79. Przemknę niezauważona….

Nie wiem jak zacząć, więc zrobią to za mnie wymowne trzy kropki.

Teraz już lepiej.

Po pierwsze, ustalmy, że ta przerwa była zaplanowana, ja miała, strasznie zajęty miesiąc i potrzebowałam odpoczynku.

Ale nie zawiodłam się na Was. Wielu z Was wciąż męczyło mnie, żebym napisała w końcu notkę. (Uwierzcie mi, lubię tę formę męczenia.) ;)

Teraz już nawet nie wiem, co mogę Wam napisać po tak długim okresie. Może po prostu powiem: ŻYJĘ. :D

Wszystko czasem nadrobię, nawet Wasze notki na blogach. Naprawdę wszystko da się nadrobić. Doskonałym tego przykładem są uczniowie z 9 zagrożeniami, którzy i tak otrzymują promocję do następnej klasy.

Ale dość już tych wyrzutów sumienia i tłumaczenia się. Sama siebie ostatnio zbytnio katowałam nieobecnością na blogu, żeby jeszcze bardziej się pogrążać.

Pragnę jeszcze wspomnieć, że dzisiejsza notka jest z dedykacją dla Lackofideas, która dzisiaj obchodziła swoje urodzinki <3 Pewnie i tak przeczyta to w niedziele, ale niech wie, że jest kochana…

Nie jestem pewna, ale u mnie ostatnio nic się nie zmieniło. Mam także wrażenie, że czytelników nie obchodzi to co się u mnie dzieje, tylko to, kim jestem, co uważam itd. Ale jeśli się mylę, to mnie poprawcie. ^_^

Może jednak trochę odejdę od tej zasady…

Jak wiecie, zaczęłam ćwiczyć dla siebie i dla zdrowia iii … popsułam sobie zdrowie. A dokładniej kręgosłup. Mam nadzieję, że już mogę zacząć ćwiczyć od nowa tym razem lepiej i ostrożniej.

Nie potrafię siebie zmotywować. (Stąd też tak długi brak notki.) Ale dobrze, że mam takich ludzi wokół siebie, którzy zawsze potrafią na mnie wpłynąć. ;) A na niczym mi tak nie zależy jak na przyjaźni…

Przejdą do drugiej klasy – bez promocji, ale przejdę. :D Pomijam już kwestie nauki, ale przypominam sobie jak na początku roku myślałam, że w liceum z nikim się nie zaprzyjaźnię. No i kolejny raz się pomyliłam. Oczywiście nie jest to jakaś wielka przyjaźń, ale są tam ludzie, dla których warto iść do szkoły. ;)

Zamiast odsuwać spotkania z ludźmi w czasie zaczęłam się z nimi umawiać „na reżysera”. Czyli coś w stylu „oddzwonię do Ciebie”, „spiszemy się jeszcze”… Nienawidzę tego w sobie, ze nigdy nie trzymam się terminów, zawsze coś muszę przedłużyć  i zawalić. :/

Kolejny ważny wywiad do gazety już za mną. Jestem z siebie dumna, kiedy ludzie nareszcie zaczynają traktować mnie jak człowieka, a nie małolata. No i byłam na pierwszej konferencji prasowej w moim życiu. Nie było to znowu nic szalonego, zwykła lokalna konferencja, ale i tak to ciekawe doświadczenie.

Zauważyliście, że z minuty na minutę piszę coraz więcej zdań? Może jak już się nakręcę, to niedługo dodam kolejną notkę – tym razem tematyczną.

Weno spływaj na mnie strumieniami. (Wiem, wiem… Apostrofa powinna być na początku…)

To na razie tyle.

Pamiętajcie tylko, że ŻYJĘ :D

/Siwa

78. Wyczekiwana recenzja „Snajpera” ;)

No i nadeszła pora na „Snajpera’, który niedawno miał swoją premierę i pewnie większość z Was go widziała, a jeśli nie, to koniecznie musicie to nadrobić… ( Zdradzę Wam sekret – Film ten możecie bez problemu znaleźć na cda.)

W tym miejscu następują ukłony dla reżysera Clinta Eastwooda, który stworzył świetne dzieło. „Snajper” opowiada o amerykańskim żołnierzu, chlubie wojska, którego nazywano Legendą. Miał to być film biograficzny, wojenny i dramat w jednym, ale z tym pierwszym bym się nie zgodziła. Znalazłam bowiem kilka niedociągnięć. Albo raczej to nie ja je znalazłam, tylko ktoś komu się chciało, a ja po prostu wyszukałam „10 kłamstw w filmie <Snajper>” KLIKNIJ TUTAJ JEŚLI CHCESZ ZOBACZYĆ CO SIĘ NIE ZGADZA.

Kolejna fala braw należy się odtwórcy głównej roli, Bradley’owi Cooperowi. Myślę, że bardzo dobrze wywiązał się ze swojego zadania. Jeśli już skupiłam się na suchych faktach to dodam jeszcze tylko, że „Snajper” dostał Oscara w kategorii Najlepszy montaż dźwięku, a nominowany był także do 5 innych kategorii.

78-1

Przechodzimy do sfery emocji i odczuć. Film bardzo mnie poruszył, pomijam, że ostatnie minuty to była męka, bo oglądałam go dość późno i prawie podtrzymywałam powieki zapałkami (pozdrawiam K., który siedział ze mną :D ). Zrobił na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza końcówka. Wszystko było w miarę klarowne. Nie zachwyciły mnie tylko niektóre sceny batalistyczne i inne, w których ciężko było zorientować się co się dzieje i jakie to będzie miało konsekwencje. Fantastyczne okazało się to, że podczas strzelanin nie katowano widza wyszukaną muzyką, budującą napięcie. Zostawiono te sceny „pustymi” i to sprawiło, że stały się bardziej realistyczne. Podobało mi się także ukazanie nie tylko pola walki, ale i strefy rodzinnej Chrisa (głównego bohatera).

78-2

Świetne były sceny, w których bohater zmagał się z samym sobą – „zabić czy nie zabijać”. W konsekwencji przemienił się w „bohatera”, z manią chronienia ojczyzny i innych ludzi. (Nie kpię tutaj z żołnierzy, ale jeśli obejrzeliście to wiecie o co chodzi.) Jak wspominałam już wcześniej, końcówka była idealna. Zszokowała mnie tak bardzo, że przez kilka minut nie mogłam dojść do siebie i odtwarzałam ten moment ponownie. Ogólnie film oceniłam na 8. Doskonały na nudny wieczór, zostaje w głowie. Nie bez powodu piszę o nim notkę.

Podsumowując: ten film pokazał, że bycie żołnierzem to nie tylko strzelanie i obrona kraju. Czasem zabijani są niewinni cywile, a każdy oddany strzał niesie ze sobą konsekwencje. Musimy być świadomi, że powrót takiego żołnierza nie wiąże się z odzyskaniem spokoju, a to, co zostawiają na polu walki ciągnie się za nimi cały czas. „Snajper” pokazał również prawdziwą miłość. Nie mówię tutaj o miłości Chrisa do żony, która także była obecna i podtrzymywała go przy życiu, ale o tej miłości patrioty do ojczyzny. Ile trzeba mieć w sobie odwagi, żeby rzucić wszystko i walczyć w „obronie” kraju? Najsmutniejsze jest to, że taki człowiek istniał naprawdę. Cywile wciąż są zabijani, wojny wciąż trwają, a żołnierze zdobywają kolejne rany psychiczne.

Keep calm and watch „Snajper” <3

P.S. Przepraszam za chaotyczność tej notki. Mam nadzieję, że zrozumieliście co chciałam Wam przekazać ;)

/Siwa


  1. http://redheads-thoughts.blogspot.com/2015/03/american-sniper-czyli-wyszo-jak-wyszo.html

57. Bo życie jest piękne :)

Czy życie jest piękne? A Wy jak sądzicie?
Niektórzy już wiedzą, że jesień nie jest moją ulubioną porą roku.
Nie będę tutaj udowadniać czemu, bo mam milion powodów.
Czasem wieczorami kładę się na łóżku i tak strasznie skupiam się na tym, żeby umrzeć. Nie, nie jestem samobójcą. Jeszcze nigdy mi się nie udało (wow, logika…). I zawsze liczę, że uda mi się przed następnym angielskim… ;)

Wracając do sedna sprawy. Dzisiaj oprzemy się na filmie pt. „Życie jest piękne”. Piękny, wzruszający, włoski film z 1997 roku. Obejrzałam go na lekcji polskiego i, co ciekawe, spodobał mi się. My, uczniowie mamy to do siebie, że cokolwiek oglądamy/czytamy w szkole jest po prostu nudne i złe!

Guido przeżywa różne śmieszne przygody, w końcu w poznaje dziewczynę. Kończy się jak kończy, mają razem dziecko i żyją bardzo szczęśliwie. I tutaj pojawia się druga rzeczywistość. Guido jest Żydem i wraz ze swoim synkiem zostaje zabrany do obozu koncentracyjnego. Jego żona zgłasza się dobrowolnie. Guido, żeby nie martwić swojego syna wymyśla pewną zabawę. Pobyt w obozie to gra. Kto przetrwa do końca wygrywa czołg!

Więcej nie mówię. Obejrzyjcie sami. Ja gorąco polecam. Jeśli nie macie czasu w najbliższym tygodniu, to dopiszcie chociaż ten film do swojej listy (jeśli takową macie ^^). Zobaczycie, czy dzieciak w końcu wygra ten czołg…

Ten mistrzowski sposób przekazania tak okrutnej prawdy działa mocno na psychikę. Bo kiedy jest źle czyż nie lepiej pomyśleć, że inni mieli gorzej. Przecież to tylko jedynka, jedna lekcja, spóźniony autobus, ból głowy, deszcz za oknem, czy zła koleżanka… To TYLKO coś, co może niedługo minie. Powiem Wam, że życie jest piękne. W całkowitym tego słowa znaczeniu. Cieszmy się, że nikt nie czyha na nasze życie, że ta jedynka nie przekreśla całej przyszłości. I powtarzaj sobie w chwilach szarości i słabości: ŻYCIE JEST PIĘKNE ;) Bo jest!

Dostałam ostatnio od mamy taką genialną białą, żelową bransoletkę z napisem „Powiedz STOP narzekaniu”. I chyba zacznę to robić. ^^

57

Jeśli masz taki problem, że uważasz, że życie jednak nie jest piękne napisz do mnie na adres fruzia@o2.pl ;) Może razem znajdziemy jakieś plusy. W każdym bądź razie ja jestem do dyspozycji :D

/Siwa

26. Książka – „Autoportret reportera”

Wchodzę do naszej szkolnej, małej biblioteki. Patrzę po półkach i szukam książki. Nagle trafiam na książkę w twardej oprawie o tytule „Autoportret reportera”. Nie zainteresowała mnie okładka, nie powąchałam książki (zawsze tak robię – uwielbiam zapach książek), nie przeczytałam opisu z tyłu, nie słyszałam od nikogo, żeby ją polecał. Leżała sama, opuszczona, niedotknięta przez żadnego ucznia, bo wydawała się nudna. Pierwszy raz wybrałam książkę dla autora. Kiedy tylko przeczytałam napis „Ryszard Kapuściński” od razu wiedziałam, że muszę zobaczyć co to jest. Wiedziałam o tej postaci tylko tyle, że był to słynny polski reporter. Mieliśmy o nim zajęcia na kółku dziennikarskim.
Pewna siebie staję przez bibliotekarką i podaję jej książkę.
– Może dam ci inną książkę? Tam są takie fajne…- zniesmaczona na widok tytułu wskazuje mi dłonią inny regał.
– Nie, ja chcę tą. – pierwszy raz kłóciłam się z kimś o książkę.
– Ale ta jest taka…beznadziejna. – zatkało mnie, ale uparcie dążyłam do swojego.
W końcu podbuzowana bezczelnym zachowaniem bibliotekarki wyszłam z pomieszczenia.

To jedna z najlepszych książek, które w życiu przeczytałam. Jako, że ostatnio bardziej skupiam się na morale, wartościach opisywanych, a nie na akcji, ta książka dla mnie nie była nudna.
Ryszard Kapuściński mówił o pracy reportera, o Polsce, o współczesnych mediach, o jego życiu. Były to jednak fragmenty wywiadów jakich udzielił. Bibliografia przytacza 48 takich wywiadów. Są to krótkie teksty, które trzymają się kupy.
Kapuściński mówi bardzo mądrze, jeszcze nie spotkałam się z takim doświadczeniem życiowym żadnego człowieka. Zachwycił mnie jego pogląd na świat, a przede wszystkim pasja, jaką było dziennikarstwo, czy mówiąc bardziej reporterskie wyprawy do Afryki i innych zakątków świata.
Mogę w spokoju sumienia powiedzieć, że ten człowiek jest moim idolem. Chciałabym być tak dobra jak on. To co on pokazywał było prawdą. Na jego reportaże głównie składali się ludzie, ich wypowiedzi, zachowania, wrażenia.
Cytat, który bardzo mi się spodobał: Do tego, żeby uprawiać dziennikarstwo, przede wszystkim trzeba być dobrym człowiekiem. Źli ludzie nie mogą być dobrymi dziennikarzami. Jedynie dobry człowiek usiłuje zrozumieć innych, ich intencje, ich wiarę, ich zainteresowania, ich trudności, ich tragedie. I natychmiast, od pierwszej chwili, stać się częścią ich losu”
To co mówi Kapuściński jest piękne, wiem, że kiedyś na pewno jeszcze raz przeczytam tą książkę i inne tego autora.
To było fantastyczne przeżycie i wiele wniosków wyciągnęłam z jego wypowiedzi.
Polecam tą książkę nie tylko osobom zainteresowanym dziennikarstwem, ale wszystkim. Zwłaszcza rozdział 5 powinien przeczytać każdy, kto ogląda telewizję, wiadomości…Naprawdę, spróbujcie!

Cóż mogę więcej pisać o takiej fantastycznej książce? Wypadałoby samemu ją przeczytać i zobaczyć.  Gorąco zachęcam. :)

26-1

Kilka informacji o autorze (własność Wikipedii), po więcej odsyłam do źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Kapu%C5%9Bci%C5%84ski

Ryszard Kapuściński (ur. 4 marca 1932 w Pińsku, zm. 23 stycznia 2007 w Warszawie) – polski reportażysta, publicysta, poeta i fotograf, zwany „cesarzem reportażu”. Jest najczęściej, obok Stanisława Lema, tłumaczonym polskim autorem.

26-2 26-3

Piosenka O.S.T.R.-ego, która mówi, tak jak Kapuściński, że życie nie jest proste i takie dobre jak się nam może wydawać. „BO PRZECIEŻ NIKT NIE OBIECYWAŁ NAM ŻE BĘDZIE ŁATWO”



 /Siwa

2.
http://centrumkapuscinskiego.pl/przykladowa-strona/