsze są te, pod którymi znajdują się miejsca parkingowe dla samochodów. Idealne rozwiązanie jak dla mnie. :D

Tutaj po obiedzie, koło 15, mówi się już „dobry wieczór’. Na dodatek wszyscy starają się być mili. Tutaj starają się ufać i dlatego zostawiają klucze w zamkach, no cóż … my nie. :D Łatwo poznać kto Polak nie tylko po skarpetkach i sandałach.

No właściwie to na razie wszystko. Jest jeszcze dużo rzeczy, o których chcę napisać, ale te zabawniejsze w kolejnej notce. Pozdrawiam wszystkich wytrwałych :D

/Siwa

43. O wszystkim, nie o niczym…

Ostatnio u mnie nic ciekawego. Właściwie co można napisać o nockach z przyjaciółkami i przesiadywaniem w domu kiedy na zewnątrz leje deszcz? -,-

Naszło mnie więc na napisanie czegoś, co będzie połączeniem recenzji książki, filmu, o fajnych kosmetykach i ubraniach oraz kilku innych rzeczach.

Zacznijmy więc od książki, którą wszystkim polecam:
„Mroczne umysły” – brzmi intrygująco, tajemniczo i lekko wieje grozą. Taka też jest prawda.  Po krótce: Amerykańskie dzieci zaczynają chorować i umierać. Niedługo później rząd zaczyna „usuwać” dzieci, które mają dziwne zdolności, w celu „zaleczenia ich”.  Ruby trafia do takiego właśnie obozu. Nie traktuje się tam ich jak ludzi i stara się zniszczyć ich radość i chęć życia. Główna bohaterka przy segregacji została wzięta za zieloną  (jedną z pięciu grup). W rzeczywistości jest jednak pomarańczowa. Żeby wyjaśnić, co oznaczają poszczególne kolory:
- Pomarańczowy – Dzieciaki zakwalifikowane do tego koloru potrafią czytać w myślach, a nawet przy pomocy wymazywania i zmieniania wspomnień zmieniać zachowania ludzi. Niestety zastały uznane za niebezpieczne i prawdopodobnie wymordowane. Ruby jest jedną z ostatnich, jednak ukrywa to żeby przeżyć.
Zielony – Fotograficzna pamięć, coś jak bardzo dobry matematyk.
-Niebieski – Możliwość przesuwania przedmiotów przy pomocy siły woli.
Żółty – Czyli kontrolowanie elektryczności.
Czerwony – Niestety najmniej opisywany w tej książce. Ten kolor oznacza umiejętność „wybuchania czegoś”, czyli wywalania w powietrze. :D
Mniejsza z tym. Ruby ucieka, poznaje nowych kompanów i stara się dotrzeć do kogoś, kto pomógłby jej zapanować nad umiejętnościami.
Więcej nie będę się rozpisywać, bo to dość zawiłe… Może po prostu przeczytajcie! Jest już druga część (pewnie niedługo u mnie w domu ^^) „Nigdy nie gasną”. Polecam!

43-1

Ostatnio obejrzałam też świetny film pt. „Millerowie”.  Tutaj (
http://serialomaniaczka.crazylife.pl/2014/06/13/millerowie/
) macie opis mojej koleżanki dotyczący tego filmu. Ale powiem Wam, że połączenie dilera, striptizerki, prawiczka, uciekinierki, udawanej rodziny, podróży camperem i historii wielkiego przemytu daje genialną komedię! Warte zobaczenia, bo można się pośmiać (jak nigdy) :)

43-2

 Co do kosmetyków: Kupiłam sobie w Rossmanie dwa lakiery „Celebrity Nails Wibo”. Dwa fajne kolory – jasny zieleń i pomarańcz. Bardzo żywe idealne na lato, ale nie wiem czemu lepszy jest pomarańczowy. Wystarczyła jedna warstwa i już wyglądały pięknie. Poprawiły mi humor.
Wprawdzie nie moje zdjęcia, ale wyglądały podobnie. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że kolory w opakowaniu nie do końca przekładają się na rzeczywistość, ale to nie oznacza, że mi się nie podobają :D

43-3 43-4

A z działu modowego, co mi się ostatnio spodobało to:

 43-5

Ktoś powie, że są brzydkie, ale ja jestem „za”. Wygodne, solidnie wykonane, pomimo wyglądu lekko ortopedycznego są piękne. Potrzebne mi są takie na wyjazd i zwiedzanie. A wy jak uważacie? :D

 Co ostatnio zaczęło mnie denerwować?

Może taki mały przykład z telewizji. Oglądamy z mamą wieczorem jakiś kanał, a była to bodajże jedynka lub dwójka, a tu nagle gość wyjeżdża z reklamą „Permen Kinga”, albo innego leku. Oczywiście wszyscy wiedzą do czego to służy, bo nie żyjemy w średniowieczu, ale nie podobają mi się te reklamy. Jak ma usiąść małe dziecko przed telewizorem. Nawet nie mówię, że same, ale np. z rodzicami, którzy chcą odpocząć. Aż tu nagle ktoś im truje o impotencji itp. -,- Żenua…

A co ostatnio jest, jak dla mnie, ok?

Blogerzy. I nie chodzi tu o wszystkich. Mianowicie o chłopaków. Kiedyś nie było ich prawie wcale, a niedawno zauważyłam, że powstaje coraz więcej blogów, których autorami są mężczyźni lub chłopaki. Fajnie tak czasem poczytać jak wygląda świat ich oczami. :D

Na koniec jeszcze świetna piosenka, którą też  się ostatnio zachwyciłam:  Artur Rojek „Syreny”



To na razie tyle. A jak układała by się wasza lista na wakacje?

Z tego miejsca pragnę także gorąco pozdrowić Kingę, a właściwie Kiki, której zawdzięczam wiele, a zwłaszcza dobre słowa (np, po znalezieniu się mojej notki na Onecie, kiedy skakała razem ze mną, chociaż tak na prawdę nie ze mną) :)

/Siwa


  1. http://www.empik.com/mroczne-umysly-bracken-alexandra,p1091124422,ksiazka-p

  2. http://www.filmweb.pl/film/Millerowie-2013-152844

  3. http://czella84.blogspot.com/2014/04/wibo-celebrity-nails-nr-6-fresh-grass.html

  4. http://czarodziejka87.blogspot.com/2014/03/lakiery-wibo-celebrity-nails-wszystkie.html

  5. http://www.zalando.pl/vagabond-flora-sandaly-bialy-va111i000-a11.html

 

38. Dolny Śląsk, Karpacz, Słoneczniki, rowerki i inne szczyty, które zdobywałam :)

„Kronikę wakacyjną” czas zacząć. :)

Moje wakacje ( nie wiem jak wasze) zaczęły się już w piątek 27.06 o godzinie 13. Nie zgadniecie co w tedy robiłam. Siedziałam sobie w autobusie, jadąc z powrotem do szkoły, z której wyszłam szczęśliwa kilka godzin wcześniej. Zmęczona, spocona i przede wszystkim zdenerwowana. Moja czarna sukienka doprowadzała mnie do szału. Było mi niewygodnie i chciałam już tylko do domu. Nie było mi to niestety dane jeszcze przez półtorej godziny. Zajebiste uczucie siedzieć sama w szkole (byłej) z dwoma nauczycielkami i dyrektorką, bo coś jeszcze ode mnie chciały…
Mniejsza z tym. Piosenką moich wakacji będzie „Dni, których nie znamy” Grechuty, ponieważ ją pierwszą usłyszałam zaraz po wiadomościach. Ciepłe wakacje rozpoczęłam zjedzeniem „Solo” na przystanku. Chociaż tyle na osłodę życia. Do tej pory jak to piszę budzą się we mnie stare pokłady frustracji z tego dnia.

Kolejny dzień (sobota) spędziłam prawie calusieńki z Małą. Czego to my nie robiłyśmy! Było bardzo fajnie. Raz do roku należy jej się dzień ze mną. :) Mam nadzieję, że kochana Dani mnie pochwali za piękną opieką nad dzieckiem, chociaż już starszym :D haha.

I niedziela… Tutaj się działo. W sumie raczej zleciało…  Po południu wybrałam się z przyjaciółką T. na rowery. Najpierw pod dużą górę, a później zjazd z wielką prędkością. Ja się wybawiłam :) Jeszcze później w pobliskiej miejscowości był festyn. Dużo osób, można było pogadać… Ogółem zarąbiście gdyby nie to, że jak wracałam to zlało mnie do reszty. Wyobraźcie sobie, na rowerze w strugach deszczu -,- Niezapomniane uczucie.

Poniedziałek. Hmmm.. Właściwe co napisać. Z rana dopełniłam formalności w liceum, a później z Nowego Sącza do Krakowa i z Krakowa do … Jeleniej Góry. 12 godzin w podróży. 11 w autobusie.  W międzyczasie gość, który darł się do telefonu zamiast mówić. Mega wrażenia, zwłaszcza, że to już mój trzeci raz. Przyjechałyśmy (z siostrą) po 22. Nareszcie w domu.. albo prawie domu…

Wtorek – Kurde wreszcie wakacje! Można spać do południa, zamulać nad kompem, telewizorem i książką. Ale nie na długo. Tutaj jest tylu ludzi, że się nie da. Dlatego uwielbiam to miejsce. Wieczorem pomimo brzydkiej pogody przejażdżka na rowerze. Nareszcie trochę aktywności. Szkoda, że wszystko mija tak szybko.

Środek tygodnia, może czas ruszyć dupsko. Tak więc po długim spaniu (wieczorem do późna graliśmy w super grę i oglądaliśmy mecz)i ogarnięciu się pojechałam się przejechać. Oczywiście było już po południu ^^ Ze Ścięgien pojechałam do Kowar i do Karpacza. Było fajnie chociaż byłam sama. Zjadłam najlepsze lody jakie mogą być tam podawane. Potem wróciłam do domu. Zmęczona ale zadowolona. To nie był koniec moich wypadów, bo później kuzynka wzięła mnie z ośmioletnim K. nad zaporę w Karpaczu. Po drodze spotkaliśmy dziwnie grubego psa. Nie wiem czy ktoś go spasł specjalnie i czy nie wywalił go na wakacje. (Przestroga! Nie róbcie tego…)

38-1 38-2

Właściwie nie wiem, co robiłam w czwartek. Tutaj (na Śląsku) wszystko mi się pomieszało. Nie wiem, który dzień tygodnia. Wydaje mi się, że jestem tu cały miesiąc, albo jeden długi dzień…
Wieczorem kolejna przejażdżka. Właściwie spodobało mi się to, szkoda, że nie uprawiam żadnych sportów regularnie… No ale cóż! Nie wszyscy są do tego stworzeni. Ale dwa plusy z mojego rowerownia:
+ Powtórka z poruszania się po drodze i zwłaszcza czytania znaków
+ Poprawa kondycji, nawet jeśli dystanse nie są znowu jakieś wielkie.

W piątek spotkałam się z moją koleżanką. Pojechałyśmy do Jeleniej Góry. Czy to nie dziwne (ale i fajne zarazem), że pomimo tego, iż widujemy się tylko dwa razy w roku (na wakacje i ferie) to i tak mamy o czym gadać? Niby super, ale tak się tylko da na chwilę, bo z osobami, które są mi bliskie widując się 7 razy w tygodniu i tak nie mogę się z nimi „nagadać”.
Wiadomość dnia! Dostałam się do wymarzonego liceum :) Za pierwszym razem i to od razu do mojej klasy, czyż nie cudownie? ^^

Sobota wcale nie była dniem wypoczynku… Po przyjeździe rodziców poszliśmy w gór. Karkonosze są naprawdę piękne. Zamiast na nudną i naszym zdaniem banalną Śnieżkę wybrałyśmy się (same kobiety ^^) na Pielgrzymy i Słoneczniki. Nie wiem co jeszcze opisać, bo nie da się. Tak bardzo bolą nogi, takie piękne widoki, taka euforia – cały ten pakiet zdobędą tylko ci, którzy tego spróbowali.

38-4

38-3

38-6

Niedziela wcale nie zapowiadała się źle, bo nie bolały mnie nogi tak jak np. moją siostrę (pozdro) :D Czyli nie jest najgorzej z moją kondycją. Jedyne co później się działo to pożegnania i wyjazd do domu. Tak mi się powiedziało do siostrzyczki: „Muszą być pożegnania, czasem ze łzami, żeby później móc się stęsknić i ucieszyć się na powitanie”.
Dwa kolory lata:
- niebieski, a właściwie błękit – jak niebo w pogodne poranki, tylko z kilkoma pierzastymi chmurkami.
- złoty – kolor zboża, które tak przyjemnie szumi i porusza się falami na wietrze.

Tak widzę lato…

A jako, że zdobyłam szczyt ^^ to może taka piosneczka:



 

37. Tak bardzo lato…

Na razie może się to nie przydać na nic, ale kiedy wyjdzie słońce…Ciepło, ciepło… Kilka moich sposobów na to co zrobić, żeby było nam nie tylko chłodniej, ale milej i weselej.

  1. Trochę życia. Czyli kwiaty :P Od kiedy na zewnątrz zaczęły się pojawiać ładne roślinki, wazon z kwiatami stoi na stoliczku w moim pokoju. Po pierwsze daje to zajęcie, bo trzeba kilka razy w tygodniu  wymienić „wiechcie”. Po drugie to dodaje koloru i życia pomieszczeniu. Ja akurat lubię jak mam jakieś kwiaty w pokoju, dlatego ciężko jest z zimie, a skoro już lat, to czemu mamy nie korzystać? Oczywiście nie polecam alergikom…
  2. Wysil zmysły. Jeśli nie masz kwiatów w pokoju a nie jesteś astmatykiem i lubisz różnego rodzaju zapachy, zainwestuj w kadzidełka. Oczywiście nie pal ich w środku dnia, kiedy w pomieszczeniu można się ugotować, tylko w mniej nasłonecznione dni, lub kiedy pada deszcz. Ja mam bardzo miły, aczkolwiek trochę ostry zapach wanilii.
  3. Chłodniej! Czas wyciągnąć wiatrak.  Postaw go w takim miejscu, żeby nie wiało cały czas na ciebie. Wystarczy ruch powietrza w końcu pokoju. Nie włączaj go na cały dzień, tylko na czas kiedy jesteś w pomieszczeniu, lub kiedy duchota cię do tego zmusza. To działa tak samo jak klimatyzacja. W nadmiarze jest niezdrowe!
  4. Ratunkiem okno. Zostaw otwarte okno na noc. Wzbraniaj się przed tym w czasie dnia, może jeszcze bardziej zaszkodzić… Jeśli nie boisz się komarów możesz spokojnie zgasić światło i położyć się w przyjemnym chłodzie. Nad ranem pamiętaj, żeby zamknąć okno i ochraniaj pomieszczenie przed zbytnim nasłonecznieniem, kiedy słońce jest z „twojej strony” i zasłaniaj żaluzje.
  5. Przegląd szafy. Ja niedawno robiłam sobie generalny remont, dowiedziałam się, że wielu rzeczy mi brakuje. Ciepłe swetry niech wylądują w pudłach na strychu, a na wierzch wyciągnij krótkie spodenki i bluzeczki! W końcu mamy lato, sprzyda się odświeżenie.
    A oto ja przy pracy :) Nie śmiejcie się, podziękowania dla kochanego kuzyna K.
    37-1
  6. Poprawa humory dla kobiet, czyli shopping! Skoro już mamy przegląd szafy to dobrym sposobem będzie uzupełnienie jej o kilka nowych ubrań. Dlatego idziemy na zakupy! Doskonała okazja na kupienie krótkiej bluzki, czy spodenek.
  7. Zrób coś szalonego. Pokonaj strach! Boisz się czegoś? Postaraj się to przemóc. Ja na przykład razem z przyjściem lata przełamałam swój strach do…skuterów. Miałam kartę motorowerową, ale zawsze bałam się gdzieś ruszyć na skuterze. Kuzyn K. (znowu) mnie do tego namówił i … spodobało mi się. Jakie wy macie strachy i co chcielibyście spróbować?
  8. Poznaj kogoś. Nie wiem czemu, ale ja tak mam, że lato to czas poznawania nowych ludzi i zawierania znajomości. Nie mówię tu już o wakacyjnej „miłości”, bo ja w coś takiego nie wierzę. Postaraj się w innych zauważać dobre rzeczy, jeśli dalej ci się to nie udaje po prostu nie mów nic :) Ja ostatnio zaczęłam tak robić. Poznałam wielu fajnych ludzi. Ale poznanie to nie tylko dodanie „znajomości” na fb i powiedzenie komuś „cześć”.  Spotkaj się z tą osobą „na żywo”! Wow. Jakie straszne… Nie bój się innych.
  9.  Własna ochłoda. Pod tą nazwą kryje się lemoniada. Najlepiej taka z kostkami lodu, mniejszą ilością cukru (ale nie przesadzajmy :P) i miętą na wierzch. Oczywiście własnoręcznie robiona. Mniam! Eksperymentuj…

A wy co dodalibyście jeszcze do tej listy? :)
Na koniec
* jedna z moich fot  trochę szalona bardziej… To było zdj pt. „LOL” robione przez moją siostrę :)
* zdjęcie twórcze robione przez przyjaciółkę M. :)
* Zdjęcie kochanej kuzynki – przyjaciółki robione przez Mua :* Tak bardzo lato!!!

37-2

37-3 37-4

/Siwa