87. 10 najbardziej irytujących rzeczy na Facebooku.

Większość z Nas kocha internet, albo przynajmniej nie wyobraża sobie bez niego życia. Istnieją jednak pewne rzeczy, które bardzo Nas irytują i ciężko jest cokolwiek z tym zrobić. Z tego też powodu, już na sam koniec wakacji – prezentuję Wam 10 denerwujących rzeczy na najbardziej znanym z portali społecznościowych.

1.Facebook’owe związki. To zna każdy. Istnieją takie pary, dla których intymność i prywatność nie istnieją. Do tego zalicza się standardowo: ustawienie statusu „w związku” i zmienianie go z każdą kłótnią, dodawanie postów jak to się bardzo drugiej połówki nie kocha, dodawanie obleśnych zdjęć jak to oni się pięknie nie całują no i oczywiście informacja o zaręczynach, najlepiej w wieku 15 lat, bo im wcześniej, tym lepiej.

2. Dzieciaki na Fb. Granica założenia profilu na „Fejsbuku” to (nie jestem pewna) 12-13 lat. No ale kto się teraz tego trzyma? (Ja, tylko, że to się nie liczy.) 10-latki siedzą po 3 godziny dziennie na Fb, mają miliony znajomych i żyją „pełnym życiem”. Szkoda, że internetowym. Zamiast marnować dzieciństwo na graniu w piłkę na podwórku, w karty z kolegami czy chociażby planowaniu kolejnej eskapady do lasu, oni siedzą sobie grzecznie na internecie. Prawdę mówiąc, dla mnie szczytem wszystkiego było założenie konta 6-letniej dziewczynie. (Tak, takie rzeczy istnieją…)

dzieci w necie

3. Dodawanie zdjęć typu „Wiem, że jestem brzydka, tak hejtujcie mnie… :3″ Boże, zachowaj. Taka laska czeka na pozytywne komentarze swoich koleżaneczek. Po cholerę dodaje takie zdjęcia, skoro uważa, że są brzydkie. Jeśli uważam, że zdjęcie jest złe i wyglądam na nim tragicznie, po prostu go nie dodaję.

4. A co do brzydkich zdjęć. Jeden z najbardziej irytujących momentów na Facebooku to dzień urodzin. Życzenia składają Ci osoby, których nie znasz, a przyjaciele… dodają twoje najbardziej kompromitujące zdjęcia. Oczywiście wszystko dla Twojego dobra… Genialna jest opcja blokowania ludzi i swojej tablicy 8-)

5. Rodzice, którzy tworzą historię dzieciństwa swojej pociechy na portalu społecznościowym. Nie mają albumów, żeby wywołać zdjęcia dziecka. Zamiast grzechotki czy pieluchy w ręku, trzymają aparat. Tak też powstają zdjęcia pt. „Pierwszy płacz”, „Pierwszy dzień w domu”, „Pierwszy uśmiech”, „Pierwsza kupka”, „Pierwsza sukieneczka”, „Pierwszy kroczek”, przed tym „Pierwsze raczkowanie”. Prawdę mówiąc, gówno mnie obchodzi kupa Twojego dziecka, więc po co to dodawać tm, gdzie każdy może obejrzeć gołą szanowną dzieciaka.

rodzice i dzieci na fb

6. Zaproszenia do gier. Tu chyba nie ma co komentować. Każdego to denerwuje, ale i tak wszyscy wysyłają.

zaproszenia do gier

7. Lajki życiem. Irytujący ludzie, dla których liczy się tylko to ile polubień będzie miało każde ich zdjęcie. Oczywiście, poniżej 60 lajków trzeba usunąć i załamać się psychicznie. Nie chodzi już o tzw. fejm tylko o to, żeby mieć dużo LAJKÓF. Takie osoby lubią wszystko u wszystkich i bawią się w głupie „Jeśli ktoś polubi twój komentarz, dodaj go do znajomych i polub profilowe”. Takie osoby są w stanie obrazić się na swojego najlepszego przyjaciela, bo ten nie polubił nowego profilowego… Dlaczego niektórzy ludzie nie rozumieją, że na Fb klika się „lubię to” tylko jeśli coś się SERIO LUBI?

lajki życiem

8. Ten niezręczny moment, kiedy pisze do Ciebie ktoś, kogo nie lubisz lub nie znasz. Ludzie chyba nie doceniają rozmowy „on live”.

nieznajomi ludzie

9. Zaśmiecanie tablicy bezsensownymi obrazkami z neta, udostępnieniami i konkursami. Osoby zakładające konta tylko po to, aby udostępniać wszelkie promocje swojej ulubionej marki, powinny mieć zakaz używania Facebooka. Błogosławiona opcja – zablokuj i nie obserwuj. :roll:

gówno mnie to obchodzi

10. Dodawanie tak przerobionych zdjęć, że nie da się rozpoznać postaci. Używanie retriki, photoshopa, pikassy i innych paintów w nadmiarze powinno być karane miesięcznym banem.

Wniosek: Ludzie nie potrafią korzystać za wszystkiego, co jest darmowe i dostępne. Lecz pamiętajcie, w każdej tragicznej sytuacji halo policja

 

 

 

 

A co Wy dodacie jeszcze do tej listy?

Pozdrawiam :D

/Siwa

86. Najlepsze 10 rzeczy, których ostatnio dokonałam.

W ostatnim czasie nie powstawały żadne notki ze swoistego braku weny i braku materiału potrzebnego do opublikowania czegoś w miarę interesującego. Przepraszamy za wszelkie niedogodności z tym związane.

Zaprezentuję Wam dzisiaj 10 mniejszych lub większych osiągnięć, które udało mi się zrealizować, co ciekawe, w ciągu ostatniego tygodnia.

1. Przejechałam na rowerze 50 km z Gąsek do Kołobrzegu. Wydaje mi się, że to największe osiągnięcie z pobytu nad morzem. Zdjęcia przedstawiają Bałtyk o godzinie 7.30, widziany ze ścieżki rowerowej, znajdującej się koło samego morza.

86A.jak-zmniejszyc-fotke_pl86H 86I86G

86B 86C86D 86E

 2. Zrobiłam to co każdy typowy turysta robi rano na plaży… A mianowicie, biegałam bądź uprawiałam jogging (jak to nazwiecie). Genialne uczucie przebiec się tak z rana po plaży. Genialne zwłaszcza dla kogoś, kto nie mieszka tam na co dzień. Cieszą mnie nawet krótkie dystanse, które udało mi się pokonać.

86J

 3. Przeżyłam dzień bez telefonu. Jest to specjalny dzień wymyślony przeze mnie, z dedykacją dla N., która bez swojego złoma nigdzie się nie rusza. Muszę Wam powiedzieć, że wcale nie było tak ciężko. Powinnam robić to częściej i Was zachęcam do tego.

86K.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 4. Zjadłam flądrę. Śmiesznie to brzmi, ale serio jestem z tego dumna. W trakcie tego pobytu miałam okazji spróbować tylko dorsza i miruny, która bardzo mi posmakowała. Flądra z kolei plasowała się gdzieś pomiędzy tymi dwiema rybami.

 5. Weszłam, wspięłam się, wylazłam, doczołgałam się do szczytu latarni w Gąskach. Prawdę mówiąc, mam ogromny lęk wysokości, więc jest to nie lada wyczyn. Zrobiono mi kilka zdjęć, na których nie widać jak bardzo kręciło mi się w głowie, jak mnie ta głowa bolała, jakie mdłości miałam i jak nogi się pode mną uginały. Bądźcie dumni!

86M.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86N.jak-zmniejszyc-fotke_pl86L86O.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 6. Zrobiłam sobie tatuaż… z henny. Ale i tak było fajnie  :lol: Zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy takiej frajdy nie doświadczył. Oczywiście wybrałam rozdartego (a jakże) lwa (co było chyba najbardziej oczywiste), którego wytatuowano mi na ramieniu. Szkoda, że już schodzi…

86P

 7. Pływałam w Bałtyku! Nie pierwszy raz „wlazłam” do tej lodowatej toni morskiej, ale pierwszy raz pływałam tak na serio. Było mi nawet ciepło, ale to chyba tylko ze względu na ogromny upał, który nie pozwalał leżeć na plaży.

86R86S.jak-zmniejszyc-fotke_pl86U.jak-zmniejszyc-fotke_pl86T.jak-zmniejszyc-fotke_pl

 8. Wypiłam najdroższą białą kawę i najdroższe ciasto drożdżowe w moim życiu. Podczas wycieczki do Kołobrzegu zatrzymałyśmy się (w czwórkę: ja, N., Mama i Ciocia Aneta) w kawiarni przy hotelu. Za cztery kawy: białą, czarną i dwie latte machiato oraz cztery ciastka drożdżowe zapłaciłyśmy ponad 60 zł. Cena nie jest szokująca jeśli spojrzeć na to GDZIE piłyśmy poranną kawę. Pozwoliłam sobie jednak umieścić ten fakt tutaj, gdyż była to NAJDROŻSZA kawa jaką KIEDYKOLWIEK piłam. Mam nadzieję, że nie ostatnia… ^^

86W 86Y

 9. W sklepie militarnym na obrzeżach Kołobrzegu kupiłam sobie maskę przeciwgazową typu MP4. Nie byłby to jednak szok, gdyby nie to, że odważyłam się TO ŚMIERDZĄCE COŚ założyć NA TWARZ. Nie, na żadną inną część ciała tylko na TWARZ. Smród niewyobrażalny, ale przynajmniej jestem zabezpieczona przez najazdem Rusków. Jak tylko mnie zobaczą, to uciekną.

86Z (2) 86Ź

 10. W ostatni dzień standardowo na pożegnanie urlopu i Bałtyku puściliśmy lampion chiński. Jeśli jeszcze nigdy tego nie robiliście to piszcie w komentarzach, może się dogadamy i wyślę komuś jeden :D

86Ż

 

Dodaję jeszcze inne, dziwne i śmieszne zdjęcia z wakacji. Taki mam kaprys. Możecie później napisać, które z nich najbardziej Was zaintrygowało (nie rozśmieszyło, nie przeraziło, nie zachwyciło, nie zniesmaczyło tylko ZACIEKAWIŁO).

86-1.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86-2.jak-zmniejszyc-fotke_pl 86-5.jak-zmniejszyc-fotke_pl86-3 86-4 86-6 86-7 86-8 86-986-10 86-11 86-12 86-14 86-15

Pozdrawiam :*

/Siwa

71. Sezon na leszcza i tak oto zostałam gniewem.

Trochę mnie tutaj nie było. Nie myślcie, że nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Moja rozmowa z N. przyniosła wczoraj następujące wnioski:

  • Jak opiszę film to czytelnicy pomyślą, że chcę ich zbyć.
  • Z drugiej strony mogłabym opisać co takiego robiłam przez ten czas, ale moje życie nie jest aż takie interesujące, a gra w „Eurobusiness” jest interesująca tylko dla graczy (Ja, N, Szister i Przyszły Szwagier, czyli Chamskie Warszawskie Słoneczko).

Wnioski końcowe: opiszę trochę tego i tego. Kurde to mój blog! Nikt się nie będzie czepiał (chyba za dużo czytam „Foszka”) :P

Poza pisaniem artykułów (aż dwóch) do gazety i strony internetowej tworzyłam też całkiem ciekawy wywiad z dziennikarką. Ciężko było, bo – jak sama przyznaje – nie lubi udzielać wywiadów, zwłaszcza o sobie.

Nie wspomnę o wszystkich sprawdzianach, kolejnych obietnicach, że będę się uczyć. Na szczęście zakończenie semestru nie poszło tak źle i dostałam 4 ze wszystkich rozszerzonych przedmiotów (pol-hist-ang), co jest dla mnie nie lada osiągnięciem. Normalnie jestem z siebie dumna, zwłaszcza, że nie byłam pewna czy przejdę z edb…

A co do moich ukochanych filmów <3. (A wydaje mi się, że wcale ich tak dużo nie oglądam.) „Kraina lodu” z N. Tak z niczego zaczęłyśmy oglądać tą bajkę i doszłyśmy do wniosku, że ona uczy dzieci czegoś więcej niż jakiś dziwny serial „Violetta” (polecam recenzję Beatrycze :P).

Z K. obejrzeliśmy także stary polski film – „Sezon na leszcza”. Jemu chyba się zbytnio nie spodobał, ale mi przypadło do gustu nietuzinkowe zakończenie. Jest to historia niepokornego gliniarza, nadużywającego alkoholu, który próbuje się dowiedzieć z kim zdradziła go żona. Pojawia się także całkiem osobny wątek dwójki rodzeństwa, którzy napadają na bank. Ginie ich wspólnik, a oni muszą uciekać. Przy okazji zabierają 3-letniego dzieciaka z ukradzionego auta. Całkiem ciekawy film, nieoczywisty, pokazujący polskie realia. Dwa wątki łączą się dopiero 5 minut przed zakończeniem filmu (co osobiście doprowadziło mnie do szału). Warto wspomnieć o roli Bogusława Lindy (którego zna każdy, zwłaszcza z takich filmów) i Ani Przybylskiej. Jest to produkcja z 2000r. więc myślę, że większość z Was go widziała.

Z kolei wczoraj oglądaliśmy komedię na miarę „American Pie”, czyli „Eurotrip”. Nie polecam, chyba, że ktoś lubi lekkie, dziwne, a zarazem mało wymagające i oklepane komedie. ;)

Szczerze powiedziawszy to czekam już tylko na ferie. To będzie ten czas, kiedy spotkam znajomych, z którymi nie widuję się na co dzień. Co dziwniejsze, ja już od dawna planuję co będę robić w te dwa tygodnie wolnego, a u nas ferie dopiero od 16.02.  :/

A na koniec zostawię Wam taką wisienkę na torcie (który dzisiaj wykonany jest raczej z samej margaryny). W ciągu mojej nieobecności na blogu zorganizowałyśmy (ja, Szister, N. i Kiki.) sesję zdjęciową. Miał to być projekt zaliczeniowy dla Kiki, więc trochę się poprzebierałyśmy i wyszły świetne efekty.

N. była miłością.

71-1

Szister pożądaniem (dlatego też nie udostępnię tego zdjęcia).
Kiki była szczęściem.

A ja zostałam… GNIEWEM. Nie wiem czy to jakaś aluzja, czy o co chodzi. Mi się to zdjęcie nawet podoba. Jest takie prawdziwe. Przynajmniej już wiem jak wyglądam, kiedy się drę.

71-2

Pozdrawiam i czekajcie na następną notkę. :D

/Siwa

67. Ta przyjemna, cieplutka część garderoby zwana SWETERKIEM.

Jesteśmy już bardzo blisko świąt. Z racji tego, zaprezentuję Wam specjalną notkę grudniową. Stali czytelnicy wiedzą, że kiedyś pojawiło się kilka wpisów „modowych”. A ostatnio nic, tylko filmy. Cieszmy się więc, bo udało mi się organizować „sesję zdjęciową”. Jak na mnie to bardzo dużo, więc Wy także doceńcie nasze starania. :D

Motywem przewodnim są sweterki. (Moja siostra nijak nie mogła zrozumieć, że to nie ONA jest ważna na zdjęciu, tylko jej SWETEREK.) Może i nie mamy śniegu, ale ta część garderoby powinna się pojawić każdej zimy.

Dzisiaj obraz będzie przeważał nad treścią. Wiem, że nie chce Wam się czytać :P

Złożę Wam od razu życzenia, bo po oglądnięciu zdjęć możecie być mocno zszokowani.
Dlatego; zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń, dużo uśmiechu, zadowolenia z pracy/wyników w nauce, weny (dla piszących blogi), czasu, ale także żebyście każdy dzień spędzili tak jak chcecie, i aby każdy kolejny przynosił coś dobrego. Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!

No to zaczynamy:

  • Sweterek (House)
  • Spodnie (Cropp * – stara kolekcja)
  • Kubek (wł. Koleżanki)

 67-1 67-2 67-3

  • Czapka (wł. Modelki z „takiego sklepu”)
  • Szalik (House*)

 67-4

  • Czapka (Siwula)
  • Sweterek (House)
  • Naszyjnik (wł. Siwej)

 67-5 67-6 67-7

 

  • Płaszczyk (wł. modelki „Mama mi kupiła”)
  • Sweterek (New Yorker *)
  • Spodnie („jakiś sklep z dżinsami” – brak danych)
  • Buty (Czerwona Stopa*)
  • Naszyjnik (House*)

 67-8 67-9 67-10 67-11

  • Sweterek (House*)
  • Koszulka (House*)
  • Pierścionek (babci szwagra psa sąsiada)

67-12 67-13

  • Nauszniki (biało-szare – Empik)
  • Nauszniki (czarne – pobliski sklep)
  • Kurtka (House*)
  • Sweterek (Reserved*)
  • Spodnie („ten sam sklep z dżinsami” + szelki)
  • Buty (Deichmann*)

67-14 67-15 67-16 67-17 67-18 67-19

 

 

 

Podziękowania:

- Paulinie – za bycie modelką i fotografem, za użyczenia swojej garderoby, i za wszelaką pomoc.
- Natalii – za bycie modelką i fotografem, za czapkę.
- Kornelii – za kubek i moje wydziwianie.
- Julce – za bycie bohaterką dwóch zdjęć.

Napiszę już pewnie po świętach (28.12 – 30.12) ;) Za ten czas, wszystkich czytających zachęcam do wpisywania się do księgi gości lub podawania swoich linków (przez święta postaram się poczytać – w końcu to magiczny czas).
Na koniec jeszcze nutka bardzo świąteczna :D



/Siwa

53. Sry, ale jestEś brzytka, odpadasz…

*Błędy w tytule są specjalnie. Przeczytajcie je sobie z amerykańskim akcentem.

O czym mowa? Oczywiście o „Top model”, albo „tap madl” jak kto woli.
To taki „fajny” program typu reality show na TVN. Jak sama nazwa głosi – chodzi o znalezienie najlepszej modelki/modela (ale panowie nie łudźcie się, bo i tak chodzi o modelkę) w Polsce. Kandydatów oceniają Joanna Krupa (albo Dżoana KrhupA), Katarzyna Sokołowska, Dawid Woliński i Marcin Tyszka. Brzmi świetnie, więc po co ja o tym piszę?

Nie oglądam tego programu namiętnie z racji późnych godzin emisji. Ale ostatnio były chyba pierwsze nominacje (poprawcie mnie jeśli się mylę) i z tych dobrych wybierali lepszych. Sesja zdjęciowa, wygibasy, wykrętasy, kreacje, makijaże, stylizacje. Modelek nie będę komentować, bo większość była jak chude szkapy, ale zauważyłam też kilku mężczyzn, których nie uznałabym w ogóle za atrakcyjnych.

Dzisiaj krótko, bo przechodzę od razu do momentu oceniania.
Pani Dżoana jest nastawiona do wszystkich milutko, kogo trzeba to zjedzie. Zazwyczaj wybiera tych, którzy innym się nie spodobali. I mówi coś w stylu „BarDZO mi PSZykro alE nie pszechocisz dalej.” Mówi to ze smutną buźką, ale wcale nie jest jej przykro! Nie dajcie się nabrać. „Rozwala” mnie jej akcent i to, że jak zrobiła karierę to może innych krytykować (oceniać, a krytykować to różnica, bo ocenia się w takich programach, ale czepiać się o głupstwa może każdy).
Później mamy panią Kasię, która zazwyczaj jak mówi to głośno (albo tak mi się zdaje). I mówi szczerze, że jej się nie podobało itp.
Pan Marcin też do miłych nie należy. Oczywiście jest fotografem i ma wymagania, dlatego on na pewno wie co jest dobre a co nie.
Mamy także pana Dawida, który zdecydowanie powinien używać mniej samoopalacza i przestać zakładać te dziwne apaszki.

Co działo się dalej na pięknym jachcie/statku gdzie przed jury stawała grupka młodych ludzi z ambicjami na zostanie modelem, aby oceniono ich pod względem pierwszej sesji zdjęciowej (kilka sesji – jedna dla grupy – każda w innej scenerii).
Przykładowe teksty (brzmią podobnie – nie przytaczam dokładnie, bo nie pamiętam):
„Jesteś ładnie zbudowanym mężczyzną, ale masz krzywy nos. Dziękujemy.”
„Na sesji wypadłaś nie najgorzej, ale szału też nie były. A jak ty teraz wyglądasz? W tym dziwnym koku przypominasz starą babkę.”
„Na sesji byłaś zbyt odważna, ale mi się to podoba. Chcemy cię zobaczyć dalej.”
„Jesteś przystojnym mężczyzną, ale boimy się, że na następnych sesjach nic nie będziesz robił. Na tej tylko stałeś.”
„Jesteś śliczna, na zdjęciu wyszłaś świetnie. Nadajesz się na modelkę, gdyby nie twój wzrost. Odpadasz.”

Auć! Lajf is brutal… Ja rozumiem, że tam chodzi o wygląd, ale i tak, mnie to przytłacza. To byli młodzi, zdolni ludzie, a teraz są dyskwalifikowani, bo mają krzywy nos.

/Siwa

38. Dolny Śląsk, Karpacz, Słoneczniki, rowerki i inne szczyty, które zdobywałam :)

„Kronikę wakacyjną” czas zacząć. :)

Moje wakacje ( nie wiem jak wasze) zaczęły się już w piątek 27.06 o godzinie 13. Nie zgadniecie co w tedy robiłam. Siedziałam sobie w autobusie, jadąc z powrotem do szkoły, z której wyszłam szczęśliwa kilka godzin wcześniej. Zmęczona, spocona i przede wszystkim zdenerwowana. Moja czarna sukienka doprowadzała mnie do szału. Było mi niewygodnie i chciałam już tylko do domu. Nie było mi to niestety dane jeszcze przez półtorej godziny. Zajebiste uczucie siedzieć sama w szkole (byłej) z dwoma nauczycielkami i dyrektorką, bo coś jeszcze ode mnie chciały…
Mniejsza z tym. Piosenką moich wakacji będzie „Dni, których nie znamy” Grechuty, ponieważ ją pierwszą usłyszałam zaraz po wiadomościach. Ciepłe wakacje rozpoczęłam zjedzeniem „Solo” na przystanku. Chociaż tyle na osłodę życia. Do tej pory jak to piszę budzą się we mnie stare pokłady frustracji z tego dnia.

Kolejny dzień (sobota) spędziłam prawie calusieńki z Małą. Czego to my nie robiłyśmy! Było bardzo fajnie. Raz do roku należy jej się dzień ze mną. :) Mam nadzieję, że kochana Dani mnie pochwali za piękną opieką nad dzieckiem, chociaż już starszym :D haha.

I niedziela… Tutaj się działo. W sumie raczej zleciało…  Po południu wybrałam się z przyjaciółką T. na rowery. Najpierw pod dużą górę, a później zjazd z wielką prędkością. Ja się wybawiłam :) Jeszcze później w pobliskiej miejscowości był festyn. Dużo osób, można było pogadać… Ogółem zarąbiście gdyby nie to, że jak wracałam to zlało mnie do reszty. Wyobraźcie sobie, na rowerze w strugach deszczu -,- Niezapomniane uczucie.

Poniedziałek. Hmmm.. Właściwe co napisać. Z rana dopełniłam formalności w liceum, a później z Nowego Sącza do Krakowa i z Krakowa do … Jeleniej Góry. 12 godzin w podróży. 11 w autobusie.  W międzyczasie gość, który darł się do telefonu zamiast mówić. Mega wrażenia, zwłaszcza, że to już mój trzeci raz. Przyjechałyśmy (z siostrą) po 22. Nareszcie w domu.. albo prawie domu…

Wtorek – Kurde wreszcie wakacje! Można spać do południa, zamulać nad kompem, telewizorem i książką. Ale nie na długo. Tutaj jest tylu ludzi, że się nie da. Dlatego uwielbiam to miejsce. Wieczorem pomimo brzydkiej pogody przejażdżka na rowerze. Nareszcie trochę aktywności. Szkoda, że wszystko mija tak szybko.

Środek tygodnia, może czas ruszyć dupsko. Tak więc po długim spaniu (wieczorem do późna graliśmy w super grę i oglądaliśmy mecz)i ogarnięciu się pojechałam się przejechać. Oczywiście było już po południu ^^ Ze Ścięgien pojechałam do Kowar i do Karpacza. Było fajnie chociaż byłam sama. Zjadłam najlepsze lody jakie mogą być tam podawane. Potem wróciłam do domu. Zmęczona ale zadowolona. To nie był koniec moich wypadów, bo później kuzynka wzięła mnie z ośmioletnim K. nad zaporę w Karpaczu. Po drodze spotkaliśmy dziwnie grubego psa. Nie wiem czy ktoś go spasł specjalnie i czy nie wywalił go na wakacje. (Przestroga! Nie róbcie tego…)

38-1 38-2

Właściwie nie wiem, co robiłam w czwartek. Tutaj (na Śląsku) wszystko mi się pomieszało. Nie wiem, który dzień tygodnia. Wydaje mi się, że jestem tu cały miesiąc, albo jeden długi dzień…
Wieczorem kolejna przejażdżka. Właściwie spodobało mi się to, szkoda, że nie uprawiam żadnych sportów regularnie… No ale cóż! Nie wszyscy są do tego stworzeni. Ale dwa plusy z mojego rowerownia:
+ Powtórka z poruszania się po drodze i zwłaszcza czytania znaków
+ Poprawa kondycji, nawet jeśli dystanse nie są znowu jakieś wielkie.

W piątek spotkałam się z moją koleżanką. Pojechałyśmy do Jeleniej Góry. Czy to nie dziwne (ale i fajne zarazem), że pomimo tego, iż widujemy się tylko dwa razy w roku (na wakacje i ferie) to i tak mamy o czym gadać? Niby super, ale tak się tylko da na chwilę, bo z osobami, które są mi bliskie widując się 7 razy w tygodniu i tak nie mogę się z nimi „nagadać”.
Wiadomość dnia! Dostałam się do wymarzonego liceum :) Za pierwszym razem i to od razu do mojej klasy, czyż nie cudownie? ^^

Sobota wcale nie była dniem wypoczynku… Po przyjeździe rodziców poszliśmy w gór. Karkonosze są naprawdę piękne. Zamiast na nudną i naszym zdaniem banalną Śnieżkę wybrałyśmy się (same kobiety ^^) na Pielgrzymy i Słoneczniki. Nie wiem co jeszcze opisać, bo nie da się. Tak bardzo bolą nogi, takie piękne widoki, taka euforia – cały ten pakiet zdobędą tylko ci, którzy tego spróbowali.

38-4

38-3

38-6

Niedziela wcale nie zapowiadała się źle, bo nie bolały mnie nogi tak jak np. moją siostrę (pozdro) :D Czyli nie jest najgorzej z moją kondycją. Jedyne co później się działo to pożegnania i wyjazd do domu. Tak mi się powiedziało do siostrzyczki: „Muszą być pożegnania, czasem ze łzami, żeby później móc się stęsknić i ucieszyć się na powitanie”.
Dwa kolory lata:
- niebieski, a właściwie błękit – jak niebo w pogodne poranki, tylko z kilkoma pierzastymi chmurkami.
- złoty – kolor zboża, które tak przyjemnie szumi i porusza się falami na wietrze.

Tak widzę lato…

A jako, że zdobyłam szczyt ^^ to może taka piosneczka:



 

37. Tak bardzo lato…

Na razie może się to nie przydać na nic, ale kiedy wyjdzie słońce…Ciepło, ciepło… Kilka moich sposobów na to co zrobić, żeby było nam nie tylko chłodniej, ale milej i weselej.

  1. Trochę życia. Czyli kwiaty :P Od kiedy na zewnątrz zaczęły się pojawiać ładne roślinki, wazon z kwiatami stoi na stoliczku w moim pokoju. Po pierwsze daje to zajęcie, bo trzeba kilka razy w tygodniu  wymienić „wiechcie”. Po drugie to dodaje koloru i życia pomieszczeniu. Ja akurat lubię jak mam jakieś kwiaty w pokoju, dlatego ciężko jest z zimie, a skoro już lat, to czemu mamy nie korzystać? Oczywiście nie polecam alergikom…
  2. Wysil zmysły. Jeśli nie masz kwiatów w pokoju a nie jesteś astmatykiem i lubisz różnego rodzaju zapachy, zainwestuj w kadzidełka. Oczywiście nie pal ich w środku dnia, kiedy w pomieszczeniu można się ugotować, tylko w mniej nasłonecznione dni, lub kiedy pada deszcz. Ja mam bardzo miły, aczkolwiek trochę ostry zapach wanilii.
  3. Chłodniej! Czas wyciągnąć wiatrak.  Postaw go w takim miejscu, żeby nie wiało cały czas na ciebie. Wystarczy ruch powietrza w końcu pokoju. Nie włączaj go na cały dzień, tylko na czas kiedy jesteś w pomieszczeniu, lub kiedy duchota cię do tego zmusza. To działa tak samo jak klimatyzacja. W nadmiarze jest niezdrowe!
  4. Ratunkiem okno. Zostaw otwarte okno na noc. Wzbraniaj się przed tym w czasie dnia, może jeszcze bardziej zaszkodzić… Jeśli nie boisz się komarów możesz spokojnie zgasić światło i położyć się w przyjemnym chłodzie. Nad ranem pamiętaj, żeby zamknąć okno i ochraniaj pomieszczenie przed zbytnim nasłonecznieniem, kiedy słońce jest z „twojej strony” i zasłaniaj żaluzje.
  5. Przegląd szafy. Ja niedawno robiłam sobie generalny remont, dowiedziałam się, że wielu rzeczy mi brakuje. Ciepłe swetry niech wylądują w pudłach na strychu, a na wierzch wyciągnij krótkie spodenki i bluzeczki! W końcu mamy lato, sprzyda się odświeżenie.
    A oto ja przy pracy :) Nie śmiejcie się, podziękowania dla kochanego kuzyna K.
    37-1
  6. Poprawa humory dla kobiet, czyli shopping! Skoro już mamy przegląd szafy to dobrym sposobem będzie uzupełnienie jej o kilka nowych ubrań. Dlatego idziemy na zakupy! Doskonała okazja na kupienie krótkiej bluzki, czy spodenek.
  7. Zrób coś szalonego. Pokonaj strach! Boisz się czegoś? Postaraj się to przemóc. Ja na przykład razem z przyjściem lata przełamałam swój strach do…skuterów. Miałam kartę motorowerową, ale zawsze bałam się gdzieś ruszyć na skuterze. Kuzyn K. (znowu) mnie do tego namówił i … spodobało mi się. Jakie wy macie strachy i co chcielibyście spróbować?
  8. Poznaj kogoś. Nie wiem czemu, ale ja tak mam, że lato to czas poznawania nowych ludzi i zawierania znajomości. Nie mówię tu już o wakacyjnej „miłości”, bo ja w coś takiego nie wierzę. Postaraj się w innych zauważać dobre rzeczy, jeśli dalej ci się to nie udaje po prostu nie mów nic :) Ja ostatnio zaczęłam tak robić. Poznałam wielu fajnych ludzi. Ale poznanie to nie tylko dodanie „znajomości” na fb i powiedzenie komuś „cześć”.  Spotkaj się z tą osobą „na żywo”! Wow. Jakie straszne… Nie bój się innych.
  9.  Własna ochłoda. Pod tą nazwą kryje się lemoniada. Najlepiej taka z kostkami lodu, mniejszą ilością cukru (ale nie przesadzajmy :P) i miętą na wierzch. Oczywiście własnoręcznie robiona. Mniam! Eksperymentuj…

A wy co dodalibyście jeszcze do tej listy? :)
Na koniec
* jedna z moich fot  trochę szalona bardziej… To było zdj pt. „LOL” robione przez moją siostrę :)
* zdjęcie twórcze robione przez przyjaciółkę M. :)
* Zdjęcie kochanej kuzynki – przyjaciółki robione przez Mua :* Tak bardzo lato!!!

37-2

37-3 37-4

/Siwa

34. Moda – czerwcowo mi

Coraz cieplej na zewnątrz. Duchota daje o sobie znać, zwłaszcza jak stoi się w słońcu, bardzo grzeje. Dlatego ostatnio oduczam się nosić czarne ubrania. Rezygnuję też z kurtek, na rzecz lekkich bluz rano. Nawet ostatnio przez to zimno rano się lekko zakatarzyłam :(
Wracając do rzeczy. Macie tu jeden zestaw, bo nie wiem czy można to nazwać stylizacją :)
Z braku fotografa zdjęcie musiałam sobie robić sama… Bywa.

34-1

Koszulka mojej mamusi w sumie teraz już moja: wyczuwam Reserved, ale bardzo ją lubię, bo jest taka lekka i te króliczki „Yeah Juhu” <3
Pod spodem: biała bokserka z Croppa,
Leginsy: z pobliskiego sklepu, nawet nie zgadniecie ile kosztowały! J Ale gdybyście ich mogli dotknąć, są takie inne, miękkie, nic tylko macać ^^

34-2

Pomysłowo do koszulki dopięłam kilka agrafek. Raczej to była polska myśl techniczna i potrzebowałam je gdzieś schować i nie zgubić, ale mi się spodobało.

34-3

Buty: kochane trampki z Deichmanna, <3 te to dopiero uwielbiam, tylko na zdjęciu są w stanie używalności (to widać, prawda? ^^)

34-4

Dodatki:
Pierścionek serduszko – House,
Zegarek żelowy – Pepco,
Żelowe bransoletki dostałam w prezencie.

34-6

34-5

Na koniec – okulary (Avon). I moja facjata :P

34-8 34-7

To by było na tyle. To do następnego :D
P.S. Mam nadzieję, że niektórzy po zobaczeniu ostatnich zdjęć nie będą pozdrawiać mnie z dywanu czy ze szpitala z oddziału kardiochirurgicznego :)

/Siwa

 

13. O nominacjach na facebook’u

Kto już padł ofiarą „nominacji do zdjęć na fb”?
Ja tak, dodałam swoje zdjęcie z dzieciństwa, żeby nie musieć kupować czekolady. W sumie, to nie przeszkadzało mi to. Na początku tylko modliłam się, żeby nikt mnie nie wciągnął do tej głupiej gry.  Ale później zdecydowałam się, że jednak wstawię jakąś fotkę. Przypomniałam sobie jak dawniej było fajnie, jak beztroskie było dzieciństwo, a także jak dawniej ludzie wyglądali, bo nie powiem, że teraz dzieci się stroi, a nie ubiera.
Teraz cały facebook jest zawalony starymi zdjęciami. Nie powiem, że to już mocno irytujące i troszkę nudne, ale zawsze to lepsze niż beznadziejny wyzwania piwne…
Ja się wywiązałam, wiele osób nie nominowałam, nie będę przyczyniać się do rozprzestrzeniania tej zarazy…
Nie wiem kto to wymyślił, ale miał całkiem fajny pomysł, szkoda, że teraz zrobił z tego nominacje na skalę światową -,-
A tutaj zdjęcie, które ja sama dodałam. Przy oglądaniu albumu tak się śmiałam, razem z moim tatą. Nie wiem czy bardziej rozbawiło mnie to, jak bardzo byłam rozkoszna, czy te stare czasy.
Na zdjęciu po lewej to moja siostra, a ja to ta młodsza ;)

W sumie to ciekawy miałam ubiór, prawda?
Białe rajtuzy, tego samego koloru sweterek i dżinsowa sukieneczka. Do tego te genialne czerwone buciki, dawniej wszyscy je nosili, a teraz tylko nieliczni odważni i modelki na pokazach mody. Całkiem stylowo, prawda?  No i nie zapominajmy o fryzurze mojego dzieciństwa, czyli koczki, nazywane przez moją mamę ślimaczkami.
W sumie całkiem fajnie było obejrzeć te stare zdjęcie, zrozumiałam, że wszystkie dzieci są słodkie i są prawdziwym skarbem dla rodziców.
Was też już dopadła plaga nominacji? Jak wspominacie swoje dzieciństwo i co wam się z nim najbardziej kojarzy?

/Siwa